Pięć medali cieszy, kolor krążka Partyki już niekoniecznie

Pięć medali cieszy, kolor krążka Partyki już niekoniecznie

Czy Polska reprezentacja może zapewnić sobie pięć medali podczas jednego dnia imprezy? Może. Czy może to zrobić tylko w jednym sporcie udowadniając, że jesteśmy w nim liczącą się siłą? Jak najbardziej. A czy mimo wszystko możemy być z tego wyniku nie do końca zadowoleni? Tak, bo o ile liczba krążków się zgadza, to do teraz nie możemy uwierzyć jakim cudem Natalia Partyka przegrała swój mecz o paraolimpijski finał. I nie chodzi tu o sam wynik – porażki się zdarzają. Chodzi o okoliczności, w jakich ta porażka się przytrafiła.

Największa.

To proste. Uczestniczy w rywalizacji i ją wygrywa.

Wśród zawodników słychać opinie, kto zainspirował ich do uprawiania tego sportu.

Gdybyśmy od polskich komentatorów usłyszeli takie opinie o którymś z naszych sportowców (może z dosłownie kilkoma wyjątkami) to moglibyśmy pomyśleć, że panowie za mikrofonem przesadzają, a barwy narodowe nieco zakrzywiają im obraz. Ale jeżeli w takich superlatywach o Natalii Partyce wypowiadają się eksperci zza granicy, to dobitnie świadczy o tym, jakim szacunkiem w środowisku cieszy się Natalia. Partyka to grająca legenda, czterokrotna indywidualna mistrzyni paraolimpijska w tenisie stołowym, a ośmiokrotna medalistka igrzysk ogólnie.

Dziś zadanie miała najtrudniejsze z możliwych – naprzeciwko niej stanęła wielka rywalka, Yang Qian. Australijka, która wcześniej reprezentowała Chiny, spotykała się z Partyką w paraolimpijskich finałach zarówno w Londynie, jak i Rio de Janeiro. Można zatem śmiało stwierdzić, że mecz półfinałowy w Tokio był niczym finał. Brazylijka Bruna Costa Alexandre, która wygrała drugi mecz, jest po prostu słabsza zarówno od Polki jak i Australijki. Zwyciężczyni pierwszego półfinału mogła być już niemal pewna złotego medalu.

Spotkanie lepiej rozpoczęła Qian. Partyka popełniała sporo błędów, grała zbyt wolno, ale kiedy weszła na swój najwyższy poziom widać było, kto na tych igrzyskach przyjechał po piąte złoto z rzędu. Chociaż ostatecznie przegrała pierwszą partię, to i tak mogło zaimponować, że z sześciu piłek setowych Qian obroniła aż trzy. Ale końcówka pierwszego seta była znakiem, że Natalia się rozkręciła. W drugim secie imponowała akcjami w obronie, sama będąc niezwykle precyzyjna w ofensywie, skutkiem czego rozniosła swoją przeciwniczkę 11:4. Trzecia partia była bardziej wyrównana, Yang bardzo dobrze zaczęła rozprowadzać naszą mistrzynię odrzucając ją od stołu i rozsądnie zmieniając kierunki posyłanych piłek. Lecz Natalia udowodniła wtedy, że jednym z jej największych atutów jest gra pod presją. Kiedy wynik był na styku to Polka lepiej wytrzymywała ciśnienie.

Tym bardziej nie możemy pojąć tego, co stało się pod koniec meczu.

Maszyna się zacięła

Czwarty set padł łupem Australijki. Okej, szkoda, ale Partyka popełniała w nim mnóstwo błędów. Wiedzieliśmy, że taki scenariusz drugi raz się nie powtórzy. Nie przy jej klasie i doświadczeniu. I w decydującej piątej partii absolutnie nic nie zapowiadało podobnego scenariusza. Polka grała tenis wybitny, a nad wyraz ekspresyjna – jak na zawodniczkę chińskiego pochodzenia – rywalka mogła tylko stroić grymasy na twarzy. Natalia prowadziła już 9:4 i zaledwie dwa punkty dzieliły ją od piątego w karierze indywidualnego finału igrzysk.

Ale wtedy stało się coś niewytłumaczalnego. Bo jak można wytłumaczyć to, że Polka jeszcze przegrała tego seta, a w efekcie cały mecz 2:3? Tym, że Partyka najlepiej prezentuje się grając pod presją, a pięć punktów przewagi daje spory komfort psychiczny? Tym, że w tenisie stołowym dość częste są prawa serii? Dajcie spokój, tak doświadczona zawodniczka miała obowiązek zdobyć dwa brakujące oczka i zameldować się w finale. Niestety, nie zdobyła ani jednego. Jakkolwiek szanujemy wyczyn Qian, która wygrała decydujące starcie 11:9, tak trudno nie odnieść wrażenia, że nasza rodaczka przegrała na własne życzenie, a pretensje może mieć tylko do siebie. I znając jej ambicje – ma ich całkiem sporo. Medal oczywiście jest – w paratenisie stołowym nie rozgrywa się meczów o brązowy medal, tym nagradzani są półfinaliści. Jednak w przypadku Natalii taki kolor medalu jest po prostu rozczarowaniem. Marzenia o piątym indywidualnym złocie trzeba będzie odłożyć do Paryża.

Dwa finały Polska-Francja

Ale nie tylko Natalię Partykę mogliśmy dziś oglądać w hali Tokyo Metropolitan Gym. Dwa mecze rozegrał Patryk Chojnowski, który grał jako pierwszy z Polaków. Nasz mistrz paraolimpijski z Londynu w ćwierćfinale bez problemów ograł 3:0 w setach Czarnogórca Lukę Bakića. W ten sposób awansował do półfinału, w którym czekał na niego… kolejny reprezentant Czarnogóry, Filip Radović. Dwudziestojednolatek postawił Chojnowskiemu twardsze warunki gry. Pierwszego seta Polak wygrał na przewagi, następnego przegrał 9:11. Ale wraz z rozwojem partii górę wzięło doświadczenie naszego rodaka. 11:4, 11:9, 3:1 w setach i tym sposobem to Polak zameldował się w finale, w którym zmierzy się z Mateo Boheasem. Warto dodać, że obaj panowie spotkali się ze sobą w ćwierćfinale turnieju indywidualnego w Rio de Janeiro, gdzie to Polak był górą. Ostatecznie Chojnowski z Brazylii wrócił ze srebrnym medalem, więc na papierze szansa na złot0 jest spora. Ale pamiętajmy, że w Rio Francuz miał zaledwie dziewiętnaście lat, zatem jutrzejszy pojedynek będzie o wiele trudniejszym wyzwaniem.

Sukces z poprzednich igrzysk paraolimpijskich powtórzył również Rafał Czuper. Tenisista startujący w kategorii niepełnosprawności C2 w półfinale turnieju pokonał Koreańczyka Jim Cheol Parka 3:1 w setach. Tym sposobem szykuje nam się kolejna walka polsko-francuska, gdyż przeciwnikiem naszego zawodnika będzie Fabien Lamirault. To mistrz paraolimpijski z Rio de Janeiro zarówno w grze indywidualnej jak i deblu. O złoty medal z pewnością będzie ciężko, pięć lat temu Francuz pokonał Polaka 3:1 w setach. Ale jak – niestety – przekonaliśmy się po występie Natalii Partyki, paraigrzyska to dobry czas na rewanże za zeszłe porażki. Może tym razem taki udany rewanż sprawi właśnie Czuper?

Liczba medali znana, kolory nie do końca

Dziś mieliśmy też dwa pojedynki polsko-chińskie, lecz niestety żaden z nich nie rozstrzygnął się na korzyść Polaków. Karolina Pęk w półfinale odpadła z Xiong Guiyan – zawodniczką, którą pokonała pięć lat temu w Rio, lecz w finale debla grając z Partyką. W grze pojedynczej to Chinka okazała się lepsza, aczkolwiek musiała się z Polką sporo namęczyć. Karolina wygrała jednego seta, a w pozostałych trzech zdobywała minimum siedem punktów.

Natomiast Maksym Chudzicki nie sprostał Shuo Yanowi, jednak wygrana z nim byłaby sporą niespodzianką. Maksym w swoim debiucie na paraigrzyskach i tak osiągnął super wynik docierając do strefy medalowej. Porażka z reprezentantem Chin, wielokrotnym mistrzem Azji oraz brązowym medalistą z Rio de Janeiro z pewnością wstydu mu nie przynosi. Nawet, jeżeli mecz zakończył się wynikiem 3:0 dla Yana po szesnastu minutach gry.

Zatem koniec końców, dzisiejsze tenisowe zmagania zapewniły nam aż pięć medali, jednak cieszyć możemy się z czterech z nich. Chudzicki zdobył brąz, podobnie jak Karolina Pęk, która powtórzyła wynik indywidualny sprzed pięciu lat. Swoje indywidualne sukcesy z Rio de Janeiro już wyrównali również Chojnowski i Czuper, lecz oni przecież jeszcze mają szansę na mistrzostwo paraolimpijskie. Pierwszy z nich zagra jutro, natomiast drugi pojutrze. I tylko brązowy medal Natalii Partyki stanowi sporą łyżkę dziegciu w beczce miodu, jaką były dzisiejsze występy polskich tenisistów stołowych.

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez