Korzeniowski: Z wodą to mamy teraz kontakt pod prysznicem albo w wannie

Korzeniowski: Z wodą to mamy teraz kontakt pod prysznicem albo w wannie

W czasach świetności obawiał się go nawet Michael Phelps, z którym rywalizował jak równy z równym na dystansie 200 metrów delfinem. Piętnaście lat temu zdobył złoty medal mistrzostw świata, co od tego czasu udało się tylko dwóm polskim pływakom. Paweł Korzeniowski ma za sobą pełen bagaż doświadczeń i sukcesów, ale wciąż towarzyszy mu głód rywalizacji. Dlatego też w grudniu ubiegłego roku po trzech latach od zakończenia kariery, postanowił ją wznowić. A teraz, tak jak każdy pływak znalazł się na zakręcie. Czym próbuje zastąpić pozamykane baseny? Jak radzi sobie podczas kwarantanny? Jak określiłby swoją dyspozycję? Rozmawiamy z polskim pływakiem:

KACPER MARCINIAK: Kiedy ostatni raz byłeś na basenie?

PAWEŁ KORZENIOWSKI: No, już chyba minął tydzień.

Zdarzyło ci się kiedyś mieć taką przerwą?

Ostatni raz to chyba w sierpniu, ale wtedy jeszcze byłem na pływackiej emeryturze… Tak, to spora przerwa. Nawet kiedy jeździłem na wakacje na dwa, albo trzy tygodnie to kontakt z wodą zawsze gdzieś tam był.

Musisz sobie zatem radzić w inny sposób. Stosujesz chociażby trening z gumami…

To takie założenie, żeby zrobić imitację ruchu, jaki wykonujesz pod wodą. Pływam więc na sucho, do tego dorzucam różne warianty pompek, przysiady na jednej nodze, stanie na rękach. Możesz trenować każdą partię ciała i siła w pewnym stopniu zostanie, ale gorzej z tak zwanym czuciem wody.

Pływanie na sucho – to faktycznie działa?

Praca ramion działa bardzo dobrze – tak jak w wodzie, ruch jest bardzo podobny. Lepiej byłoby leżeć, ale nie mam odpowiedniej ławki. Może coś wymyślę.

Załóżmy hipotetyczną sytuację: jest dwójka pływaków o podobnych życiówkach i potencjale. Jeden przez miesiąc trenuje poza basenem, a drugi regularnie pływa. Ten pierwszy ma szansę wygrać?

Nie, nie ma takiej możliwości. Bez szans. Chodzi o wspomniane czucie wody, a po miesiącu bez pływania kondycyjnie też będzie to gorzej wyglądać.

Dalej na co dzień pracujecie z Marcinem Cieślakiem?

Ostatnio – jeszcze przed zamknięciem basenów – nie było okazji, bo poleciał z kadrą na zgrupowanie na Teneryfę. A potem wiadomo: zamknęli im basen, musieli wrócić do Polski i mają dwutygodniową kwarantannę. Wcześniej, jak była taka możliwość i Marcin akurat nie był w Stanach, to się spotykaliśmy, ale on też jest na nieco innym etapie przygotowań ode mnie. Ja szykowałem się do Grand Prix Polski, które miały odbyć się w połowie marca, ale zostały odwołane. I obecnie jestem na lekkim roztrenowaniu.

W twoim powrocie do pływania duży udział miał właśnie Marcin…

Namówił mnie żebym zaczął trenować, na zasadzie – może akurat dobrze pójdzie, bo sam w końcu popływał trzy miesiące i zdobył brązowy medal na mistrzostwach Polski (a pod koniec 2019 roku srebro i brąz na mistrzostwach Europy na krótkim basenie – przyp. red.). No i tak zacząłem z nim chodzić na treningi na lądzie, potem w wodzie, temat się przewijał też na naszych obozach dla dzieciaków i w pewnym momencie stwierdziłem, że mogę spróbować i powalczyć o swoje piąte igrzyska.

Jaki miałeś wyznaczony cel na Gran Prix Polski? Zrobienie minima na igrzyska?

Chciałem popłynąć i zobaczyć, w jakiej jestem dyspozycji. Być może bym tam świetnie wypadł i dałoby to kwalifikację. Ale na razie to nawet nie wiadomo, czy się igrzyska odbędą. Mistrzostwa Polski w Lublinie w maju, które były moim głównym celem, też zostały przesunięte i nie ma podanego nowego terminu, kiedy miałyby się odbyć.

Czułeś się mocny? Byłeś dobrze przygotowany do startu?

Chciałem się przede wszystkim sprawdzić. Na treningach zaczynałem pływać szybko, więc planowałem zobaczyć jak wyjdzie na zawodach. Ale niestety nie miałem do tego okazji. Na dobrą sprawę, nie wiem, ile byłbym w stanie przepłynąć, więc wciąż mam przed sobą spory znak zapytania: na jakim poziomie jestem? Trening to trening, zawody to zawody – nie ma co porównywać. Kompletnie inaczej się pływa, inne doświadczenie.

Impreza w Warszawie miała być twoją pierwszą w 2020 roku, ale startowałeś już w grudniu ubiegłego roku, podczas zawodów pod twoim patronatem.

Wystartowałem, ale powiedzmy… szybko nie było.

Dużo polskich pływaków planowało też start i walkę o igrzyska na otwartych mistrzostwach Szwecji w Sztokholmie na początku kwietnia…

I je również odwołali. Ja akurat tam nie miałem jechać. Nie jestem w zespole kadrowym i ze względu na obowiązki rodzinne nie mógłbym sobie raczej na taki wyjazd pozwolić. Wolałem się tu przygotowywać, ale obecnie jesteśmy w zawieszeniu. Dla mnie wszelkie niewiadome i przeciąganie w czasie jest bardzo problematyczne: lata lecą, do tego praca i rodzina, trudno mi oddać się w pełni pływaniu.

Powrót do kariery pływackiej w grudniu, minęło kilka miesięcy i taki pech…

Tak, to niekorzystna sytuacja, ale każdy się w niej znajduje. Jeśli to długo potrwa… zobaczymy w jakiej dyspozycji będę po tej przerwie. Będzie potrzeba więcej czasu, żeby wrócić do formy. Alternatywy alternatywami, ale treningu w wodzie się w pełni nie zastąpi. Nie ukrywam, że morale nieco opadło.

Uważasz, że inni pływacy mają nad tobą przewagę? Na dobrą sprawę przygotowania do igrzysk rozpocząłeś dopiero kilka miesięcy temu, a teraz poniekąd zostały przerwane…

Kluczowe jest to, że mogą trenować “na pełny etat”, a ja nie mogę sobie na to pozwolić. Nie ma się jednak co usprawiedliwiać.

Jest jeszcze kwestia trenowania, a wychowywania małych dzieci. Trudno to pewnie połączyć.

Nie jest to łatwe, zwłaszcza kwestia regeneracji. Zdarza się, że muszę kilka razy w nocy wstać, zrobić to, i tamto. Każdy rodzic wie o czym mówię.

Gdybyś miał teraz wybrać: igrzyska odbywają się w terminie, czy dwa miesiące później, abyś miał więcej czasu na przygotowanie? Nie mówiąc nawet o 2021 roku…

Wydaje mi się, że trochę później. Aczkolwiek zależy ile potrwa ta przerwa: jeśli ponad miesiąc, to zdecydowanie trzeba je przesunąć. Zawodnicy nie zdążą się przygotować, mając za sobą tyle czasu poza wodą. Do tego dochodzą kwalifikacje, które są odwoływane, wiele krajów miałoby z nimi spory problem. Ciężko będzie się wyrobić do lipca.

Należysz do grupy wybitnych optymistów, czy myślisz że jeszcze w tej kwarantannie pobędziemy? I przede wszystkim: jak ci mija podczas niej czas?

Myślę, że trochę to potrwa – patrząc na to co się dzieje na świecie. Samemu zajmuję się swoimi dziećmi, czas jakoś leci. Z domu staram się nie wychodzić nawet do sklepu, chyba że jest konieczność, ale wtedy idę samemu. Do tego chadzam na spacery do lasu z dzieciakami, gdzie nie ma styczności z ludźmi. Staram się pamiętać o wszystkich zaleceniach, takich jak częste mycie rąk, mam przy sobie też żel antybakteryjny do higieny.

A o niedotykaniu twarzy też pamiętasz? To chyba nieco odruch bezwarunkowy?

Da się to kontrolować. Jeszcze jedno: trzeba też czasem wyczyścić telefon.

W centralnej Europie wielu dostępnych basenów raczej nie uświadczymy, ale są kraje, w których pływacy wciąż mogą trenować w normalnych warunkach…

Choćby Australia. Z tego co słyszałem, jest tam trochę ośrodków pootwieranych. Pewnie będą mieć przewagę, mogą sobie spokojnie trenować. Rosja? Też, choć to nie jest aż tak pływacka nacja, zobaczymy jak poradzą sobie na igrzyskach.

Inni sportowcy mają pewnie trochę lepiej. Lekkoatletom zamkną stadiony? Cóż, wciąż mogą sobie pójść pobiegać po dworze.

A my z wodą to mamy teraz kontakt pod prysznicem albo w wannie. Odpadają też ćwiczenia z ciężarami, bo każda siłownia jest zamknięta.

Chyba, że jesteś utytułowanym amerykańskim pływakiem i masz wszystko w swojej willi!

Taki to nie miałby problemów.

Gdyby Michael Phelps znowu wznowił karierę, pewnie mimo kwarantanny trenowałby na takim pięćdziesięciu-metrowym basenie…

Kto wie, może i by mu nawet ośrodek specjalnie otworzyli.

ROZMAWIAŁ
KACPER MARCINIAK

Fot. Newspix.pl


Aktualności

Kalendarz imprez