Pau i Marc Gasol. Ostatnia droga prowadzi do Tokio?

Pau i Marc Gasol. Ostatnia droga prowadzi do Tokio?

Jeden wciąż się świetnie trzyma, broni barw mocnej drużyny i spogląda w kierunku kolejnego mistrzowskiego pierścienia. Drugi ma podobne ambicje, ale te kilka lat na karku więcej brutalnie je weryfikują. Marzyć mu jednak nikt nie zabroni – dlatego myśli o tym, żeby znowu połączyli siły. I grali razem zarówno w Lakers, jak reprezentacji Hiszpanii.

Rodzeństwo Gasol, jedni z najlepszych europejskich koszykarzy w historii, wciąż nie rozstaje się z pomarańczową piłką i celuje w igrzyska olimpijskie w Tokio.

Wujek

Starszy z braci ostatni mecz w NBA rozegrał w marcu 2019 roku, kiedy był jeszcze zawodnikiem Milwaukee Bucks. Od tamtego czasu przeszedł dwie operacje stopy i skupiał się na powrocie do pełni zdrowia – w dużej mierze właśnie przez problemy z kontuzjami doszło do jego rozbratu z najlepszą ligą świata.

Podczas dwóch ostatnich sezonów w San Antonio Spurs był już zresztą cieniem zawodnika. Zbyt wolnym na współczesne koszykarskie realia, zbyt ociężałym w obronie, za mało skutecznym w ataku. Niewiele zmieniło podpisanie umowy z Bucks – bo choć ci wiązali z nim pewne nadzieje, ta współpraca po prostu nie wypaliła.

Kiedy Hiszpan był zdrowy – grał mało. A kiedy nie był – oczywiście nie grał w ogóle. Epizod w stanie Wisconsin może śmiało wymazać z pamięci.

Tak się jednak złożyło, że w momencie, kiedy jego kariera koszykarska kulała, kwitło mu życie prywatne. W lipcu 2019 roku poślubił swoją partnerkę, Catherine McDonnell. A w listopadzie ogłosił, że spodziewają się pierwszego dziecka. Zbliżający się do czterdziestki Hiszpan, wcześniej zbyt zajęty podróżami i treningami, które wiązały się z jego zawodem, miał wreszcie zostać ojcem.

Wszystko zmieniło się w styczniu 2020 roku. Wieść o katastrofie helikoptera, na pokładzie którego znajdowali się m.in. Kobe Bryant oraz jego córka Gianna, dotarła do Hiszpana, kiedy ten przebywał w swojej ojczyźnie.

Początkowo po prostu nie dowierzał w to, co się stało. Myślał, że helikopter mógł się rozbić, ale przecież Kobe na pewno się z niego wyczołgał. Jego przyjaciel przecież zawsze sprawiał wrażenie niezniszczalnego. Grał z wybitymi palcami, rzucał osobiste z zerwanym Achillesem, wsadzał wycieńczone ciało do lodu po kolejnym meczu, w którym grał ponad 40 minut. Czemu tym razem miał dać za wygraną?

Pau nie rozumiał konsekwencji upadku z wysokości i wybuchu płomieni. Chciał wierzyć, zaprzeczać, snuć nadzieje. Ten płomyk w jego sercu nie zamierzał zgasnąć, ale i on się poddał.

Po fakcie musiał odcierpieć swoje. Przez parę dni płakał do poduszki, nie był w stanie z nikim rozmawiać. Jednak pierwszą rzeczą, jaką zrobił po powrocie do rzeczywistości, było kupienie biletu lotniczego do USA. Widział, że bliscy jego “Hermano”, jak zwykli do siebie mówić, potrzebowali go wtedy najbardziej.

Powrót?

W dzień rocznicy ślubu Vanessy, wysłał jej wielki bukiet kwiatów. W dzień, w którym Gianna miała obchodzić 14. urodziny, wysłał tort. To tylko małe gesty, które nie opiszą całej relacji pomiędzy familią Gasolów a Bryantów, ale pomogą ją nakreślić. Tak samo jak wspólny rejs po zatoce San Francisco, jazda na nartach czy przebieranie się za postacie ze Star Wars na Halloween.

Dużo mówi też to, że kiedy na świat przyszła córeczka Paua oraz Catherine, na drugie imię dali jej “Gianna”. Po niedoszłej gwieździe damskiej koszykówki, ale przede wszystkim młodej dziewczynie, o zawsze uśmiechniętej twarzyczce, za którą Vanessa tęskni każdego dnia.

Po ponad roku od tragedii Pau przygotowuje się do swojego “Last Dance”, ostatniego rozdziału w karierze, którego jednak nie chce napisać – jak się w ubiegłym roku spekulowało – w Barcelonie, a NBA. O tym, że znajduje się w reżimie treningowym i liczy na kontrakt, mówił ESPN już w grudniu ubiegłego roku. Postanowił jednak nie uderzać bezpośrednio do żadnego klubu, zanim nie popracuje bardziej nad kondycją.

Na ten moment nie znalazł co prawda zatrudnienia, ale sezon jest jeszcze młody. Wraz ze zbliżającymi się play-offami kluby powinny chętniej rozglądać się za doświadczonymi weteranami. Choć Gasolowi nie zależy tylko na podpisie na umowie, a regularnej grze. – Chcę mieć okazję pomagać, być potrzebnym. Nie siedzieć na ławce. To nie jestem ja. Chcę czerpać radość z grania w koszykówkę – zaznaczał dla ESPN.

Na podobne wypowiedzi nie musi silić się jego brat. Marc kontrakt z Los Angeles Lakers, aktualnymi mistrzami NBA, podpisał już w listopadzie. Stał się częścią najlepszej ekipy w NBA, którą ma po prostu wzmocnić. I zdobyć drugie mistrzostwo w karierze.

– Myślałem, że mój pobyt w Toronto nie może być lepszy, i cały czas będziemy bić się o pierścień. Ale nie wiedziałem, czy jestem właściwym zawodnikiem do tej ekipy, czy faktycznie jestem im potrzebny. Dlatego pomyślałem, że właściwą rzeczą będzie dołączyć do Lakers – mówił.

Jak wiele warty jest obecnie 35-letni Hiszpan? Zacznijmy od tego, że w obecnym sezonie spędza na parkiecie najmniej minut w karierze. I zdobywa najmniej punktów – zaledwie cztery na mecz. Nie powinno to jednak dziwić, jeśli popatrzymy, po pierwsze, na wiek Hiszpana. A po drugie – na podejście Lakers, którzy przez sezon regularny zamierzają przejść stosunkowo niewielkim nakładem sił, by potem w dobrym zdrowiu przystąpić do fazy play-off.

Gasol gra zatem mało, ale zapewne, kiedy stawka będzie wyższa, to się zmieni. Wystarczy popatrzeć na czasy, kiedy środkowy występował w Toronto Raptors. W rozgrywkach 2018/2019, podczas play-offów, spędzał na parkiecie średnio ponad 30 minut na mecz [w porównaniu do 24,9 w sezonie regularnym przyp-red.]. W ubiegłym roku było ich trochę mniej, ale to też dlatego, że “Dinozaury” mierzyły się z zespołami, które nie miały gwiazdorskich podkoszowych. A właśnie w ich kryciu Marc się specjalizuje.

Na dodatek niewykluczone, że Jeziorowcy będą mieli w szeregach nie jednego, a dwóch rosłych Hiszpanów. W momencie, kiedy Pau zapowiadał swój powrót, podkreślił też, że Los Angeles jest jego wymarzoną destynacją. Nie ma się co dziwić: powrót do miasta, w którym u boku Kobego zdobył dwa mistrzostwa, i sięgniecie po trzecie w ostatnim sezonie w karierze – to wszystko brzmi pięknie.

Można mieć jednak wrażenie, że problem jest taki – Pau chce, Lakers nie.

Do pięciu razy sztuka

Starszy z braci nie czerpie jednak motywacji znikąd. Zapewne nie próbowałby wrócić do NBA, gdyby nie… igrzyska olimpijskie. Choć karierę reprezentacyjną mógł skończyć już dawno i nie pojawił się na mistrzostwach świata w 2019 roku, tak wizja gry w Tokio wciąż go elektryzuje.

Gdyby znalazł się w kadrze Hiszpanii, która zdążyła już wywalczyć kwalifikację do imprezy, wystąpiłby na swoich piątych igrzyskach. Wyrównałby tym samym rekord, który należy do Oscara Schmidta oraz Teófilo Cruza. – To byłoby coś niespotykanego – mówił dla ESPN. Jak dużą ma szansę, aby wkraść się w łaski selekcjonera? Jeśli tylko będzie zdrowy, trudno sobie wyobrazić, żeby nie otrzymał powołania.

Reprezentacyjna koszykówka to nie NBA. Posiadanie w składzie zawodnika, który idealnie zna realia grania na międzynarodowych turniejach, jest na wagę złota. Szczególnie że Gasol w hiszpańskich barwach zazwyczaj błyszczał jeszcze bardziej, niż na parkietach NBA. Przekonywali się o tym m.in. polscy koszykarze. Jeden z nich – Łukasz Koszarek – tak opisywał w rozmowie z nami postać Paua:

– Najlepszy koszykarz przeciwko jakiemu grałem? Postawiłbym na Pau Gasola, który wiele razy nas po prostu miażdżył. Potrafił rzucić za trzy, podać, świetnie odnajdywał się pod koszem. A do tego miał około 213 cm wzrostu, ktoś taki nie rodzi się na co dzień.

Wielokrotny reprezentant Polski wypowiadał się również na temat jego brata: – To nie Pau, ale powiedzmy – osiemdziesiąt procent jego. Musisz kryć go blisko, bo nawet kiedy ma słaby mecz, to potrafi podać, ściągnąć obrońców, zaangażować w grę swoich kolegów.

Kadra Hiszpanii podejdzie do igrzysk w Tokio jako aktualny mistrz świata oraz, naturalnie, jeden z faworytów do złotego medalu. Inna sprawa, że – w związku z kończącym się dopiero w lipcu sezonem NBA – może zabraknąć im niektórych zawodników, którzy w tej lidze występują. Najbardziej zagrożony jest oczywiście Marc Gasol, bo jako jedyny [w przeciwieństwie do Juancho i Willy’ego Hernangomez oraz Ricky’ego Rubio przyp-red.] występuje w klubie z ambicjami mistrzowskimi.

Jeśli chodzi o grę dla kadry, jest jednak równie zdeterminowany, co jego brat. – Oczywiście mam nadzieję, że zajdziemy z Lakers jak najdalej. Zatem pojawiłbym się na kadrze bardzo zmęczony i spóźniony. Jednak zawsze chcę być obecny, przynajmniej do tego lata. Jeśli tylko nie brakuje mi zdrowia, chęć gry dla Hiszpanii staje się coraz większa, bo ja robię się starszy, więc nie zostało mi wiele czasu. To dodaje każdemu momentowi, który mogę spędzić z kolegami z kadry, większego znaczenia.

Ostatni rozdział

Trudno w to uwierzyć, ale Pau zachwycać koszykarskich skautów zaczął jeszcze w latach dziewięćdziesiątych. Był częścią złotej generacji hiszpańskiej koszykówki, w skład której wchodzili też Juan Carlos Navarro czy Jorge Garbajosa. W 1999 roku poprowadził młodzieżową kadrę do złotego medalu mistrzostw globu U-19. Rok później grał już pierwsze skrzypce w seniorskim zespole Barcelony, ale wkrótce opuścił jej szeregi na rzecz NBA. Nie obyło się jednak bez udanego pożegnania – jako 21-latek poprowadził Katalończyków do mistrzostwa Hiszpanii oraz Pucharu Króla, samemu zdobywając statuetkę MVP obu tych rozgrywek.

W najlepszą ligę świata wszedł z hukiem – jako pierwszy Europejczyk w historii został debiutantem sezonu (2001/2002). W kolejnych latach też odnosił sukcesy indywidualne, ale nie zespołowe. Podobnie zresztą jak Kobe Bryant. Ten, sfrustrowany fatalnymi wynikami Lakers, w okolicach 2007 roku zażądał transferu. Do historii przeszły jego słowa – powiedział, że może grać wszędzie, nawet na Plutonie.

Ale ostatecznie Miasta Aniołów nie opuścił. Jego karierę w tym mieście uratowało przybycie Gasola, którego zresztą spotkał nieco wcześniej na wakacjach w Hiszpanii. Zasugerował, że może w przyszłości zagrają razem. I faktycznie tak się stało. Lakers, aby pozyskać hiszpańskiego koszykarza, musieli jednak oddać kilku swoich graczy. Do Memphis trafili Kwame Brown, Javaris Crittenton, Aaron McKie oraz… prawa do Marca, będącego jeszcze przed swoim debiutem w lidze.

Ten przez lata pozostawał w cieniu swojego starszego brata, ale w końcu z niego wyszedł. Otrzymał statuetkę dla najlepszego defensora ligi, zagrał trzy razy w Meczu Gwiazd, a w 2019 roku sięgnął po mistrzostwo z Toronto Raptors. Teraz walczy o kolejne. Być może dołączy do niego Pau, choć nie będzie o to łatwo.

Pewne jest za to, że piękna historia braci Gasolów powoli się domyka. I może nie ostatni, ale jeden z ostatnich jej rozdziałów zostanie napisany na igrzyskach w Tokio.

KACPER MARCINIAK

Fot. Newspix.pl


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez