Patryk Dobek w finale biegu na 800 metrów!

Patryk Dobek w finale biegu na 800 metrów!

Do tego, że Patryk Dobek jest świetnym biegaczem na osiemset metrów, w ciągu minionego pół roku zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Ale w biegach o wysoką stawkę liczy się też doświadczenie, odpowiednia taktyka, a tych Polak, na nowym dla niego dystansie, wciąż się przecież uczy. I cóż, Patryk udowodnił, że i w tym aspekcie poczynił wielki progres. Świetnie rozegrał swój bieg, który ukończył na pierwszej pozycji! Tym samym nasz rodak pobiegnie w finale rywalizacji na 800 metrów. Niestety, w najważniejszym wyścigu zobaczymy tylko jednego z Polaków – Mateusz Borkowski swój bieg ukończył na ostatniej pozycji, przebiegając daleko za resztą stawki.

Taktyka im. Zbigniewa Króla – zawsze przy linii

Patryk przystępował do swojego startu jako siódmy najszybszy biegacz roku na tym dystansie, a jego głównymi konkurentami byli Emmanuel Korir i Jesus Lopez. Polak zaczął swój bieg spokojnie, ale specjalnie nas to nie martwiło. Jego największym atutem jest w końcu szybki finisz. Zatem paradoksalnie, im wolniejsze tempo biegu, tym lepiej dla Dobka, który może wtedy uwypuklić swój mocny punkt. No i taktyka, której Zbigniew Król cały czas uczy Polaka. Niezależnie od tego jak układa się bieg, Patryk ma konsekwentnie trzymać się linii i wykorzystywać luki, które się przed nim utworzą.

Oczywiście, ryzyko jest takie, że nasz rodak może zostać przyblokowany i nie zdoła się rozpędzić w końcówce. Ale w większości przypadków taka taktyka jest skuteczna – jak chociażby podczas halowych mistrzostw Europy. Tak było i tym razem. Rywale nie forsowali tempa, a Patryk na ostatnich trzystu metrach włączył piąty bieg. W dodatku, kiedy na ostatniej prostej Eliott Crestan chciał wypchnąć resztę stawki na środek bieżni, Dobek ruszył do przodu, meldując się na mecie w czasie 1:44.60. Drugi przebiegł Kenijczyk, a trzeci Meksykanin – jednak czas Lopeza nie dawał mu awansu. A my mamy nadzieję, że rywale Patryka w finałowym starciu, które będzie miało miejsce 4 sierpnia o godzinie 14:05, pobiegną tak samo asekuracyjnie. Choć to akurat nie jest wcale takie pewne…

Borkowski został zabiegany

Bo drugi półfinał z udziałem Mateusza Borkowskiego był znacznie szybszy, co zgubiło Marco Aropa – Kanadyjczyka który owo tempo nadał. Nie wytrzymał on końcówki biegu i w efekcie zajął siódmą pozycję. Do finału dostali się Peter Bol, Clayton Murphy, Gabriel Tual i Adrian Ben. Zgadza się – czterech zawodników. Tak szybki to był wyścig. Dość powiedzieć, że zwycięski czas Dobka dałby w drugim półfinale zaledwie siódme miejsce. Ale co najistotniejsze, bieg prowadzony był w równym, jednostajnym tempie – pierwsze okrążenie pokonano w czasie 51 sekund. Z takim tempem niestety zupełnie nie poradził sobie Mateusz Borkowski, który – podobnie jak Dobek – liczył na mocny finisz. Jednak na ten po prostu zabrakło mu sił, które zużył wcześniej, aby nie odstawać od reszty stawki. Polak dobiegł na linię mety ostatni, wyraźnie za resztą zawodników. Zwyciężył wspomniany Bol z czasem 1:44.10.

Ciekawie było również w trzecim półfinale, w którym biegł Nijel Amos. Botswańczyk to lider światowych list w tym sezonie, który był jednym z faworytów do złotego medalu. Lecz kiedy na ostatnim łuku Amos biegł w środku stawki, przed nim potknął się Amerykanin Isaiah Jewett. Biegacz z Afryki nie miał szans zareagować, wpadł w Jewetta i tym sposobem obaj wypisali się z rywalizacji. Przez jakiś czas wydawało się, że w ten sposób faworyt zakończy swój udział w Tokio, ale po przeanalizowaniu sytuacji sędziowie stwierdzili, że nie był on winny swojemu upadkowi. Zatem w finale zobaczymy dziewięciu zawodników, więc o medal będzie trudniej, niż sądziliśmy.

Płotkarki nie awansowały, ale wstydu nie przyniosły

Powiedzmy sobie szczerze – nie mieliśmy wielkich oczekiwań związanych z półfinałowymi występami Pii Skrzyszowskiej i Klaudii Siciarz. Pierwsza z nich sama mówiła, że jej celem w Tokio był półfinał, zatem ten został osiągnięty. Druga dostała się do fazy półfinałowej ze względu na czas. Obie nasze biegaczki są jeszcze młode – mają odpowiednio 20 i 23 lata. Ich najlepszy czas powinien dopiero nadejść, na przykład na igrzyskach w Paryżu. Ale na dziś są po prostu lepsze zawodniczki od Polek.

I to udowodnił występ Siciarz. Choć Polka na dystansie nie odstawała zanadto od rywalek, to wyraźnie spóźniła swój start. Na poziomie olimpijskiego półfinału taka strata była już nie do odrobienia. Ostatecznie Klaudia zajęła piąte miejsce z czasem 12.84. Wstydu na pewno nie przyniosła, poprawiła swój najlepszy wynik w sezonie. Po prostu na tyle było ją stać. Do finału dostały się Tobi Amusan oraz Devynne Charlton.

W przypadku Skrzyszowskiej można było oczekiwać lepszego czasu, jednak awans do finału byłby prawdziwą sensacją. W jej biegu startowała również Kendra Harrison – obecna rekordzistka świata. Ale dość niespodziewanie wygrała Britany Anderson, która czasem 12.40 poprawiła swój życiowy wynik aż o osiemnaście setnych. A co z Pią? Polka ukończyła bieg na szóstej pozycji z czasem 12.89. W swoim pierwszym starcie pobiegła szybciej, jednak jej trener i zarazem ojciec podkreślał, że Skrzyszowska wciąż ma problemy z tym, aby pobiec dwa dobre, równe biegi z rzędu. Występ w Tokio miał stanowić dla niej cenną lekcję i oby ta zaprocentowała w przyszłości. Aha, w ramach formalności dodajmy, że w ostatnim półfinale Jasmine Camacho-Quinn pobiła rekord olimpijski, który od dziś wynosi 12.26. Zatem finał 100 metrów przez płotki kobiet wciąż będzie szalenie interesujący – nawet, jeżeli Polki w nim nie wystąpią.

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez