Patryk Chojnowski – król, który w Tokio powrócił na tron

Patryk Chojnowski – król, który w Tokio powrócił na tron

– W końcu odetchnąłem. W całym turnieju było dużo nerwów i szarpanej gry, ale cieszę się, że wytrzymałem dużą presję. Mimo nie najlepszej gry udało mi się zwyciężyć i jestem teraz szczęśliwy – tak w wywiadzie dla TVP Sport podsumował swój występ na igrzyskach paraolimpijskich Patryk Chojnowski. Być może zastanawiacie się jakaż to była gra? Czy w każdym meczu Polaka zwycięstwo balansowało na ostrzu noża, a on sam do końca musiał drżeć o zwycięstwa przy stanie 2:2 w setach i piłce meczowej dla rywala? Nic bardziej mylnego. Ale to właśnie skonfrontowanie powyższej wypowiedzi z wynikami Chojnowskiego uświadamia z jakim kozakiem mamy do czynienia. Jeżeli Natalia Partyka jest królową paratenisa stołowego, to Patryk jest jego absolutnym królem.

Ale na początek wyniki i garść statystyk Polaka z występów w Tokio.

– Mecz grupy A, Komet Akbar 3:0 (11:5, 11:7, 11:6).

– Mecz grupy A, Gilles de la Bourdonnaye 3:1 (11:6, 11:8, 8:11,11:4).

– Ćwierćfinał, Luka Bakić 3:0 (11:8, 11:5, 11:4).

– Półfinał, Filip Radović 3:1 (13:11, 9:11, 11:4, 11:9).

– Finał, Mateo Boheas 3:0 (11:8, 11:5, 12:10).

W trakcie turnieju Chojnowski oddał rywalom zaledwie dwa sety. Tylko dwa razy doprowadził do sytuacji w której musiał wygrywać na przewagi. Oczywiście same liczby – jak na przykład wygrany 3:0 finał z Boheasem – nie oddają do końca skali trudności niektórych pojedynków. Ale nawet w tym najważniejszym przecież meczu różnica klas momentami była widoczna. Polak wręcz miażdżył swoich rywali, a najlepiej świadczy o tym średni czas w jakim kończył swoje mecze. Ten wynosi 25 minut, przy ogólnej średniej turnieju 27 minut. Pamiętajmy, że w tą drugą wliczają się również mecze grupowe z outsiderami, których reszta stawki ogrywała w nieco ponad kwadrans. Dla porównania średnia czasu Boheasa wynosi 30 minut, Radovicia 32, a drugiego z brązowych medalistów Davida Jacobsa – 31. Zatem Polak jest jedynym medalistą, który zaniża ogólny czas trwania meczu.

Ponadto charakterystycznym elementem dla wielu zawodników jest przewaga własnego serwisu nad returnem. W przypadku Patryka trudno o niej mówić. O ile w finale rzeczywiście zdobył więcej punktów po tym jak to on rozpoczynał wymiany, o tyle na przestrzeni całego turnieju bilans uzyskanych oczek po serwisie swoim i rywala wynosi 87-98. Zawodnik kompletny. Na tyle, że dominuje w klasie niepełnosprawności C10 przez długich dziesięć lat. I jak na razie nic nie zapowiada tego, by miał zejść ze szczytu.

Przegrał tylko raz

A jest z czego schodzić. Chojnowski pierwszy duży sukces w sporcie paraolimpijskim odniósł w 2011 roku, wygrywając mistrzostwa Europy zarówno indywidualnie jak i w drużynie. Od tamtej pory rozegrano jeszcze cztery edycje mistrzostw Starego Kontynentu, ale jedna rzecz pozostała bez zmian. A jest to pierwsze miejsce Patryka Chojnowskiego w klasie C10. I to zarówno indywidualnie, jak i w drużynie. To ostatnie jest ciekawe, gdyż on sam twierdzi że… nie jest dobrym deblistą. Cóż, spoglądając na jego sukcesy odnosimy wrażenie, że w tenisie stołowym dla pełnosprawnych osób znalazłoby się paru gorszych partnerów do gry. Nie wspominając już o odmianie paraolimpijskiej.

Do tego dochodzą mistrzostwa świata, gdzie na trzy turnieje w których startował (2014, 2017 i 2018 rok) wywalczył – jakżeby inaczej – trzy złote medale indywidualnie i dorzucił dwa złota w grze drużynowej. I najważniejsze – igrzyska paraolimpijskie. Już pierwszy start w Londynie zakończył z mistrzostwem w grze pojedynczej i wicemistrzostwem w podwójnej. W Rio de Janeiro dołożył do tego brąz w drużynie. Sam jeszcze dwa lata temu utrzymywał, że od 2011 roku w zawodach dla niepełnosprawnych przegrał tylko raz. Możecie się domyśleć kiedy ów jeden, jedyny raz mógł nastąpić…

– Od tamtej pory jeszcze nie zobaczyłem meczu finałowego z Rio. Nie byłem w stanie. Dziś może go zobaczę pierwszy raz, po pięciu latach. Nie dopuszczałem myśli, że rezultat może być inny niż powtórka z Londynu. Po przegranej w Rio powiedziałem, że w Tokio chcę się zrewanżować – powiedział TVP Sport sam zainteresowany zaraz po wygranej w Japonii.  

Dumnym i jak dotąd jedynym pogromcą Chojnowskiego był jego wielki rywal, Ge Yang. To właśnie jego Polak pokonał w stolicy Wielkiej Brytanii. Chińczyk musiał uznać wyższość naszego rodaka również dwa lata później, podczas mistrzostw świata w paratenisie stołowym, rozgrywanych w Pekinie. W Brazylii jednak Patryk poległ po szalenie wyrównanym pojedynku w którym o losach mistrzostwa zdecydował piąty set, zakończony wynikiem 16:14 dla Yanga. Jak widać, ta porażka była dla Chojnowskiego niczym zadra w sercu. Upragnione ukojenie przyniosło mu dopiero Tokio, po pięciu długich latach.

Rywale patrzą mu na… nogę

Oczywiście, taka dominacja sprawia, że część rywali podchodzi do naszego zawodnika z pewną dozą nieufności. Wszak spoglądając na zdjęcia Patryka można zadać zasadne pytanie – gdzie tu niepełnosprawność? I rzeczywiście, ono może kotłować się w głowach laików oglądających takie akcje, jak ta poniżej.

Zatem spieszymy z wyjaśnieniem. Chojnowski występuje w klasie niepełnosprawności C10. Udział w niej bierze grupa sportowców z dolegliwościami fizycznymi, które najmniej przeszkadzają w uprawianiu tenisa stołowego. Zgodnie z definicją, zaliczają się do niej zawodniczy z takimi uszczerbkami fizycznymi jak między innymi niewielkie ograniczenie funkcji ręki grającej, amputacja przedstopia, sztywny staw skokowy czy niewielkie ograniczenie ruchów jednej z nóg. Właśnie tą ostatnią dolegliwość posiada Polak. W wieku siedmiu lat Chojnowski uległ wypadkowi – podczas jazdy rowerem wpadł pod samochód, który zmiażdżył mu prawy staw skokowy. Dziecku groziła nawet amputacja kończyny, jednak jakimś cudem lekarze z Wojskowej Akademii Medycznej w Łodzi zdołali ją uratować.

Lecz aż taka sportowa przewaga nad rywalami powoduje, że ci kilkukrotnie wnioskowali o sprawdzenie stanu zdrowia Chojnowskiego. Padały podejrzenia, że Polak po prostu oszukuje i w rzeczywistości jego stopa jest w znacznie lepszym stanie, niż on sam to deklaruje.

– Nie wszyscy rywale wierzą w moją dolegliwość, ale mają możliwość poddania mnie kontroli przed zawodami. Już trzykrotnie mnie sprawdzano, a ostatnio dwa lata temu przed rozpoczęciem mistrzostw Europy [ME w Lasko w 2017 roku – dop. red.]. Specjalna komisja mnie zbadała, za każdym razem uznając, że oczywiście mogę rywalizować z niepełnosprawnymi – powiedział Chojnowski w artykule dla oficjalnej strony PZTS.

Od początku z pełnosprawnymi

Ale czy można dziwić się rywalom, że przy tej klasie zawodnika imają się regulaminu aby go wyeliminować? Naszym zdaniem zupełnie nie. Ale stopa oczywiście wpływa na styl jego gry. Patryk nie jest aż tak mobilny jak reszta rywali, a jego mocne atuty to ofensywny styl polegający na silnie granych piłkach. Klasa Polaka wynika z wielu lat ciężkich treningów. Jest dobry, ponieważ trenuje tenis stołowy od dziecka, a dokładnie od dziewiątego roku życia. Choć do tego sportu trafił niejako z przypadku.

Chojnowski zawsze był aktywnym dzieckiem. Kiedy po wypadku lekarze postawili go na nogi, głównymi sportami jakie uprawiał były koszykówka oraz siatkówka. Biorąc pod uwagę to, jak rosłym jest facetem – ma 191 centymetrów wzrostu – do tych dyscyplin również by się nadawał. O ile oczywiście staw skokowy pozwoliłby mu na uprawianie ich na profesjonalnym poziomie. Do tenisa trafił dlatego, że oboje jego rodziców było wuefistami w szkole. Więc kiedy Patryk czekał na nich po lekcjach na świetlicy, nie miał innych zajęć niż chwycenie za rakietkę i spędzenie czasu przy stole do popularnego pingla, gdyż w tym samym czasie odbywały się zajęcia z tenisa stołowego.

Mało tego, kiedy był juniorem to trenerzy z kadry zawodników niepełnosprawnych zachęcali go, by spróbował sił również na tym polu. Ale Chojno – jak nazywają go znajomi – dobrze radził sobie z w pełni zdrowymi rówieśnikami, zatem jako dziecko traktował taką propozycję nieco jak degradację.

Odpowiadając na pytania widzów na kanale YouTube LOTTO Superligi, Patryk tak wspomina swój pierwszy kontakt z tenisem dla osób z niepełnosprawnością: – Na początku podchodziłem do tego bardzo sceptycznie. Szczerze mówiąc, wiedząc że gram w kadrze pełnosprawnych wstydziłem się przechodzić do niepełnosprawnych. Ale to bardzo szybko minęło. Poznałem tam bardzo fajnych ludzi, którzy szybko wprowadzili mnie do swojego grona. Ale też ja sam, przechodząc badania które pozwoliły mi grać w paratenisie stołowym, powiedziałem sobie, że jeżeli będą jakieś wątpliwości czy mogę tam występować, to nie będę się tam pchał.

Przełomowy rok

Ale podobnie jak w przypadku Natalii Partyki, sport paraolimpijski nie zamknął mu drogi do występów w rozgrywkach dla pełnosprawnych graczy. Tym bardziej, że tak jak w przypadku naszej tenisistki stołowej, prezentował on bardzo dobry poziom sportowy. W grze pojedynczej na krajowym podwórku nawet przebił swoją koleżankę z kadry. Pomimo, że Natalia może pochwalić się aż dziewięcioma medalami mistrzostw Polski w singlu, to jednak ani razu nie została najlepszą zawodniczką w kraju. W przeciwieństwie do Chojnowskiego, który wywalczył tytuł mistrza Polski w 2019 roku.

Tamten rok w ogóle był przełomowy dla Patryka. Choć sam zawodnik daje sobie radę wśród seniorów, nieprzerwanie grając chociażby w tenisowej LOTTO Superlidze czy mistrzostwach Polski, to wtedy podjął drugą i jak się okazało, ostatnią próbę gry w seniorskiej kadrze. Po największym sukcesie na krajowym podwórku zdecydował się wziąć udział w indywidualnych mistrzostwach świata w Bukareszcie, ale tam odpadł już w kwalifikacjach. Sam po części tłumaczył to stresem, gdyż do kadry powrócił po dziewięciu latach. W 2010 roku zrezygnował z powodów przeciążeń związanych ze schorowaną stopą.

Ograniczenia fizyczne dały o sobie znać również po długim powrocie. Zwiększenie jednostek treningowych pokazało jego limit, sam zawodnik przyznawał, że nieraz po ciężkich zajęciach noga bolała go do tego stopnia, że nie mógł w nocy spać. Podjął zatem decyzję, że skupi się na rywalizacji w lidze, mistrzostwach Polski oraz mistrzostwach w para tenisie stołowym. Dumę reprezentowania kraju w rozgrywkach dla pełnosprawnych zawodników zostawił innym – zdrowszym i młodszym. Sam ma rocznikowo trzydzieści jeden lat.

– Im więcej trenowałem, tym bardziej stopa mi dokuczała. Ostatnią próbę podjąłem po mistrzostwach świata, które były dla mnie nieudane. Nie będę się tam pchał, bo staw skokowy mi na to nie pozwala, a nie chcę blokować miejsca dla innych zawodników – stwierdził w kanale YouTube  LOTTO Superligi.

Misja Tokio zakończona

Z perspektywy czasu wydaje się, że była to najlepsza z możliwych decyzji. Chojno zna swoje możliwości fizyczne i wie jak zadbać o własny organizm tak, żeby go nie przeciążyć. Na co dzień współpracuje z Krystianem Nidzgorskim, który odpowiada za przygotowanie fizyczne zawodnika. Co ważne, Patryk od 2019 roku prezentuje wysoki, ale i stabilny poziom, co widać również w rozgrywkach mistrzostw Polski. Rok po wywalczeniu tytułu zdobył srebrny medal przegrywając w finale z Jakubem Dyjasem. Natomiast w tym roku musiał zadowolić się brązowym medalem. W półfinale musiał uznać wyższość Samuela Kulczyckiego – jednego z największych talentów polskiego tenisa stołowego, który ostatecznie w wieku osiemnastu lat został mistrzem Polski.

Ta porażka nie zmienia jednak faktu, że Chojnowski cały czas jest w czołówce polskich pełnosprawnych tenisistów stołowych, a dodatkowo ma więcej sił na starty w paratenisie. Efekt widzieliśmy w turnieju gry pojedynczej w Tokio. I choć on sam do siebie ma nieco wyrzutów, to my patrzymy na jego postawę o wiele łagodniej – Patryk odstawił konkurencję o kilka długości.

Niestety, to koniec przygody Chojnowskiego w Tokio. Dziś rozpoczęły się zmagania w grze drużynowej, w której świeżo upieczony mistrz paraolimpijski wystartował razem z Piotrem Grudniem. Obaj panowie wywalczyli już brązowy medal w drużynie w Rio de Janeiro. Ich przeciwnikami w meczu ćwierćfinałowym była ukraińska para Ivan Mai – Lev Kats. To bardzo dobrzy zawodnicy, obecni mistrzowie Europy w swoich klasach.  Polacy nie sprostali swoim przeciwnikom, przegrywając 1:2. Szkoda, bo od zagwarantowania sobie kolejnego medalu dzielił ich ten jeden mecz. Ale sam Chojnowski opuści Japonię z podniesioną głową. Wrócił tam, gdzie jego miejsce – indywidualnie znów to on spogląda na rywali z najwyższego stopnia podium.

SZYMON SZCZEPANIK

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez