Paraolimpijczycy na medal, czyli na kogo możemy najbardziej liczyć w Tokio?

Paraolimpijczycy na medal, czyli na kogo możemy najbardziej liczyć w Tokio?

Igrzyska olimpijskie dobiegły końca, ale to nie znaczy, że w Tokio nie uświadczymy już sportowych emocji. Przeciwnie, od 24 sierpnia do 5 września będziemy mieli okazję podziwiać w akcji paraolimpijczyków. A ci, jak co igrzyska, dostarczą nam sporych powodów do dumy i przywiozą cały worek medali. Tak, jesteśmy tego pewni. Bo o ile na igrzyskach pełnosprawnych sportowców wiedzie nam się różnie, to ich niepełnosprawni koledzy po fachu co turniej udowadniają, że nasz kraj jest liczącą się siłą w sportach paraolimpijskich. Z tego względu w poniższym tekście postanowiliśmy pokrótce przedstawić wam dziesięciu reprezentantów Polski, którzy naszym zdaniem są pewniakami do medali w Tokio.

Ale na początek nieco liczb. Dla Polski będzie to już trzynasta edycja letnich igrzysk paraolimpijskich. Przez ten czas nasi reprezentanci zdobyli 729 medali, co plasuje nas na dziewiątym miejscu w tabeli najbardziej utytułowanych krajów w historii. Chociaż od 2000 roku zdecydowanie najlepiej zaprezentowaliśmy się w Sydney i Atenach, zdobywając odpowiednio 53 i 54 medale, to na ostatnich trzech igrzyskach również nie mieliśmy powodów do narzekań. Nasz dorobek medalowy na każdej z imprez miał trójkę z przodu, a dodatkowo tendencja jest wzrostowa. Pekin to 30 krążków, Londyn – 36, a Rio de Janeiro – 39. Kto wie, może w Tokio zbliżymy się do najlepszych startów z przełomu wieków, przekraczając barierę czterdziestu medali?

Polacy wysłali do Tokio taką samą liczbę reprezentantów jak pięć lat temu, czyli dziewięćdziesięciu. Tym bardziej warto docenić dorobek trzydziestu dziewięciu medali, które wywalczyła kadra Polski. Ale przejdźmy do sedna. Oto dziesiątka, co do której medalów możemy być pewni i w zasadzie zastanawiać się wyłącznie nad ich kolorem. Zdecydowaliśmy się na kolejność alfabetyczną, a wszystko przez… wysoki poziom naszych paraolimpijczyków. Wybaczcie, ale ranking miejsc i rozstrzyganie, czy większe szanse na medal czterokrotna indywidualna mistrzyni paraolimpijska Natalia Partyka, czy może Rafał Wilk, który zwyciężył w trzech z czterech swoich startów na igrzyskach,  po prostu mija się z celem. Tyle tematem wstępu, zaczynamy.

SPONSOREM POLSKICH PARAOLIMPIJCZYKÓW JEST PKN ORLEN

 

BARBARA BIEGANOWSKA-ZAJĄC – biegi średniodystansowe

Pani Barbara to chodząca legenda i nestorka biegów średniodystansowych. Swoje pierwsze mistrzostwo świata w biegu na 800 metrów zdobyła w 1998 roku w Birmingham, w wieku zaledwie siedemnastu lat. Dwa lata później w Sydney wywalczyła pierwsze paraolimpijskie złoto. Od tego czasu jej półka z medalami konsekwentnie coraz bardziej się ugina. Medale mistrzostw świata? Dziesięć sztuk, w tym siedem złotych. Mistrzostwa Europy? Wygrywała je pięć razy i to na różnych dystansach, od 400 do 1500 metrów.

W tym roku w Bydgoszczy dołożyła srebro na swoim koronnym dystansie 1500 metrów, ale porażka na własnym terenie bynajmniej nie oznacza spadku formy. Polka przegrała przez błąd… sędziego oraz spikera. Kiedy biegła za plecami zawodniczki z Ukrainy, arbiter zapomniał użyć dzwonka sygnalizującego ostatnie kółko. Z kolei spiker, nie usłyszawszy sygnału dźwiękowego od sędziego, poinformował przez megafon, że do zakończenia biegu pozostały dwa okrążenia. Możemy sobie tylko wyobrazić zaskoczenie naszej biegaczki kiedy zbierała siły na finisz a okazało się, że już po zawodach. W każdym razie i tak dołożyła kolejny medal.

Ale crème de la crème jej sukcesów igrzyska paraolimpijskie. Bieganowska-Zając to trzykrotna złota medalistka biegów średniodystansowych. W Rio de Janeiro próbowała wywalczyć nawet dwa złote medale na jednej imprezie. Sztuka prawie się udała – do mistrzostwa na 1500 metrów dołożyła trzecie miejsce na 400 metrów.

OLIWIA JABŁOŃSKA – pływanie

Wyobraźcie sobie, że zdobywacie medal na najważniejszej imprezie w życiu. Co wtedy robicie? Jesteście szczęśliwi z osiągniętego wyniku, dziękujecie trenerowi, że ciężka praca przyniosła spodziewane efekty? Otóż Jabłońska po wywalczeniu brązowego medalu na igrzyskach paraolimpijskich w Rio de Janeiro… zmieniła cały sztab szkoleniowy. Pływaczka stwierdziła, że skoro osiągnęła wynik gorszy niż w Londynie, gdzie na 100 metrów stylem motylkowym była wicemistrzynią paraolimpijską, to brąz oznacza regres jej wyników. I zmiana wyszła jej na dobre, duet trenerski Beata Pożarowszczyk i Sławomir Kuczko nieco przekształcił profil zawodniczki, która stała mocniejsza na dystansie 400 metrów stylem dowolnym. To tam w ostatnich latach osiąga najlepsze rezultaty, czego dowodem są dwa mistrzostwa globu oraz pobity rekord świata. Cel na igrzyska paraolimpijskie w Tokio wydaje się zatem oczywisty.

– Brakuje mi tylko złotego medalu. Jadąc do Tokio, moim celem jest zdobycie go. Ale będę z siebie bardzo zadowolona, kiedy po wyjściu z wody będę w stanie sama przed sobą przyznać, że dałam z siebie wszystko co mogłam – powiedziała w najnowszym odcinku programu Kierunek Tokio.

ALICJA JEROMIN – biegi krótkodystansowe

Polska odpowiedź na Andre De Grasse. Podobnie jak Kanadyjczyk, tak i Alicja z wielkich imprez zwykle wracała druga. Mistrzostwo świata zdobyła zaledwie raz, dawno temu bo w 2006 roku, w dodatku na dystansie 400 metrów, który nie jest jej specjalnością. Polka występuje głównie w biegach na 100 i 200 metrów, i to w nich osiąga największe sukcesy. To na przykład sześć kolejnych medali mistrzostw świata – dwa srebrne i cztery brązowe – oraz siedem krążków z igrzysk paraolimpijskich. Cztery srebra i trzy brązy. Tak, chyba już rozumiecie o co chodzi z powyższym porównaniem… Polka od 2004 roku – więc już od czterech igrzysk – za każdym razem wraca z medalem. Ale ani razu nie udało jej się wywalczyć paraolimpijskiego złota. Kto wie, może tym razem dołoży do swojej pokaźnej kolekcji krążek z najcenniejszego kruszcu? To byłoby przepiękne zwieńczenie jej zawodowej kariery, gdyż sama zapowiedziała przejście na sportową emeryturę po igrzyskach.

Jednak nie oznacza to, że Alicja wyparuje z życia publicznego. Przeciwnie, biegaczka chętnie angażuje się w wiele akcji i projektów charytatywnych. Jednym z nich jest działalność w Fundacji ING Dzieciom, w której wspólnie z Michałem Polem i naszym redakcyjnym kolegą – Marcinem Ryszką – promują aktywność fizyczną wśród dzieci z niepełnosprawnościami.

KAROLINA KUCHARCZYK – skok w dal

Co tu dużo mówić, Karolina to absolutna dominatorka, która w skoku w dal wygrywa prawie wszystko. Mistrzostwa Europy, mistrzostwa świata, igrzyska paraolimpijskie – poczuła smak zwycięstwa na każdej z tych imprez. I pomyśleć, że zaczynała od pływania w którym… nie do końca się odnalazła. Pomimo osiąganych tam sukcesów czuła, że na pływalni się męczy, więc zdecydowała się przenieść do lekkoatletyki. Była wszechstronną zawodniczką, trenowała siedmiobój, ale szczególnie dobrze radziła sobie w skoku w dal. To właśnie w tej konkurencji wystartowała na igrzyskach w Londynie, w wieku zaledwie 21 lat. Choć sama w siebie nie wierzyła, osiągnęła tam spektakularny sukces, zdobywając paraolimpijskie złoto. Przy takim obrocie spraw dalsza decyzja o karierze mogła być tylko jedna. Kucharczyk zdecydowała się pozostać właśnie przy tej dyscyplinie. Na szczęście dla polskiego sportu paraolimpijskiego, bo jej kariera to pasmo sukcesów.

W skoku w dal w kategorii niepełnosprawności T20 dominuje do tego stopnia, że wicemistrzostwo paraolimpijskie przyjęła z wyraźnym niezadowoleniem: – Włożyłam w przygotowania ciężki trud, zaliczyłam siedem obozów. Tyrałam jak koń, byłam przygotowana zrobić tutaj rekord świata – 6.20. Popełniłam błąd techniczny, później doszły nerwy i finalnie skoczyłam 5.55. To dało srebrny medal, Chorwatka miała 5.79. Teraz mogę się śmiać przy trenerze, że ja tę odległość mogę skoczyć po pijanemu. Ale taki jest sport, są wzloty i upadki – powiedziała w wywiadzie dla TVP po powrocie do Polski. Cóż, powiedzieć, że Polka jest ambitna, to nic nie powiedzieć. Dla niej liczy się tylko zwycięstwo.

MACIEJ LEPIATO – skok wzwyż

Kolejny polski skoczek i kolejny król w swojej konkurencji. W odróżnieniu od Karoliny Kucharczyk, Maciej Lepiato skacze wzwyż. Naturalnie, jego sportowym autorytetem jest Artur Partyka, jednak pod względem osiągnięć Lepiato pokonał swojego idola. Również może pochwalić się dwoma medalami igrzysk, lecz oba są złote. W mistrzostwach świata dominuje niczym Anita Włodarczyk w rzucie młotem, mając na koncie cztery tytuły mistrzowskie. Podobnie jak nasza młociarka, Maciej również wypadł na dwa lata z powodu kontuzji doznanej w 2019 roku. Powrócił dopiero niedawno i zrobił to w wielkim stylu, w Bydgoszczy zdobywając tytuł mistrza Europy. Sam podkreśla, że nie znosi skakać bez presji, a rywalizacja i atmosfera dużych zawodów tylko go napędza. W Tokio każdej z powyższych rzeczy będzie miał pod dostatkiem. A my liczymy na to, że pójdzie śladami Polki i dołoży do swojej kolekcji trzeci złoty medal.

NATALIA PARTYKA – tenis stołowy

Kobieta, o której każde zdanie można zaczynać słowem rozpoczynającym się od przedrostka „naj”. Najbardziej doświadczona z naszych paraolimpijczyków? Z pewnością jest w czołówce, Natalia na pierwsze igrzyska paraolimpijskie pojechała już do Sydney, mając wówczas jedenaście lat. Najbardziej utytułowana? Zdecydowanie. Polska tenisistka jedzie do Tokio jako ośmiokrotna medalistka igrzysk paraolimpijskich. Pierwsze mistrzostwo w tenisie stołowym w kategorii niepełnosprawności C10 wywalczyła już w Atenach i z powodzeniem broni tego tytułu do dziś. Ba, jest tak dobra, że jako jedna z nielicznych rywalizuje również na najwyższym poziomie z pełnosprawnymi sportowcami. Natalia reprezentowała nasz kraj na aż czterech igrzyskach, od Pekinu do Tokio. Świetnie radzi sobie również w grze deblowej.

Ale działalność Natalii wykracza daleko poza sport. Sama zawodniczka wie, jak silny ma głos w kwestii pomocy osobom niepełnosprawnym i promocji sportu paraolimpijskiego.

– Przez to, że trochę osób kojarzy moje imię i nazwisko, mam unikalną możliwość pomocy. Sprawienia, że sport niepełnosprawnych będzie bardziej zauważany, osoby niepełnosprawne będą zauważane. Pokazania, że takie osoby istnieją, uprawiają sport, dobrze radzą sobie w życiu i z tego życia się cieszą. Poniekąd bym powiedziała, że wykorzystanie mojej popularności w takich celach jest moim obowiązkiem. Pamiętam, że jak dostałam propozycję przyjścia do Kuby Wojewódzkiego, to nie zastanawiałam się ani sekundy. Ten program ma taką oglądalność i zasięgi, że nie mogłabym odmówić. Raz, lubię go i często oglądam. Dwa, jak mówiłam, ważne jest pokazywanie sportu niepełnosprawnych i tego, że jesteśmy ludźmi, którzy zupełnie normalnie funkcjonują – mówiła w wywiadzie udzielonym Marcinowi Ryszce na antenie WeszłoFM.

DARIUSZ PENDER – szermierka

Pender przygodę ze sportem zaczynał od koszykówki na wózkach, a do walki bronią białą przeniósł się dopiero w wieku dwudziestu dwóch lat. I całe szczęście, bo gdybyśmy mieli porównać osiągnięcia pana Dariusza do pełnosprawnych sportowców, śmiało moglibyśmy nazwać go Jerzym Pawłowskim polskiej szermierki paraolimpijskiej. W naszym kraju ten sport ogólnie stoi na wysokim poziomie, a tacy zawodnicy jak Grzegorz Pluta czy Adrian Castro (swoją drogą, prywatnie zięć Pluty) regularnie przywożą medale igrzysk. Lecz największą gwiazdą jest zdecydowanie Pender. Wystąpił aż w pięciu paraigrzyskach, z których przywiózł dziewięć medali. Trzykrotnie był wybierany najlepszym niepełnosprawnym sportowcem w Polsce, a w tym roku wybrano go najlepszym niepełnosprawnym szermierzem dwudziestolecia. W Tokio pojawi się w czterech konkurencjach, którymi będą szpada i floret zarówno indywidualnie jak i w drużynie.

Choć trudno nie oczekiwać medalu po tak doświadczonym i utytułowanym szermierzu, on sam bardzo spokojnie podchodzi do kolejnych już igrzysk w karierze: – Po prostu lubię to co robię, a że wychodzi… No to robię to nadal. Nie nakładam przy tym na siebie żadnej presji wynikowej ani czasowej. Trenuję, startuję i dobrze się przy tym bawię. I nie przestanę dopóki się to nie zmieni – powiedział w wywiadzie dla Polska Times.

MARCIN POLAK I MICHAŁ ŁADOSZ – kolarstwo

Panowie jeżdżą w tandemie, w którym Michał jest przewodnikiem Marcina cierpiącego na krótkowzroczność. Współpraca przebiega świetnie, obaj od 2013 roku właściwie nie schodzą z podium międzynarodowych zawodów kolarskich – zarówno w odmianie szosowej, jak i torowej. Lecz to właśnie kolarstwo torowe stanowi ich specjalność. Podczas ostatnich mistrzostw świata rozgrywanych w Montrealu nasi reprezentanci pobili nawet rekord świata w jeździe na 4 kilometry na dochodzenie. Jednak wśród ich występów znajduje się też taki, który Polak jasno określa jako największą porażkę w swojej sportowej karierze. To paraigrzyska w Rio de Janeiro, podczas których na torze polski tandem w jeździe indywidualnej na czas odpadł już w eliminacjach, zajmując rozczarowujące jedenaste miejsce. A przecież jechali na igrzyska jako mistrzowie świata w tej konkurencji. Na szosie ze startu wspólnego poszło jeszcze gorzej, gdyż nie ukończyli wyścigu. Zatem obaj mają coś do udowodnienia zarówno sobie, jak i kibicom.

JAKUB TOKARZ – kajakarstwo

Historia Jakuba Tokarza jest zatrważająca i inspirująca zarazem. W wieku dwunastu lat zaczął trenować judo, w którym był bardzo dobrze zapowiadającym się zawodnikiem. Na arenie krajowej osiągał nawet pierwsze sukcesy, takie jak medale Młodzieżowych Mistrzostw Polski. Wszystko zmieniło się w 2004 roku, podczas feralnego wyjścia do jednego z wrocławskich klubów muzycznych. Nad ranem judoka zauważył, że przy barze doszło do nierównej bójki, choć to zapewne nieodpowiednie słowo. Dwóch agresorów zaczęło brutalnie znęcać się nad jego przyjacielem. Tokarz ruszył mu z pomocą, jednak okazało się, że jeden z napastników jest uzbrojony w nóż, którym trafił Jakuba w rdzeń kręgowy. W tamtym momencie legły w gruzach nie tylko marzenia o potencjalnym występie na igrzyskach, ale po prostu o normalnym funkcjonowaniu. Tokarz został kaleką.

Lecz sportu nie rzucił. Przeciwnie, zaczął trenować podnoszenie ciężarów, a z czasem szukał też innych form aktywności. W ten sposób w 2011 roku trafił na ogłoszenie o kwalifikacjach do kajakarskiej kadry niepełnosprawnych. Dla byłego judoki i ciężarowca ten sport okazał się idealny. Od tego momentu zdobył aż siedem medali mistrzostw świata i pięć mistrzostw Europy – w tym trzy złote. Ale najbardziej pozytywnym zwrotem akcji w karierze Tokarza był debiut kajakarstwa na igrzyskach paraolimpijskich w Rio de Janeiro, na których wywalczył złoto. Piękna nagroda za lata bólu, cierpienia, poświęceń i – wydawałoby się – złamaną sportową karierę. Liczymy na to, żeby w Tokio dopisał do swojej historii kolejny, pozytywny rozdział.

Jakub Tokarz podczas tegorocznych mistrzostw Europy w Poznaniu. Fot. Newspix

RAFAŁ WILK – handbike

Pochodzący z Rzeszowa Rafał Wilk poszedł w ślady ojca i w młodości postawił na żużel. Choć nigdy nie należał do światowej czołówki, to przez lata startów zapracował sobie na miano solidnego ligowca. Ostatnie dwa lata kariery spędził w KSŻ Krosno, którego był kapitanem, a jego jazda uratowała klub od spadku z ligi. W ostatnim sezonie pełnił nawet funkcję jeżdżącego trenera. Niestety, 3 maja 2006 roku żużlowiec zaliczył straszny wypadek na torze, w wyniku którego został sparaliżowany od pasa w dół. Lecz dziś on sam najchętniej powiedziałby, że kontuzja nie zakończyła jego sportowej kariery. Ona tylko zmieniła jej charakter.

Bo Wilk od zawsze prowadził aktywny tryb życia, nie zamykając się wyłącznie na żużel. Praktycznie każdy sezon zimowy spędzał na nartach (napisał nawet pracę magisterską dotyczącą jazdy techniką carvingu), a ponadto był mistrzem Polski amatorów w kolarstwie górskim. I to na pochodną tego sportu – handbike – postawił, kiedy wylądował na wózku. Dzięki swojemu uporowi, determinacji oraz ciężkiej pracy zaczął osiągać w nim fenomenalne wyniki. Do tego stopnia, że dziś pomimo ponad dwudziestu pięciu latach startów na motocyklu żużlowym, mówiąc nazwisko Rafał Wilk, bardziej niż o żużlowcu, myślimy o kolarzu ręcznym. Polak to trzykrotny mistrz paraolimpijski, czterokrotny zdobywca Pucharu Świata oraz Pucharu Europy, pięciokrotny mistrz globu. Prawdziwy geniusz swojej dyscypliny, który może stanowić inspirację dla innych – nie tylko niepełnosprawnych.

– Niejednokrotnie, kiedy uczestniczę w spotkaniach motywacyjnych, przeważnie przychodzą na nie osoby w stu procentach sprawne. Oni maja ogromny potencjał i nie wykorzystują go nawet w pięćdziesięciu procentach. Ja mam dwie ręce i wykorzystuję je w dwustu procentach. Zawsze można sobie poukładać życie. Potrzeba tylko chęci. Nie ma żadnej windy, która wywiezie nas do sukcesu. To niejednokrotnie jest długa, kręta droga, ale można nią dojść na szczyt – opowiadał w rozmowie z nami.

* * *

Oczywiście, powyższa dziesiątka to nie wszyscy sportowcy, którzy są poważnymi kandydatami do medali. Jest Lucyna Kornobys, multimedalistka mistrzostw świata i Europy, specjalizująca się w rzucie oszczepem oraz pchnięciu kulą. Również w pchnięciu kulą oraz rzucie dyskiem – lecz w innej grupie niepełnosprawności – startuje Faustyna Kotłowska, która w dysku biła rekordy świata. Joanna Mendak to nasza najbardziej utytułowana pływaczka. W tenisie stołowym poza Natalią Partyką mamy mistrza z Londynu i wicemistrza z Rio w grze indywidualnej, Patryka Chojnowskiego. Do tego dochodzą Krystyna Łysiak czy Karolina Pęk, która w Rio de Janeiro wspólnie z Partyką została mistrzynią paraolimpijską w deblu kobiet, a dodatkowo wywalczyła brązowy medal w indywidualnym występie. Janusz Rokicki, Bartosz Tyszkowski, Jacek Czech… nazwiska przy których moglibyśmy rozpocząć wyliczankę medalowych zdobyczy można mnożyć, a z każdym kolejnym konkluzja będzie jedna. Na igrzyska paraolimpijskie do Tokio posyłamy bardzo mocną ekipę, która kolejny raz po prostu nas nie zawiedzie.

SZYMON SZCZEPANIK

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze Najlepiej oceniane
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
Jakub
Jakub
3 miesięcy temu

do boju!

Aktualności

Kalendarz imprez