Panowie, kochamy was!

Panowie, kochamy was!

Takie mecze, takie emocje i takie zwycięstwa to my szanujemy! Co tu dużo gadać, historia dzieje się na naszych oczach. Biało-czerwoni wrócili na koszykarski mundial po 52 latach, ale nie widać po nich żadnej presji, jaka zazwyczaj towarzyszy debiutowi na turnieju takiej rangi. Podopieczni Mike’a Taylora dziś wyszarpali zwycięstwo 79:74 nad Rosją i praktycznie zameldowali się w gronie ośmiu najlepszych drużyn świata!

Wygrane w grupie z Wenezuelą i Wybrzeżem Kości Słoniowej oraz triumf z gospodarzami turnieju Chińczykami dały naszym awans do drugiej fazy mistrzostw świata. Prawdę mówiąc, już to było sukcesem, bo przecież ostatni raz nasza kadra grała na mundialu ponad pół wieku temu, w roku, w którym Karol Wojtyła został kardynałem, a z linii produkcyjnej fabryki FSO w Warszawie zjechał pierwszy Fiat 125p!

Dziś podopieczni Mike’a Taylora walczyli z Rosją, która awansowała z grupy B po dwóch zwycięstwach i porażce z Argentyną. Dla nas była to pierwsza szansa na ćwierćfinał, dla nich – ostatnia na pozostanie w turnieju.

I trzeba przyznać, że przez długi czas to Rosjanie sprawiali lepsze wrażenie. Zdobyli pierwsze punkty, szybko wyszli na prowadzenie 5:0, a do końca pierwszej kwarty było już 22:16. Pod koniec drugiej przewaga Rosjan wynosiła już 11 punktów i zaczynało się robić nieciekawie. Nie wiemy, co w przerwie powiedział Mike Taylor swoim graczom, ale wiemy jedno: zadziałało. Nasi najpierw zmniejszyli straty, potem je zniwelowali, aż wreszcie – po raz pierwszy w meczu – na początku ostatniej kwarty wyszli na prowadzenie, którego nie wypuścili już do końca.

Absolutnie kluczowe w tym zwycięstwie były znakomite zmiany oraz rewelacyjnie wykonywane rzuty wolne. Nasi trafili 35 na 38 prób rzutów osobistych, co jest wynikiem absolutnie kosmicznym! Dość powiedzieć, że Rosjanie mieli dokładnie dwa razy mniej wolnych, a mimo to zmarnowali ich dwa razy więcej.

To był pokaz charakteru, woli walki i nieustępliwości. Gra długo nie układała się po naszej myśli, rywale trafiali wiele rzutów za trzy punkty i wysoko prowadzili. Na szczęście fantastycznie wykonywane rzuty wolne sprawiły, że nie odskoczyli za bardzo, a potem udało się ich dopaść. Co to były za emocje, nie na moje nerwy takie mecze – komentuje Krzysztof Sendecki, dziennikarz Radia Zet.

Równie mocno mecz przeżywał Cezary Trybański. Pierwszy Polak w NBA był gościem w studiu TVP Sport. Tuż po spotkaniu najpierw wstał i bił brawo kolegom z kadry, a potem w jednym zdaniu chyba trzy razy powiedział „kurde”, ewidentnie nie mogąc powstrzymać emocji. Szczerze mówiąc, wcale się nie dziwimy, bo w naszej redakcji padały nawet mocniejsze słowa.

Co dalej? Niebawem mecz Argentyna – Wenezuela. Zdecydowanymi faworytami jest ta pierwsza ekipa, która z grupy B awansowała z kompletem zwycięstw. Jeśli dziś przedłuży serię wygranych do czterech, to Polska i Argentyna już będą pewne miejsc w ćwierćfinałach. W przypadku wygranej Wenezueli sytuacja może się skomplikować. Wówczas, teoretycznie, niedzielna porażka w ostatnim meczu grupowym, może nam odebrać miejsce w czołowej ósemce. Teoretycznie, bo w takiej sytuacji powstanie mała tabela z trzema ekipami z bilansem 4-1, w której nasza sytuacja wygląda póki co naprawdę dobrze (ważne zwycięstwo nad Wenezuelą). Tak czy inaczej: zaraz wracamy przed telewizory i trzymamy kciuki za Luisa Scolę i spółkę. A potem chyba wybierzemy się poszukać najbliższego boiska do koszykówki. Coś nam mówi, że właśnie może zaczynać się powrót boomu na basket.

foto: newspix.pl


Aktualności

Kalendarz imprez