Ostatni taki mistrz. Adrian Zieliński

Ostatni taki mistrz. Adrian Zieliński

Był jednym z najpiękniej dźwigających polskich sztangistów. Samorodek. Żywy talent. Osiem lat temu – 3 sierpnia 2012 – podczas igrzysk w Londynie zdobył ostatnie złoto olimpijskie dla Polski w podnoszeniu ciężarów. Wcześniej byli Paliński, Baszanowski, Smalcerz i Kołecki. Legendy. Adrian Zieliński, wychowanek Tarpana Mrocza, nie powalczy już o Tokio 2020. Mimo niechlubnej afery, żyje z podniesioną głową, przekonany o swojej czystości. Jego następców póki co nie widać.

Czteroletnia dyskwalifikacja niedawno się skończyła. Wszyscy kibice Zielińskiego czekali z nadzieją na jego decyzję. Czy podniesie rękawicę? Czy spróbuje zmazać dopingową plamę na honorze? Dziś już wiadomo, że Adrian nie zmieni życiowej rutyny, w którą wpadł. Jest radnym w rodzinnej Mroczy, z żoną Iwoną prowadzi siłownię, wychowują córeczkę. Działa, nie chowa głowy w piasek, nie rozpamiętuje, a puchary i medale kurzą się. Nie przybędzie już ich w kolekcji.

Przypomnijmy, że przed Rio u braci Zieliński (Tomasza – również sztangista, brązowy medalista z Londynu 2012) wykryto śladowe ilości nadrolonu. Adrian zarzekał się, że świadomie nigdy nie przyjął dopingu. Wariograf nie wykazał kłamstwa.  Jednak ciężarowcy są na cenzurowanym. Nie ma przebacz. Nie ma, że nie wiedziałem, że ktoś dosypał coś po kryjomu do herbaty, że ktoś zatruł wodę, że wołowina była skażona. Jeśli w organizmie znalazł się zakazany syf, odpowiedzialność ponosi sam zawodnik. Kropka. Są pozytywne wyniki badań antydopingowych, musi być dyskwalifikacja. Jest zbrodnia, musi być kara. Trudno się dziwić, że on nie chce o tym zbytnio mówić, w końcu cztery lata temu w Brazylii miał bronić złota… a Tokio wydawało się mrzonką zbyt odległą. Do tego zmieniły się zasady kwalifikacji olimpijskich (w okresie dwóch lat przed igrzyskami trzeba wystartować w sześciu punktowanych imprezach rangi mistrzostw świata i Europy, turniejach itd.), co na pewno z jednej strony ułatwiło mu pożegnanie się z wyczynowym sportem.

– Karierę zakończyłem jakiś rok temu, po decyzji Trybunału Arbitrażowego do spraw Sportu w Lozannie. Nie oświadczyłem tego publicznie, bo dlaczego miałem to robić? To moja decyzja. Nie mówiono o tym, bo Zieliński to temat tabu w polskim sporcie. Wszystko, co złe, to ja. Przywykłem – mówił w rozmowie z Eurosportem.

Okres dyskwalifikacji dobiegł końca. Choć pojawiła się pokusa, jednak Adrian Zieliński zakończył karierę. Na pewno inaczej sobie wyobrażał jej finisz. Afera dopingowa, niezależnie od jej podłoża, zawsze rzuca cień. Trudno się z niej wyłgać, szczególnie, że w życiorysie pojawia się długa dyskwalifikacja. Nie była to jedyna próba, na jaką wystawiło go życie. Choroba dziecka na pewno też odcisnęła piętno na życiorysie. W takiej sytuacji najgorsza jest bezradność i czekanie na uśmiech losu. To jednak pozwoliło Zielińskiemu przewartościować wiele spraw i dojść do wniosku, że to rodzina jest najważniejsza. Może dlatego też skończył ten wyścig? A może zniechęcił go również hejt, z jakim się spotkał po aferze dopingowej w Rio? Dziś stara się żyć z podniesioną głową, choć w polskim sporcie wydaje się być banitą. Złota z Londynu mu nie odebrano, lecz emeryturę przysługującą medalistom olimpijskim już tak.

Złoto olimpijskie, mistrzostwo świata, do tego jeszcze srebro i brąz, seryjne krążki zdobywane na czempionatach krajowych i różnorakich turniejach. Odnosił również sukcesy w sporcie akademickim. Kariera marzenie, aż do pewnego momentu. A teraz zostają wspomnienia, bo Adrian w Londynie wkradł się do panteonu najwybitniejszych sztangistów świata. Podnoszenie ciężarów przez lata było niezwykle medalodajną dyscypliną. Złotych medalistów mamy zaledwie pięciu. To Ireneusz Paliński – Rzym 1960 (i brąz w Tokio 1964), podwójny Waldemar Baszanowski (Tokio ’64 i Meksyk ’68), Zygmunt Smalcerz z Monachium 1972 i Szymon Kołecki z Pekinu 2008 (wcześniej w Sydney 2000 był srebrny).

Trudno w tym momencie nie zadać pytania o następców. Szanse na wyjazd do Tokio mają Joanna Łochowska i Arkadiusz Michalski, którzy przepustki mogą wywalczyć na podstawie rankingów, jako wysoko sklasyfikowani Europejczycy. Jeden z dawnych prezesów Polskiego Związku Podnoszenia Ciężarów zwykł mawiać, że celem na igrzyska są miejsca punktowane. Medale niekoniecznie, wywołują bowiem zbędne zainteresowanie mediów i niepotrzebnie przykuwają uwagę do dyscypliny. Stan bieżący pozawala realnie myśleć o tych pierwszych, lecz podium to utopia.

DARIUSZ URBANOWICZ

 


Subskrybuj
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najlepiej oceniane
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
Kamil
Kamil
2 lat temu

Szymon Kołecki zdobył srebro w Sydney, a nie Atenach – medal ten zresztą chyba go trochę rozczarował.

Marcin
Marcin
2 lat temu

Pan Szymon Kołecki srebro zdobył w Sydney w 2000, w Atenach 2004 nie startował.

Aktualności

Kalendarz imprez