ORLEN Wyścig Narodów dla Pomarańczowych

ORLEN Wyścig Narodów dla Pomarańczowych

Polacy w tle podczas ORLEN Wyścigu Narodów w Rzeszowie, harcowali, ale nie udało się nic zwojować. Najlepszy z naszych Bartosz Rudyk finiszował na piątym miejscu. Wygrali Holendrzy jako drużyna i indywidualnie.

Profil wyścigu pozostawiał dwa rozwiązania końcówki, albo finisz z grupy, albo ucieczka. Ziścił się ten pierwszy scenariusz, choć oczywiście nie brakowało harców. Triumfował Olav Kooij, który zwyciężył nie tylko etap usytuowany na rzeszowskiej rundzie (tej samej co wczorajsza drużynówka), ale i cały ORLEN Wyścig Narodów. W najefektowniejszej akcji drugiego dnia rywalizacji brał udział Filip Maciejuk. Razem z 21-letnim kolarzem grupy Leopard Pro Cycling uciekali Valère Thiébaud (Szwajcaria), Markus Wildauer (Austria) oraz Jaka Primožič (Słowenia). Czwórka ta jechała z przodu przez siedemdziesiąt kilometrów, czyli przez ponad połowę odcinka.

– Od samego startu dużo ataków. Każda reprezentacja chciała się zabrać, ja również wykonałem kilka wyczerpujących skoków. Walczyłem ze wszystkich sił, aby godnie zaprezentować polską koszulkę. Może to nie mój dzień, ale jechałem jak najlepiej. Dawałem zmiany na sto procent, podobnie zresztą jak pozostali uciekinierzy. Wiem, że to prestiżowy wyścig dla tej kategorii wiekowej i cały świat się nam przygląda – mówił uczestnik ucieczki dnia w wywiadzie dla TVP Sport.

Trzeba przyznać, że współpraca uciekinierów wyglądała bardzo fajnie, jednak peleton kontrolował stratę i wchłonął tę czwórkę na przedostatniej rundzie na podjeździe pod rzeszowską Matysówkę. Do ofensywy przeszli wtedy Niemcy. Grupa zasadnicza zaczęła się coraz bardziej rozciągać i dzielić. Na początku ostatniego okrążenia zaatakował Szwajcar Robin Froidevaux i choć wypracował sobie 25 sekund przewagi, nie zagwarantowało mu to powodzenia. Ten atak został zneutralizowany na ostatnim podjeździe. W tym momencie stało się jasne, że finiszować będzie cała grupa. Kolejne ataki niwelowali czujni Holendrzy, którzy konsekwentnie pracowali na rzecz swojego sprintera.

Minięcie znacznika ostatniego kilometra przed metą dało pretekst do długiego finiszu Niemca Maurice’a Bellerstedta, ale nie na wiele się to zdało. Próbował wyskoczył Estończyk Markus Pajur, wysoko jechał też jego rodak Rait Ärm. Lecz to Olav Kooij nie dał szansy rywalom. Na piątym miejscu finiszował reprezentant Polski Bartosz Rudyk. – Była szansa na dużo lepszy finisz. Czułem się mocny na tym wyścigu. Jeśli chodzi o drugi etap to wszystko szło zgodnie z planem. Filip znalazł się w ucieczce, dzięki czemu mieliśmy czas na analizę sytuacji i podejście do niej z chłodną głową. Czekaliśmy co się zdarzy jeśli dojdziemy te ucieczkę. Niestety w kluczowym momencie jeden z nas miał defekt i musiał zmienić rower. Adam Kuś i ja jechaliśmy tylko we dwójkę. Adam mnie przeciągnął jak najwyżej, ale Holendrzy, Niemcy i Estończycy mieli mocniejsze „pociągi”. Zdecydowałem się na długi finisz z 500 m. Myślę, że była szansa może na trzeci miejsce, ale wystarczyło mi sił tylko na piąte – powiedział brat znakomitego polskiego torowca-sprintera Mateusza Rudyka, który zresztą również ściga się na torze, ale na średnich dystansach.

– Ten wyścig to dobry prognostyk, widać progresję. Dzisiejszy etap dał się przewidzieć w wielu elementach, scenariusze te mieliśmy rozpracowane. Bartek został zmuszony na finisz z dociągu, kilku zawodników przechodził w końcówce i nie wystarczyło już mocy na miejsce na podium. Sprawę na pewno utrudnił pech związany z defektem i to, że Bartek miał tylko Adama do rozprowadzenia – powiedział trener Tomasz Kiendyś.

DARCZO


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez