ORLEN TVP Sport Cup: Nareszcie!

ORLEN TVP Sport Cup: Nareszcie!

To już ostatnie spotkanie z okazji Lekkoatletycznego Czwartku w TVP. Tym razem do boju o ORLEN TVP Sport Cup przystąpili skoczkowie wzwyż i… rozwiązania w konkursie były prawie identyczne, jak przed dwoma tygodniami, z małą jednak różnicą: faworyci – Kamila Lićwinko, Sylwester Bednarek i Norbert Kobielski – skakali wyżej i lepiej. Kobielski nawet atakował rekord życiowy!

– Pierwszy raz startowałem w studio i bardziej podobała mi się sceneria niż moje skoki – mówił czternaście dni temu o wyjątkowych okolicznościach rozgrywania konkursu zawodnik MKS Inowrocław, zwycięzca poprzedniego Lekkoatletycznego Czwartku w skoku wzwyż, Norbert Kobielski. Aktualny mistrz Polski uchodzi za “zawodnika z ogromnym potencjałem, lecz ten potencjał trzeba okiełznać, ukierunkować i dopracować”.

Faktycznie w studiu telewizyjnym panowała atmosfera spektakularna, jednak wymagająca. Zawodnicy trenują na świeżym powietrzu, na stadionach, a tu nagle muszą przestawić percepcję na zamknięte pomieszczenie, choć przestronne i wystarczające do przeprowadzenia mityngu w skoku wzwyż. Jednak zmiana oświetlenia, bliskość ścian zadania na pewno uczestnikom nie ułatwia.

Obsada dziś identyczna jak przed dwoma tygodniami, zatem kibice lekkiej atletyki mogli się spodziewać, że i rozstrzygnięcia będą podobne. Oczekiwania te okazały się później w pełni uzasadnione. Zawodnicy przetrenowali ostatni okres solidnie, ze sporymi obciążeniami, w oczekiwaniu na właściwe rozpoczęcie tego specyficznego sezonu.

Wyróżniającym się zawodnikiem (i to nie tylko muskulaturą!) cyklu Lekkoatletycznych Czwartków jest dziesięcioboista Paweł Wiesiołek, który dzielnie walczył zarówno w skokach o tyczce jak i wzwyż. Oprócz niego wystartowało kilkoro młodych sportowców, którzy z rzadka tylko mają okazję konfrontacji ze starszymi i bardziej utytułowanymi kolegami. Wszystkim należą się wielkie brawa i słowa uznania za bojową postawę z wyrazami nadziei, że szybko dołączą do rywalizacji na najwyższym poziomie. Szybko pożegnała się z zawodami Weronika Kaźmierczak (RKS Łódź), która po zaliczeniu 165 cm w drugiej próbie spaliła wszystkie trzy kolejne na 1,70 m. Na drugim miejscu ex aquo sklasyfikowane zostały halowa mistrzyni Polski Wiktoria Miąso (Resovia) i Aleksandra Nowakowska (RKS). Obie miały identyczny przebieg konkursu i zakończyły go z wynikiem 1,70 m, bezskutecznie atakując 1,74 m.

Podobnie jak poprzednim razem podczas ORLEN TVP Sport Cup w konkursie sama została Kamila Lićwinko (Podlasie Białystok). To mistrzyni świata z hali (Sopot 2014), lecz jej dwa pierwsze skoki zmroziły na pewno nie tylko kibiców, ale przede wszystkim trenera i męża Michała Lićwinkę. Kamila dopiero za trzecim razem przeskoczyła 178 cm, potem miała dwie udane próby na 1,82 m (jej wynik sprzed dwóch tygodni) i 185 cm. Na 188 m udanie poszybowała za drugim razem (wtedy właśnie wykrzyknęła głośno owe tytułowe „Nareszcie!”, w końcu bowiem jej skoki zaczęły wyglądać tak jakbyśmy sobie wszyscy tego życzyli), lecz zatrzymała się na 1,91 m.

– Mało zabrakło a zdarzyłby mi się wypadek przy pracy na pierwszej wysokości. Nie jestem do końca zadowolona z moich dzisiejszych skoków, ale w końcu dobrze zaczęło to wyglądać na treningu i pojawiło się światełko w tunelu. Po dobrym skoku na 1,88 m skoki zaczęły wyglądać zadowalająco. Mam problem techniczny na rozbiegu i jak nic poprawnie nie zrobię, to faktycznie fatalnie to wygląda, bez dynamiki, bez zapasu…  Zabrakło mi też siły, nie jestem oskakana w konkursach. Byłam tu co prawda przed dwoma tygodniami, ale w lutym ostatnie zawody miałam w hali. Trochę intensywnie się zrobiło, bo zostałam sama w konkursie, ale mam nadzieję, że nastąpi przełamanie – komentowała Kamila Lićwinko. Zawodniczka Grupy Sportowej ORLEN nie kryła, że „całym sercem jest za Sylwkiem”, a to ze względu, że jej mąż i trener prowadził również Bednarka. Zresztą widać również było, kiedy po nieudanych próbach doradzała Sylwkowi.

Kiedy odpadły już młodsze zawodniczki do akcji przystąpił pierwszy z mężczyzn – Paweł Wiesiołek, co zrozumiałe skacze on niższe wysokości niż wyspecjalizowani skoczkowie wzwyż. Szczególnie w tym okresie ciężkiego treningu. Dziś rano jeszcze w Spale Paweł miał intensywny trening, o czym mogli się przekonać słuchacze radia Weszło FM, bo w audycji Kierunek Tokio nasz czołowy wieloboista udzielił wywiadu.

Kierunek Tokio #65 – Broniewski, Krymski, Myszka, Wiesiołek

Zawodnik Warszawianki i Grupy Sportowej ORLEN  drugim podejściu zaliczył 195 cm i a potem po trzykroć strącał poprzeczkę zawieszoną na 202 cm. Ten sam wynik – 202 cm – uzyskali Mateusz Kołodziejski (Zawisza Bydgoszcz) i Adrian Kordoński (Fenix Słupsk), jednak strącali na kolejnym etapie. Obaj atakowali 2,08 m bez powodzenia.

Zupełnie jak przed dwoma tygodniami w konkursie zostali Norbert Kobielski (Zawisza) i Sylwester Bednarek (RKS). Sylwek zatrzymał się dłużej na 213 cm i dopiero za trzecim razem uporał się z tą „magiczną” wysokością, którą zdołał pokonać przed tygodniem. Dwa strącenia miał również Kobielski, który jednak piętami muskał poprzeczkę na 2,08 i 2,13 m. Szybko jednak wyciągał wnioski i poprawiał się. Obaj efektownie zaliczyli 2,18 m, za pierwszym razem. Bednarek na 2,22 musiał uznać wyższość bydgoszczanina, który po pierwszej udanej próbie przeniósł na 2,26 m i zrzucił.

Atak na rekord!

Mając zwycięstwo w kieszeni i nic do stracenia postanowił zaatakować własny rekord życiowy (2,29 m). Poprzeczka powędrowała na 2,30 m i… dwukrotnie spadła. Tym razem jeszcze Kobielski życiówki nie ustanowił, choć próbował wznieść się na wysokość, która naprawdę budzi respekt. – Moje dzisiejsze skakanie uważam naprawdę za dobre, zważywszy, że o szóstej rano byłem już na nogach, potem samolot do Warszawy i kilka godzin czekania na konkurs. Na to co przeżyliśmy, te skoki były fenomenalne – podsumował Norbert Kobielski.

Widać było, że wraz z liczbą skoków spada nieco dynamika rozbiegu i szybkość odbicia, trochę lecieliśmy jak “szmata przewieszona przez poprzeczkę”, ale widać, że pandemia mu nie zaskoczyła, nie dostał zbędnych kilogramów tłuszczu i będzie OK! – ocenił mistrz olimpijski z Montrealu, rekordzista świata sprzed czterdziestu lat Jacek Wszoła

Jest progres. Dziś dużo lepiej się czułem w tym studio, choć pojawił się mały szczegół. Ponieważ lepiej wychodzi mi trening, lepiej biegam, trochę wydłużyłem rozbieg i niestety lewą nogą stawałem na ścianie. Mały szkopuł, który mnie trochę wytrącał. Skoki są już obiecujące i mam nadzieję, że wkrótce na stadionie skoczę coś konkretnego. Tymczasem brakuje jeszcze systematyczności – zaznacza Sylwester Bednarek, który nie krył zadowolenia z postępu i przepracowanych ostatnich treningów.

DARIUSZ URBANOWICZ

Fot. Marek Biczyk/PZLA


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez