ORLEN TVP Sport Cup: Lekka atletyka wróciła!

ORLEN TVP Sport Cup: Lekka atletyka wróciła!

18 czerwca, o godzinie 17:00 rozpoczął się Lekkoatletyczny Czwartek – ORLEN TVP Sport Cup i tę datę możemy uznać za oficjalne odmrożenie lekkiej atletyki w naszym kraju. To pierwsze zawody w pchnięciu kulą sezonu po pandemii, a na starcie stanęli najlepsi polscy miotacze z Michałem Haratykiem, Konradem Bukowieckim i Jakubem Szyszkowskim na czele. Wyniki potwierdziły, że to właśnie ta trójka rozdaje karty w polskiej kuli.

Co prawda wczoraj odbyły się pierwsze zawody z kalendarza PZLA w Chełmnie, ale dzisiejsza impreza odbiła się zdecydowanie szerszym echem. Zapoczątkowała ona cykl sześciu mityngów na terenie siedziby TVP. W pierwszym z nich wystartowała elita pchnięcia kulą, za tydzień przyjdzie czas na tyczkarzy, a potem skoczków wzwyż. W ich trakcie zaprezentuje się plejada gwiazd polskiej i światowej lekkiej atletyki wśród których znajdą się m.in. Paweł Wojciechowski, Piotr Lisek, Kamila Lićwinko i Sylwester Bednarek.


Konrad Bukowiecki (Fot. Tomasz Kasjaniuk/PZLA)

Przedrostek nazwy konkursu – Lekkoatletyczny Czwartek – nadano nieprzypadkowo. To nawiązanie do imprezy promowanej przez najszybszego Polaka w historii, Mariana Woronina. Rekordzista kraju na 100 m rozwinął cykl czwartkowych zawodów lekkoatletycznych dla najmłodszych adeptów Królowej Sportu.

Czwartki lekkoatletyczne nie były nowością nawet w moich czasach, one już się odbywały w latach 60. i ja się na nich wychowywałem. A po latach niebytności, postanowiliśmy je wskrzesić. Skierowane były do dzieci i młodzieży. To już ćwierć wieku je organizujemy. Nie ma sensu wychowywać mistrza w wieku dziecięcym, dzieci trzeba nauczyć systematyczności i chęci do treningu. To jest najważniejsze – powiedział wicemistrz olimpijski w sztafecie 4×100 m z Moskwy i… kawaler Orderu Uśmiechu, Marian Woronin. – Nie startowałem w czwartkach lekkoatletycznych, ale zdarzyło mi się sędziować – zastrzegł z kolei podwójny mistrz olimpijski w pchnięciu kulą Tomasz Majewski, pod którego czujnym okiem działacza odbyły się zawody przy Woronicza.

Arenami konkursów miotaczy są nie tylko stadiony i hale. Zawodnicy rywalizują na takich obiektach jak rynki miast, dworzec kolejowy w Zurychu, antyczny stadion w Olimpii, czy choćby ogrody królewskie w Sztokholmie – gdzie Majewski pobił rekord życiowy i ówczesny rekord Polski (21,95 m). Lokalizacja na parkingu TVP nie dziwi zatem, szczególnie, że kibice i tak nie mają tam wstępu. Wszelkie przepisy zostały zachowane, jeśli zatem padłby dziś rekord Polski i zostałby on ratyfikowany, pozostałby w tabelach. Koło, którego dziś użyto, przyniosło już niegdyś szczęście Michałowi Haratykowi, który raz rozkręcił się w nim tak mocno – przy stołecznych fontannach – że pobił rekord Polski (22,32 m). Jednak działo się to w okresie wakacyjnym w 2019 roku, jeszcze przed mistrzostwami świata w Dosze. Co ciekawe najlepsze otwarcie sezonu również należy do Haratyka i wynosi 21,23 m.

Konrad Bukowiecki (Fot. Tomasz Kasjaniuk/PZLA)

– Tymczasem formy brak. Do Warszawy przyjechałem prosto z obozu w Karpaczu i jestem mocno zmęczony, bo wykonaliśmy tam kawał roboty. Dostałem informację o tym mityngu i traktuję go z marszu. Każdy jest głodny startów, trenujemy po to by rywalizować. Trochę się cieszę, ale nie nastawiam się na rekordowe pchnięcia. W formie jestem żadnej, na pewno nie będzie daleko – zapowiadał Konrad Bukowiecki, który prosto z Warszawy przeniesie się do Chorzowa na Stadion Śląski na sobotnie zawody.

Od rana nad Warszawą krążyła burza. Przed południem w okolicach Woronicza zdarzyła się nawałnica, woda stała na ulicach. Ale późniejszym popołudniem wypogodziło się jak na zamówienie i nic nie mogło przeszkodzić w przeprowadzeniu konkursu. Do zawodów przystąpiło dziewięciu zawodników. Od szturmu rozpoczął Michał Haratyk, który już pierwszą próbą wyszedł na prowadzenie (19,60 m). Kolejnymi dwoma pchnięciami udowodnił, że jest naprawdę mocny – 20,49 i 20,54 m. Za jego plecami było jednak ciasno.

Bukowiecki, jeden z głównych faworytów, spalił dwie pierwsze próby i dopiero trzecią zapunktował, dzięki czemu znalazł się w finałowej ósemce. Czwarte pchnięcie pozwoliło mu unieść triumfalnie rękę w górę. Rezultat 20,92 m komentujący konkurs Sebastian Chmara uznał za fenomenalny. Rywalizacja Bukowieckiego i Haratyka to zresztą ozdoba wszystkich konkursów i nie inaczej było tym razem, choć kolejne próby nie zmieniły już układu na górze. Zgodnie z przewidywaniami trzecią odległość uzyskał Jakub Szyszkowski (19,21 m).

Jestem zaskoczony – przyznał po zawodach Bukowiecki. – Nie byłem przygotowany na taki wynik. Spodziewałem się pchnę może trochę powyżej 20 m i teraz jestem trochę zły, że nie udało się pchnąć 21 m, bo to zawsze inaczej wygląda. Nie miałem dotąd tak mocnego otwarcia sezonu. Fajnie, że pojawiły się w końcu zawody, bo trenowanie bez możliwości sprawdzenia się, jest jak wróżenie z fusów… Musimy startować by się poprawiać, a i tak najważniejsze jest to, co będzie za rok w Tokio – dopowiedział zwycięzca historycznego mityngu ORLEN TVP Sport Cup.

Michał Haratyk (Fot. Tomasz Kasjaniuk/PZLA)

– Miałem dwa miesiące przerwy i to było najgorsze, ale od miesiąca już trenuję u siebie i jest spoko – powiedział Michał Haratyk, który wciąż narzeka na skutki kontuzji łokcia. – Dla mnie najgorszy w tej pandemii jest brak motywacji. Na szczęście wróciła już rywalizacja, warunki w pchnięciu kulą nie wymagają niczego specjalnego. Łatwo jest rozstawić rzutnię i można przeprowadzić taki kameralny mityng. A łokieć? Trochę boli. Na treningach nic nie czułem, a tu doszła dodatkowa mobilizacja. W pierwszych próbach bolało mocno, a po trzeciej próbie ból przeniósł się na palce. Oby przeszło, ale nie jest jakoś tragicznie – podsumował zdobywca drugiego miejsca.

W studiu TVP po zawodach gościł legendarny polski dyskobol Piotr Małachowski z Grupy Sportowej ORLEN, który wykorzystał okres pandemicznego zamknięcia sportu na zrobienie porządku z kolanem: – Michał może trochę przespał ten okres. Powinien zadbać o zdrowie. Może powinien jeszcze jakiś zabieg dodatkowy zrobić, może operacja, albo jakieś ostrzyknięcie. Czas szybko ucieka, odpuszczanie trzech-czterech treningów z powodu bólu może nic nie znaczyć, ale z perspektywy czasu może się okazać, że to naprawdę dużo straconego czasu – podsumował kwestie zdrowotne Michała Haratyka, który przeszedł operację jesienią po MŚ Doha 2019, lecz o bólu wspominał po każdym starcie w okresie zimowym.

O komentarz podsumowujący konkurs został też poproszony Tomasz Majewski: – Padły dobre wyniki. To dopiero pierwszy start w tym dziwnym roku, dziwnym sezonie. Widać, że chłopaki przepracowali ten okres i wierzę, że nawiążą do dobrych zeszłorocznych wyników. Taki start pozwala podsumować przygotowania i teraz wiadomo co trzeba zrobić, w jakim kierunku iść z treningiem. W sierpniu czy we wrześniu pokażą naprawdę dalekie pchnięcia.

W rywalizacji dwóch gigantów jest 46:35 dla Haratyka. Szansa na zmianę tego bilansu już w sobotę w Chorzowie, podczas mityngu organizowanego pod hasłem “Królowa Sportu wraca na Stadion Śląski”.

ORLEN TVP Sport Cup – wyniki:

  1. Konrad Bukowiecki (AZS UW-M Olsztyn) 20,92 m (x, x, 18,31, 20,92, x, x)
  2. Michał Haratyk (Sprint Bielsko-Biała) 20,54 m (19,60, 20,49, 20,54, x, 20,30, 19,94)
  3.  Jakub Szyszkowski (AZS AWF Katowice) 19,21 m
  4. Sebastian Łukszo (AZS UMCS Lublin) 18,88 m
  5. Jan Parol (WLKS Nowe Iganie) 18,84 m
  6. Andrzej Gudro (WLKS Nowe Iganie) 18,82 m
  7. Wojciech Marok (AZS UMCS Lublin) 18,06 m (rekord życiowy)
  8. Szymon Mazur (WLKS Nowe Iganie) 17,42 m

DARIUSZ URBANOWICZ


Aktualności

Kalendarz imprez