Orlen Cup: Lićwinko, Bukowiecki i Siciarz najlepsi w Łodzi

Orlen Cup: Lićwinko, Bukowiecki i Siciarz najlepsi w Łodzi

No cóż, nie codziennie jest niedziela, nie każdego dnia wygrywa się na loterii, dostaje podwyżkę, czy chociaż trafia na promocję „dwa w cenie jednego” w osiedlowym dyskoncie. Po niesamowitych emocjach okraszonych rekordem świata genialnego Armanda Duplantisa w sobotę w Toruniu podczas ORLEN Copernicus Cup, dziś “lekkoatletyczny cyrk” zawitał do Łodzi. Na Orlen Cup rekordów świata nie było, ale to w żadnym razie nie oznacza, że było nudno. Świetnie wypadł debiut w barwach Orlen Teamu najwyżej skaczącej mamy na świecie, a sprawę zwycięstwa w konkursie pchnięcia kulą rozstrzygnęli między sobą Michał Haratyk i Konrad Bukowiecki.

Uprzedzając pytania: to nie tak, że niesamowity 20-latek ze Szwecji dzisiaj spisał się gorzej, że nie zdołał nawiązać do swojego nowego rekordu, albo że coś mu nie leżało. On do Łodzi po prostu nie przyjechał, dając się wykazać innym, w tym Pawłowi Wojciechowskiemu i Robertowi Soberze. Impresja po dzisiejszym konkursie skoku o tyczce może być jedna: choć obsada na papierze była mocna, po sobotnich popisach Duplantisa wyglądało to mniej wiecej, jak oglądanie Ekstraklasy po Lidze Mistrzów… Dość powiedzieć, że zwycięzca, dwukrotny mistrz świata Amerykanin Sam Kendricks wygrał zaliczając wysokość 5,80, czyli taką, na której szwedzki rekordzista świata dopiero się rozgrzewa (przypomnijmy, że wspomniany rekord to wynik o 37 centymetrów wyższy). Kendricks nie atakował już większych wysokości. Ba, Wojciechowski i Sobera zakończyli zmagania w Orlen Cup jeszcze niżej, skacząc tylko po 5,60… Cóż, najlepsze skoki niech może zostawią sobie na lato i igrzyska w Tokio. Tyle tylko, że trzeba będzie latać dużo wyżej, by w ogóle móc marzyć o medalu.

Skoro mowa o lotach, warto się jeszcze na sekundę zatrzymać przy Duplantisie. Złote dziecko szwedzkiej lekkiej atletyki, choć skacze bardzo wysoko, to jednocześnie twardo stąpa po ziemi. Mimo że za ustanowienie nowego rekordu świata otrzymał premię w wysokości ponad 100 tysięcy euro, do domu wracał… tanimi liniami lotniczymi. Może chociaż zaszalał i wykupił pierwszeństwo wejścia na pokład, albo więcej miejsca na nogi?

W Łodzi tyczkarzom się nie udało wygrać, ale to nie znaczy, że Polacy nie odgrywali pierwszoplanowych ról na Orlen Cup. Na przykład w konkursie pchnięcia kulą w walce o zwycięstwo liczyli się wyłącznie biało-czerwoni. Rywalizacja Konrada Bukowieckiego z Michałem Haratykiem mogłaby być ozdobą niejednego mityngu lekkoatletycznego. W Łodzi gwiazdy naszej kuli stanęły na wysokości zadania i nie dały szans rywalom. Tym razem lepszy okazał się ten pierwszy, który w trzeciej próbie posłał kulę na odległość 21,54 m. Haratyk robił, co mógł, w kolejnych zaliczonych rzutach się poprawiał, ale skoczyło się na 20,95 i drugim miejscu.

Świetnie spisały się także Polki w biegu na 60 metrów przez plotki. Wygrała Klaudia Siciarz, druga była Pia Skrzyszowska. Jej czas (8.05) to drugi najlepszy w historii europejskich biegów wynik juniorki na tym dystansie (najlepszy ustanowiła… Siciarz trzy lata temu). Jeśli ta dziewczyna dalej będzie się rozwijać w takim tempie niewykluczone, że kibice lekkiej atletyki pożyczą przyśpiewkę od fanów futbolu i będą wołać: “Pia, Pia, Pia, pum, pum, pum”. Niewiele brakowało, a w biegu mężczyzn na 60 metrów przez plotki także byśmy mieli polskie zwycięstwo. Damian Czykier zajął jednak drugie miejsce, a z Valdo Szucsem przegrał o… siedem tysięcznych sekundy. O tym, że to Węgier był pierwszy, zdecydowało lepsze w jego wykonaniu wychylenie na linii mety.

Żadnych złych wychyleń nie miała za to Kamila Lićwinko, która była bezkonkurencyjna w skoku wzwyż. Brązowa medalistka mistrzostw świata z Londynu, tym razem pewnie zaliczyła 1,93 m. Dla niej występ na Orlen Cup był dodatkowo stresujący, bo po raz pierwszy zaprezentowała się w barwach Orlen Teamu. – To dla mnie niezwykle ważne. Wsparcie i zaufanie Orlenu bardzo pomoże mi w przygotowaniach do igrzysk w Tokio – powiedziała Kamila ciesząc się z rozpoczęcia współpracy z tak mocnym sponsorem. Lićwinko w 2018 roku urodziła córkę Hanię i teraz jest określana mianem „najwyżej skaczącej mamy na świecie”. Dziś próbowała jeszcze atakować 1,96 m, ale po pierwszym podejściu dała o sobie znać kontuzja, więc Polka zrezygnowała z kolejnych prób. Za jej plecami, na czwartym miejscu zostały sklasyfikowane Paulina Borys i Wiktoria Miąso z najlepszym wynikiem w karierze (1,80 m).

Fot.: newspix.pl


Aktualności

Kalendarz imprez