Opuścił Polskę, by trenować z kontrowersyjnym Amerykaninem. Czy zdobędzie medal w Tokio 2020?

Opuścił Polskę, by trenować z kontrowersyjnym Amerykaninem. Czy zdobędzie medal w Tokio 2020?

Na własne życzenie opuścił Warszawę i trafił w ręce tyrana. Piekielnie zdolne ręce, które ukształtowały jedną z najlepszych zawodniczek ostatnich lat. Shane Tusup jest grzeszną, ale zarazem wybitną postacią światowego pływania. Wojciech Wojdak jest ostatnim polskim medalistą mistrzostw świata w tej dyscyplinie. Czy zaskakująca współpraca przyniesie plony? Czego możemy oczekiwać od amerykańskiego trenera i co uczyniło go kontrowersyjnym?

Sukcesy w polskim pływaniu bywają w ostatnim czasie równie rzadkie co woda na pustyni. Lipcowe mistrzostwa świata w Korei Płd. reprezentanci Polski zakończyli z zerowym dorobkiem medalowym. Trudno nazwać to wypadkiem przy pracy. Dwa lata wcześniej było w końcu niewiele lepiej. Wtedy do biało-czerwonej puli trafił zaledwie jeden krążek.

Jego autorem był 21-letni Wojciech Wojdak, który został wicemistrzem świata na 800 metrów stylem dowolnym. Niezwykle obiecująca kariera stanęła jednak jakiś czas temu w miejscu. W styczniu 2018 roku pływak złamał kość w stopie i od tego czasu nie był w stanie wrócić do pełni dyspozycji. Startował bez sukcesów zarówno na sierpniowych mistrzostwach Europy, jak i grudniowym czempionacie globu na krótkim basenie. Na początku 2019 roku postanowił zakończyć długoletnią współpracę z Marcinem Kacerem, przenosząc się do AZS-u AWF Warszawa.

– Myślę, że zdecydował się na AZS, ponieważ szukał sparingpartnerów. Na Podlasiu był nieco osamotniony. Potrzebował bodźców, zawodników którzy z nim popływają i porywalizują. Wiem, że początkowo był podekscytowany, zostawał po treningach i przepływał kolejne kilometry, jak przystało na długodystansowca – mówi Łukasz Drzewiński, polski pływak i olimpijczyk z Aten, a obecnie prezes klubu pływackiego SKP Legia Warszawa.

W maju Wojdak dobrze poradził sobie na mistrzostwach Polski w Olsztynie, gdzie wygrał trzy złote medale. Najważniejsza impreza roku miała jednak dopiero nadejść: szykował się do obrony podium sprzed dwóch lat. Rywale podczas mistrzostw świata w koreańskim Gwangju okazali się jednak za mocni. Polak nie zdołał przebrnąć eliminacji w tej samej konkurencji, w której jeszcze w 2017 roku był w światowej czołówce.

Mimo przeciętnych wyników, patrzył na swój występ optymistycznym okiem: – Z czasu mogę być zadowolony, bo jest zdecydowany progres względem ostatniego sezonu i mistrzostw Europy w Glasgow. Jeśli chodzi o miejsce, to oczywiście czuję niedosyt – mówił dla Przeglądu Sportowego. W kontekście problemów zdrowotnych, które prześladowały go w 2018 roku, trudno było oczekiwać od niego sukcesów na imprezie najwyższej rangi.

Jak się jednak okazało, przygoda Wojdaka w warszawskim klubie potrwała tylko dziewięć miesięcy. W ubiegłym tygodniu spakował się i wyjechał do Włoch, aby rozpocząć treningi z Shane’em Tusupem. Poprzez swojego Instagrama przekazał kibicom prostą wiadomość: – Drodzy Państwo, jedni są od mówienia a drudzy od robienia. Ja jestem od pływania i zamierzam robić to jak najlepiej. Mamy z Shane’em Tusupem dużo dobrej roboty do wykonania. Trzymajcie kciuki!

Naczelny cel? Oczywiście przyszłoroczne igrzyska. Czas płynie nieubłaganie, do Tokio pozostało już mniej niż 300 dni. Fakt, że jeden z najbardziej utalentowanych polskich zawodników decyduje się po raz drugi w roku zmienić miejsce treningowe, może wzbudzać również nieprzychylne opinie.

– Pojawiają się komentarze, że na dziewięć miesięcy przed igrzyskami nie zmienia się trenera. I to jest fakt, ciężko mu będzie znaleźć odpowiednią formę. Z drugiej strony, to już doświadczony zawodnik. Był wicemistrzem świata, na pewno ma swój plan. Ja jestem optymistą i myślę, że na minimum olimpijskie będzie go stać. Przyjedzie w maju na kwalifikację i pokaże wszystkim, że podjął dobrą decyzję – zapewnia Łukasz Drzewiński

Kim jest nowy trener Polaka? To zaledwie 31-letni Amerykanin węgierskiego pochodzenia, który zasłynął pracą z jedną z najlepszych pływaczek dekady. To historia pełna worków pieniędzy i medali. Opłaconych hektolitrami potu, łzami i poczuciem krzywdy.

Głos serca

Była utalentowana, ambitna i pochodziła z kraju, których kocha wszelkie wodne sporty. Igrzyska w Londynie były jej trzecimi w karierze. Pierwszymi w roli faworytki. Znajdowała się w najlepszym wieku dla pływaczki. Dopiero co przywiozła cztery medale z mistrzostw Europy w Debreczynie. Na imprezie docelowej nie zdołała jednak udźwignąć presji. Miała zdobyć złoto na 400 metrów stylem zmiennym, zajęła czwarte miejsce. Oczekiwano od niej medali na 200 metrów w stylu zmiennym oraz motylkiem, a ona kończyła wyścigi na końcu stawki. – Bałam się co stanie, jeśli nie wygram. To było okropne. Mówiłam sobie, że teraz albo nigdy. Całą presję nałożyłam na siebie sama – wspominała po latach w rozmowie z New York Times.

Po tak niespodziewanej klęsce, Katinka Hosszú poczyniła niezwykle drastyczne kroki. Podziękowała Dave’owi Salo, a nowym trenerem uczyniła swojego wieloletniego partnera Shane’a Tusupa. Para poznała się kilka lat wcześniej na University of Southern California, w czasie gdy oboje byli studentami pierwszego roku. Połączyło ich pływanie. Tusup również trenował, choć ze znacznie mniejszymi sukcesami niż jego dziewczyna. Mieszanie pracy z życiem prywatnym stanowiło oczywiste ryzyko, ale postanowili stawić mu czoła, a niedługo później wzięli ślub.

Trener będący równocześnie mężem to rzadkie rozwiązanie. Zdecydowanie wyżej w hierarchii popularności stoi funkcja trenera-ojca, często pojawiająca się chociażby w profesjonalnym tenisie. Aby odnaleźć ostatnią przynoszącą sukcesy współpracę na linii małżeńskiej, należałoby cofnąć się do 1996 roku, kiedy Michelle De Bruin (z domu Smith), zdobyła trzy złote medale na igrzyskach w Atlancie. Jej trenerem był wówczas były holenderski lekkoatleta Erick De Bruin. Dwa lata później Światowa Federacja Pływania zdyskwalifikowała zawodniczkę za manipulowanie próbkami przekazywanymi do kontroli antydopingowej. Rzekomo mieszała je z alkoholem. Medale nie zostały jej odebrane, ale sprawa śmierdziała na kilometr. Przed startem w Atlancie De Bruin miała niemal 27 lat i zero podium mistrzostw świata i olimpijskich.

Jeśli czegoś nie da się zrobić, potrzebny jest ktoś kto o tym nie wie – przyjdzie i to zrobi. Debiutujący w roli trenera Tusup, nie przestraszył się czyhającego na niego wyzwania, a wręcz przeciwnie. Zamiast wzorować się na autorytetach, postanowił pójść własną drogą. Uznał, że jego zawodniczka powinna startować jak najczęściej. Nieustanne uczestnictwo w wszelkich zawodach, miało zdjąć z niej presję, jaką nakładała na siebie podczas tych ważniejszych wydarzeń. Więcej zawodów, mniej treningów. Każdy start jest taki sam – każdy masz wygrać.

Amerykanin wielki nacisk nałożył również na trening siłowy. Według jego poprzednika, był on jej najsłabszą stroną. Hosszú potrafiła bardzo ciężko trenować na basenie, ale nie wykazywała takiego samego zaangażowania podczas pracy na siłowni.

To się zmieniło. Zmienił się również charakter Węgierki. Stała się pewniejsza siebie oraz stuprocentowo nakierowana na sukces. Na pierwsze owoce młodej współpracy nie trzeba było długo czekać. Już w 2014 roku Hosszú została pierwszą pływaczką, która zarobiła milion dolarów z samych nagród finansowych. W tymże roku, oraz w dwóch kolejnych, Światowa Federacja Pływania uznawała ją najlepszą zawodniczkę na świecie. Za wszystkim stał Tusup oraz jego mordercze metody treningowe. W środowisku szybko przylgnęła do niego łatka tyrana.

– Widziałam u niego wiele niewłaściwego zachowania. Miałam styczność z trenerami, którzy zachowywali się w podobny sposób podczas treningów, ale on jest na innym poziomie. To było przerażające – mówiła o Tusupie amerykańska pływaczka Jessica Hardy.

Tusup oraz Hosszú stali się nierozłączni. Mówiło się, że spędzają ze sobą dosłownie cały czas. Na pierwszy rzut oka nie powinno to specjalnie dziwić, patrząc na to, że mówimy przecież o małżonkach. Z drugiej strony Tusup zabronił swojej wybrance kontaktować się z byłym trenerem, jak i również izolował ją od reszty węgierskiej kadry. Nie byli częścią zespołu. Sami stworzyli dwuosobowy zespół.

Żelazna miłość, która pękła

Kontrowersyjni i barwni trenerzy od zawsze elektryzują i napędzają świat sportu. Piłka nożna nie byłaby taka sama bez Jose Mourinho, a dziwactw Marcelo Bielsy jest jeszcze więcej niż jego sukcesów. Przykłady wykraczają jednak daleko poza piłkę nożną. Znajdziemy je również na krajowym podwórku. Andrzej Niemczyk mógł być uważany za jednego z najwybitniejszych trenerów w historii polskich sportów zespołowych, ale i on miał swoją słabość  – alkohol. I tak to jest, bo wielkie umysły rzadko kiedy bywają bez skazy.

Istnieje jednak pewna granica, której przekroczyć nie należy. Czy Tusup na nią nadępnął? Pewne jest tylko to, że jego metody działały. A to, że po nieudanych zawodach w Arizonie powiedział do swojej żony, że może już zostać w wodzie i się utopić, to osobna kwestia. Jedni twierdzili, że to co na basenie, zostawało na basenie. Inni sugerowali, że do treningów i wygrywania, zawodniczkę napędzał zwyczajny strach.

Amerykanin zadbał nie tylko o sportową stronę swojej partnerki, ale również o odpowiedni marketing. Kiedy chiński dziennikarz oznajmił, że Hosszú ze względu na swoją wytrzymałość musi być zbudowana ze stali, Tusup szybko połknął bakcyla. Iron Lady, czyli Żelazna Dama, stało się oficjalną ksywką węgierskiej pływaczki. Niedługo potem te dwa słowa ozdabiały każdą część jej zawodowej garderoby. Iron Lady na czepku, Iron Lady na kostiumie. Znalazłyby się również żelazne kubki, skarpetki i maskotki. Tusup i Hosszú trafili w absolutną dziesiątkę. Świat oszalał na punkcie nietypowego duetu. Żelazna dama i on, szalony trener.

– Zostanie Iron Lady zmieniło moje życie. Nie tylko pod względem pływania, ale sposobu w jaki funkcjonuję na co dzień. Zaczęło się od ksywki, ale szybko stała się ona moim alter ego. Czuję to w momencie kiedy trenuje, albo przygotowuję się do startu na zawodach – mówiła Katinka Hosszú w 2015 roku, podczas promocji nowej odzieżowej kolekcji.

Katinka została absolutną ikoną pływania, jedną z najpopularniejszych aktywnych przedstawicielek swojej dyscypliny. Jej związek z Tusupem zyskał miano prawdziwego “American Dream”, tylko w węgierskim, dostosowanym do dzisiejszych czasów wydaniu. Królowały w nim współczesne cnoty, czyli nieustanna chęć rozwoju i wiara, że można zrobić wszystko. Najważniejsze było jednak, że małżonkowie ciężko pracują, wygrywają i jak zapewniały słowa hymnu Iron Nation, kochają się.

Niestety, ta miłość miała swoją datę ważności. Pod koniec 2017 roku media obiegły pogłoski, że związek pływaczki i trenera znajduje się na krawędzi. W styczniu na stole pojawiły się papiery rozwodowe. W maju para oficjalnie poinformowała o swoim rozstaniu. Z racji, że mieliśmy do czynienia z niezwykle charakterną osobą, nie było mowy o pokojowym odejściu w swoją stronę.

Amerykanin oskarżył byłą żonę o zdradę, absolutnie nie hamując się w swoich wyznaniach: – Patrząc na nasze dziesięć lat związku, zacząłem mieć wątpliwości czy ona kiedykolwiek była w niego zaangażowana. Poświęciłem swoje życie, aby pomóc jej osiągnąć wszystkie marzenia z dzieciństwa. Stało się jasne, że byłem manipulowany i zwodzony, a nasza relacja była zbudowana na kłamstwie. Szczerze wierzę, że ona nigdy nie kochała mnie, tylko moje oddanie i dedykację.

Hosszú była w swoich słowach nieco bardziej powściągliwa. Zamieściła na fanpage’u oświadczenie, w którym wytłumaczyła, że razem z Shane’em nie byli w stanie rozwiązać problemów i nieporozumień, stąd też decyzja o rozstaniu. Tusup wykorzystał za to prawa administratora, które posiadał do jej strony facebookowej. Usunął nie tylko oświadczenie, ale i cały fanpage. Prawdopodobnie chwilę po tym wyrzucił Iron Lady z wirtualnego grona znajomych.

Ta sama recepta dla każdego pacjenta?

Rozstanie nie uderzyło specjalnie negatywnie w karierę żadnej ze stron. W 2018 roku Hosszú po raz czwarty w karierze została wybrana pływaczką roku przez Światową Federację Pływacką. Tusup co prawda początkowo twierdził, że zamierza raz na zawsze opuścić świat sportu, ale ostatecznie długo się tego nie trzymał. Już w styczniu następnego roku podjął współpracę z 19-letnią Włoszką Ilarią Cusinato. Na liście jego zawodników znajdują się również Węgierka Liliána Szilágyi, Węgier Zsombor Bujdosó, a teraz dołączył do nich Wojdak.

– Wyniki mówią same za siebie. Część komentarzy na temat Tusupa na pewno jest pokierowana zazdrością. Mało kto jest w stanie stworzyć takie sukcesy. Czy jego metody treningowe będą odpowiadały Wojtkowi? Nie można tego wrzucać do jednego worka. Hosszú jest pływaczką zmienną, dodatkowo startującym na krótszych dystansach. Wojtek natomiast pływa na osiemset metrów. To jest zupełnie inna bajka. W każdym razie Tusup osiągnął bardzo dużo i zna się na tym co robi – komentuje Łukasz Drzewiński.

Amerykańskiemu trenerowi nie można odmówić sukcesów. Z drugiej strony za większością z nich stała jedna zawodniczka, która już we wcześniejszej fazie kariery była wielce utytułowana. Dodajmy do tego fakt, że Tusup nie ma większego doświadczenia w pracy z męskimi pływakami, ani pływakami startującymi na dystansie 800 metrów. Patrząc na to, jak duże znaczenie w tej dyscyplinie ma długotrwały i konsekwentny trening, zmiana trenera na dziewięć miesięcy przed docelową imprezą, to ekstremalnie ryzykowny ruch.

Wojdak stanowi obok Radosława Kawęckiego oraz Pawła Juraszka, największą medalową nadzieję na basenie reprezentacji Polski podczas Tokio 2020. Pytań jest więcej, niż odpowiedzi. Jedno z nich jest kluczowe. Czy w tym szaleństwie jest metoda?

KACPER MARCINIAK

Fot. Newspix.pl


Aktualności

Kalendarz imprez