Olimpijczyk Tiger Woods?

Olimpijczyk Tiger Woods?

Jest wielce prawdopodobne, że wielką atrakcją tegorocznych Igrzysk Olimpijskich będzie występ supergwiazdora golfa, Amerykanina Eldricka „Tigera” Woodsa, pierwszego sportowca, którego suma zarobków (w lwiej części z reklam) przekroczyła miliard dolarów (w 2009 roku). 

To może być w Tokio taka sama sensacja, jak w 1992 pojawienie się największych gwiazdorów NBA na koszykarskich parkietach Igrzysk Olimpijskich w Barcelonie. Wtedy w stolicy Katalonii szaleli Michael Jordan, Scottie Pippen, Carl Malone, Charles Barkley, Larry Bird, Patrick Ewing, Magic Johnson… 

Z ogromnym zdumieniem spotykałem Barkleya drinkującego nocą w centrum Barcelony, dziwiąc się potem, że ten bodaj największy zawadiaka w Dream Teamie amerykańskich koszykarzy, okazywał się mimo to najskuteczniejszym strzelcem. Barkley jako jedyny miał odwagę buszowania po knajpkach na najsłynniejszej katalońskiej ulicy Les Rambles, nie korzystając z asysty ochroniarzy, pilnujących Dream Teamu w luksusowym hotelu, do którego docierały nieustannie terrorystyczne groźby pod adresem Amerykanów. Występowi sław NBA pikanterii dodawał fakt, iż Magic Johnson zdradził się parę miesięcy wcześniej, że jest nosicielem HIV, co mu zresztą bynajmniej nie skróciło życia.

Podczas igrzysk w Barcelonie chodziłem nie tylko na mecze Dream Teamu, lecz również, spotykałem się z pupilami trenera Chucka Daly’ego w zamkniętych klubach amerykańskich, do których jakoś udawało mi się wkręcać. Rok później wspominałem tamte piękne dni, przeprowadzając w Nowym Jorku wywiad z Carlem Malone’m, moim zdaniem najinteligentniejszym z całej barcelońskiej ferajny. Wpuszczenie koszykarskich zawodowców na olimpijską arenę, przypieczętowało ostateczny sojusz sportu amatorskiego z profesjonalnym. Tym bardziej że coraz trudniej odróżniało się, którym sportowcom płaci się faktycznie większe pieniądze. 

O ile koszykówka znalazła się w programie olimpijskim dopiero w 1936 roku w Berlinie (wtedy tylko męska), o tyle golf jest sportem, który zadebiutował w igrzyskach już w 1900 roku, gdzie zwycięzcą na polu golfowym w Compiègne (86 km od Paryża) okazał się Amerykanin Charles Sands, uczestniczący wówczas również w turnieju tenisowym. Jak wspomina w swoich opracowaniach olimpijskich David Wallechinsky – Albert Lambert, inny  reprezentant USA, niemały bogacz, w 1900 ósmy w olimpijskim turnieju golfistów – sfinansował w 1927 roku historyczny przelot Charlesa Lindbergha przez Atlantyk. 

W tylko 9-dołkowym turnieju kobiecym w Compiègne triumfowała Margaret Abbott, która została pierwszą amerykańską zwyciężczynią olimpijską, tyle że grając wtedy, nie miała pojęcia, że uczestniczy w igrzyskach i do końca życia nie została co do tego uświadomiona. We wspomnieniach podkreślała jedynie, że rywalizujące z Amerykankami Francuzki były kompletnie nieprzygotowane do gry, pojawiwszy się na polu golfowym na wysokich obcasach i w ciasnych spódnicach. Co ciekawe, siódme miejsce w turnieju, który Margaret uważała za mistrzostwa Paryża, zajęła jej matka Mary Abbott.

Cztery lata później w St. Louis mistrzem olimpijskim został wszechstronnie utalentowany Kanadyjczyk George Lyon, który głównie uprawiał baseball, tenis i krykiet, a nawet został rekordzistą swego kraju w skoku o tyczce. W 1908 Lyon udał się na igrzyska do Londynu, by tam bronić tytułu mistrza olimpijskiego, ale wewnętrzne spory w środowisku golfowym Brytyjczyków sprawiły, że turniej się nie odbył. Lyonowi proponowano nawet, żeby mimo to przyjął złoty medal jako zwycięzca „walkowerem”, ale ten odmówił, no i golf zniknął z igrzysk na grubo ponad 100 lat, powracając dopiero w 2016 roku w Rio de Janeiro. 

Jak na złość, szalejący wówczas w Brazylii wirus zika stał się powodem rezygnacji z udziału w turnieju olimpijskim zawodników zajmujących wówczas najwyższe miejsca w światowym rankingu: Jasona Daya (Australia), Dustina Johnsona, Jordana Spietha (obaj USA), Irlandczyka Rory’ego McIlroya (Irlandia Północna) i wielu innych. W tej sytuacji złotym medalistą w Rio został w turnieju męskim Brytyjczyk Justin Rose, a w turnieju kobiecym Inbee Park z Korei Południowej. 

MKOl planuje na razie kolejne turnieje golfowe w tym roku w Tokio oraz w 2024 w Paryżu i 2028 w Los Angeles. Co będzie dalej z turlaniem piłki do dołka, na razie nie wiadomo. Tokijska próba ogromnie kusi Tigera (Tygrysa) Woodsa, którego w ostatnich latach dręczyły poważne kontuzje, nadto zaś z powodu perturbacji w życiu prywatnym wypadł w pewnym momencie nawet z szerokiego kręgu najlepszych graczy, nie mógł więc się przymierzać do olimpijskiego turnieju w Rio. Nic dziwnego, że teraz marzy mu się powrót do dawnej sytuacji, gdy zgarniał tytuł za tytułem. Ten – bez wątpienia – najsławniejszy i najefektywniej przyciągający reklamy golfista w historii chciałby wstąpić w olimpijskie szranki właśnie w tym roku, bo uważa, że później zdrowie może już mu nie pozwolić na zakwalifikowanie się do igrzysk, choć bardzo chętnie zagrałby jeszcze w 2028 w Los Angeles, gdy będzie mężczyzną blisko 53-letnim.

Dla Japończyków olimpijski występ Woodsa byłby swoistą nobilitacją turnieju olimpijskiego. Tiger zanotował w ubiegłym roku wspaniały comeback, zwyciężając po raz piąty w turnieju Masters, w którym triumfował poprzednio w latach 1997, 2001, 2002 i 2005. Aż 11 razy był golfistą roku, ma na koncie 82 zwycięstwa w turniejach PGA, w tym 15 w turniejach wielkoszlemowych („Majors”). 

W rankingu światowym PGA znajduje się dziś na bardzo wysokiej szóstej pozycji. Zgodnie z regulaminem do turnieju olimpijskiego w Tokio dopuści się 60 golfistów, przy czym pierwsza piętnastka rankingu światowego zostanie w dniu 22 czerwca zakwalifikowana automatycznie, ale z każdego kraju będzie mogło wystartować nie więcej niż czterech zawodników. Obecnie w pierwszej „15” jest aż 9 Amerykanów a najwyższe pozycje zajmują Brooks Koepka, Justin Thomas, Dustin Johnson i Woods, któremu depcze po piętach Patrick Cantlay. 

Ażeby Tiger dostał się na pewno do turnieju olimpijskiego,  kombinuje się już, że w razie czego mógłby wystąpić pod… własną flagą, deklarując swoją posiadłość Jupiter na Florydzie niczym niepodległy kraj. Krótko mówiąc, opłacałoby się nawet złamać wszelkie zasady i zgodzić się, by Woods dostał się na igrzyska psim swędem. Bo – co tu kryć – byłby w tej imprezie największym, najbardziej magnetycznym nazwiskiem. 

Ten syn amerykańskiego uczestnika wojny w Wietnamie i poznanej przez niego Tajki z genami chińskimi i europejskimi, kumuluje w sobie jakby najlepsze cechy wielu narodowości i ras. Jego ojciec bowiem to mieszanka murzyńsko-indiańsko-chińska. Mamy więc do czynienia z rodowodem obejmującym aż cztery kontynenty: Afrykę, Amerykę, Europę i Azję. Cechy, jakie Tiger odziedziczył niejako sposobem naturalnym, są zapewne czymś lepszym niż to, co uzyskali kombinatorzy z Chińskiej Republiki Ludowej, którzy założyli swoistą hodowlę koszykarzy i sztucznymi metodami wyprodukowali okazowy egzemplarz w osobie Yao Minga (2,29 m wzrostu), który objawił się światu jako najsławniejszy Chińczyk w rozgrywkach NBA. 

Tiger (tylko 1,85 m) nie musiał być olbrzymem, żeby stać się w pewnym momencie absolutnym królem sportu i królem życia, a różne firmy ustawiały się do niego w kolejce, żeby tylko zgodził się je reklamować. Był więc przez wiele lat „twarzą” sprzętu golfowego Nike, przyrządów do golenia Gilette, samochodowej marki Buick, zegarków Tag, a także wielkiej kompanii telefonicznej AT&T. Przewróciło mu się jednak w głowie. I gdy w 2009 wyszło na jaw, że swoją żonę, matkę ich dwojga dzieci, szwedzką modelkę Elin Nordegren zdradzał z dziesiątkami przygodnych kobiet, reklamodawcy nagle zniknęli jak sen jaki złoty. Większość sponsorujących Tigera  firm zerwała z nim kontrakty reklamowe. Jednocześnie zaś u golfisty numer jeden pojawiły się liczne kontuzje, które na parę lat wykluczyły go z czołówki światowej. Po rozwodzie z Elin, która potem związała się z byłym graczem futbolu amerykańskiego Jordanem Cameronem, Tiger miewał kolejne wybranki serca, w tym jedną bardzo sławną sportsmenkę amerykańską – gwiazdę narciarstwa zjazdowego Lindsey Vonn. Przelotne miłostki okazały się przygodami do szybkiego zapomnienia, za to powrót do dawnej formy jest czymś jak najbardziej aktualnym. 

Ubiegłoroczna wygrana w Masters i poważny awans w rankingu PGA sprawiły, że kwalifikacja do igrzysk olimpijskich to dla Woodsa całkiem realny cel i ewentualnie bardzo dobra okazja do odzyskania reputacji wielkiego mistrza na gruncie sportu. Mówi się już, że Tiger powstał niczym feniks z popiołów. A tak naprawdę to głównie dzięki nagłośnieniu przez niego tej dyscypliny sportu MKOl powziął w 2008 myśl o ewentualnym przywróceniu golfa w programie olimpijskim. Ostatnio dobiegła końca era herosów igrzysk – amerykańskiego pływaka Michaela Phelpsa i jamajskiego lekkoatlety Usaina Bolta. Woods mógłby ich godnie zastąpić. A prezydent Donald Trump wprost pękałby z dumy, gdyby podczas uroczystości otwarcia w Tokio właśnie Tiger niósł flagę Stanów Zjednoczonych.


Aktualności

Kalendarz imprez