Olimpijczycy czy może bardziej gwiazdy Internetu?

Olimpijczycy czy może bardziej gwiazdy Internetu?

Wiadomo, że social media posiadają ogromną siłę przekazu. W sporcie Facebook, Instagram, Twitter czy stosunkowo nowy w porównaniu do wymienionej trójki TikTok, pozwalają skrócić dystans dzielący zawodników z fanami. Ale umiejętnie prowadzone profile na portalach społecznościowych to również możliwość sporego zarobku –  i to na tyle dużego, że zawodnik mógłby żyć wyłącznie z prowadzenia swoich kont w Internecie.

Zaznaczmy to na wstępie – praktycznie każda obecna lub emerytowana gwiazda sportów olimpijskich z ostatnich lat posiada konta na portalach społecznościowych. Wiele z nich skupia wręcz miliony fanów danego zawodnika, bądź też dyscypliny. Jednak nie będziemy w tym tekście analizować popularności takich zawodników, jak na przykład Roger Federer czy Usain Bolt. Szwajcara na samym tylko Facebooku obserwuje ponad osiemnaście milionów osób. Mógłby zakończyć karierę i utrzymywać się wyłącznie z reklam udostępnianych za pośrednictwem tego portalu. Ale to nie zmienia faktu, że o wiele więcej pieniędzy zarobił na kortach.

Z kolei legendę sprintów na Facebooku polubiło ponad dwadzieścia jeden milionów ludzi. To gigantyczne zasięgi, będące mokrym snem każdego influencera. Ale pomimo tego, że Bolt nie biega już od czterech lat, chyba nikt o zdrowych zmysłach, słysząc jego nazwisko nie określiłby go takim mianem. Jamajczyk był, jest i będzie przede wszystkim wybitnym sprinterem.

Lecz w przypadku niektórych sportowców ich aktywność w mediach społecznościowych jest na tyle rozwinięta, że popularność i zyski wynikające z prowadzenia swoich profili wielokrotnie przewyższają kwoty, które ci mogą zarobić w swoim głównym zawodzie. Do tego stopnia, że można najpierw nazwać ich gwiazdami Internetu, a dopiero później sportowcami. Dziś przyjrzymy się kilku takim przykładom.

„Najseksowniejsza lekkoatletka świata”

Alica Schmidt ma niespełna dwadzieścia trzy lata, lecz bieganiem zajmuje się już od siódmego roku życia. Była bardzo ruchliwym dzieckiem, stąd sport stał się nieodłącznym elementem jej życia. Jak sama mówi, jej ulubiony dystans to bieg na 400 metrów, ale może również biegać na krótszych odległościach. Czy może osiągnąć dobry wynik na bieżni, czy też raczej w niedługim czasie stanie się to zaledwie jej pasją, a Alica będzie musiała znaleźć inny pomysł na życie?

Ujmijmy to w ten sposób – na swoim koncie ma już pierwsze sukcesy. W 2017 roku zdobyła wicemistrzostwo Europy U20 w sztafecie 4 x 400 metrów. Dwa lata później niemiecka sztafeta wywalczyła brązowy medal mistrzostw Europy U23. W poprzednim sezonie mogliśmy ją zobaczyć chociażby na Poznań Athletics Grand Prix. Na swoim głównym dystansie zajęła trzecie miejsce, za Małgorzatą Hołub-Kowalik i Patrycją Wyciszkiewicz-Zawadzką.

Niemka wciąż może rozwinąć swoje umiejętności. Jednak próżno szukać jej nazwiska na światowych listach najlepszych wyników w ostatnich sezonach. Otwarcie zresztą przyznaje, że przebiegnięcie czterystu metrów w czasie poniżej pięćdziesięciu sekund to w jej przypadku marzenie ściętej głowy.  Sam udział na igrzyskach w Tokio – o który wciąż walczy – byłby dla niej sporym osiągnięciem.

Zatem jak to możliwe, że Instagram zawodniczki bez osiągnięć na seniorskich bieżniach śledzi ponad 1,7 milona osób? Wszystko zaczęło się w 2017 roku, kiedy amerykański portal bustedcoverage.com odnalazł jej zdjęcia w sieci i okrzyknął Alice najseksowniejszą lekkoatletką na świecie. Media błyskawicznie podchwyciły temat, a jej fotki natychmiast rozeszły po całym Internecie. I co tu dużo mówić, kibice zakochali się w Niemce, która jest zaprzeczeniem przaśnych żartów, jakoby za Odrą próżno było szukać pięknych kobiet. Schmidt równie dobrze mogłaby zostać fotomodelką na pełen etat.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez ᗩlica Ѕchmidt (@alicasmd)

Wraz z ogromnym zainteresowaniem fanów, przyszli również sponsorzy. Schmidt reklamuje na swoim profilu suplementy diety czy kosmetyki. Podpisała również kontrakt z Pumą, który zaowocował wspólną kampanią reklamową wraz z piłkarzami Borussii Dortmund.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Borussia Dortmund (@bvb09)

Jak dalej potoczy się jej kariera? Mimo całej sympatii, na bieżni nie wróżymy jej rewelacji. Co innego we wspomnianym foto modelingu. Niemka otrzymała już propozycję sesji w “Playboyu”, ale odmówiła. Jak tłumaczy, na pierwszym miejscu stawia bieganie i to na tym polu chce osiągać sukcesy. Szanujemy za upór w dążeniu do celu.

­– Nie wiem dlaczego zdobyłam ten tytuł, sport jest u mnie na pierwszym miejscu – skomentowała całe zamieszanie wokół jej osoby – Na Instagramie jest tysiące dobrze wyglądających dziewczyn, które nie posiadają fanów czyniących ich interesującymi osobami…

Skok do popularności

Wybaczcie jeżeli nie docenimy tej dyscypliny sportu, ale znacie jakiegokolwiek kibica skoków do wody? To znaczy – każdy, kto tylko umie pływać, zapewne kiedyś wskoczył do basenu lub jeziora na popularną bombę albo główkę. Ale śledzić wyniki zawodowców, emocjonować się kolejnymi mistrzostwami czy oceniać niuanse techniczne poszczególnych skoków? Błądźmy szczerzy, mało kogo grzeje ten sport. W tym kontekście Brytyjczyk Tom Daley, który zgromadził wokół siebie ogromną rzeszę fanów, zasługuje na jeszcze większe uznanie.

Mówimy tutaj o naprawdę sporych liczbach. Jego profil na Facebooku obserwuje 2,3 miliona ludzi. Twitter – 2,2 miliona. Konto na Instagramie – kolejne 2 miliony. Na TikToku śledzi go „marne” 360 tysięcy ludzi, jednak siłą chińskiego portalu jest to, że filmy w nim udostępnione roznoszą się po sieci wręcz w viralowym tempie. Każdy z jego materiałów obejrzano kilkaset tysięcy razy.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Tom Daley (@tomdaley)

Popularność Toma wynika stąd, że za sportowcem kryje się ciekawa, pełna blasków i cieni historia. W przeciwieństwie do Aliki Schmidt, chłopak z Plymouth od początku osiągał spore sukcesy, będąc złotym dzieckiem skoków do wody. W 2008 roku Thomas startował na igrzyskach zarówno w konkursie indywidualnym jak i synchronicznym. Rocznikowo miał wtedy zaledwie czternaście lat, ale do Pekinu jechał już jako najmłodszy mistrz Europy w historii.

Rok później dołożył do tego indywidualne mistrzostwo świata. Wciąż był bardzo młody, a przecież za trzy lata miały odbyć się igrzyska w Londynie. W międzyczasie założył kanał na YouTube, gdzie w krótkich materiałach wideo dzielił się wrażeniami z wyjazdów czy metodami treningowymi. Ale prywatnie to nie był dla niego łatwy okres. Ciężko znosił pobyty poza domem i zaczął jeździć na zgrupowania z swoim ojcem – jego największą opoką i kibicem. Robert Daley marzył o zobaczeniu syna na olimpijskim podium, jeździł na każde jego zawody. Niestety, w 2011 roku odezwał się u niego zdiagnozowany guz mózgu i ojciec naszego bohatera opuścił ten świat w wieku czterdziestu lat. Mimo tego Tom zdołał się pozbierać i zdobył w Londynie brązowy medal w konkursie indywidualnym.

Pamiętajmy, że Daley podczas brytyjskich igrzysk miał osiemnaście lat. Był młodym chłopakiem w okresie dojrzewania, który poznawał sam siebie. Nagle zrobiło się o nim głośno, został gwiazdą. Niedługo później miał własny program w telewizji, a media coraz bardziej ingerowały w jego życie prywatne. Chciał tego uniknąć, zwłaszcza że kogoś poznał i jak twierdzi, pierwszy raz prawdziwie się zakochał. Tą osobą był Dustin Lance Black – amerykański scenarzysta filmowy (laureat Oscara za scenariusz do Obywatela Milka), ponad dwadzieścia lat starszy od Daleya.

Tom rozważał nad tym czy i w jaki sposób ujawnić swój biseksualność, gdyż wcześniej miewał relacje z dziewczynami. Obawiał się, że gazety przekręcą jego słowa, a w wywiadzie w formie wideo musiałby odpowiadać na pytania, które niekoniecznie są dla niego wygodne. I tu z pomocą przyszły jego media społecznościowe. Wpadł na najprostszy i zarazem najlepszy pomysł. 2 grudnia 2013 roku, siedząc w pokoju nagrał swoim telefonem krótki film, w którym wytłumaczył swoją sytuację. Następnie opublikował go na swoim kanale YouTube. Materiał dobił do prawie trzynastu milionów wyświetleń i był jednym z przełomowych momentów zarówno w jego życiu prywatnym, jak i zawodowym.

To był ogromny ciężar zdjęty z moich ramion. Wcześniej byłem przerażony. A potem, kiedy w końcu to się stało, pomyślałem: super, już nie muszę się tym martwić, ludzie wiedzą, kogo to obchodzi, cokolwiek… –mówił później w wywiadzie dla The Guardian.

Tom w dalszym ciągu jest jednym z czołowych nurków w skokach z dziesięciometrowej wieży. Po igrzyskach w Londynie dołożył do swojej kolekcji dwa mistrzostwa świata, trzy mistrzostwa Europy oraz kolejny brązowy medal olimpijski – tym razem w skoku synchronicznym. Rzecz w tym, że od Londynu nie musiałby zajmować się sportem. Obecnie występuje w programach telewizyjnych, wydaje książki, reklamuje różne produkty oraz angażuje się w ruchy społeczności LGBT. Startuje wyłącznie z pasji i będziemy mieli okazję zobaczyć go w Tokio.

A jak wiedzie mu się prywatnie? Niezmiennie tworzy związek z Dustinem Lancem Blackiem. W maju 2017 roku obaj wzięli ślub, a prawie rok później poprzez macierzyństwo zastępcze zostali rodzicami.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Tom Daley (@tomdaley)

Sport idealny dla social mediów

Gdybyśmy mieli określić cechy, którymi wyróżniają się media społecznościowe, byłyby to: prędkość przekazu, jego bezpośredniość oraz skondensowanie treści. Na YouTube czy Facebooku najpopularniejsze są kompilacje zagrań lub skróty meczów. TikTok przeszedł do ekstremum zawarcia całej treści w maksymalnie kilkudziesięciosekundowym klipie. Instagram to głównie zdjęcia i relacje. Biorąc pod uwagę te czynniki, jest jeden sport który w takim przekazie odnajduje się idealnie – to skateboard.

Pomimo popularności Tony’ego Hawka, to dalej niszowy sport. Bo ilu skaterów poza słynnym Amerykaninem może wymienić przeciętny kibic? Jeżeli nie ma dobrej pamięci lub nie grał ostatnio w grę sygnowaną nazwiskiem Hawka, to jesteśmy dość pewni, że to podobne zadanie do podania nazwiska kobiety-naukowca, wyłączając Marię Skłodowską-Curie.

W dodatku, deska jako dyscyplina dopiero zadebiutuje na igrzyskach. A tam brylować może Sky Brown – obecnie jedna z najpopularniejszych skateboardzistek. Liczba followersów na Instagramie – jeszcze w styczniu tego roku ponad pół miliona. Dziś przekroczyła osiemset tysięcy. Na TikToku rodzina Brownów (posiadają tam wspólne konto) dobiła do milionowej rzeszy fanów. Swoją drogą, taka różnica dobrze pokazuje, w którym kierunku zmierzają media społecznościowe wśród najmłodszych użytkowników. Profil Sky na Facebooku polubiło „zaledwie” trzysta tysięcy osób.

Co w takim razie osiągnęła Sky Brown, że wzbudza aż takie zainteresowanie? Dwa lata temu zajęła trzecie miejsce na ostatnich mistrzostwach świata, do tego wygrała kilka bardziej prestiżowych zawodów. Z tym, że dwie Japonki, które wyprzedziły ją na mistrzostwach, łącznie posiadają nieco ponad trzydzieści tysięcy obserwujących na Instagramie. Może Amerykanka przegrała z nimi na deskorolce, ale w skali popularności bije je na głowę.

Sky ma atut, którego nie zniwelują żadne umiejętności. Mianowicie, jest jeszcze dzieckiem, ma dwanaście lat – choć dodajmy, że skateboarding to w ogóle sport młodych ludzi. Nie zrozumcie nas źle –  doceniamy jej zdolności i kłaniamy się w pas. Sky na desce wymiata, co widać na poniższym filmie. Jednak trudno nie połączyć tych faktów w porównaniu do popularności jej koleżanek. Sławy dodaje jej również potencjalny występ na igrzyskach w Tokio, gdzie będzie najmłodszym sportowcem na całej imprezie.

@thebrownfamily

Happy Valentine’s Day ❤️ 😍Had a fun little session at the @catrainingfacility 🙏🏼😁 ##skateboarding ##skate ##sky ##skybrown

♬ original sound – thebrownfamily

Zaczęła startować na w oficjalnych zawodach w wieku ośmiu lat. Na desce jeździ w zasadzie od kiedy nauczyła się chodzić. Uprawia sport, który uchodzi za ekstremalny i łatwo w nim o kontuzję. Pomimo wieku, sama miała już kilka złamań. Ta kombinacja przyciąga ludzi do zawodniczki. Lubimy przecież oglądać poczynania młodych prospektów – tym bardziej w sportach, których uprawianie niesie za sobą spore ryzyko. Wszystkim imponuje to, że dziewczynka posiada aż takie umiejętności i jest w stanie zrobić z deską to, co w przypadku 99% oglądających jej wyczyny zakończyłoby się trwałym kalectwem. I nie widzimy nic złego w jej popularności. Ale jak na razie Sky Brown wygrała stosunkowo niewiele, zatem więcej korzyści czerpie ze swojego wizerunku, niż z sukcesów sportowych jako takich.

Symbol tolerancji na finiszu wyborów

Podczas igrzysk w Rio de Janeiro kobieca drużyna amerykańskich szablistek wywalczyła brązowy medal – nawiasem mówiąc, w ćwierćfinale po zaciętym meczu pokonały one Polki 45 do 43. Jak na ogólny dorobek medalowy Stanów Zjednoczonych brąz sam w sobie nie jest ogromnym sukcesem, jednak liczy się kontekst. W składzie tej drużyny występowała Ibtihaj Muhammad, która została pierwszą muzułmańsko-amerykańską zdobywczynią medalu w historii reprezentacji USA. Jej charakterystyczną cechą było to, że występowała w hidżabie, przez co została okrzyknięta jednym z największych symboli przeciwko nietolerancji w Stanach.

Stało się tak również dlatego, że w 2016 roku Ameryka wybierała prezydenta. Igrzyska miały miejsce w sierpniu, natomiast wybory prezydenckie tradycyjnie odbywały się w listopadzie. Turniej przypadł na najgorętszy okres kampanii wyborczej w której Donald Trump walczył o urząd z Hillary Clinton. Przy czym przekaz Trumpa był skierowany w dużej mierze na przedstawienie nielegalnych imigrantów z Meksyku oraz muzułmanów jako wrogów, zagrażających gospodarce i bezpieczeństwu Ameryki.

Po igrzyskach Muhammad otwarcie mówiła o problemie rasizmu względem społeczności muzułmańskiej, jaki na co dzień dotykał ją w kraju. Kiedy chodziła w charakterystycznym nakryciu głowy, nie raz słyszała pytanie dlaczego ktoś ją do tego zmusza. Tak jakby ludzie nie dopuszczali do siebie myśli, że to jej własna decyzja. Raz, gdy spacerowała z koleżanką po Nowym Jorku, obcy człowiek podszedł do nich i zapytał czy mają w planach coś wysadzić.

Kiedy przyszedł sukces, nawiązała współpracę z Nike, która postanowiła wyprodukować hidżaby ze swoim logiem. Zawodniczka zyskała sporą popularność, która przełożyła się na jej zasięgi w mediach społecznościowych. Na Facebooku jej profil śledzi blisko pół miliona osób, a na Instagramie ponad trzysta osiemdziesiąt tysięcy. Szpadzistka wciąż prężnie współpracuje z amerykańskim producentem odzieży, występując na ich pokazach modowych. Na pokazie w Nowym Jorku firma wykorzystała ją nawet do zaprezentowania nowej kolekcji swoich ubrań.

Sama Ibtihaj  również bardzo dobrze odnalazła się w tej branży. Projektuje swoje własne linie odzieży i… być może z tego względu dwa lata temu zdecydowała się zakończyć karierę sportową, chociaż miała szansę na wyjazd do Tokio. Cóż, biorąc pod uwagę jej aktywność na innych polach (Amerykanka napisała również dwie książki), wiek – ma 35 lat – oraz to, że i tak zapisała się na kartach historii, niespecjalnie dziwimy się takiemu posunięciu. Przygotowanie się do igrzysk zajmowało jej mnóstwo czasu, który lepiej wykorzystać na działalność komercyjną. Oczywiście, w oparciu o swoje media społecznościowe.

Polscy olimpijczycy w mediach społecznościowych

Sprawdziliśmy również, czy w Polsce istnieją przypadki zawodników którzy będą nas reprezentować na najbliższych igrzyskach, ale ich sława w social mediach wykracza poza wykonywany zawód. Czyniąc długą historię krótką – nie posiadamy olimpijczyków, którzy są bardziej znani z bycia influencerami niż sportowcami. Ale to nie znaczy, że nie ma o czym mówić. Powiedzmy zatem nieco o aktywności w mediach społecznościowych naszych zawodników.

Najpopularniejszymi osobami spośród naszych olimpijczyków są oczywiście siatkarze. Instagramowy profil Bartosza Kurka obserwuje ponad 170 tysięcy ludzi, a Wilfredo Leon ma 190 tysięcy followersów. Jeżeli chodzi o lekkoatletów, to większość z nich może się poszczycić wynikiem w okolicach 40-60 tysięcy obserwujących. I to jest niezły wynik, porównywalny do zasięgów niektórych reprezentantów Polski w znacznie przecież popularniejszej piłce nożnej. Co ciekawe, większość z profili ma więcej lajków na Facebooku niż Instagramie, co też świadczy o tym, że lekkoatletyka ma kibiców raczej wśród starszego grona osób. Ale trzy konta polskich lekkoatletów wyróżniają się w szczególności.

Jeżeli chodzi o zasięgi, króluje Ewa Swoboda. Posty z jej profilu na Facebooku docierają do 150 tysięcy ludzi. Instagram to z kolei stutysięczna publiczność. Żaden inny lekkoatleta nie może pochwalić się takimi liczbami. Choć bardzo blisko jest również Joanna Jóźwik, która na drugim z wymienionych portali posiada podobną liczbę obserwujących, natomiast na Facebooku do młodszej koleżanki brakuje jej nieco ponad dwudziestu tysięcy lajków.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Ewa Swoboda (@litttlerunner)

Jednak może nie największym, ale zdecydowanie najbarwniejszym profilem wśród polskich olimpijczyków jest ten, należący do Piotrka Liska. Gdyby zawodnik Grupy Sportowej ORLEN nie zajmował się sportem to… zgodnie z jego pasją zapewne zostałby stolarzem. Ale gdyby i w tym mu nie wyszło, równie dobrze mógłby cały dzień kręcić bekę na portalach społecznościowych. Ale tak serio, tam jest wszystko to, czego można oczekiwać od profilu sportowca. Pokazanie odrobiny życia prywatnego – jest. Kulisy z treningów czy zawodów – jak najbardziej. Coś dla sponsorów, ale też z odpowiednio luźnym podejściem – oczywiście. Ale przede wszystkim, tona pozytywnej energii i dobrej zabawy. Na jednym zdjęciu je sobie owsiankę, stojąc na jednej ręce. Innym razem opowiada suchary. A na jeszcze innym – warto zaznaczyć, że na TikToku, na którym Lisek działa jako jeden z nielicznych spośród naszych lekkoatletów – przy wyborze samochodu, udaje że bagażnik musi być pojemny, gdyż chce przewieźć… zwłoki. Cóż, oryginalności nie można mu odmówić. Na poniższym wideo ze zgrupowania kadry na przykład próbuje wstać z ziemi wraz z Justyną Święty-Ersetic zawieszoną na jednej ręce.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Piotr Lisek (@piotr.lisek.pv)

A nam pozostaje życzyć Polakom, żeby z igrzysk wracali w tak dobrych humorach, jakie prezentują na powyższym filmie. Pewnie żaden z nich nie ma w planach pozostania internetowym celebrytą, ale może to i lepiej – jesteśmy przekonani, że jako sportowcy oddaliby wszystkie swoje lajki i serduszka na portalach społecznościowych w zamian za upragniony medal olimpijski.

SZYMON SZCZEPANIK

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez