Oktawia Nowacka: Rekonesans olimpijski

Oktawia Nowacka: Rekonesans olimpijski

Pięcioboiści pierwsi przetestowali olimpijskie obiekty w Tokio. Trzeba przyznać, że Japończycy przygotowali się na nasz przyjazd. Nie widziałam, co prawda, wszystkich olimpijskich obiektów. Nie wszystkie są jeszcze gotowe w stu procentach, ale sądząc po organizacji Finału Pucharu Świata i zaangażowaniu mieszkańców Kraju Kwitnącej Wiśni, niebawem wszystko zostanie dopięte na ostatni guzik.

Pierwszy rekonesans olimpijski odbył się przy okazji Finału Pucharu Świata w pięcioboju nowoczesnym pod koniec czerwca. Mimo późnego wejścia w sezon sportowy i zaliczeniu tylko dwóch startów w Pucharach Świata, zdołałam zakwalifikować się na tokijski finał. Był to dla mnie ważny start nie tylko pod kątem rangi zawodów, ale także ze względu na zbliżające się igrzyska. System kwalifikacji na Tokio 2020 jest złożony i nigdy z góry nie można założyć, że zdobędzie się paszport olimpijski, ale występ na obiektach igrzysk pomaga poznać otoczenie i zauważyć szczegóły, które przydadzą się do późniejszej wizualizacji oraz treningu mentalnego.

Jednym z głównych celów tego wyjazdu było sprawdzenie, jak nasze organizmy reagują na zmianę czasu. Właśnie dlatego na dwa tygodnie przed startem w Tokio udaliśmy się na międzynarodowe zgrupowanie do Korei Południowej, niedaleko miejscowości Mungyeong. Pamiętałam to miejsce doskonale z Igrzysk Wojskowych CISM, które odbyły się w 2015 r. Zdobyłam wtedy dwa złote medale – indywidualnie i w sztafecie mieszanej. Koreańskie obiekty sportowe robią ogromne wrażenie i są w stanie obsłużyć naprawdę wiele dyscyplin. A ponieważ leżą w tej samej strefie czasowej co Japonia, świetnie nadają się na bazę wypadową do Tokio. Kto podróżuje na pewno zauważył, że dużo łatwiej zmienia się strefę czasową lecąc na Zachód. Zmiana strefy czasowej na Wschód nastręcza więcej problemów. Zauważyłam, że każdy przestawiał się we własnym rytmie. Mi osobiście aklimatyzacja zajęła trzy doby. Przez trzy noce budziłam się nie mogąc spać, a w dzień chodziłam nieprzytomna. Kiedy w końcu przespałam w całości czwartą noc, mój organizm zaczął powracać do równowagi. To cenne wskazówki, które można wykorzystać w późniejszych przygotowaniach.

Ośrodek sportowy w Mungyoung należy do wojska. To żołnierze trenują tam na co dzień. Nie mogliśmy spać na terenie wojskowym. Wybraliśmy hotel ulokowany w malowniczej okolicy niedaleko Parku Narodowego. Dwa razy dziennie zabierał nas autokar na bloki treningowe – poranny i popołudniowy. Mieliśmy dostęp do krytego 50-metrowego basenu, strzelnicy na 40 stanowisk, dużej sali szermierczej, dwóch stadionów oraz jeździeckiego parkuru oraz koni do kompletu. Dużym plusem zgrupowania była obecność dziewięciu innych reprezentacji. Dzięki temu mogliśmy wspólnie potrenować na szermierczych planszach.

Nie muszę chyba mówić, że najbardziej zachwyciła mnie bardzo smaczna koreańska kuchnia. Co prawda Koreańczycy lubią dorzucać do wszystkich potraw mięso (a ja mięsa nie jadam), lecz znalezienie pysznych dań wegetariańskich nie stanowiło problemu. Podobają mi się lokalne restauracje. Siada się na podłodze w siadzie skrzyżnym przy niskich stołach. Nic dziwnego, że Koreańczycy są szczupli, w tej pozycji do żołądka faktycznie dużo się nie zmieści. Moja dusza podróżnika nie pozwala siedzieć w miejscu w żadnym zakątku świata. Chłonę jak gąbka wszelkie informacje o kraju, w którym przebywam. Dlatego każdą nadarzającą się okazję wykorzystuję do obserwacji otaczającego mnie świata i ludzi. W Korei, czy Japonii można czuć się bardzo bezpiecznie. Śmiało możesz wsiąść do zatłoczonego metra ze smartfonem i portfelem w kieszeni, mając pewność, że gdy wysiądziesz nie zmienią one właściciela.

W Korei Południowej często wychodziłam na trening biegowy do lasu nieopodal naszego hotelu. Znajdował się w nim historyczny szlak turystyczny prowadzący przez trzy stare bramy. W soboty i niedziele zjeżdżało tam mnóstwo ludzi na spacer i trekking po pobliskich górach. Podczas jednego z weekendów udałam się na przechadzkę, aby odnaleźć buddyjską świątynię. Gdy schodziłam ze szlaku wręcz “na siłę” zostałam zaproszona do schroniska i ugoszczona herbatą. Spotkałam tam trzech Koreańczyków. Starszy pan cały ubrany na biało bez wątpienia zarządzał resztą. Na ścianach wisiało pełno obrazów jego autorstwa, w kącie leżał kalendarz, a na stole książka, której był autorem i którą otrzymałam w prezencie (niestety po koreańsku). W pomieszczeniu znajdowało się też dużo instrumentów muzycznych. Okazało się, że “Biały Pan” jest muzykiem i zagrał dla mnie ludową koreańską pieśń – Arirang. Zachwyciłam się mogąc usłyszeć ten popularny lokalnie utwór, w tak cudownych okolicznościach. Wydarzenie to zainspirowało mnie, by wygrzebać dużo więcej informacji na temat koreańskiej kultury i historii, która okazuje się niezwykle burzliwa. O moich zachwytach nad Koreą Południową mogłabym pisać naprawdę wiele, ale na pewno każdy chciałby już wylądować na olimpijskich obiektach.

Sam lot do Tokio trwał krócej niż nasza droga na lotnisko w Seulu. Natomiast droga z lotniska w Tokio do hotelu położonego 50 km dalej, na obrzeżach miasta, chyba najdłużej. Pierwszy raz spotkaliśmy się z sytuacją, kiedy osoby, które odbierały naszą ekipę z lotniska, wręczyły nam bilety na autobus. Po nasze torby przyjechała specjalna furgonetka, a wszyscy zawodnicy zostali rozwiezieni do hotelu miejskim autobusem kursującym z lotniska. Szybko postanowiliśmy wykorzystać sytuację, bo skoro i tak mamy jechać komunikacją miejską, warto zrobić sobie krótki przystanek w centrum. I tak właśnie zrobiliśmy, przy okazji wjeżdżając na Tokyo Tower, skąd rozpościerał się obłędny widok na całe miasto. Na tym niestety się skończyło, bo pozostał tylko dzień do startu i należało wypocząć.

Obiekty olimpijskie, na których będzie rozgrywany pięciobój, znajdują się w zachodniej części stolicy Japonii. Wielka hala szermiercza z trybuną dookoła, pływalnia 50-metrowa, szatnie, stołówka oraz stajnie – to wszystko wkomponowano w jednym budynku. Tuż obok znajduje się wyjście na stadion, na którym rozstawiony był parkur, trasa biegowa oraz strzelnica. Japończycy działali dobrze zorganizowani i każdy miał przydzielone najprzeróżniejsze zadania, choćby najmniejsze  jak witanie zawodników przy wejściu do hali. Najfajniejsze było jednak zaangażowanie w dopingowanie zawodników. Trybuny na wszystkich konkurencjach wypełniały się. Nieczęsto pięcioboiści startują przy takiej publice i bez wątpienia robi to bardzo miłe wrażenie.

Po drugiej stronie ulicy znajduje się duży stadion i to docelowo właśnie tam będą rywalizować pięcioboiści. Po raz pierwszy w historii powstanie dedykowany pięciobojowi stadion, dzięki czemu kibic obejrzy całodzienne zmagania praktycznie nie ruszając się miejsca. Główny turniej szermierczy odbędzie się na wspomnianej wcześniej hali, dzień przed resztą konkurencji. Finały to zmagania już tylko na owym obiekcie. Na płycie boiska wybudują basen, obok przygotują parkur jeździecki i planszę szermierczą do rundy bonusowej (dodatkowa szermierka). Wokół wytyczą trasę biegową, na której rozstawią strzelnicę. Wszystko na obszarze jednego boiska piłkarskiego. Jestem bardzo ciekawa ostatecznego efektu. Na Igrzyskach Olimpijskich w Rio de Janeiro 2016 było dosyć podobnie, ale na głównym stadionie nie udało się zaplanować pływalni. Uważam, że i bez tego zawody wyglądały bardzo dobrze. Widocznie organizatorzy chcą pójść o krok dalej. W każdym razie pływalnia obok sali szermierczej już jest, więc martwić się nie trzeba.

Nie zwiedziłam niestety pozostałych obiektów Igrzysk Olimpijskich, ale myślę, że możemy być spokojni. Od samego przylotu do Tokio wszędzie widziałam ślady zbliżającej się wielkimi krokami najważniejszej sportowej imprezy. Na lotnisku, po wyjściu z samolotu, witały nas na ścianie uśmiechnięte maskotki olimpijskie. W wielu sklepikach w mieście można znaleźć breloczki, maskotki, przypinki, ręczniki, koszulki i masę innych rzeczy z logotypem igrzysk. Nawet niektóre produkty spożywcze mają nadrukowany napis Tokio 2020. Bez wątpienia da się poczuć atmosferę nadchodzącego wydarzenia.

Sam indywidualny start w Tokio poszedł nieco gorzej niż planowałam. Niezbyt udany turniej szermierczy pozbawił mnie szansy na wyższe lokaty. Zmagania skończyłam na 24. pozycji, wyciągając przy tym masę pozytywnych wniosków. Natomiast bardzo dobry start zaliczyliśmy w sztafecie mieszanej z Danielem Ławrynowiczem, w której otarliśmy się o medal zajmując czwartą pozycję. Mogę więc śmiało powiedzieć, że obiekty zostały oficjalnie przetestowane i jak najbardziej przypadły nam do gustu. 🙂

Po starcie spędziłam jeszcze dwa dni w Tokio. Wielokrotnie zaskakiwało mnie odmiennością i zdumiało osobliwością. Nie spodziewałam się takiego wyglądu miasta. Spodziewałam się metropolii pełnej wieżowców, podobnej do Seulu. Tokio natomiast okazało się rozległym miastem o dosyć niskiej zabudowie, gdzie tylko w ścisłym centrum wyrastały wieżowce. Kilka razy zdołałam pogubić się w gęstym jak pajęczyna metrze, zadziwić się pustką i ciszą jaka panowała poza głównymi ulicami. I choć dwa dni w mieście zdecydowanie mi wystarczyły i z chęcią uciekłam na łono natury, uważam, że warto poznać je bliżej.

Mam nadzieję, że nadarzy się okazja.

 

Oktawia Nowacka jest zawodniczką Grupy Sportowej ORLEN.

 

Fot. archiwum Oktawii Nowackiej

 


Aktualności

Kalendarz imprez