Oktawia Nowacka o pierwszej polskiej przepustce do Tokio 2020 w pięcioboju

Oktawia Nowacka o pierwszej polskiej przepustce do Tokio 2020 w pięcioboju

W angielskim Bath odbyły się mistrzostwa Europy w pięcioboju nowoczesnym. Sześcioosobowa ekipa Polaków, w tym ja, walczyła o prawo startu w igrzyskach olimpijskich. Wróciliśmy z jedną przepustką do Tokio 2020 zdobytą przez Łukasza Gutkowskiego.

Na igrzyskach olimpijskich w pięcioboju nowoczesnym wystartuje po 36 zawodniczek i zawodników. Każdy kraj może wystawić maksymalnie dwie kobiety i dwóch mężczyzn. Sam system kwalifikacji do Tokio wydaje się skomplikowany, a możliwości jest kilka. Pierwszą realną szansę mogliśmy wykorzystać na mistrzostwach Europy. W finale zmagań imienną przepustkę na igrzyska otrzymywało osiem pań i ośmiu panów. Był jeden warunek – kwalifikacja mogła powędrować tylko do jednej zawodniczki i jednego zawodnika z danego kraju. Dla przykładu, jeśli w ósemce byłoby dwóch Polaków, tylko jeden otrzymałby bilet do Tokio, a miejsce przeszłoby na kolejną osobę. Mieliśmy zatem możliwość zdobycia dwóch kwalifikacji olimpijskich. Swoją szansę świetnie wykorzystał Łukasz Gutkowski, który zajął wysoką, szóstą lokatę.

Łukasz Gutkowski

fot Krzysztof Kuruc

Łukasz jest młodym, dwudziestojednoletnim zawodnikiem. Zaledwie cztery tygodnie temu zdobywał brązowy medal młodzieżowych mistrzostw świata, a dziś ma już zapewniony start w Tokio. To jeden z najmłodszych polskich pięcioboistów w historii, który pojedzie na igrzyska. Miło było obserwować jego start i cieszyć się razem z nim jego wielkim sukcesem.

Poprosiłam, aby opisał nam jak się czuje mając już swój bilecik:

– Nie dociera do mnie fakt, że kwalifikację udało mi się zdobyć tak szybko. Wiedziałem, że dla wszystkich zawodników z Europy jest to najważniejszy start w sezonie i że będzie piekielnie ciężko. Jechałem z myślą, aby po prostu zrobić swoje. Już po młodzieżowych mistrzostwach świata spodziewałem się formy na kolejne zawody. Ta myśl towarzyszyła mi podczas ostatnich “szlifów”, a także podczas startu. Kwalifikacje przeszedłem pomyślnie, pomimo niezbyt dobrej szermierki. Potem był dzień przerwy na odpoczynek. W finale na pływalni osiągnąłem czas bliski życiówki. Turniej szermierczy w mojej ocenie był bardzo dobry. Na jeździe konnej wylosowałem fantastycznego konia, z którym super się “dogadaliśmy”. Dzięki dobremu przejazdowi awansowałem na dziesiątą lokatę. Była to doskonała pozycja wyjściowa do biegu i strzelania, bo w kombinacji czuję się naprawdę dobrze. Już w eliminacjach udało mi się nabiegać dobry czas. Wiedziałem, że muszę to powtórzyć i tak właśnie zrobiłem. Szybkie, pewne strzelanie i mocny bieg od samego początku. W głowie krążyła tylko jedną myśl: “biegnę spełnić marzenie”. Na mecie cieszyłem się z wysokiego szóstego miejsca, a co najważniejsze – z kwalifikacji. Wcześniej pytałem czy to prawda, bo sam nie mogłem w to uwierzyć. Radość i satysfakcja z osiągnięcia jest ogromna, wręcz nie do opisania. Emocje po starcie nie pozwoliły mi zasnąć do późnej nocy. Następnego dnia dalej nie docierało do mnie to, co się wydarzyło i w sumie nadal nie dociera.

Jak to się mówi, marzenia są po to, aby je spełniać. A myślę, że Łukasz spełni jeszcze wiele sportowych marzeń. Jako pięcioboistka mogę mu pozazdrościć niebywałej skuteczności na strzelnicy. Nawet w obliczu dużego stresu radzi sobie świetnie. To na pewno jeden z jego największych atutów. Oprócz tego ogromne serce do sportu, rozsądek i profesjonalizm.

Z pozostałych reprezentantów do finału zakwalifikowali się Daniel Ławrynowicz i Sebastian Stasiak. Jak to w pięcioboju bywa, czasem jedna konkurencja jest w stanie pogrzebać szansę na wysokie miejsce. Daniel, po nieudanej szermierce, skończył zmagania na 32. pozycji. Sebastian natomiast przed jazdą konną plasował się w czołówce stawki. Niestety losowanie konia nie było dla niego szczęśliwe. Zbyt wiele zrzutek na parkurze sprawiło, że przed biegiem spadł z wysokiej lokaty. Swoje zmagania ukończył na 18. pozycji. Na pewno chłopaki pokażą jeszcze na co ich stać. Bez wątpienia tworzą we trójkę bardzo mocną drużynę. Do finału nie udało się natomiast zakwalifikować naszemu czwartemu reprezentantowi, Jarkowi Świderskiemu, który powraca do treningu po kontuzji.

Łukasz Gutkowski

fot Krzysztof Kuruc

Po finale mężczyzn przyszedł czas na kobiety. Startowałyśmy tylko we dwie – ja i Ania Maliszewska. Wcześniej pomyślnie przeszłyśmy eliminacje i byłyśmy gotowe stanąć do walki o igrzyska olimpijskie. Podobnie jak Sebastian, Ania zaliczyła udany początek. Niestety zbyt wiele błędów na parkurze również pozbawiło ją szansy na olimpijską przepustkę. Zawody ukończyła na 30. pozycji. Moja przepustka natomiast wyfrunęła mi z rąk sto metrów przed metą…

Turniej szermierczy w finale poszedł mi dosyć przeciętnie. Pomimo, wydawałoby się, dobrego samopoczucia, popełniałam zbyt wiele błędów. Pływanie, nieco wolniejsze od czasów osiąganych wcześniej w tym sezonie, nie spowodowało większych zmian. Duży awans zaliczyłam na jeździe konnej pokonując parkur bez żadnej zrzutki. Przed biegiem zajmowałam wysoką, piątą pozycję, z dużą szansą na kwalifikację olimpijską. Byłam w pełni skoncentrowana na zadaniu. Nie sprawdzałam jaką mam przewagę czasową nad pozostałymi zawodniczkami. Biegowo czułam się w dużo lepszej dyspozycji i wiedziałam, że mogę wytrzymać mocne tempo. Przez trzy okrążenia wszystko szło bardzo dobrze. Cały czas utrzymywałam się w pierwszej dziesiątce. Wydawałoby się, że to nic trudnego dowieźć to do końca. Wbiegłam na ostatnie strzelanie i nagle czas stanął w miejscu. Chwila rozkojarzenia, zbyt duży pośpiech i stanęłam na całe pół minuty. Gdy wybiegałam ze strzelnicy moja przepustka biegła około dziesięć sekund przede mną. Wiedziałam, że muszę ją dogonić. Ruszyłam mocnym tempem i w połowie dystansu nadgoniłam stratę. Węgierka, którą musiałam wyprzedzić usiadła mi na plecach. Czując już duże zmęczenie postanowiłam się oderwać. Biegłam z kilkumetrową przewagą w kierunku mety, gdy nagle Węgierka ponownie się zerwała i wyprzedziła mnie niecałe sto metrów przed metą. Serce chciało, ciało nie mogło. Poniosłam zbyt duży koszt goniąc zawodniczki przez połowę dystansu i nie mogłam już poderwać się do finiszu. Przybiegłam jako pierwsza zawodniczka, która nie otrzymała kwalifikacji na igrzyska w Tokio.

Padłam zmęczona na tartan. Mięśnie i płuca okropnie paliły. Wiedziałam, że dałam z siebie wszystko. Zapłaciłam za postój na strzelnicy i nie mogłam już cofnąć czasu. Spojrzałam w niebo. Przeleciał ptak, zawiał wiatr, błysnął promyk zachodzącego słońca. Nic się nie zmieniło. Świat nadal się kręcił, a życie toczyło się nadal własnym rytmem. Bez względu na to, która wbiegłam na metę. Poczułam radość. Po wielu przejściach, dałam z siebie wszystko i to było dla mnie najważniejsze. Dotarło do mnie, że po raz pierwszy w tak bardzo ważnym dla mnie momencie, coś poszło nie po mojej myśli. To jedna z cenniejszych i trudniejszych lekcji jakie otrzymałam. Wiedziałam, że jestem gotowa, aby ją zdać.

Wstałam, poprawiłam koronę i ruszyłam dalej.

Kolejne szanse czekają.

PS.
Jak pisałam, system kwalifikacji nie jest łatwy do opisania bez cytowania regulaminu. W skrócie – do Tokio pojedzie trójka czołowych zawodników mistrzostw świata rozegranych w tym i przyszłym roku. Drugą furtkę stanowi ranking, czyli jak najlepsze starty w Pucharach Świata i wybranych zawodach rankingowych.

Oktawia Nowacka

 

 

 

Fot. Krzysztof Kuruc


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez