Oktawia Nowacka: Nie samym sportem żyje człowiek

Oktawia Nowacka: Nie samym sportem żyje człowiek

Każdy sportowiec raz do roku może pozwolić sobie na małe wakacje. Zazwyczaj jest to okres roztrenowania po zakończonym sezonie. Zawsze czekam z niecierpliwością na ten czas. Nie po to, żeby odpocząć, ale by wziąć plecak i ruszyć przed siebie.

Oktawia Nowacka jest zawodniczką Grupy Sportowej ORLEN.

Kiedy byłam dzieckiem, przeglądałam zdjęcia w czasopismach. Nie miałam jeszcze Internetu i o tym, jak wygląda świat mogłam dowiadywać się z gazet. Pamiętam jak dziś rysunek piramid w Gizie oraz zdjęcie znad morza Martwego. Bardzo chciałam się  tam znaleźć. Z rodzicami i bratem podróżowaliśmy dużo po Polsce. W każdy weekend był las lub jezioro. Wakacje spędzaliśmy w górach i nad morzem. Zawsze lubiłam wyjeżdżać, a w lesie do dzisiaj czuję się jak w domu. Nie mogliśmy jednak pozwolić sobie na dalekie zagraniczne podróże. Wiedziałam, że kiedyś zobaczę cały świat. Pozostało tylko pytanie,  jak to zrobię.
Kiedy możesz spełnić jedno swoje pragnienie, to wielkie szczęście. Ale gdy jedno z marzeń doprowadza do spełnienia drugiego, to znaczy, że znalazłeś się na najlepszej możliwej drodze. Tak było w moim przypadku. Moja mama powiedziała, że jeśli dostanę się do kadry narodowej, to będę jeździła na zawody w różne miejsca na świecie. Te słowa zapadły mi w pamięci i jeszcze bardziej umotywowały do ciężkiej pracy. Bardzo pragnęłam gdzieś pojechać. Można powiedzieć, że piekłam dwie pieczenie na jednym ogniu.
Nigdy nie zapomnę mistrzostw Europy na Wyspach Kanarysjskich, a chwilę później mistrzostw świata w RPA. Były to pierwsze ważne medale i pierwsze loty samolotem. Fascynacja była ogromna. Dzisiaj, gdy przychodzę do szkół opowiadać dzieciom o mojej przygodzie ze sportem, zawsze z zachwytem oglądają zdjęcia z różnych zakątków świata. Opowiadam im wtedy, co zawdzięczam sportowi i jak dzięki niemu potoczyło się moje życie. Lubię o tym mówić, bo większość osób traktuje sportowca jako osobę, która musiała się wyrzec wszystkiego i całkowicie oddać pracy. I tak, zgodzę się z tym, ze zrezygnowałam z wielu spotkań towarzyskich i życia studenckiego kosztem treningów. Ale nigdy nie potraktowałam tego jako wyrzeczenie, ale jako wybór własnej drogi. Zrezygnowałam z czegoś mniej ważnego na rzecz tego, co było dla mnie naprawdę istotne. Z jednej pasji narodziła się druga. Im więcej jeździłam na zgrupowania i zawody po świecie, tym więcej chciałam podróżować na własną rękę. Powód był jeden. Na zawodach musiałam skupić się na starcie i nie mogłam zobaczyć wszystkiego co chciałam. Tak oto po spędzaniu całego sezonu na walizkach, zaczęłam pakować się znowu i wyjeżdżać w nowe miejsca. Dzisiaj na swoim koncie mam 45 państw i wciąż fascynuje mnie każda podróż.
Ale sport to nie tylko radość wygrywania ze swoimi ograniczeniami. Nie tylko ciężka praca i podróże. W zasadzie chyba zawsze widziałam więcej plusów niż owych “wyrzeczeń”. Sport to przede wszystkim ludzie. Przyjaźnie jakie nawiązujesz, nie tylko w Polsce, ale na całym świecie są czymś pięknym. To, że sport kształtuje charakter również nie jest wyssane z palca. Pewność siebie, siła i spokój to wielkie narzędzia, które otrzymalam.
I tak oto dobiegł końca kolejny sportowy sezon, co w moim przypadku oznaczało schowanie szpad i pistoletu do szafy i zapakowanie podróżnego plecaka. Jeszcze trzy dni temu byłam na wojskowych igrzyskach w Chinach, o których opowiadałam Wam w poprzednich dwóch artykułach, a dzisiaj piszę do Was z Kolumbii. Nie jestem typem osoby, która lubi odpoczywać fizycznie. Jak podróżować to tak, żeby się trochę zmęczyć. To chyba takie małe sportowe zboczenie. W te “wakacje” będę wędrować po dżungli amazońskiej. Czas znaleźć równowagę i spokój na kolejny sezon. Igrzyska w Tokio czekają.

Aktualności

Kalendarz imprez