Oktawia Nowacka: nic już z niego nie będzie!

Oktawia Nowacka: nic już z niego nie będzie!

Jakiś czas temu byłam świadkiem rozmowy na temat jednego z popularnych, bardzo utytułowanych sportowców. Zawodnik ten zdobył wszystkie wspaniałe tytuły, jakie tylko możliwe, a nawet jeszcze więcej. Nazwisko pomnę. U schyłku wyczynowej kariery, nie osiągał już tak spektakularnych wyników, co wcześniej. Nie zdobywał też tylu medali i nie wygrywał zawodów. To często naturalny etap przejściowy, sukcesja pokoleń. Jedno pokolenie pomału zastępuje kolejne. Czasem decydujesz się skończyć karierę jako zwycięzca, a czasem godzisz się z tym, że nie jesteś już najlepszy i mimo wszystko trenujesz dalej. Powód jest jeden – po prostu lubisz to co robisz. Nie da się być cały czas na szczycie, choć zdarzają się i tacy, którym się to udaje przez wiele, wiele lat. Zazwyczaj mówimy o nich w kategoriach wybitnych sportowców. Ten bez wątpienia taki był i mimo sportowej klasy i niesamowitych wieloletnich osiągnięć, nazwano go „skończonym”.

Niektóre słowa obijają nam się o uszy przez całe życie. Jesteśmy do nich tak przyzwyczajeni, że nawet nie zwracamy uwagi na ich sens. Wiele razy słyszałam określenie, że jakiś zawodnik się skończył. Tego dnia, wyraz ten wbił się do mojej głowy z głośnym impetem i nie dawał mi spokoju. Gwiazda sportu nazwana skończoną? Zabrzmiało przerażająco, jakby padł na nią wyrok śmierci. Nagle w jednej sekundzie stała się bezużyteczna, nic nie warta. Zdałam sobie sprawę, jak rzadko słyszałam to określenie poza sportowym środowiskiem. Tak jakby z góry został przypisany do zawodnika, który przestaje osiągać najlepsze rezultaty.

Co to właściwie znaczy „skończony”?

Wypadnięcie ze światowej trójki do pierwszej dziesiątki? Ale halo! To nadal pierwsza dziesiątka świata! Ilu zawodników o tym marzy? A może „skończony”, w mniemaniu niektórych, oznacza szczęśliwe, rodzinne, pozasportowe życie? Bo skąd możemy znać czyjeś priorytety? Może poza karierą sportową nabyła nowych umiejętności, czuje się spełniona i nie potrzebuje nikomu nic udowadniać?

Oczekujemy od innych albo od siebie samych ciągłego potwierdzania własnej wartości. Lubimy oceniać, bo wtedy jakoś łatwiej nam znieść własne niepowodzenia. Prawda jest taka, że to czego dokonaliśmy chociaż raz w życiu, jest już nasze i nic tego nie zmieni. Jednak i bez tego jesteśmy wartościowi, bez wyjątku. I to właśnie tę wartość powinniśmy dostrzegać w sobie i innym człowieku. Bez konieczności jej udowodniania. Ktoś, kto jest wartościowy, nie może być jednocześnie skończonym. Świat nie sprowadza się tylko do sportu, a jego „koniec” właściwie może oznaczać początek. „Skończył” się sportowo, by zacząć „nowe” życie. Nowy rozdział pełen innych wyzwań. Jego kariera była piękna i pełna inspiracji. Teraz nowe pokolenie będzie miało szansę z niej czerpać. Według mnie to jest prawdziwe, godne podejście przepełnione ideą. Coraz mniej potrafimy wzorować się na autorytetach, a coraz bardziej lubimy doszukiwać się „niedociągnięć”. Ideałów nie ma, a z każdego człowieka możemy czerpać to, co w nim najlepsze.

Obok „skończonego” jest jeszcze jedno ulubione powiedzonko:

„z niego już nic nie będzie”.

Uśmiecham się pod nosem, bo jest bardzo zabawne. Miło wiedzieć wcześniej, czy będzie z ciebie ktoś, czy też nikt. Zaoszczędzi to na pewno niepotrzebnej roboty. Oczywiście sobie żartuję, bo szanujący się sportowiec albo zignoruje tekst, albo potraktuje go jako dodatkową motywację. Jednak dla wielu młodych zawodników to niepotrzebna presja, z którą trzeba sobie poradzić. Nasuwa mi się w tym momencie kolejne ciekawe pytanie:

co to znaczy być kimś lub nikim?

Można wywnioskować, że jesteś kimś tylko wtedy, kiedy zdobywasz medale. Oznaczałoby to, że większość sportowców jest nikim, bo tylko nieliczni staną na podium. Trochę koliduje to z moimi obserwacjami. Niejednokrotnie inspirowały mnie osoby osiągające słabsze wyniki sportowe niż ja. Miały jednak w sobie tak niesamowitą odwagę i zapał do pracy, że były dla mnie niesamowitą motywacją. Myślę, że niewiele osób zastanawiało się kiedyś nad tym, że aby ktoś mógł wygrać, inny musi przegrać. Gdyby zawodnicy, którzy wynikami nie dorównują zwycięzcom, zaprzestaliby rywalizacji, zniknąłby cały sport. Każdy zawodnik jest ważnym elementem układanki.

Po co więc startować, skoro nie wygrywasz?

To proste, dla zdobywania doświadczenia i realizacji własnych założeń. Nikt nie musi o nich wiedzieć, ważne, że wiesz ty sam. Sport to iluzja, widowisko, pole do własnego rozwoju i doświadczeń. Tak naprawdę nie ma wygranych i przegranych. Sam nadajesz wartość osiągnięciom i tylko ty możesz je ocenić. Przypadek w sporcie nie istnieje. Nie da się zdobyć medalu bo „miało się szczęście”. Czasem może się wydawać, że komuś warunki bardziej sprzyjały. Ale sukces pojawia się, kiedy jesteśmy na niego gotowi. A jego miarą jesteśmy my sami.

Kiedyś traktowałam sport bardziej poważnie. Dzisiaj patrzę na niego z szerszej perspektywy. To moja szkoła. Miejsce rozwoju i poznawania siebie. Uczy wydobywać wewnętrzną moc. Burzy wszelkie iluzje na temat mnie samej. Pokazuje mnie “nagą” w obliczu wyzwania, stresu i strachu. Tu nic się nie ukryje. Żadna negatywna myśl, żadne oszustwo własnego ego. Prawdziwa ja w obliczu moich słabości. Dziś jestem ponad wartościowaniem ludzi na wygranych i przegranych. Nie rywalizuję z nikim. Jestem tylko ja i zadnie, które przed sobą postawiłam. Dostrzegam głębszy sens we wszystkim co mnie otacza. Przekładam sportowe doświadczenie na doświadczanie życia.

Nie trzeba wiele, aby udowodnić, że nie chodzi tylko o zwyciężanie.

Gdyby tak było, gwiazdy nie spadałyby z piedestałów, nie popadałyby w depresję. Wynika ona z rozczarowań. Spodziewasz się, że po sukcesie twoje życie się odmieni. Popularność i lepsze warunki materialne przyniosą spełnienie i szczęście. Często jednak przynoszą pustkę, bo szczęścia nie da się znaleźć na zewnątrz. Można je odszukać jedynie wewnątrz nas samych. Życie się nie odmieni, dopóki sam go nie odmienisz. Podobnie jak wyniki same się nie pojawią. Pozbądź się oczekiwań i bierz życie jakim jest, spontanicznie i z radością. Rozczarowania nie będą już wtedy potrzebne.

Znalazłam na ten temat świetny fragment książki „Siła spokoju” Dana Millmana, mistrza świata w gimnastyce. Pozwólcie, że na koniec zacytuję:

– Nie widzisz swojego więzienia, ponieważ jego kraty są niewidoczne. Częścią mojego zadnia jest wskazać ci twój problem i mam nadzieję, że będzie to najbardziej rozczarowujące doświadczenie w twoim życiu.

– Wielkie dzięki, przyjacielu – odpowiedziałem oburzony jego złą wolą.

– Myślę, że nie zrozumiałeś. Rozczarowanie jest największym darem, jaki mogę ci ofiarować. Jednak z powodu twojego zamiłowania do iluzji uważasz to określenie za negatywne. Gdy mówisz do przyjaciela: „Och, cóż za rozczarowanie musiałeś przeżyć” – współczujesz mu, podczas gdy powinieneś z nim świętować. Słowo rozczarowanie znaczy dosłownie: uwolnienie od zaczarowania, czyli iluzji. Ale ty trzymasz się kurczowo swoich iluzji.

– Fakty, proszę – rzuciłem mu wyzwanie.

– Dan, ty cierpisz. Ty zasadniczo nie cieszysz się swoim życiem. Twoje rozrywki, swawole, a nawet twoja gimnastyka są chwilowymi środkami pomagającymi ci rozproszyć ukryte poczucie lęku.

– Chwileczkę – zirytowałem się. – Chcesz powiedzieć, że gimnastyka, seks i filmy są złe?

– Nie, same w sobie nie są złe. Ale dla ciebie są nałogami, a nie przyjemnościami. Używasz ich, aby oderwać się od tego, o czym wiesz, że powinieneś się zająć – od wyrwania się na wolność.”

 

Oktawia Nowacka jest zawodniczką Grupy Sportowej ORLEN.


Aktualności

Kalendarz imprez