Od olimpijskich sukcesów do kryminału. Scott Miller nie był pierwszy

Od olimpijskich sukcesów do kryminału. Scott Miller nie był pierwszy

Często mówi się, że sportowcy stanowią świetny materiał na przyszłych pracowników. Są w końcu przyzwyczajeni do działania pod presją, wiedzą, że efekty przychodzą po czasie, nieraz mogą się też sprawdzić jako liderzy. Z tych powodów możemy wymienić wielu medalistów olimpijskich, którzy odnaleźli się po karierze. Poniekąd dlatego, że wykorzystywali powyższe predyspozycje. Być może do takich osób zalicza się Scott Miller, który faktycznie znalazł w sobie smykałkę do biznesu. Inna sprawa, że narkotykowego.

W ubiegłym tygodniu Millera, niegdyś czołowego australijskiego pływaka, zatrzymano pod zarzutem kierowania kartelem narkotykowym.

Nikogo, kto dobrze znał tego gościa, to specjalnie zaskoczyć nie mogło. Już w przeszłości bowiem miał do czynienia z handlem nielegalnymi substancjami. Ale – jakbyście usłyszeli jego nazwisko w latach dziewięćdziesiątych, a potem o nim zapomnieli, to owszem, informacja o jego aresztowaniu mogłaby być pewnym szokiem.

W 1996 roku Miller brał bowiem udział w igrzyskach olimpijskich w Atlancie. Ścigał się m.in. z Rafałem Szukałą na 100 metrów delfinem i został wicemistrzem olimpijskim. Jego trener powiedział wówczas o nim: – Nigdy nie widziałem, żeby pływak zrobił taki “comeback”. Muszę mu to przyznać. Te słowa nie dziwiły, bo Australijczyk po pierwszej części wyścigu… był ostatni. Ale na ostatniej prostej popłynął kapitalnie.

Co ciekawe, jeszcze w eliminacjach pobił rekord olimpijski, który co prawda utrzymał się niedługo, bo późniejszy złoty medalista Denis Pankratov był w finale jeszcze szybszy.

Nie ulegało jednak wątpliwości, że Miller, który miał zaledwie 21 lat i już dwa medale igrzysk na koncie (zdobył też brązowy w sztafecie 4×100 zmiennym), wyrósł na gwiazdę – przynajmniej australijskiego – pływania. Szczególnie że jeszcze lepiej niż na igrzyskach spisał się na poprzedzających je mistrzostwach świata. Wtedy sięgnął po dwa srebrne krążki i jeden złoty.

Jego postawa na basenie była zatem w pełni zadowalająca, ale już poza nim – nie do końca. Podczas mistrzostw Pacyfiku, które odbyły się w 1995 roku, pływak był zamieszony w bójkę pod klubem. Potem oczyszczono go z zarzutów, ale to i tak stanowiło pewien sygnał. Że Scott Miller łatwo wpada w kłopoty, choć celniejsze byłoby powiedzieć – sam je wywołuje.

Obawy się potwierdziły, bo po igrzyskach, zamiast się rozwijać i myśleć o kolejnych sukcesach, australijski pływak zaczął notorycznie opuszczać treningi. A podczas sezonu 1997, który z powodu kontuzji spędził w dużej mierze poza basenem, i tak zdołał trafić na pierwsze strony gazet – bo w jego organizmie wykryto marihuanę. Został przez to zawieszony na dwa miesiące, a po powrocie nie był w stanie już zbudować wysokiej formy. I na igrzyska do Sydney nie pojechał. Ale w związku z tym, że wszedł w związek z gwiazdą telewizji Charlotte Dawson, wciąż było o nim stosunkowo głośno.

W XXI wieku próbował jeszcze załapać się do pływackiej reprezentacji, ale bez powodzenia. I cóż, choć w 1996 roku brzmiałoby to jak science-fiction, sukcesy sportowe Scotta Millera zakończyły się na igrzyskach w Atlancie. Ale Australijczyk i tak nie pozwolił o sobie zapomnieć.

W 2008 roku po raz pierwszy został posądzony o poważne przestępstwo. Policja znalazła w jego apartamencie metaamfetaminę, ekstazy, narzędzia do produkcji tabletek, 240 tysięcy dolarów australijskich w gotówce, naładowany rewolwer, sterydy oraz gaz pieprzowy. A liczba tych różnych specjałów podpowiadała, że były pływak mógł używać ich do handlu.

Ostatecznie nieco mu się upiekło. Do więzienia nie trafił. Sąd skazał go na 100 godzin pracy publicznej, a także tak zwany “good behaviour bond”, czyli coś w rodzaju australijskich zawiasów. Pięć lat później znowu wpadł. Tym razem policjanci znaleźli u niego “zaledwie” 17 tysięcy w gotówce, a także metaamfetaminę.

Jeśli ktoś jeszcze wierzył w niewinność i dobrą wolę wicemistrza olimpijskiego, to ostro się przeliczył. Bo w 2021 roku przebił już samego siebie. Policja przechwyciła posiadaną przez Australijczyka metaamfetaminę o wartości łącznie prawie dwóch milionów dolarów, a także kilogram heroiny, ponad 75 tysięcy dolarów oraz stertę telefonów i sprzętu elektronicznego – wszystko powiązane z 45-letnim Millerem oraz jego 47-letnim wspólnikiem.

Tym razem nie ma mowy o żadnej pomniejszej dystrybucji – Australijczyk może stać na czele szajki przestępczej. – To nie jest operacja na małą skalę. Są świetnie zorganizowani i dofinansowani. Inni dilerzy, rzekomo, pracowali pod ich instrukcją – mówił jeden ze śledczych.

Panowie usłyszeli już początkowe zarzuty, a do sądu mają wrócić w kwietniu tego roku. Nie ma co się oszukiwać – Milller tym razem nie uniknie odsiadki.

Przeszedł drogę od utytułowanego pływaka do poważnego dilera. Choć jeszcze w 2020 roku udzielił rozmowy w programie “60 minutes Australia”,w którym zarzekał się, że popełniał błędy, ale teraz jest na drodze do powrotu do normalności, od świata przestępczego wcale nie uciekł. A wręcz przeciwnie – czuł się w nim bardzo dobrze.

Nie jest jednak pierwszym olimpijczykiem, który wybrał takie życie. Ani nawet pierwszym z Australii. Bliźniaczo podobnie wygląda historia Nathana Baggaleya.

Bracia

To też sportowiec, który z wodą miał sporo wspólnego, z tym, że nie pływał, a ścigał się w kajakach. I również – odnosił w swojej dziedzinie sukcesy. Trenerzy chwalili jego naturalny talent, który zaczął ujawniać się już w latach dziewięćdziesiątych. Szczyt formy Australijczyka nadszedł jednak dopiero podczas igrzysk w Atenach, kiedy miał 29 lat. Zdobył dwa srebrne medale – w kategoriach K-1 500 oraz K-2 500.

Rok później zaczęły się jego problemy. Został zawieszony na okres piętnastu miesięcy za używanie sterydów. Tę karę wyegzekwował Australijski Związek Kajakowy, ale potem do akcji wkroczyły jeszcze światowe władze, które przedłużyły Baggaleyowi ją do dwóch lat. Oznaczało to tyle, że kajakarz będzie mógł wrócić do sportu na niecały rok przed igrzyskami w Pekinie – o ile znowu nie wdepnie w bagno.

Jednak oczywiście to zrobił. W 2007 roku dopuścił się… kradzieży deski do surfingu z miejscowego klubu. Jaki to miało sens? Czyżby brakowało mu pieniędzy? Skądże. Australijczyk zarabiał nieźle, i to wcale nie na sporcie, a sprzedaży narkotyków. Policja zatrzymała jego samochód, a po przeszukaniu okazało się, że Australijczyk przewozi w nim ponad siedemset tabletek ekstazy. W czasie procesu sądowego przyznał się do ich produkcji, a także sprzedaży. Podobnie zresztą jak jego brat Dru, z którym współpracował.

Skazano go na pięć lat więzienia (plus cztery w zawieszeniu). Ale problemy sprawiał nawet za kratkami. W 2010 roku znaleziono w jego celi sterydy. Niedługo później został przeniesiony do ośrodka o zaostrzonym rygorze. Mimo tego już kilkanaście miesięcy później wyszedł na wolność.

Baggaley zarzekał się, że przeszłość zostawił za sobą. W 2013 roku przedstawił swoją historię w programie “The Cabin”, w którym opowiadał o swoim uzależnieniu od narkotyków, a także tym, jak sławny olimpijczyk stał się dilerem. Rzekomo chciał wrócić do normalności, a także zawodowego sportu. Ale niestety, nic z tego nie wyszło.

Można było odnieść wrażenie, że na narkotykowym rynku zarówno Baggaley, jak i jego brat robią coraz większą karierę. W latach 2013-2018 przyłapywano ich na stosunkowo niewielkiej dilerce, ale już w 2019 roku wybuchła prawdziwa bomba. Dru Baggaley miał być zamieszany w nieudany przemyt ponad 600 kilogramów kokainy do Australii (kiedy płynął łódką, i wyczuł, że zbliża się straż graniczna, podobno wyrzucił cały towar, umieszczony w czarne walizki, do wody). Po dłuższym śledztwie okazało się, że Nathan również maczał łapy w tej operacji.

Z racji, że sprawa jest tym razem bardziej skomplikowana, bo w praktyce nie złapano ich na gorącym uczynku, Australijczycy wciąż biorą udział w rozprawach sądowych. Nathan Baggaley nauczył się walczyć o swoje jeszcze jako utytułowany kajakarz, ale trudno się spodziewać, żeby i tym razem był w stanie wygrać.

Szczególnie, że od sprawiedliwości nie udało się uciec choćby człowiekowi, który nie tylko zdobywał medale olimpijskie, ale był niegdyś najszybszy na świecie.

Ulica

Tim Montgomery w 2002 roku przebiegł sto metrów w 9,78 sekundy – o jedną setną szybciej od rekordzisty świata Maurice’a Greena. Ten sukces zagwarantował mu kontrakt z Nike, w ramach którego zaczął zarabiać około pół miliona dolarów rocznie. W międzyczasie wszedł w związek z Marion Jones – czyli swoim odpowiednikiem w damskim sporcie, uważaną za najlepszą sprinterką globu. Para nawet doczekała się dziecka, choć ich związek nie przetrwał próby czasu.

A w 2005 roku padła również ich kariera. Wszystko przez “aferę BALCo” – dwudziestu topowych sportowców miało korzystać z sterydów anabolicznych oraz innych niedozwolonych środków pochodzących z amerykańskiego laboratorium. Wśród nich największe nazwiska mieli właśnie Jones oraz Montgomery.

Oboje zostali wykluczeni ze środowiska sportowego, a większość ich rekordów oraz medali odeszła w niepamięć. Ale o ile Marion skupiła się na pokutowaniu, często publicznym, bo udzieliła wywiadu Oprah Winfrey, o tyle Amerykanin usunął się w cień. Wyszedł z niego dwa lata później, choć nie z własnej woli.

Śledczy wykryli, że sprinter pierze brudne pieniądze, a także jest zamieszany w biznes narkotykowy. Policja znalazła u niego sto gramów heroiny.

Montgomery’ego skazano początkowo na 46 miesięcy pozbawienia wolności, a potem dołożono jeszcze pięć lat. W momencie, gdy siedział za kratkami, udzielił kilku wywiadów. – W tym miejscu poziom testosteronu jest wyższy niż gdziekolwiek indziej – opowiadał o więziennych realiach dla ESPN. – Oni mówią: możesz być szybki, ale nie bez sterydów. Ja odpowiadam: okej, na jakim dystansie będziemy się ścigać? Ani razu nie przegrałem. Jestem ambitnym gościem. Jeśli mi się stawiasz, nie przejdę obojętnie.

Najciekawsze było jednak to, jak Montgomery tłumaczył swoje problemy z prawem. Mówił, że po tym, jak został zawieszony, stracił kontrakty reklamowe i jakiekolwiek dofinansowanie. A przecież dalej chciał biegać. Aby mieć zatem pieniądze na sprzęt i inne niezbędne rzeczy, zaczął sprzedawać narkotyki. Władze amerykańskiej federacji szybko odpowiedziały, że nawet na dopingowiczów nie patrzą obojętnie. I pomagają im wrócić do sportu.

– Obracałem się wokół złych ludzi. Kiedy mnie zawieszono, musiałem się do nich zwrócić, bo potrzebowałem pieniędzy. Wiecie, jak jest: dilerzy chcą być sportowcami, a sportowcy chcą być “cool”. To wszystko zawsze działo się w pobliżu mnie, ale nie potrzebowałem się angażować, bo sobie radziłem. Potem jednak wiele się zmieniło. Tak to działa na ulicy. To część biznesu. Wiele pieniędzy robi się na dilerce.

Jeszcze za kratkami regularnie trenował z nadzieją, że mimo ponad trzydziestu lat na karku, będzie w stanie wrócić do zawodowego biegania. To mu się nie udało, ale w 2016 roku wyszedł na wolność. I wygląda na to, że od tego czasu trzyma się z dala kłopotów. Podobnie zresztą jak jego była partnerka.

Chwila

Montgomery stanowi ciężki przypadek, a Baggeley i Miller wręcz patologiczny. Ale oczywiście – zdarzało się, że olimpijczycy z prawem zadarli tylko raz. Ale o jeden raz za dużo.

Na myśl przychodzi oczywiście Oscar Pistorius. Niepełnosprawny biegacz, który wygrywał złote medale na paraolimpiadzie, a potem wystartował i na igrzyskach. Przez wiele lat uważano go za bohatera. Sportowca, który pokazał, że bariery nie istnieją. Pisał wspaniałą historię, dopóki nie nadeszły walentynki w 2013 roku. Policja zatrzymała go w związku z zastrzeleniem jego dziewczyny, modelki Reeve Steenkamp.

Lekkoatleta z RPA tłumaczył się, że oddał strzały w obawie o własne życie. Bo wydawało mu się, że ktoś włamał się do jego mieszkania. Sąd nie uwierzył w tę wersję i skazał Oscara na pięć lata pozbawienia wolności. W 2017 roku karę podwyższono do piętnastu. Jeśli chcecie dogłębnie poznać historię Pistoriusa, a szczególnie to, co działo się już po zabójstwie, zachęcamy do przeczytania naszego tekstu.

Za morderstwo skazany został również inny utytułowany olimpijczyk – Bruce Kimball. To były amerykański skoczek do wody, który zdobył srebrny medal podczas igrzysk w Los Angeles. W jego przypadku nie ma mowy o kierowaniu grupą przestępczą, dystrybucji narkotyków czy użyciu broni palnej, ale również swoimi czynami doprowadził do tragedii.

W sierpniu 1988 roku Amerykanin upił się niemal do nieprzytomności. A następnie wsiadł z kółko. Pędził z prędkością oscylującą w granicach 110 do 140 km/h, aż wjechał w grupę nastolatków. Dwóch chłopców straciło życie, czterech doznało poważnych obrażeń.

Co ciekawe, zanim padł wyrok, Kimball zdążył wziąć udział w amerykańskich kwalifikacjach do igrzysk w Seulu. Ale nawet gdyby wywalczył olimpijską przepustkę (czego nie zrobił), niewiele by mu z tego przyszło. Bo nieco później sąd wysłał go do więzienia na siedemnaście lat. Ostatecznie na wolność wyszedł już po pięciu.

Najbardziej szokujące w jego historii jest to, że Amerykanin powinien być ostatnią osobą, która zdecydowałaby się kierować pojazdem w stanie nietrzeźwości. Bo tak się składa, że jeszcze w 1982 roku sam był ofiarą pijanego kierowcy. W skutek wypadku niemal nie stracił życia. Kiedy udało mu się wrócić do sportu, media nadały mu przydomek “The Comeback Kid”. Nikt wtedy nie spodziewał się, czego Bruce Kimball dopuści się parę lat później.

Jeśli chodzi o wątki przestępcze w świecie olimpizmu – warto słowem wspomnieć o Tonyi Harding. Niezwykle ambitnej łyżwiarce, która odnosiła sukcesy, ale chciała jeszcze większe. Z tego powodu w 1994 roku mąż Amerykanki zaaranżował atak na jej rywalkę, Nancy Kerrigan, w skutek którego ta doznała uszkodzenia nogi. Uraz nie przeszkodził jej jednak we wzięciu udziału w zimowych igrzyskach w Lillehammer – co oznaczało tyle, że plan małżeństwa nie wypalił.

Na domiar złego wybuchł skandal, który koniec końców oprowadził do dożywotniej dyskwalifikacji Harding. Jej marzenie o zdobyciu medalu olimpijskiego zatem nigdy się nie ziściło. Choć jedno trzeba przyznać – łyżwiarka zyskała międzynarodową sławę. Na podstawie jej historii powstał film “Jestem najlepsza. Ja, Tonya”, w którym w główną rolę wcieliła się Margot Robbie.

Wiele kryminalnych historii znajdziemy również w sporcie nieolimpijskim, choćby zawodowym boksie albo futbolu amerykańskim. To już jednak temat na osobny tekst.

KACPER MARCINIAK

Fot. Youtube


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez