O jeden stopień podium wyżej. Batłomiej Bonk srebrnym medalistą IO!

O jeden stopień podium wyżej. Batłomiej Bonk srebrnym medalistą IO!

Mówiło się o tym już od kilku lat. Ale tak to już jest, że w przypadku spraw związanych z dopingiem trzeba poczekać na oficjalne decyzje. Ta, na którą czekał Bartłomiej Bonk, nastała dziś. Polski sztangista oficjalnie jest już nie brązowym, a srebrnym medalistą olimpijskim. Zdyskwalifikowany został bowiem mistrz z Londynu – Oleksij Trochitij.

Jak zdobywał brąz

Bonk w Londynie wyskoczył niemalże znikąd. Owszem, wszyscy patrzyli na jego kategorię wagową – do 105 kilogramów. Ale to dlatego, że startował w niej Marcin Dołęga. To on był faworytem, nawet do złota. Tym bardziej, że wycofali się wtedy Rosjanie, jego najgroźniejsi rywale. Nie było wyjścia, Marcin musiał stanąć na podium – tak się wydawało. Tymczasem Dołęga przeżył koszmar. Ani razu nie udało mu się wyrwać 190 kilogramów. Ciężar, jaki na co dzień podnosił bez trudu, wówczas okazał się zbyt wielki.

Wtedy do akcji wkroczył Bonk. On z kolei miał po prostu walczyć o dobre miejsce. Szczytem marzeń wydawała się dla niego lokata w okolicach pierwszej piątki. Szóste miejsce byłoby w porządku, gdyby skończył niżej, to też nikogo by to nie zaskoczyło. A jednak sportowy dramat Dołęgi jakby zrobił miejsce na scenie dla drugiego z Polaków. Tak jak cztery lata później brąz Wojciecha Nowickiego w rzucie młotem ucieszył nas bardzo, bo wcześniej widzieliśmy, jak spala się Paweł Fajdek, tak w Londynie było z Dołęgą i Bonkiem.

Polak w dwuboju uzyskał wówczas 410 kilogramów. O dwa mniej od złotego medalisty, o jeden od srebrnego. Ale i tak był przeszczęśliwy, wywalczył w końcu medal, którego nikt się nie spodziewał.

Jak dostał srebro

Już cztery lata później – w 2016 roku – okazało się, że Oleksij Trochitij przyjmował sterydy anaboliczne. Konkretnie: turinabol. Tyle że od takiego odkrycia, do dyskwalifikacji mistrza i przyznania innym zawodnikom „wyższych” medali, czasem naprawdę daleka droga. Przekonał się o tym Bonk, który na swoje srebro czekał całe cztery lata. Dopiero w zeszłym roku Ukrainiec został bowiem oficjalnie zdyskwalifikowany i pozbawiony swojego mistrzostwa. W tym czasie Polak zdążył zakończyć karierę i zostać… kierownikiem opolskiej pływalni. Od dziś jest też wicemistrzem olimpijskim.

Ale na sprawiedliwość musiał poczekać ponad rok od dyskwalifikacji rywala. W końcu jednak srebro otrzymał. Międzynarodowa Federacja Podnoszenia Ciężarów zadecydowała o tym w zeszłym roku, a MKOl jej decyzję potwierdził właśnie dziś. Polak jest srebrnym medalistą igrzysk olimpijskich w Londynie. Co ważniejsze – jest medalistą, w którego próbkach z tamtych igrzysk nic nie wykryto.

A to wcale nie jest rzecz oczywista. Już kilku mistrzów olimpijskich w podnoszeniu ciężarów z Londynu zostało przecież pozbawionych medali za stosowanie niedozwolonych środków.

Jak wypada Polska

Bilans medalowy z Londynu stale się poprawia. Nieco ponad rok temu Anita Włodarczyk odebrała złoto tamtych igrzysk, zdobyte po dyskwalifikacji Tatiany Łysenko. Teraz krążek ze srebrnego kruszcu otrzymał Bonk. Nasz bilans z tamtej olimpiady wynosi więc teraz: 3 złota, 2 srebra i 6 brązowych medali. To sprawia, że zajmujemy 23. miejsce w klasyfikacji medalowej – dzięki decyzji MKOl przesunęliśmy się właśnie o jedną pozycję w górę. A przed złotem dla Włodarczyk byliśmy… na 34. miejscu.

Jedenaście miejsc w górę dzięki wymierzonej dopingowiczom sprawiedliwości? Nam to pasuje.

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez