Nyjah Huston i wielki potencjał skateboardingu

Nyjah Huston i wielki potencjał skateboardingu

Mieszka w posiadłości wartej kilka milionów dolarów. Ma kolekcję drogich samochodów: od Mercedesa C63, przez Audi A8, na Lamborghini Aventador kończąc. Aby potrenować, nie musi nawet opuszczać miejsca zamieszkania, bo wybudował sobie prywatną salkę do ćwiczeń. To rzeczywistość Nyjaha Hustona, który jest skateboardzistą i, prawdopodobnie, przyszłorocznym uczestnikiem igrzysk. Choć olimpijskie sukcesy dopiero przed nim, mało który utytułowany weteran tej imprezy może pochwalić się jego statusem.

Na desce jeździ od dobrych dwudziestu lat. Choć jak sam podkreślał, sportowcem światowego kalibru był już jako jedenastolatek, o medal IO będzie mógł powalczyć dopiero w 2021 roku. W Tokio skateboarding zadebiutuje na olimpijskiej scenie. Wraz z nim zrobią to wspinaczka sportowa, karate oraz surfing. Żaden z przedstawicieli tych sportów nie jest jednak blisko potencjału marketingowego oraz popularności Nyjaha Hustona.

Cyferki w social mediach mówią same za siebie. Na Instagramie, Facebooku oraz Twitterze obserwuje/lubi go łącznie ponad sześć milionów ludzi. Zakochane są w nim również największe amerykańskie marki. Jest reklamową twarzą Monstera, Mountain Dew oraz Doritos, a Nike nie tylko podpisało z nim wieloletnią umowę, ale też zaprojektowało buty sygnowane jego imieniem (Nyjah Free). Imponujące, prawda?

Nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie sukcesy sportowe. Nie będziemy wymieniać zawodów, które wygrywał Huston, bo pewnie niewiele by wam mówiły, ale powiedzmy, że było ich sporo. Dość powiedzieć, że żaden zawodnik w historii nie zarobił więcej z tytułu nagród pieniężnych od niego. Tak, nawet Tony Hawk, który co prawda z racji na swoje inne biznesy, szczyci się mianem zdecydowanie najbogatszego “skejta” na świecie.

Nyjah Huston nie może pochwalić się fortuną rzędu stu milionów dolarów, ale ma dopiero 25 lat i już mówi się o nim, jako o “LeBronie Jamesie skateboardingu”. Pojawią się też porównania do Cristiano Ronaldo. A przecież jego kariera może bez wątpienia nabrać jeszcze większego rozpędu, kiedy w 2021 roku zdobędzie złoty medal olimpijski.

Stworzony do tego

Trudno o bardziej nietypowe dzieciństwo. Zacznijmy od tego, że nie przyszedł na świat w szpitalu… tylko w domku jednorodzinnym. I to nie z powodu niespodziewanego wypadku, i konieczności rodzenia na miejscu. Jego rodzice żyli bowiem w ścisłym rastafariańskim rygorze. Nie chodzili do lekarzy, nie jedli mięsa, trzymali się w wąskim rodzinnym gronie. Dlatego też zarówno Nyjah, jak i czwórka jego rodzeństwa, urodzili się w domowych warunkach.

Oczywiście na tym nie skończyły się rodzinne dziwactwa. Jako dziecko miał ograniczony kontakt z rówieśnikami, a kiedy już się z kimś spotykał, rodzice pilnowali, aby ta osoba nie miała na niego złego wpływu. Jak sam podkreślał – swego czasu nie widział w tym nic złego. Podobała mu się ta subkultura. Wzięła się od jego ojca, który urodził się na Karaibach, a potem przeniósł do Stanów i ożenił z Amerykanką. To też on wciągnął swojego syna w skateboarding (sam przez lata go uprawiał). I to w wyjątkowo młodym wieku.

Kiedy Nyjah Huston miał siedem lat, wygrał swoje pierwsze zawody. Rok później związał się z firmą Element, specjalizującą się w odzieży oraz sprzęcie skateboardowym. Kolejne lata przyniosły więcej statuetek i pucharów oraz coraz większą rozpoznawalność. Chudy chłopak w dredach był już kimś w środowisku.

Słodka i beztroska rzeczywistość nie trwała jednak wiecznie. Kiedy Nyjah wszedł w wiek nastoletni, za sprawą ojca przeprowadził się wraz z resztą rodziny do Portoryko. Niedługo później pogorszeniu uległa relacja jego rodziców. Konflikt okazał się nie do rozwiązania, doszło do rozwodu. Matka wraz z czwórką rodzeństwa Nyjaha wróciła do Kalifornii, a on został z ojcem. Nie dlatego, że specjalnie chciał. Po prostu musiał, bo, po pierwsze, był jego oczkiem w głowie, a po drugie regularnie z nim trenował.

Dopiero kiedy sąd przyznał matce Nyjaha pełną opiekę nad dziećmi, był w stanie wyswobodzić się z ojcowskich łańcuchów. Wrócił do Stanów, a problemy lokalizacyjne przestały mu dokuczać, więc jeszcze częściej pojawiał się na zawodach. Jako 16-latek triumfował w “X-Games”, imprezie, podczas której rozgrywane są najsłynniejsze skateboardowe zmagania na świecie. To nie było jego pierwsze rodeo, ale wreszcie mógł zrobić użytek z zarobionych pieniędzy. W wieku 11-15 lat też sporo wygrywał, ale pewien członek rodziny zawsze potrafił dopilnować, aby banknoty gdzieś szybko wyparowały.

Co by jednak o jego dorastaniu nie mówić, nie wszyscy skateboardziści mieli luksus uprawiania swojego sportu na poważnie od najmłodszych lat. Zazwyczaj zaczyna się w końcu od niewinnej zajawki. Kupujesz deskę, uczysz się różnych trików, spędzasz tym samym czas z osobami, które mają podobne zainteresowania. To po prostu twoje hobby. Tymczasem, w dużej mierze za sprawą swojego ojca, Huston od początku traktował skateboarding jako docelowe zajęcie, na którym będzie chciał się skupić w przyszłości.

To sztuka, nie biznes

Czemu skateboardingowi zajęło tak dużo czasu, aby pojawić się na igrzyskach? Swoje na pewno odegrały niespieszność Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego oraz skrajne opinie na temat tego sportu, ale przede wszystkim  – po prostu trudno o rzetelny system oceniania. Gama trików jest tak szeroko, że niełatwo jednoznacznie stwierdzić, któremu zawodnikowi należy się wyższa nota za jego ewolucję (na dodatek niektórzy skejci są zdania, że liczy się po prostu… styl). Z drugiej strony: łyżwiarstwo figurowe również opiera się na subiektywnym werdykcie jury i jakoś nikt nie ma z tym problemów.

MKOl po latach się zatem ugiął i zaakceptował skateboarding. Przybliżmy na szybko, na jakich zasadach odbędzie się olimpijska rywalizacja. Zawodnicy wezmą udział w dwóch konkurencjach (z podziałem na mężczyzn oraz kobiety): jeździe ulicznej oraz w parku (zabraknie zawodów na rampie). Oceny będą wydawane na podstawie następujących kryteriów: trudność trików, wysokość nad ziemią, szybkość, z jaką wykonany zostanie dany trik, pomysłowość oraz egzekucję. Uczestnicy będą mieli 45 sekund na zaprezentowanie swojej kreatywności podczas jednej lub dwóch rund, jeśli uda im się awansować (eliminacje i finał).

Wprowadzono również limity zawodników z tego samego kraju. Nacje będą mogły zgłosić maksymalnie trzech zawodników do jednej konkurencji. To dość istotna sprawa, bo w innym wypadku oglądalibyśmy niemal samych reprezentantów USA, Brazylii oraz Japonii. Trzech krajów, które hurtowo “produkują” najlepszych skejtów i rządzą w światowym rankingu. A właśnie na podstawie miejsca w nim zostaną rozdysponowane olimpijskie przepustki.

Nyjah Huston może być już niemal pewny miejsca w amerykańskiej kadrze, bo absolutnie zdominował światową konkurencję w ubiegłym roku (m.in zdobył swój trzeci tytuł mistrza świata). Jeszcze niedawno głośno mówiło się, że dołączyć do niego będzie chciał Shaun White, jeden z najwybitniejszych snowboardzistów w historii i trzykrotny złoty medalista zimowych igrzysk, który jest również zagorzałym skateboardzistą (łączenie “deskowych” sportów nie jest niczym nietypowym, co widać choćby na przykładzie Sky Brown oraz Julii Damasiewicz). Trzynaste miejsce na mistrzostwach globu 2019 zweryfikowało jednak jego marzenia.

Amerykanin skupi się zatem na swoim docelowym sporcie – snowboardzie, który w programie olimpijskim pojawił się też nie tak dawno temu, bo w 1998 roku. Wtedy rozegrano tylko jedną konkurencję – half-pipe. Podczas imprezy w Pekinie w 2022 roku ma być ich aż sześć (doszły slalom gigant równoległy, snowboard cross, slopestyle, slalom równoległy i Big Air). Ta dyscyplina przeszła długą drogę, jeśli chodzi o popularność. Niegdyś traktowano ją jako niszową i infantylną zabawę oraz ubogiego krewnego narciarstwa, a obecnie bije rekordy popularności. Co ciekawe, o ile w Polsce skupiamy się przede wszystkim na popisach Kamila Stocha i spółki, najchętniej oglądanym sportem podczas zimowych igrzysk olimpijskich jest właśnie snowboarding.

Skejci pragną, aby ich dziecko również zostało globalnie docenione. Choć nie wszyscy. W internecie możemy znaleźć petycję skierowaną do Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego. Czytamy w niej: “Skateboarding nie jest sportem i nie chcemy go w olimpijskim programie. Mamy wrażenie, że igrzyska zmienią obraz skateboardingu oraz ograniczą jego wolność. Czujemy, że igrzyska w jakikolwiek sposób nie wspomogą skateboardzistów. Nie chcemy być tego częścią.”

Skąd biorą się takie opinie? Cóż, wszystko sprowadza się do romantycznej maksymy, mówiącej o tym, że skateboarding jest sztuką, a nie biznesem. Elementem kultury lub kulturą samą w sobie. Urywaniem się z lekcji, spędzaniem całych dni na rampach lub byciu wyrzucanym przez ochronę za jeżdżenie w niedozwolonych miejscach. Igrzyska oznaczają zaś krok w kierunku pełnego profesjonalizmu. Nie obędzie się bez wprowadzenia testów antydopingowych (według Tasa Pappasa niektórzy skaterzy lepiej jeżdżą… pod wpływem marihuany) czy większej liczby obowiązków medialnych. Niby nic w tym złego, ale wraz z większą kontrolą idzie obawa, że coś zostanie ci zabrane, zostaniesz w jakiś sposób ograniczony.

O tym, że igrzyska mogą być szkodliwe dla skateboardingu, mówiło się zresztą od dawna. Legendarny brazylijski skater Bob Burnquist powiedział niegdyś, że fakt nieobecności jego dyscypliny na olimpijskiej scenie nie jest powodem do narzekań, a błogosławieństwem. Javier Coca w rozmowie z Vice użył zaś bardziej dosadnych słów: – Fajnie, że skateboarding zostanie pokazany na dużej scenie. Ale z drugiej strony, skejci od zawsze byli buntownikami, imprezowymi zwierzakami, które mają wszystko głęboko gdzieś. Tak więc myślę, że dla samego sportu bycie na igrzyskach jest dobre, ale kultura może ucierpieć.

Na szczęście nie wszyscy podzielają tę niechęć. Tony Hawk poruszył w 2019 roku w rozmowie z CNN ciekawą kwestię: – Igrzyska potrzebują nas bardziej, niż my ich potrzebujemy. Tej imprezie przyda się pewna ekscytacja, która pojawia się wszędzie tam, gdzie jazda na desce. Coś, co przyciągnie też młodszą widownię. Bo powiedzmy sobie szczerze, jak wiele więcej pływackich wyścigów możemy oglądać?

Choć niektórzy skejci mogą kręcić nosem, igrzyska bez wątpienia stanowią dla nich olbrzymią szansę. Może i na desce jeździ cały świat, ale tylko w niektórych krajach można w ten sposób godnie zarabiać na chleb. Podkreślał to Huston: – Myślę, że igrzyska otworzą wiele nowych możliwości dla mnie oraz innych zawodników. Jeśli dłużej pomyślisz, nie możesz się z tym nie zgodzić. Samemu miałem szczęście ułożyć swoje życie wokół jazdy na desce, ale dla wielu chłopaków jest to bardzo trudne. Skateboarding nie jest obecnie specjalnie dochodową dyscypliną.

Ostatni raz skateboarding znalazł się na ustach całego świata w 1999 roku, kiedy Tony Hawk jako pierwszy na świecie wykonał powietrzną ewolucję z obrotem o 900 stopni. Kto wie, może za sprawą igrzysk stanie się to po raz kolejny i w przeciągu następnych edycji jazda na desce przejdzie podobną drogę co snowboard. A w posiadłości Nyjaha Hustona zagoszczą nie tylko nowe bryki, ale i sterta olimpijskich krążków.

KACPER MARCINIAK

Fot. Youtube


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez