Nowy rekord Duplantisa! Kszczot wygrał w Glasgow!

Nowy rekord Duplantisa! Kszczot wygrał w Glasgow!

Adam Kszczot wygrał zawody na 800 m podczas Indoor Tour w Glasgow. Justyna Święty-Ersetic i Marcin Lewandowski finiszowali na drugich miejscach. Wróciła Angelika Cichocka. A ustanowiony przed tygodniem w Toruniu rekord świata Armanda Duplantisa nie utrzymał się długo. Dziś w Glasgow sam Szwed rozpoczął windowanie tego kosmicznego wyniku o centymetr tygodniowo.

Adam Kszczot zademonstrował kibicom zgromadzonym na, doskonale mu znanej, hali w Glasgow swój znak firmowy, czyli przepotężny finisz na 800 m. Pobiegł wolniej niż przed tygodniem w Toruniu, bo 1:46.34 (wtedy osiągnął 1:46.01), lecz i tak widać, że jest niezwykle mocny! Dzięki zwycięstwu  umocnił się na prowadzeniu w cyklu World Athletics Indoor Tour. Ósmy dobiegł Patryk Dobkowski (1:49.46). Innej taktyki próbował Marcin Lewandowski, który po raz pierwszy w sezonie pobiegł na 1500 m. Tym razem trzymał się w czołówce i nie zostawiał wszystkiego na ostatnie okrążenie. Mimo bardzo mocnego tempa, na przeciwległej prostej odjechał mu Bethwell Birgen z Kenii. 3:37.13 wykręcone przez MarcinaMarcina to drugi wynik w Europie i gdyby halowe mistrzostwa świata jednak odbywały się zgodnie z planem, kryterium PZLA miałby już z głowy.

Dużo działo się w wyścigu na 400 m, w którym udział wzięły dwie Polki. Justyna Święty-Ersetic walczyła do samego końca, ale Jessie Knight wytrzymała tempo przez cały dystans, odparła atak na finiszu i nie pozwoliła wyprzedzić się zawodniczce Orlen Teamu. Jak pamiętamy, tydzień temu Justyna pobiła własny rekord Polski (51.37), tym razem jednak nie osiągnęła takiej prędkości. Mimo że bieg był wolniejszy (51.68), to i tak uzyskała drugi wynik w karierze. Swoja drogą Justyna w nocy poprzedzającej start w Glasgow straciła pierwszą pozycję w światowych tabelach. Podczas mistrzostw USA w Albuquerque Wadeline Jonathas uzyskała 51.32 (w biegu eliminacyjnym). W Szkocji nie zdołała wrócić na pozycję liderki. W tych samych barwach co Święty-Ersetic, biega Iga Baumgart-Witan, jednak dziś wpadła na metę ponad dwie sekundy później niż koleżanka z Grupy Sportowej ORLEN. Trzeba się jednak cieszyć, że w ogóle dobiegła! Naprawdę miała mnóstwo szczęścia, kiedy po zbiegnięciu się zawodniczek na wejściu w wiraż, rozpoczynający drugie okrążenie. jej dwie rywalki potknęły się i poleciały na bieżnię jak długie. Idze tylko cudem udało się uniknąć zderzenia z nimi… a drobna strata do rywalek to naprawdę “łagodny wymiar kary”.

Sponsorem polskiej lekkiej atletyki jest PKN ORLEN.

W biegu na 1000 m wzięły udział kolejne dwie zawodniczki, o których chciałoby się napisać, że biegają z orłem na piersi. Jednak w mityngach tego typu wszyscy zawodnicy startują w strojach sponsorskich i trzeba naprawdę opatrzyć się z lekką atletyką, by dokładnie rozróżniać kto jest kim, bo poznać można to albo po twarzy i sylwetce, albo po napisie na karteczkach, zastępujących numer startowy. Trudno oprzeć się refleksji, że kibice woleliby, żeby nasi biegali w biało-czerwonych strojach… Przejdźmy jednak do zapowiadanej wcześniej Angeliki Cichockiej. Zawodniczka Orlen Teamu wraca po długiej przerwie spowodowanej kontuzją. Dziś wystartowała w biegu na kilometr, budując szybkość przed docelowymi startami i walką o kwalifikację olimpijską na 1500 m. Ostatecznie w biegu tym uzyskała rekord życiowy (2:40.18). A przypomnijmy – nie startowała od półtora roku! My cieszymy się z powrotu Angeliki, ale oczy wszystkich skierowane były na to, co działo się z przodu stawki tego wyścigu. A tam ważną rolę odegrała Anna Pólkowska, która startowała w charakterze “zająca”. Goniła ją za to atakująca rekord świata Laura Muir. Z rekordem Brytyjka jednak się minęła, ale uzyskała najlepszy wynik w tym roku na świecie (2:33.47).

Wycieczka w kosmos

ORLEN Copernicus Cup, 8 lutego 2020 roku. Armand Duplantis ustanawia rekord świata, bijąc wynik Renauda Lavilleniego o centymetr. Przez kilka dni sportowe media odmieniają nazwisko Szweda na wszystkie sposoby, sięgając nawet do najwcześniejszych lat jego kariery, kiedy to skakał we własnym ogródku. Odmianie podlega również Toruń, jako miasto, w którym odbyła się ta impreza. 6,17 m szybko jednak odchodzi w niepamięć, bo od sobotniego popołudnia rekordem świata jest wynik lepszy o centymetr. Duplantis na takiej wysokości skakał samotnie, bo rywale (łącznie ze zwycięzcą wtorkowego Orlen Cupu w Łodzi, Samem Kendricksem) wymiękli, eliminując się na wysokościach 5,65 m, 5,75 i 5,85. Mondo więc najpierw czysto zaatakował 6,00 m, a potem już bezpośrednio 6,18 m, wymazując wynik sprzed tygodnia. Choć nie towarzyszyła temu już taka radość, jak w Toruniu. Mondo się cieszył, ale bez szaleństwa. Tak jak bez szaleństwa na to wszystko reagowała szkocka publiczność. Trudno nie odnieść wrażenia, że w Polsce ludzie naprawdę ponieśli dwudziestolatka w przestworza, wręcz kosmos! W Glasgow wręcz przeciwnie. Rekord i tak jednak ustanowił, a dodając w tabelach rekordów ów ten magiczny centymetr udowodnił, że wyprzedza epokę. Zresztą zobaczcie sami, z jakim zapasem przeleciał nad poprzeczką:

W konkursie wzięli też udział Paweł Wojciechowski i Robert Sobera. Sobera zatrzymał się na wysokości 5,65 m (po zaliczeniu 5,35 i 5,55 za pierwszym razem), którą z kolei Wojciechowski pokonał w trzecim podejściu. Potem jednak nie znalazł sposobu by poszybować nad poprzeczką zawieszoną na 5,75 m i ostatecznie zajął czwarte miejsce. Sobera był piąty.

Swoich reprezentantów mieliśmy też w sprintach. Na 60 m przez płotki wystartowała Klaudia Siciarz. To bardzo wysoka sprinterka i można się spodziewać, że woli biegać 100 m niż 60. Mimo wolniejszego startu, na dystansie złapała jednak właściwy rytm i zaczęła gonić stawkę. Dostała się do finału, gdzie uzyskała czwarty czas – 8:34. Remigiusz Olszewski pobiegł za to o dwie setne za wolno by zmieścić się w finale.

DARIUSZ URBANOWICZ

Fot. Newspix.pl


Aktualności

Kalendarz imprez