Noworoczne grzmoty. Co czeka boks w 2021 roku?

Noworoczne grzmoty. Co czeka boks w 2021 roku?

Lepszy początek 2021 roku trudno sobie wyobrazić. Już w sobotę 2 stycznia w ringu spotkają się przedstawiciele dwóch bokserskich światów. Ryan Garcia (20-0, 17 KO) to pięściarz nowej generacji, który do tej pory więcej osiągnął w mediach społecznościowych niż na ringu. Luke Campbell (20-3, 16 KO) to z kolei złoty medalista igrzysk olimpijskich sprzed ponad ośmiu lat, który wciąż ma dużo do udowodnienia jako zawodowiec.

Najlepsze bokserskie zestawienia to takie, w których roi się od znaków zapytania. W sobotę będzie ich bez liku. Garcia ma zaledwie 22 lata, a w 2019 i 2020 roku stoczył w sumie trzy pojedynki. W ringu spędził jednak… niespełna 10 minut. Dwie ostatnie walki kończył niezwykle efektownymi nokautami, które mogą sugerować, że za medialną otoczką faktycznie kryje się niebagatelny pięściarski potencjał.

Popularny „Flash” nie zdmuchnął z ringu nieprzygotowanych Węgrów, ale naprawdę solidnych rywali. Romero Duno (21-1) zdążył wcześniej sięgnąć po szereg pasów młodzieżowych i nie brakowało takich, którzy dawali mu w tej walce spore szanse. Wszystko skończyło się już w pierwszej rundzie po imponującym lewym sierpowym prosto na skroń, który pozbawił Filipińczyka kontroli nad własnym ciałem.

W walentynki 2020 roku Garcia spotkał się z Francisco Fonsecą (25-2-2). Rywal dał się poznać jako wymagający pretendent – przeboksował osiem rund z Gervontą Davisem (18-0), mistrzem świata dwóch kategorii. Na pełnym dystansie sprawdził się także w mistrzowskiej walce z Tevinem Farmerem (27-4-1) w niższej kategorii. W ostatnim występie przed starciem z Garcią wydarł remis na brytyjskim ringu w starciu z miejscowym prospektem.

Wydawało się, że to typ zawodnika, który powinien wyciągnąć “Króla Instagrama” (Ryana śledzi tam blisko 8 milionów użytkowników) na głębokie wody. Znowu jednak wszystko zmienił pojedynczy lewy sierpowy, po którym rywal padł naprawdę ciężko. Garcia zadaje to uderzenie z taką dynamiką i mocą, że czasem trudno dostrzec szczegóły nawet na powtórkach w zwolnionym tempie.

Złoty początek

Luke Campbell to jednak rywal z naprawdę najwyższej półki – kogoś takiego 22-latek jeszcze na swojej drodze nie spotkał. Brytyjczyk w 2011 roku został amatorskim wicemistrzem świata w kategorii koguciej. Rok później był już jedną z gwiazd turnieju olimpijskiego. Jednak tam podobnie jak Anthony Joshua – złoty medalista w najcięższej kategorii – miał po drodze sporo szczęścia.

Tak naprawdę mógł odpaść już w ćwierćfinale, bo Detelin Dałakliew zawiesił poprzeczkę naprawdę wysoko. Bułgar spotkał się z Campbellem 4 lata wcześniej w finale mistrzostw Europy w Liverpoolu – tam również wygrał reprezentant gospodarzy. W Londynie Brytyjczyk po porywającym zrywie w końcówce wygrał 16:15. – Dałem z siebie wszystko, ale strasznie się denerwowałem. Dziś spełniły się moje marzenia – cieszył się z wejścia do strefy medalowej Luke.

Ostatecznie tylko tercet Brytyjczyków sięgnął po złoto w boksie. Oprócz Campbella i Joshuy ta sztuka udała się także Nicoli Adams w kategorii muszej wśród pań. Jedną z gwiazd londyńskiego turnieju był także Wasyl Łomaczenko, który sięgnął tam po drugą olimpijską wygraną. Kilka lat później to właśnie z Ukraińcem los skrzyżował ścieżki Campbella, który w 2019 roku w drugiej mistrzowskiej szansie trafił na najwyżej notowanego przeciwnika w swojej kategorii.

We wrześniu 2017 roku Brytyjczyk mógł się czuć moralnym zwycięzcą. Kilkanaście dni przed walką zmarł mu ojciec, ale on i tak wyszedł do ringu i pokazał się ze znakomitej strony. Miał trochę pecha – w drugiej rundzie Jorge Linares (42-3) rzucił go na deski. Po tej wpadce zdołał się pozbierać, a w drugiej połowie walki rozdawał karty. Po dwunastu rundach sędziowie punktowali niejednogłośnie na korzyść rywala, który kilka miesięcy później stracił tytuł mistrzowski po porywającej walce… z Wasylem Łomaczenką.

W 2019 roku ukraiński wirtuoz szermierki na pięści miał jasny cel – chciał zebrać komplet tytułów w kategorii lekkiej. Miał już dwa pasy, a rywalem w walce o wakujące trofeum organizacji WBC był właśnie Campbell. To było wielkie bokserskie święto pokazywane na Wyspach w systemie Pay-Per-View. Łomaczenko pierwszy raz jako zawodowiec wrócił do miejsca, gdzie napisał kolejny rozdział wspaniałej olimpijskiej kariery. Znowu sobie poradził – w jedenastej rundzie rywal był liczony, a kilka minut później w górę powędrowała ręka “Łomy”.

Śladami Canelo

Ta porażka oznacza jedno – 2021 rok Campbell rozpoczyna jako pięściarz niespełniony. W starciu z Garcią do wzięcia będzie pas tymczasowego mistrza świata federacji WBC – niby nic, ale zawsze coś. To trofeum może być przepustką do wielkiej walki z Teofimo Lopezem (16-0, 12 KO) – zawodnikiem, który kilka miesięcy temu nieoczekiwanie zdetronizował Łomaczenkę i jest dziś liderem mocno obsadzonej kategorii lekkiej.

Sobotnia walka odbędzie się w Teksasie, ale… wyjątkowo wcześnie. Walka wieczoru jest planowana około północy polskiego czasu – tak, by odbiła się szerokim echem również na rynku brytyjskim (transmisja w platformie DAZN). W analizach najczęściej powracają dwa scenariusze. Jeśli Garcia, to przed czasem i raczej szybko – jak w ostatnich dwóch występach, choć pewnie nie tak ekspresowo. Szanse Campbella powinny rosnąć im dłużej będzie trwał ten pojedynek. W końcu młody rywal ani razu nie przeboksował jeszcze dwunastu rund i tylko dwa razy mógł sprawdzić się w dziesięciu odsłonach.

Wyjdę zadać mu ból i zdobyć szacunek. Sprawię, że Campbell będzie krwawił i krwawił aż jego narożnik przerwie walkę – przekonuje Garcia. Dobrze idzie mu nie tylko na Instagramie i tarczach – po odejściu Saula “Canelo” Alvarez (54-1-2, 36 KO) został największą gwiazdą grupy Golden Boy. – Po tej walce Ryan będzie nie tylko twarzą naszej grupy, ale całego boksu – przewiduje Oscar de la Hoya, szef organizacji.

Canelo wciąż jest jednak obecny w życiu Garcii. Młokos od niedawna współpracuje z Eddym Reynoso – głównym trenerem Alvareza, który często dorzuca swoje rady. W tej grupie są jeszcze Oscar Valdez (28-0, 22 KO), Julio Cesar Martinez (17-1, 13 KO) i Andy Ruiz junior (33-2, 22 KO). Ten ostatni po porażce z Joshuą zamierza wrócić w odchudzonej i lepszej boksersko wersji. Bardzo możliwe, że w sobotę to właśnie Canelo wyjdzie do ringu z Garcią, co zapewne potwornie zirytuje de la Hoyę.

Campbell też może liczyć w narożniku na poważne wsparcie. Shane McGuigan to jeden z najlepszych trenerów młodego pokolenia, który będzie starał się wykorzystać do maksimum atuty swojego podopiecznego. Kluczowa może się okazać niewielka przewaga zasięgu ramion oraz pozycja mańkuta. Garcia jeszcze nie zmierzył się z solidnym zawodnikiem boksującym z pozycji odwrotnej.

Przystawka to nie wszystko!

2021 rok w ogóle może być w boksie czasem powrotu na wysokie obroty. Po pandemicznej przerwie dyscyplina musiała stworzyć się na nowo – przeważnie bez widzów w arenach. To była wyboista droga, ale kilka spektakularnych zestawień doszło do skutku już pod koniec roku naznaczonego walką z koronawirusem. Garcia i Campbell mają zapewnić mocne wejście w kolejny etap.

Na horyzoncie już widać kilka intrygujących pojedynków, które zostały oficjalnie potwierdzone. 30 stycznia Siergiej Kowaliow (34-4-1, 29 KO) zmierzy się z Bektemirem Melikuziewem (6-0, 5 KO). Pierwszy to długoletni dominator kategorii półciężkiej, który ostatnio przegrał z Canelo. Drugi to srebrny medalista ostatnich igrzysk i jedna z wschodzących gwiazd nowego pokolenia. To przy tym także przedstawiciel niezwykle utalentowanego pokolenia Uzbeków, który dla tej walki idzie do wyższej kategorii, a do tego spróbuje pokonać Rosjanina… w Moskwie.

W marcu dojdzie do hitowego rewanżu Romana Gonzaleza (50-2, 41 KO) z Juanem Francisco Estradą (41-3, 28 KO). Po raz pierwszy spotkali się w 2012 roku w porywającej taktycznej batalii, a niecałe 9 lat później… obaj są mistrzami świata! To ogromny wyczyn, bo mówimy przecież o pięściarzach kategorii supermuszej. Tam czas płynie nieco szybciej niż w wyższych limitach.

W 2021 roku można się spodziewać także pełnej unifikacji w kategorii superlekkiej. Josh Taylor (17-0, 13 KO) ma dwa pasy, tyle samo posiada Jose Carlos Ramirez (26-0, 17 KO). Obaj mają tego samego promotora, a w ostatnich występach odprawili obowiązkowych pretendentów. Zwycięzca z kompletem tytułów w pięknym stylu będzie mógł zameldować się w kategorii półśredniej.

Tam od dawna karty rozdają Errol Spence (27-0, 21 KO) i Terence Crawford (37-0, 28 KO). Ich potencjalne spotkanie rozpala wyobraźnię fanów boksu od lat. Od dawna widać jednak pewien zasadniczy problem – obaj są związani z promotorami, którzy niekoniecznie chcą robić ze sobą interesy. Spence obija więc innych rywali, ale jest w lepszej sytuacji, bo grupa promotorska może mu zapewnić walki z innymi mistrzami.

Crawford może się tylko frustrować… i czekać. Czas nie pracuje na jego korzyść – w tym zestawieniu to on jest starszy (ma 33 lata, o 3 więcej niż Spence). Niewykluczone, że w połowie roku rozstanie się z grupą Top Rank. Jego kontrakt dobiega końca, a obie strony nie są do końca zadowolone ze współpracy. Ten ruch mógłby zmienić układ sił, ale to na razie dość odległa perspektywa.

Realny hit i polskie plany

O wiele bardziej realne wydaje się porozumienie na szczycie wagi ciężkiej. Anthony Joshua (24-1, 22 KO) w grudniu zrobił swoje i znokautował Kubrata Pulewa (28-1). Teraz właściwie nic nie stoi na przeszkodzie, by posiadacz pasów federacji WBA, WBO i IBF spotkał się z Tysonem Furym (30-0-1, 21 KO), który po zdemolowaniu Deontaya Wildera (42-1-1, 41 KO) został mistrzem organizacji WBC.

Zakulisowe negocjacje trwają, a obie strony są blisko porozumienia – zdradził niedawno Eddie Hearn. – Wierzę, że do tej walki dojdzie w maju lub czerwcu. Wszyscy działamy w tym samym kierunku – przyznał promotor Joshuy. Sprawę mogą skomplikować tylko kwestie formalne. Sporo do powiedzenia ma zwłaszcza Ołeksandr Usyk (18-0, 13 KO) – obowiązkowy pretendent z ramienia federacji WBO. Sprawę można jednak załatwić w prosty sposób – płacąc Ukraińcowi za miejsce w kolejce i gwarantując mu walkę ze zwycięzcą.

Nowy rok powinien przynieść także nową edycję turnieju World Boxing Super Series. Organizatorzy zapowiadają rozgrywki nawet w trzech kategoriach, a do tej pory pokazali, że potrafią doprowadzić do spotkań najlepszych z najlepszymi. Ciekawą opcją wydaje się turniej w wadze ciężkiej, który mógłby wyłonić obowiązkowego pretendenta dla nowego niekwestionowanego mistrza. W jego skład mogliby wejść tacy zawodnicy jak Filip Hrgović (12-0, 10 KO), Martin Bakole (16-1, 12 KO) czy Michael Hunter (19-1, 13 KO).

REALNE BOKSERSKIE HITY 2021 ROKU:

  • Anthony Joshua (24-1, 22 KO) – Tyson Fury (30-0-1, 21 KO) – o pasy WBA, WBC, WBO i IBF wagi ciężkiej
  • Teofimo Lopez (16-0, 12 KO) – Devin Haney (25-0, 15 KO) – o pasy WBA, WBC, WBO i IBF wagi lekkiej
  • Josh Taylor (17-0, 13 KO) – Jose Ramirez (26-0, 17 KO) – o pasy WBA, WBC, WBO i IBF wagi superlekkiej
  • Canelo (54-1-2, 36 KO) – Billy Joe Saunders (30-0, 14 KO) – o pasy WBA, WBC i WBO wagi superśredniej

W 2021 roku na pewno doczekamy się przynajmniej jednej dużej walki z udziałem Polaka. Krzysztof Głowacki (31-2, 19 KO) ma zagwarantowane starcie o pas mistrza świata organizacji WBO w kategorii junior ciężkiej. Spotkanie z mocno bijącym Lawrencem Okoliem (15-0, 12 KO) może się zmaterializować już w marcu – takie informacje przekazał niedawno Andrzej Wasilewski, promotor „Główki”. Pojedynek dojdzie do skutku raczej na Wyspach Brytyjskich, a faworytem nie będzie przyjezdny.

Szansę powrotu do czołówki wagi ciężkiej otrzyma też Adam Kownacki (20-1, 15 KO), którego w marcu 2020 roku nieoczekiwanie wykoleił Robert Helenius (30-3, 19 KO). Rewanż powinien się wydarzyć w pierwszym kwartale nowego roku również w USA. Ostatnią dużą szansę może otrzymać Krzysztof “Diablo” Włodarczyk (58-4-1, 39 KO). Jest pierwszy w kolejce do walki o mistrzostwo Europy, ale w korzystnym scenariuszu może dostać nawet walkę o tytuł mistrza świata.

W boksie olimpijskim najważniejszym wydarzeniem powinny być oczywiście igrzyska olimpijskie. Turnieje kwalifikacyjny mają zostać wznowione w okolicach marca i kwietnia. Zanim w ogóle zaczniemy marzyć o pierwszym od 1992 roku olimpijskim medalu w boksie, trzeba zdobyć przynajmniej kilka przepustek. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to w Tokio możemy zobaczyć wyjątkowo liczną reprezentację pań.

KACPER BARTOSIAK

Fot. Instagram.com


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez