Noah Lyles. Nie być jak Usain Bolt?

Noah Lyles. Nie być jak Usain Bolt?

Mimo niespełna 23 lat na karku może pochwalić się tytułem mistrza świata oraz jedną z najlepszych życiówek w historii. Po świecie rozniosły się jego wyczyny z mityngu “Inspiration Games”, kiedy pobiegł 18,9 sekund na dystansie… 185 metrów, które jednak początkowo wydawały się dwustoma. Rekord Usaina Bolta wciąż zatem trzyma się twardo, ale Noah Lyles zamierza go pobić. To jednak wyłącznie jedno z wielu marzeń tego kolorowego ptaka.

Chce być showmanem. Chce, aby ludzie byli podekscytowani jego występami. Nie tylko tym, że pobiegnie szybko, bo że to zrobi, jest oczywiste. Co znowu wymyśli Noah? – takie pytania mają pojawiać się w ich głowie, to jego pragnienie.

Ktoś mógłby powiedzieć, że Noah Lyles wzoruje się na Usainie Bolcie. Jamajczyk intrygował publiczność z całego świata swoim uśmiechem i słynnym gestem, podczas którego rozkładał ręce, niby wskazując jakiś punkt w oddali. Miał wyjątkową charyzmę, tworzył wokół siebie niepowtarzalną otoczkę. Amerykanin chciałby w pewnym stopniu pójść w jego ślady, ale nie być kalką, tylko oryginałem.

To zawsze wygląda tak samo, prawda? Dlaczego muszę być następnym Boltem? Trzeba wymyślić coś lepszego od powtarzania tego w kółko. Ja? Ja jestem obecnym Noah Lylesem – mówi.

Pokolenie

Porównania są nieodłączną częścią sportu. Ściga nas nostalgia. Pamiętamy występy jednego sportowca i kiedy go już nie ma, staramy się znaleźć kogoś, kto wszystko powtórzy. I odtworzy emocje, za jakimi tęsknimy. Dlatego też świat lekkiej atletyki stale wypatruje nowego Usaina Bolta.

Lyles jest mu najbliższy. Wszyscy inni kandydaci do przejęcia pałeczki króla sprintów mają pewne niedoskonałości. Wayne’a Van Niekerka oraz Andre De Grasse’a od paru sezonów męczą kontuzje, które nie pozwoliły im rozwinąć skrzydeł. Natomiast Christian Coleman ucieka kontrolom dopingowym i coraz bardziej wątpimy w wiarygodność jego osiągnięć.

Z tej czwórki jest też najmłodszy. Urodził się w 1997 roku, za kilka dni skończy 23 lata. Wyniki – szczególnie jak na ten wiek – już ma wybitne. Tylko trzech sprinterów w historii może pochwalić się lepszą życiówką na dwieście metrów. Bolt – 19,19, Yohan Blake – 19,28 oraz Michael Johnson – 19,32. Lyles podczas Diamentowej Ligi w Lozannie w 2019 roku pobiegł 19,50.

Przez krótki czas mogło jednak wydawać się, że… został nowym rekordzistą świata. Kilka dni temu w biegu w ramach “Inspiration Games” przekroczył linię mety z czasem 18,9. Komentatorzy wydarzenia nie mogli w to uwierzyć. Kiedy tylko podano wynik Amerykanina, sugerowali, że coś musi się nie zgadzać. Uwierzyć nie mógł zapewne sam biegacz. Po chwili okazało się, że słusznie. Organizatorzy wyznaczyli mu bowiem złą linię startu.

I w ten sposób zamiast dwustu metrów, przebiegł sto osiemdziesiąt pięć. Gdyby przełożyć jego tempo na pierwszą odległość, wyszedłby czas 20,40. Jak widzicie, absolutnie bez rewelacji. Choć nie jest to do końca sprawiedliwe, bo na ostatnich piętnastu metrach Lyles byłby na etapie, w którym biegnie bardzo szybko. – Nie możecie w ten sposób grać mi na emocjach – napisał na twitterze po biegu.

Cierpienie

Lekkoatletykę trenowała zarówno jego matka, jak i ojciec. Do poziomu olimpijskiego trochę im zabrakło, ale Kevin Lyles może pochwalić się niezłymi osiągnięciami na dystansie 400 metrów. Jego rekord to 45,01, a w 1995 roku wziął udział w mistrzostwach świata seniorów w Goteborgu. Co prawda pobiegł tylko w eliminacjach, ale to wystarczyło, aby na jego szyi zawisł złoty medal. W mniej naładowanym sprinterami kraju niż Stany Zjednoczone mógłby zapewne zrobić sporą karierę.

Bieżnia przyciągnęła również najmłodszego z klanu. Noah kochał biegać, kochał rywalizację, a przede wszystkim kochał to, że przez pewien czas może być kimś innym. Nie przepadał za “codziennym” sobą. Od czwartego roku życia cierpiał na ciężką dziecięcą astmę. Regularnie budził się w nocy, nie mogąc zaczerpnąć powietrza. Następnie jechał karetką na sygnale do najbliższego szpitala.

Był też alergikiem. Jego system odpornościowy nie należał do najmocniejszych, a to w połączeniu z problemami z oddychaniem, sprawiało, że musiał na siebie wyjątkowo uważać. Kiedy inne dzieciaki mogły pozwolić sobie na beztroskę, go cały czas coś męczyło. Nie trudno odgadnąć, że nie był w stanie wpasować się w żadną grupę. Pierwsze lata szkoły spędził w samotności, nieraz stając się obiektem drwin.

Z tego powodu od dziewiątego roku życia uczęszczał na terapię. Ale jak przyznaje, problemy ze zdrowiem psychicznym mają w jego rodzinie długą historię. Kiedy wydawało mu się, że gorzej być nie może, w wieku trzynastu lat otrzymał kolejny cios. Jego rodzice postanowili się rozejść. Mniej więcej w tym samym czasie dowiedział się, że cierpi na ADD – zaburzenia koncentracji uwagi oraz dysleksję. To wyjaśniało jego problemy z nauką.

Rozbita rodzina, bycie szkolnym wyrzutkiem, słabe oceny. Ciężar, który spoczął na barkach młodego Noaha Lylesa, był olbrzymi. Nie wiadomo jak by sobie z nim poradził, gdyby nie sport. – Bieżnia zawsze mnie ratowała, traktowałem ją jako odskocznię – wspominał. Z czasem odnosił coraz więcej lekkoatletycznych sukcesów. Pozwalały mu one podbudowywać samoocenę oraz pewność siebie.

Kiedy zbliżał się do osiemnastego roku życia, na horyzoncie pojawił się jednak kolejny problem. Obawiał się skończenia szkoły, bo potem musiał iść na studia. Ze względu na wyniki sportowe nie miałby co prawda problemu, aby się na nie dostać. Gorzej z utrzymaniem. – W liceum zdarzało mi się płakać, ponieważ bałem się, że w przyszłości zawalę studia i nie będę mógł biegać. Moja mama powiedziała: możesz przejść na zawodowstwo od razu po skończeniu szkoły. Odpowiedziałem: ludzie tak nie robią. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że zostanę prekursorem.

Talent

Po raz pierwszy zachwycił międzynarodową scenę w 2014 roku. Jako siedemnastolatek wygrał bieg na 200 metrów na igrzyskach olimpijskich młodzieży. Był wówczas jedynym zawodnikiem w finale, który złamał granicę 21 sekund. Na przestrzeni kolejnych dwóch lat regularnie wygrywał młodzieżowe imprezy. Najlepszy był choćby podczas mistrzostw świata juniorów w Bydgoszczy, gdzie zgarnął dwa złote krążki – na 100 metrów oraz w sztafecie 4×100.

Takie postępy młodego lekkoatlety sprawiły, że coraz realniejsza stawała się wizja pojechania na igrzyska do Rio de Janeiro. Potrzebował tylko świetnego występu w krajowych kwalifikacjach. Na setkę do awansu sporo mu zabrakło, ale już na dystansie 200 metrów otarł się o olimpijską przepustkę. Zajął czwarte – ostatnie niepremiowane IO – miejsce z czasem 20,09, bijąc 31-letni rekord amerykańskich licealistów.

Niedługo później po raz pierwszy i jak dotąd jedyny, spotkał osobę, którą teraz ściga. Mowa oczywiście o Usainie Bolcie. Jak do tego doszło? Amerykanin udał się na konsultację do Hansa-Wilhelma Muellera-Wohlfahrta, wtedy klubowego lekarza Bayernu Monachium, który współpracuje również z najlepszymi lekkoatletami świata, w tym z Jamajczykiem. Dwójka sprinterów trafiła na siebie w poczekalni. – W tamtym momencie moim największym sukcesem było 4. miejsce na olimpijskich kwalifikacjach, więc on nie wiedział, kim jestem. Podszedłem jednak i rzuciłem: hej, robisz niesamowite rzeczy – wspomina Lyles.

Amerykanin może mówić, że unika porównań z Boltem, ale czasem sam je na siebie sprowadza. Kiedy w 2019 roku pobił rekord Diamentowej Ligi w Lozannie na dystansie 200 metrów (wcześniej należący oczywiście do Jamajczyka), napisał na twitterze: kto to Bolt? Niby nie chciał wykazać się brakiem szacunku, a co najwyżej ciętym dowcipem, ale różnie zostało to odebrane. Sam Usain w wywiadzie z NBC mówił: – Pomyślałem: jak to nie wiesz, kim jestem? Jeśli nie wiesz, kim jestem, uprawiasz zły sport. To pierwsza rzecz, która przyszła mi do głowy. Dzieciaki zawsze takie będą… Ale to zabawne słuchać ich gadek, patrzeć na ich energię […] Pobicie rekordu mityngu nic dla mnie nie znaczy. Jestem zaskoczony, że coś takiego napisał.

Cóż, nie brakowało mu zuchwałości. Przecież miał wtedy 21 lat i nie mógł pochwalić się ani jednym medalem dużej lekkoatletycznej imprezy. To miało jednak zmienić się w Dausze. Postanowił zrezygnować ze ścigania na 100 metrów, skupiając się w pełni na swojej najlepszej konkurencji. Złoto musiało być jego i tak się stało. Amerykański sprinter pobiegł 19,83 w finale, pokonał Andre De Grasse’a i został mistrzem świata. Zapewne nie po raz ostatni.

Dusza

Na Instagramie określa się nie tylko jako sportowiec, ale również artysta oraz raper (znany jako Nojo18). I nie są to wyłącznie słowa rzucane na wiatr. Do miana popularnego wykonawcy wciąż mu daleko, ale stale dba o trzymanie aktywności na SoundCloud. Kawałków sprintera można posłuchać również za pomocą iTunes oraz Spotify’a. Jego najnowszy utwór – “Black Life” skupia się na niedawnych protestach w Stanach Zjednoczonych i śmierci George’a Floyda.

Zainteresowania Amerykanina wykraczają daleko poza muzykę i sport. Zdarzało mu się robić za modela, choćby podczas paryskiego tygodnia mody. Uwielbia rysować oraz własnoręcznie modelować i ubarwiać swoje buty. Choć patrząc na jego kreacje, nie możemy posądzać go o bycie nowym wcieleniem Michała Anioła, widać, że zna się na rzeczy. Jest też wielkim fanem anime, w tym przede wszystkim Dragon Balla. Właśnie za sprawą tej popularnej produkcji podczas mistrzostw w Dausze mogliśmy oglądać go w nietypowym kolorze włosów. Przefarbował się na srebro zainspirowany swoją ulubioną postacią – Son Goku.

Ostatnie miesiące były dla niego ciężkie, bo ze względu na bycie astmatykiem, miał prawo bardziej niż przeciętny obywatel, obawiać się koronawirusa. Jego matka – Keisha – wydzwaniała do syna codziennie, pytając o stan zdrowia. Niestety z racji, że pandemia w Stanach Zjednoczonych wciąż ma się dobrze, dalej nie może spać spokojnie. Szczególnie że Noah nie zamierza się izolować i siedzieć w miejscu do końca roku. Świat sportu zaczyna odżywać, a on chce brać w tym udział.

Ma w końcu duże ambicje. Na przyszłorocznych igrzyskach zamierza zgarnąć komplet medali – na 100 i 200 metrów oraz w sztafecie 4×100. I choć to Christian Coleman (o ile wcześniej nie spotka go dyskwalifikacja) będzie uchodził za faworyta w pierwszej z tych konkurencji, Noah nie jest bez szans. Jego życiówka – 9,86 – robi wrażenie. A że młodszemu z Amerykanów nie brakuje wyobraźni, tudzież ambicji, nie trzeba nikomu tłumaczyć. – Zawsze wiedziałem, że będę biegał też setkę. Miałem sen, w którym zrobiłem 9,41 i pobiłem rekord świata. Było to w półfinale igrzysk olimpijskich, na niebieskiej bieżni.

Podczas imprezy w Tokio sprinterów zobaczymy raczej na ciemno-pomarańczowej nawierzchni. Jednak nie wątpimy, że człowiek renesansu – Noah Lyles – będzie wtedy w znakomitej formie. Czy na tyle dobrej, aby zagrozić wynikom Usaina Bolta? O złamaniu granicy dziewięciu i pół sekundy na jednym dystansie oraz dziewiętnastu sekund na drugim raczej nie ma co myśleć. Za to show, które dla nas przyszykuje, może być przednie.

KACPER MARCINIAK

Fot. Newspix.pl


Subskrybuj
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najlepiej oceniane
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
Fenix
Fenix
1 rok temu

Michael Johnson 200m 19:32 nie 31.

Czesiek
Czesiek
1 rok temu

17 reklam guglowych między akapitami, ale ani jednego zdjęcia lub video osoby opisywanej jako barwny showman, nie licząc tytułowej fotografii.

Aktualności

Kalendarz imprez