Niezrozumiały geniusz? Koszykarz, który postradał zmysły? Kyrie Irving wciąż jest zagadką

Niezrozumiały geniusz? Koszykarz, który postradał zmysły? Kyrie Irving wciąż jest zagadką

Wczoraj ogłoszono, że z powodów rodzinnych – po raz kolejny – opuści kilka meczów. Dzisiaj obchodzi urodziny. Ostatnie z dwójką z przodu. Kyrie Irving, kiedy debiutował w NBA, przemawiał głównie na parkiecie. Ostatnio bardziej mówi się o tym, co robi poza nim. Można odnieść wrażenie, że koszykówkę dawno przestał traktować priorytetowo. 

Jeśli wkrótce ogłosi zakończenie kariery, nikogo tym specjalnie nie zaskoczy. Ale podobnie realistyczny wydaje się scenariusz, w którym za parę miesięcy zostanie mistrzem NBA. Co tak naprawdę siedzi w głowie Amerykanina?

Stworzony do tego

Jak to się wszystko zaczęło? Kyrie Irving po skończeniu edukacji licealnej przeniósł się na uniwersytet Duke, w barwach którego – z powodu kontuzji – rozegrał zaledwie 11 meczów. Do NBA trafił i tak, ale ze względu na krótką karierę uczelnianą, można było zastanawiać się, czy się sprawdzi w nowych realiach. Do czasu.

Bo szybko okazało się, że jest po prostu znakomity.

Zdarza się, że pierwszy sezon młodego koszykarza w NBA bywa mylący. Na początku naturalnie przymykamy oko na powtarzające się błędy oraz złe nawyki, starając się dostrzegać wyłącznie pozytywne strony danego gracza. I liczyć, że to, co złe, zostanie prędzej czy później wyeliminowane. W przypadku Kyrie’ego wątpliwości nie było. Miał umiejętności, a przy tym pewność siebie, której nie da się nauczyć.

Jeśli chodzi o kwestie sportowe – nic się nie zmieniło do dzisiaj.

Były koszykarz, a obecnie ekspert ESPN, Kendrick Perkins nazwał go w 2021 roku “najlepiej wyszkolonym technicznie zawodnikiem” w NBA. Podobnego zdania jest Rod Strickland, gwiazdor lat dziewięćdziesiątych, który nawet uważa, że lepszego od Irvinga nie było nigdy. I nie jest to nawet kontrowersyjna opinia. Pod względem talentu, naturalnych predyspozycji do dyscypliny, to gracz absolutnie wyjątkowy.

I taki, który z łatwością przyciąga do siebie ludzi. Inna sprawa, że przez ostatnie lata bardziej pracował nad tym, aby sporo z nich od siebie odepchnąć.

Nic nie jest tak proste, jak się nam wydaje

Nie zawsze się wyróżniał. Albo inaczej: nie zawsze pokazywał, jaki jest naprawdę. Podczas pierwszych sezonów gry w NBA miał reputację może nie milczka, ale gościa, który nie lubi lub nie musi mówić za dużo. Jego jedynym grzechem było to, że cóż, zbyt wielu meczów nie wygrywał. Wszystko jednak miało się zmienić wraz z przybyciem LeBrona Jamesa. W 2014 roku zespół z Cleveland, wzmocniony najlepszym koszykarzem na świecie, wrócił na mapę NBA.

Irving, który przez trzy lata grał pierwsze skrzypce w słabej ekipie, nagle miał pełnić drugoplanową rolę w mocnej. Jak na to zareagował? Nie dał po sobie poznać, że coś jest nie tak. Ale po latach przyznał, iż nie do końca podobało mu się, że James zmienił go w roli lidera zespołu. – Chciałem być gościem, który poprowadzi nas do mistrzostwa. Chciałem być numerem jeden. Musiałem zadzwonić do LeBrona i przeprosić go, za bycie młodym zawodnikiem, który chciał mieć wszystko dla siebie.

Mimo ukrywanych żali ambitnego zawodnika, Cavaliers błyskawicznie stali się jedną z najlepszych drużyn w lidze. A w 2016 roku, po pasjonujących finałach z Golden State Warriors, sięgnęli po mistrzostwo. LeBron i Kyrie, choć ich style gry w teorii się nie uzupełniały, bo obaj lubili mieć piłkę w rękach, byli głównymi autorami tego sukcesu.

Oczywiście starszy z koszykarzy miał więcej do powiedzenia, notował lepsze statystyki, ale młodszy nie miał problemu, by trafić ważny rzut w końcówce. Albo całkowicie zdominować mecz w ofensywie. Bywało nawet, że całkiem skutecznie bronił Stephena Curry’ego z Warriors. Określmy to w ten sposób – Irving zagryzał zęby i idealnie wpisywał się w rolę Robina dla swojego Batmana.

Ale ten stan rzeczy nie mógł utrzymać się za długo. Utalentowany rozgrywający, który na koncie miał już nie tylko mistrzowski tytuł, ale i złoty medal olimpijski wywalczony w Rio de Janeiro, w końcu chciał mieć zespół dla siebie. Zażądał transferu, po czym trafił do Boston Celtics.

Głośno o nim zrobiło się jednak na dobrą sprawę parę miesięcy wcześniej. Wszystko przez słowa, które wypowiedział w podcaście “Road Trippin”. – To nie jest teoria spiskowa. Ziemia jest płaska – widzę to na własne oczy. Mówię wam, oni nas okłamują.

W 2018 roku z grona płaskoziemców się wypisał – przeprosił za swoje teorie, tłumacząc je tym, że towarzyszy mu naturalna ciekawość świata. Nie znaczy to jednak, że koszykarz zamilknął i przestał wzbudzać kontrowersje. Wręcz przeciwnie – kiedy występował w Bostonie, miejscowi dziennikarze wiedzieli, że co jak co, ale konferencji z jego udziałem omijać nie wypada.

Przejście na dietę wegańską tłumaczył tym, że steki wołowe nie pochodzą z żadnego naturalnego źródła. Kiedy życzono mu szczęśliwego Święta Dziękczynienia, odparł “pieprzyć Święto Dziękczynienia”. Mówił, że medytacja pomogła mu zbliżyć się do Nikoli Tesli. Sugerował, że w Bostonie przydałby się weteran, który spędził 14 czy 15 lat w NBA (mimo tego, że takich koszykarzy można policzyć na palcach dwóch rąk).

Generalnie – Irving odlatywał coraz dalej, i dalej. To wszystko zostałoby mu jednak pewnie wybaczone, gdyby odnosił sukcesy zespołowe. A tak nie było. Nie wpasował się w rolę lidera drużyny z Bostonu – ba, momentami bardziej dzielił, niż łączył. I kiedy w 2019 roku znowu zmienił barwy klubowe, przechodząc do Brooklyn Nets, nikomu w stanie Massachusetts z tego powodu specjalnie przykro nie było.

Jak daleko zajdzie Wielka Trójka?

Po tym, jak Nets pozyskali Jamesa Hardena, a po kontuzji kolana do zdrowia wrócił Kevin Durant, Kyrie’ego trudno uznać za najlepszego zawodnika w Nowym Jorku. Znowu znalazł się więc w sytuacji, która, podobno, nie jest dla niego komfortowa. Nie gra pierwszych skrzypiec. Jest co najwyżej jednym z trzech liderów. Wydaje się jednak, że tego typu rzeczy przestały mieć dla niego znaczenie.

Zbliżający się do trzydziestki Irving coraz mocniej zaczyna korzystać ze swoich zasięgów oraz możliwości. W czasach pandemii przeznaczył około 1,5 miliona dolarów na rzecz pauzującej ligi WNBA oraz jej koszykarek oraz podarował ponad pół miliona dla “Feeding America” oraz nowojorskich banków żywności. Angażował się też mocno w sprawy społeczne. Jak wielu kolegów po fachu – wspierał ruch Black Lives Matter. I to nie tylko słowami, bo kupił dom rodzinie zmarłego na skutek “interwencji” policjantów George’a Floyda.

O ile kwestionować szczodrości Irvinga się nie da, tak w ostatnich miesiącach nietrudno było odnieść wrażenie, że nie jest już tak zapatrzony w koszykówkę. Przed sezonem 2020/2021 wszedł na wojenną ścieżkę z dziennikarzami – uznając, że nie będzie brał udziału w konferencjach prasowych. Najpierw oznajmił, że nie rozmawia z “pionkami”. A potem opublikował oświadczenie na swoich social mediach.

– Jestem zdeterminowany do pracy, gotowy do rywalizacji i wygrywania tytułów z moimi kolegami z drużyny i innymi członkami organizacji. Moim celem na ten sezon jest sprawienie, że moja praca i gra będą mówić same za siebie. Życie było trudne w ostatnim czasie. I sprawiło, że powinienem, powinniśmy iść w innym kierunku. Tak więc, to jest początek tej zmiany – czytamy.

Władze NBA nie dały się jednak przekonać. Irving musiał zapłacić grzywnę. I szybko wrócił do rozmów z mediami, zaznaczając, że choć chodziły takie pogłoski, słowo “pionki” nie było kierowane do nich.

Kibice Nets mogli mieć nadzieję, że na tym skończą się “problemy” Irvinga. I zrobi tak, jak powiedział – czyli znowu będzie przemawiał wyłącznie swoją grą. Ale niestety – nie trzeba było długo czekać na jego kolejne ekscesy. Po styczniowym ataku na Kapitol, który przeprowadzili zwolennicy Donalda Trumpa, koszykarz Brooklyn Nets… zniknął. Kontaktu nie miał z nim ani trener, ani reszta pracowników klubu, ani koledzy z drużyny. Niedługo później wypłynęło wideo, na którym Amerykanin imprezował ze swoją rodziną.

W mediach grzmiało. Naczelny dziennikarz ESPN, Stephen A. Smith, nie miał wątpliwości – mówił, że Irving powinien po prostu skończyć karierę. I nie należy się nim przejmować, bo zwyczajnie nie jest już zainteresowany graniem w koszykówkę.

Ostatecznie jednak – po dwóch tygodniach nieobecności – Kyrie wrócił do zespołu. I wcale nie było na nim “rdzy”. Grał świetnie, w swoim stylu – czyli efektownie i efektywnie. A Brooklyn Nets, ze względu na to, że Harden i Durant też brylowali, w oczach ekspertów stali się jednymi z głównych kandydatów do mistrzostwa.

Problem jest jednak taki, że na razie doskwiera im pech – z powodu problemów zdrowotnych na kilka tygodni z gry wypadł Kevin Durant. A w ciągu najbliższych dni będą musieli radzić sobie z kolejną nieobecnością. Jak poinformowali amerykańscy dziennikarze – Irving nie wystąpi w trzech wyjazdowych spotkaniach Nets. Powód? Sprawy rodzinne. Choć oczywiście można spekulować, że podobnie jak w styczniu, zmaga się z gorszym samopoczuciem i potrzebuje czasu dla siebie (jak to wtedy określał).

Jak długo to potrwa?

Trudno w to uwierzyć, ale cały czas mówimy o koszykarzu, który zdobywa średnio 28,1 punktów na mecz. A jeśli chodzi o drybling, balans, czy umiejętność kreacji rzutu – jest absolutnie niedościgniony. W momencie, gdy znajduje się na parkiecie, robi to, co umie najlepiej. Inna sprawa, że ostatnio coraz częściej przebywa poza nim.

Co siedzi w Irvingu? Czy faktycznie traci motywację do gry w koszykówkę? Jak wiele w jego zachowaniu jest troski o losy świata oraz empatii, jeśli chodzi o problemy społeczne, a jak wiele niedojrzałej postawy, która pozwala mu – jakby nie patrzeć – nie wywiązywać się z milionowego kontraktu, jaki podpisał ze swoim pracodawcą?

Wokół Kyrie’ego krążą dziesiątki pytań. A my kompletnie nie znamy na nie odpowiedzi. Możliwe, że w lipcu sięgnie po mistrzostwo, a w NBA będzie grał jeszcze wiele lat. Możliwe też, że już wkrótce poświeci się sprawom, które są dla niego ważniejsze. Przecież m.in. przykład Mayi Moore, która porzuciła koszykówkę, aby walczyć o wyciągnięcie z więzienia niesłusznie skazanego człowieka, uświadomił nas, że współczesne gwiazdy sportu naprawdę mają wybór.

KACPER MARCINIAK

Fot. Newspix.pl


Subskrybuj
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze Najlepiej oceniane
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
Prokurator
Prokurator
25 dni temu

Piszesz dobre felietony, ale napisz mi czemu w zdaniu “I to nie tylko słowami, bo kupił dom rodzinie zmarłego na skutek “interwencji” policjantów George’a Floyda” użyłeś cudzysłowiu, bo nie rozumiem. Piszesz dobre felietony, bo piszesz na czym się znasz. Na tym co zacytowałem, najwyraźniej jednak nie, więc resztę sobie sam dopowiedz.

Aktualności

Kalendarz imprez