Niewiadoma bez medalu, wszystkie oczy na Kwiato

Niewiadoma bez medalu, wszystkie oczy na Kwiato

W Imoli gwiazdą numer 1 została Anna van der Breggen, która ustrzeliła dublet i do złota w czasówce dziś dorzuciła mistrzostwo świata ze startu wspólnego. Polka dojechała do mety w trzeciej grupce, której pozostawała walka o miejsca w czołowej dziesiątce, bo podium zostało już zagospodarowane. Pozostaje nam umiarkowana radość z siódmej pozycji.

Katarzyna Niewiadoma miała w tym sezonie naprawdę wysoką formę. Takie przekonanie wynikało z pięknej walki na mistrzostwach Europy, zakończonej zresztą brązowym medalem. Potwierdziła ją również podczas kobiecego Giro d’Italia, gdzie zajęła drugie miejsce w klasyfikacji generalnej, trzecie w punktowej. W czołowej trójce również ukończyła dwa etapy Giro Rosa. Trudno się dziwić zatem, że stawiono ją w gronie faworytek do medalu. Podczas Giro Rosa miała odpaść z grona pretendentek do tytułu Annemiek van Vleuten, która złamała nadgarstek i nie ukończyła tej prestiżowej wieloetapówki. Mówiło się, że nie będzie w stanie pojawić się na starcie w Imoli. A jednak dała. Ścigała się się w opatrunku na lewym przedramieniu i wywalczyło srebro ścigając się na finiszu z reprezentantką gospodarzy Elisą Longo Borghini.

Van de Breggen uciekła na 50 km przed metą. Na jednym z dwóch sztywnych i niezbyt długich podjazdów, po wchłonięciu ucieczki, z peletonu poszedł odskok. Holenderka jednak narzuciła takie tempo, kiedy szarpnęła na największej stromiźnie, że nikt z peletonu nie był w stanie odpowiedzieć i pognała do mety przez nikogo nie niepokojona.

30-latka to jedna z największych gwiazd kobiecego kolarstwa. To jej drugi tytuł na szosie, pierwszy zdobyła dwa lata temu w Innsbrucku. Ma złoto olimpijskie z Rio de Janeiro 2016 i brąz wywalczone tamże w jeździe na czas. Zapowiada koniec karierę po przyszłorocznym sezonie. To czwarte z rzędu mistrzostwo świata zdobyte dla Holandii. Dwa złote medale na jednym czempionacie ostatni raz zawisły na szyi Jeanie Longo w 1995 roku.

– To niesamowite. To był naprawdę ciężki wyścig i walka szła od samego początku. Te podjazdy były trudne, a na przedostatniej rundzie poczułam, że mam moc i chwilę o tym porozmawiałyśmy na przedzie peletonu. Chciałyśmy utrudnić reszcie ten wyścig. Zatem tak się stało – powiedziała Van de Breggen. – Wiedziałam, że na ostatnim okrążeniu wszystkie dziewczyny będą już zmęczone i ciężko będzie zrobić różnicę na podjeździe, więc odskoczyłam, ale wciąż do mety było bardzo daleko. Nie myślałam nawet o Innsbrucku. Tutejsza trasa była całkiem inna, miała trochę płaskich odcinków. Nie spodziewałam się. To niewiarygodne. Ten sezon był niesamowity. Czuję się zmęczona, ale jak dotąd ten sezon dla mnie jest bardzo udany – dodała.

Grupka z Kasią Niewiadomą finiszowała dwie minuty po zwyciężczyni. Polce już nie wystarczyło pary na finisz i czwartą na mecie była Marianne Vos z Holandii. Holenderki miały trzy zawodniczki w TOP4…

Panie miały do pokonania 143 km na 28-kilometrowej pętli (pięć okrążeń). Start i metę usytuowano na Autodromo Internazionale Enzo e Dino Ferrari w Imoli. Każdą pętlę urozmaicały dwa sztywne podjazdy – Mazzolano(długość 2,2 km, średnie 7% i maksymalne nachylenie 11% oraz Cima Gallisterna (2,3 km, średnie nachylenie 7%, a największa stromizna to 14 procent). Pokonanie tej trasy wiązało się z deniwelacją 2800 m.

Jutro ze startu wspólnego powalczą mężczyźni. To ostatnia szansa na medal dla Polski. Oczywiście wszyscy bardzo liczymy na Michała Kwiatkowskiego, który jest liderem reprezentacji. U boku będzie miał dwóch fachowców jakich mało, czyli Michała Gołasia i Łukasza Owsiana, do tego Macieja Paterskiego, Stanisława Paterskiego i Kamila Małeckiego.

Do przejechania będzie 258 km. Wszystko w nogach naszej ekipy, jej głowach i szczęściu. Kandydatów do przejęcia tęczowej koszulki będzie wielu. U mężczyzn to grono jest naprawdę liczne i nie tak jak u kobiet z góry wiadomo, że wygra któraś z Holenderek. Kwiato ma już w dossier mistrzostwo świata i wie jak je zdobyć. Aby powtórzyć sukces z Ponferrady 2014 trzeba będzie nie tylko łutu, ale całej góry szczęścia, a tych w Apeninach nie brakuje.

Na Michała Kwiatkowskiego liczymy nie tylko ze względu na liczbę dowodów, że ścigać się potrafi. Tu chodzi również o to, co pokazał na Tour de France. Jeśli zdołał się zregenerować, jeśli utrzyma tak dobrą dyspozycję i wykorzysta ukształtowanie trasy, na pewno będzie liczył się w walce o medale.

DARIUSZ URBANOWICZ


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez