Nie tylko gwiazdy. Młodzi polscy lekkoatleci błyszczą w przejściowym sezonie

Nie tylko gwiazdy. Młodzi polscy lekkoatleci błyszczą w przejściowym sezonie

Memoriały Kamili Skolimowskiej, Ireny Szewińskiej czy Janusza Kusocińskiego, parę mityngów Diamentowej Ligi oraz impreza szeroko określana jako docelowa, czyli mistrzostwa Polski. Nasi lekkoatleci większość najważniejszych testów mają już za sobą – czas zatem na powolne wyciąganie wniosków. Co rzuca się na pierwszy plan? Oczywiście dobra forma naszych największych gwiazd, ale warto wspomnieć też o występach młodych zawodników oraz tych, którzy postawili kolejny krok na drodze do sukcesów.

Jest zdrowie, jest forma

Cztery lata temu na igrzyskach w Rio de Janeiro zaskoczyła wszystkich. Podczas eliminacji pobiła wieloletni rekord Polski (67,11 metrów), a w finale niemal sięgnęła po medal. Do wielkiego sukcesu zabrakło jej zaledwie dwóch centymetrów, a to jak na rzut oszczepem naprawdę niewiele. W kolejnych latach znakomicie zapowiadająca się kariera Marii Andrejczyk została zastopowana przez kontuzje. Bieżący sezon jednak jasno pokazuje – lekkoatletka wraca na właściwe tory.

Nieźle było już podczas pierwszego letniego startu w Spale, kiedy rzuciła 62 metry. W kolejnych dwóch zawodach utrzymywała ten poziom, a następnie we Włocławku sięgnęła po złoty medal mistrzostw Polski. Prawdziwą petardą popisała się zaś dopiero na Memoriale Kamili Skolimowskiej w Chorzowie. Występ Andrejczyk mógł wam nieco umknąć wobec tego, co zrobił Johannes Vetter, ale odległość 65,70 to jej drugi najlepszy wynik w karierze, gorszy tylko od tego z Rio.

A jeszcze niedawno wcale nie było pewne, że w tym roku pojawi się na stadionie. – Przed sezonem miałam mieszane uczucia, tuż po operacji stawu skokowego myślałam, że może nawet nie będę startować. Natomiast jak już się to stanie, to będę rzucać w granicach 55-58 metrów. W lipcu na obozie w Cetniewie rzuciłam jednak 62,5 metra, co stanowiło ogromne zaskoczenie dla mnie i dla trenera. Tak że zorientowałam się, że coś fajnego może z tego wyjść. Potrzebowałam czterech startów, aby to poukładać, a w piątym – w Chorzowie – wszystko zaskoczyło – mówiła.

O dobrej formie zawodniczki Grupy Sportowej ORLEN rozmawiamy z Tomaszem Spodenkiewiczem, statystykiem lekkoatletycznym prowadzącym konto Athletics News na Twitterze: – Maria powiedziała w jednym z wywiadów, że spodziewa się 65 metrów w tym roku rzucić. I słusznie się spodziewała, bo ma ten jeden wynik – 65,70 z Chorzowa. Cieszy fakt, że wróciła do formy i widać, że ona sama cieszy się tym rzucaniem. Nie stresuje się, nie zamartwia i wtedy zaczyna jej to najlepiej wychodzić. A światowa konkurencja w rzucie oszczepem kobiet do jakoś strasznie mocnych nie  należy. Wynik w granicach 65-67 metrów na ostatnich imprezach dawał medal. 

Nie sposób nie myśleć też o nowym rekordzie Polski. W końcu do jego poprawienia Andrejczyk w Chorzowie zabrakło mniej niż półtora metra. Jak jednak sama podkreślała po Memoriale Skolimowskiej, takie prognozy należałoby odłożyć w czasie. – Nie jestem gotowa w tym roku na rekord Polski, choć z niektórymi trenerami rozmawiałam i mówili, że mnie na to stać. Wiem jednak, że nie przepracowałam tego sezonu na tyle, żebym mogła rzucić tak daleko. Natomiast 65,70 – dla mnie bomba. Mam nadzieję, że zdrowie dopisze i będę mogła być jeszcze mocniejsza – mówiła.

Na dobrej drodze

Żaden polski lekkoatleta w porównaniu do poprzedniego sezonu nie zanotował takiego postępu w wynikach jak Katarzyna Furmanek. Polska młociarka w 2019 roku rzucała regularnie poniżej granicy 70 metrów, a w ostatnich tygodniach… regularnie ją łamała. Najlepszy wynik oraz nową życiówkę zanotowała w sierpniu na mityngu w Kielcach – 73,61.

Natomiast podczas mistrzostw Polski to ona, a nie medalistki wielkich imprez Malwina Kopron oraz Joanna Fiodorow, sięgnęła po złoty medal. I nie mówimy tu o jednej szczęśliwej próbie. Aż czterokrotnie przekraczała bowiem wspomniane 70 metrów.

Furmanek oczywiście daleko do wieku juniorskiego, w tym roku skończyła 24 lata. Ale z racji, że mówimy o rzucie młotem, należy ją rozpatrywać jako wciąż młodą zawodniczkę, ze sporym polem do rozwoju. – Ten postęp czterech metrów, w porównaniu do ubiegłego sezonu, to naprawdę dużo w rzucie młotem. Wiadomo, że nie mówimy jeszcze o poziomie, który pozwalałby na walkę o medale. Mamy w każdym razie cztery zawodniczki, licząc na powrót Anity Włodarczyk, które startują na dobrym poziomie. Jestem bardzo ciekaw, jak się ułoży walka o trzy miejsca na igrzyska w Tokio – mówi Spodenkiewicz.

Mijają lata, nie zmienia się nic – Polska nadal stoi młotem. Dobrobytu nie uświadczymy zaś w skoku wzwyż. W tej konkurencji nie brakuje nam wspaniałych tradycji, ale na obecny moment trudno mówić o zawodnikach liczących się na światowej scenie w kontekście walki o medale. W obliczu problemów zdrowotnych Sylwestra Bednarka, światełko w tunelu stanowi jednak Norbert Kobielski.

Zawodnik z rocznika 1997 startował w tym sezonie regularnie i oczywiście bez większych problemów wygrał mistrzostwo Polski, z wynikiem 2,26. Lepszy wynik zanotował tylko na zawodach w Płocku, kiedy skoczył 2,28, jeden centymetr gorzej od swojego rekordu życiowego. W jego przypadku może cieszyć regularność, choć – mimo wielu prób – wciąż nie udaje mu się przekroczyć magicznej bariery dwóch metrów i trzydziestu centymetrów.

– Warto pamiętać, że jeszcze kilka startów przed nim, więc może uda mu się złamać te 2,30 – mówi Spodenkiewicz. – Miał ostatnio kilka prób na tych wysokościach, gdzie do powodzenia wiele nie brakowało. To jest wciąż młody zawodnik. Czeka go w przyszłym roku walka o wyjazd na igrzyska, ale nawet skakanie 2,28 w dobrych zawodach daje szansę na kwalifikację.

Statystyk lekkoatletyczny podkreśla też inną kwestię. – Trzeba liczyć na szybki i udany powrót Sylwestra Bednarka, bo jak wiemy – rywalizacja napędza. Zawsze jak dwóch zawodników w kraju jest na podobnym poziomie i się ściga, to można oczekiwać, że doda im to motywacji, aby się poprawiać.

W znakomity sposób letni sezon zaczęła Karolina Kołeczek. Zawodniczka Grupy Sportowej ORLEN pod koniec lipca pobiegła 11,36 w biegu na 100 metrów. W tamtym momencie był to najlepszy wynik w kraju w tej konkurencji, potem oczywiście poprawiła go Ewa Swoboda. Kołeczek  zamierzała przełożyć tę formę również na swoją specjalność –  100 metrów przez płotki – ale z różnych przyczyn nie do końca jej się to udało. Najszybciej pobiegła na sierpniowym mityngu w Bydgoszczy – 12,98.

Spodenkiewicz: – W związku ze świetnym występem na płaskim, oczekiwania na dobre wyniki w płotkach były naprawdę spore. Choć niestety przydarzyły się problemy zdrowotne, więc nie udało się do nich w pełni nawiązać. Zresztą doszły też problemy organizacyjne: co do tego, gdzie może startować, bo podróżowanie po Europie nie jest obecnie najwygodniejsze. 

Najlepszy wynik Kołeczek w karierze wciąż zatem pochodzi z czerwca tego roku – 12,75. Jeśli byłaby w stanie regularnie biegać na tym poziomie, powinna liczyć się na europejskiej, czy nawet światowej scenie. Ale takie popisy w sprincie jasno pokazują, że może zejść z tym wynikiem jeszcze niżej. Spory potencjał drzemie też w Klaudii Siciarz z rocznika 1998, której z powodu kontuzji w tym sezonie nie oglądaliśmy. Jest oczywiście też 19-letnia Pia Skrzyszowska, która jednak ostatnio częściej startowała w biegu na 100 metrów niż na płotkach. Podczas mistrzostw Polski przegrała tylko z Ewą Swobodą.

Młodzi nie śpią

Jeśli mielibyśmy przywołać jeden moment z minionych mistrzostw Polski, który szczególnie zapadł nam w pamięć, byłby to występ Krzysztofa Różnickiego. 17-letni zawodnik nie mógł uchodzić za faworyta do zwycięstwa na dystansie 800 metrów. I to nawet jeśli weźmiemy pod uwagę nieobecność Adama Kszczota oraz Marcina Lewandowskiego. Ale to w jego ręce trafiło złoto, a moment po przecięciu linii mety w eliminacjach, kiedy zbił piątkę z Michałem Rozmysem, za kilka lat będzie można uznać za kultowy.

Trudno się nie zgodzić z tym, że polska lekkoatletyka ma do czynienia z prawdziwą perełką. – Ostatni przypadek, w którym tak młody zawodnik był mistrzem seniorów na MP, miał miejsce ponad dziewięćdziesiąt lat temu – zauważa Spodenkiewicz. – Naprawdę takich talentów nie mieliśmy w historii zbyt wiele. Bać się można – w kontekście przyszłości – tego, że konkurencja na świecie na 800 metrów jest bardzo mocna. Natomiast on w tym wieku wykręca takie wyniki, że być może za kilka lat będzie w stanie wygrywać z najlepszymi czarnoskórymi biegaczami.

Na tym nie kończy się temat notujących świetne wyniki lekkoatletów urodzonych po 2001 roku. Warto bowiem wspomnieć o 18-letnim Oliwerze Wdowiku, który w lutym tego roku został halowym mistrzem Polski na dystansie 200 metrów. Specjalizuje się też w dwukrotnie krótszym dystansie. W jego wieku żaden polski zawodnik nie biegał szybciej na setkę, nawet Marian Woronin. Podczas dzisiejszego mityngu w Radomiu nastolatek przeciął bowiem linię mety z czasem 10,45 (18-letni Woronin  10,47).

– Wdowik miał w miarę modelowy rok. Widać progres. Bardzo ładnie technicznie biega w hali, więc liczę na dobre występy w sezonie halowym. W przypadku juniorów szczególnie szkoda odwołania tych imprez mistrzowskich. Oliwer Wdowik w przyszłym roku nadal będzie juniorem, ale szkoda, że tych dobrych wyników nie udało się przekuć w medale. Ciekawe, czy będą jakieś próby wkomponowania go do sztafety męskiej 4×100.

Ta kwestia interesuje nas szczególnie, bo przecież wyniki w polskim sprincie w ostatnim czasie prezentują się naprawdę solidnie. Kto wie, może Oliwer Wdowik wraz z Przemysławem Słowikowskim, Remigiuszem Olszewskim czy Dominikiem Kopeciem stworzą liczącą się na poziomie europejskim sprinterką czwórkę.

Z przymrużeniem oka

Cały czas mówimy o sezonie przejściowym, pandemicznym, podczas którego nie odbywają się żadne szczególnie istotne imprezy. Warto o tym pamiętać zarówno w przypadku zawodników pokazujących się z dobrej strony, jak i tych, którzy wynikami nie błyszczą. Zwyczajnie mają prawo potraktować ten okres, jako choćby okazję do pewnego odpoczynku i naładowania baterii. Bo w końcu to, co najważniejsze, dopiero w przyszłym roku.

Nie będziemy jednak ukrywać, że po Konradzie Bukowieckim dało się tego lata spodziewać nieco  więcej. Zresztą sam zawodnik nie jest z siebie specjalnie zadowolony. Podkreślał żartobliwie, że jego forma jest słaba, ale stabilna. Oczywiście granicę dwudziestu metrów przekraczał zazwyczaj bez problemu, ale to nic w porównaniu do Michała Haratyka, po którego pchnięciach kula lądowała czasem niewiele przed dwudziestym drugim metrem. Nie mówimy nawet o popisach Ryana Crousera. Amerykanin jednak oczywiście odstaje nie tylko od Polaków, ale i całej światowej stawki.

Częstej nieobecności na dystansie 800 metrów Adama Kszczota i Marcina Lewandowskiego nie wykorzystywał w ostatnich tygodniach Mateusz Borkowski, czyli zawodnik, który jeszcze na początku 2020 roku uchodził bez wątpienia za trzeciego z najlepszych polskich średniodystansowców. Podczas mistrzostw Polski dwukrotnie przegrał jednak z Michałem Rozmysem (również na 1500 metrów), musiał też uznać wyższość wspomnianego Różnickiego. 23-latek, który w 2018 roku zajął 5. miejsce na seniorskich mistrzostwach Europy, ma zapewne apetyt na lepsze wyniki.

Warto jeszcze wspomnieć o Cyprianie Mrzygłodzie, choć w jego przypadku nie można zapominać o ciągnących się problemach zdrowotnych. Z drugiej strony 22-letni oszczepnik ostatnimi czasami startował regularnie. I  na żadnych zawodach nie był w stanie zagrozić dobrze dysponowanemu Marcinowi Krukowskiemu. Ani razu nie przekroczył granicy 80 metrów, a przecież jego rekord życiowy z ubiegłorocznej imprezy w Gavle to aż 84,97.

– Oczywiście, że w przypadku tych trzech zawodników wyniki nie są rewelacyjne. Jednak gdyby w tym roku odbywały się igrzyska, to same przygotowania mogłyby wyglądać inaczej. I startowaliby oni na swoim właściwym poziomie. Ale tak, najważniejszy jest przyszły rok. Czasami też w rozwoju zawodnika jest potrzebny taki mały przestój i czas na spokojniejsze starty. To może później zaprocentować – dodaje Spodenkiewicz.

Szczególnie że w kontekście 2021 roku mówimy nie tylko o igrzyskach w Tokio, ale też halowych mistrzostwach Europy w Polsce oraz halowych mistrzostwach świata. Ważnych imprez będzie naprawdę sporo. Liczymy zatem, że gorsze występy Bukowieckiego, Mrzygłoda i Borkowskiego odejdą wtedy w zapomnienie. A choćby Andrejczyk czy Furmanek wejdą w rok olimpijski z taką mocą, jaką cieszą się obecnie.

KACPER MARCINIAK

Fot. Newspix.pl


Subskrybuj
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najlepiej oceniane
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
Uroda
Uroda
12 dni temu

Ładna twarz Andrejczyk.

Stan
Stan
10 dni temu

Ja zauważyłbym także mistrzynię Polski w trójskoku Karolinę Młodawską. 13.55 to już solidny wynik. A wygrała także w skoku w dal na Halowych Mistrzostwach Polski. Robi duże postępy.

Aktualności

Kalendarz imprez