Nie możesz wygrać ich wszystkich. Porażka Igi Świątek w deblu

Nie możesz wygrać ich wszystkich. Porażka Igi Świątek w deblu

Nie będzie dwóch wielkoszlemowych finałów dla Igi Świątek. Polska tenisistka w parze z Nicole Melichar przegrała w półfinale deblowego Roland Garrosa z Desirae Krawczyk oraz Alexą Guarachi 6:7, 6:1, 4:6. Mecz należał do wyrównanych, poza drugim setem, w pełni zdominowanym przez polską parę. W kluczowych momentach rywalki zachowały jednak więcej zimnej krwi.

Kiedy jakakolwiek tenisistka znajduje się w takiej formie jak ostatnio Iga Świątek, trudno nie uznawać jej za faworytkę każdego meczu, w którym występuje. W piątkowe popołudniowe polska zawodniczka wyszła co prawda do gry deblowej, gdzie o sukcesie decyduje dobra postawa dwóch jednostek. Dotychczas taką właśnie jednak oglądaliśmy – bo Polka wraz z Amerykanką przed półfinałem nie straciły w turnieju Roland Garros ani seta. 

Zatem, o ile ich półfinałowe przeciwniczki – Desirae Krawczyk oraz Alexa Guarachi – również wyglądały ostatnio mocno (one oddały tylko jednego seta), to polsko-amerykańska para mogła spokojnie poszczycić się mianem faworytek. Szczególnie że to Melichar – jako jedyna z czwórki tenisistek – poznała już smak grania w półfinałach czy finałach wielkich imprez.

Dobre złego…

Początek meczu zapowiadał doskonale znany nam ostatnio scenariusz: spacerek w wykonaniu Igi. Po tym jak doszło do kolejnego przełamania wraz z Melichar prowadziły już 5:2 w gemach. Pozostał zatem tylko jeden krok.

Ale niestety, choć nic tego nie zapowiadało, amerykańsko-chilijska para zaczęła odrabiać straty. Obraz gry zmienił się diametralnie, a kwintesencją tego, był gem przy stanie 5:5 – wygrany przez Krawczyk i Guarachi do zera. Po chwili jednak duet Świątek-Melichar niemal równie szybko zagarnął swoje podanie. I mieliśmy tiebreak.

W nim inicjatywa stała po stronie rywalek Polki. Grały pewniej, mocniej serwowały, widocznie lepiej czuły się na korcie. Stało się zatem coś, czego jeszcze w tym turnieju – singla czy debla – nie było: Iga Świątek przegrała seta.

Po chwili mieliśmy jednak nowe rozdanie, wszystko zaczęło się od początku. A Polka oraz Amerykanka widocznie zapomniały o poprzednich niepowodzeniach. Co tu dużo gadać: po prostu dominowały. Zanim się obejrzeliśmy miały przewagę dwóch gemów. Potem trzech. I nagle wygrały 6:1. Należało zatem zrobić jedną rzecz – utrzymać taką dyspozycję w kolejnym secie.

Dzieje się!

Ten okazał… się prawdziwym roller-coasterem. Serio, czasami nie wiedzieliśmy, co się dzieje. Zaczęło się co prawda zwyczajnie – od wymiany wygranych podań i stanu 1:1. Ale potem oglądaliśmy przełamanie za przełamaniem. Działy się naprawdę ciekawe rzeczy, szczególnie kiedy Guarachi oraz Krawczyk ukradły serwis i doprowadziły do remisu 3:3, aby po chwili błyskawicznie przegrać gema do zera!

Nie wpłynęło to jednak na ich morale, bo następnie znowu wyrównały stan rywalizacji (4:4). I niestety – poszły za ciosem. Nie było mowy o grze do jednej bramki, bo oglądaliśmy wiele pasjonujących wymian, ale to ostatecznie Amerykanka i Chilijka mogły cieszyć się ze zwycięstwa. Ostatniego, decydującego gema rozpoczęły od prowadzenia 40:0. Mimo niemałych starań Świątek oraz Melichar nie zdołały już doprowadzić do równowagi.

Z polskiej tenisistki oczywiście i tak wszyscy powinniśmy być dumni. Przez długi czas grała na dwa fronty i robiła to piekielnie skutecznie. Finał oraz półfinał wielkoszlemowej imprezy to naprawdę wielka sprawa. Trzymajmy się zatem tego, że dzisiaj Polka zaliczyła porządną rozgrzewkę przed jutrzejszym decydującym pojedynkiem. Dajesz, Iga!

Fot. Newspix.pl

 


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez