Nie ma Wielkiego Szlema! Miedwiediew pokonał Djokovicia

Nie ma Wielkiego Szlema! Miedwiediew pokonał Djokovicia

To miał być wieczór wielkiego triumfu Novaka Djokovicia. Wieczór, w którym stanie się drugim w historii ery Open tenisistą z Wielkim Szlemem na koncie. Tym klasycznym, zdobytym w jednym sezonie. Przy okazji miał też wygrać 21. tytuł tej rangi, wyprzedzając Rafę Nadala i Rogera Federera. Gdyby mu się udało, każdy zapomniałby już o porażce na igrzyskach, którą tak długo omawiano. Zepsuć ten wieczór mogła tylko jedna osoba – Daniił Miedwiediew. I Rosjanin dokładnie to zrobił. Zagrał genialne spotkanie, wygrał w trzech setach i zdobył pierwszy wielkoszlemowy tytuł w karierze. 

Przed meczem

Dwa lata temu – po fantastycznym, pięciosetowym meczu – przegrał w Nowym Jorku z Rafą Nadalem. Pokazał się jednak z doskonałej strony i wielu widziało w nim gościa, który wkrótce zostanie mistrzem wielkoszlemowym. W 2020 roku nie doszedł jednak do finału ani razu. Ale 2021 rozpoczął właśnie od meczu o tytuł – w Australian Open Daniił Miedwiediew zmierzył się z Novakiem Djokoviciem. Eksperci stawiali go nawet w roli faworyta, on jednak nie stanowił dla Serba żadnego zagrożenia. Postawił się tylko w pierwszym secie. W dwóch kolejnych Novak ogrywał go łatwo. Z perspektywy Rosjanina i jego kibiców był to spory zawód.

Tym razem wydawało się jednak, że Daniił szansę ma ogromną. Djoković od początku turnieju wyglądał nie do końca jak on. W czterech meczach poprzedzających finał przegrywał pierwszego seta, dopiero potem się budził. W półfinale, w którym mierzył się z Saschą Zverevem, oddał rywalowi nawet dwa. Ale wygrał. Wydawało się, że znów, jak to on – rozkręca się z czasem i w  najważniejszych momentach gra najlepiej. Dlatego przed finałem można było podejrzewać, że będzie bardzo groźnym rywalem dla Miedwiediewa. Ten jednak miał za sobą świetny turniej. Dominował w każdym meczu. Oddał tylko jednego seta w sześciu spotkaniach, ale trzeba było zauważyć, że nie napotykał rywali z najwyższej półki.

Finał miał więc być dla Rosjanina prawdziwym sprawdzianem. To samo jednak można by napisać o Djokoviciu. On miał zmierzyć się nie tylko ze znakomicie dysponowanym przeciwnikiem, ale i historycznym wyzwaniem – do tej pory jedynym tenisistą, który zdobył Klasycznego Wielkiego Szlema w erze Open, był Rod Laver. W 1969 roku, pierwszym, w którym było to możliwe. Od tamtej pory próbowało wielu, ale nikomu się to nie udało. Djoković doszedł najbliżej, jak tylko się dało. Był o jedno zwycięstwo od napisania historii.

Dwa Wielkie Szlemy, sześć straconych lat i kort własnego imienia. Historia Roda Lavera

W trakcie meczu 

Z trybun spotkanie Miedwiediewa z Djokoviciem obserwował zresztą sam wspomniany Rod Laver. I dobrze ponad 20 tysięcy kibiców – którzy zresztą pokazali, że w Stanach jeśli chodzi o zachowanie publiczności wciąż wiele jest do nadrobienia. Wszyscy liczyli na prawdziwą bitwę charakterów, pojedynek godny meczu jedynki z dwójką światowego rankingu. Spotkanie, w którym młodszy pretendent spróbuje przeciwstawić się wielkiemu mistrzowi, w którym postara się nie dać mu osiągnąć wielkiego celu. W gruncie rzeczy jednak – a to rzadkość – większość trybun, jak się wydaje, była za Novakiem. Fani chcieli zobaczyć go wygrywającego, być świadkami historii. Uznali, że 52 lata czekania na kolejnego Wielkiego Szlema w męskim singlu to za dużo.

Sęk w tym, że Daniił Miedwiediew był innego zdania.

Rosjanin był jak maszyna. Od samego początku zdawał się nie popełniać błędów. Do tego doskonale serwował – po swoim pierwszym podaniu nie stracił nawet punktu w pierwszej partii. Tak doskonale, najlepiej na świecie returnujący zawodnik, którym jest Djokovic, nie potrafił sobie z tym poradzić. A sam podanie oddał i straty już nie odrobił. Zresztą trochę Rosjaninowi momentami pomagał – bywał niedokładny, zaskakiwał złymi wyborami i, jak można było odnieść wrażenie, tylko nakręcał Miedwiediewa, który zgarniał też większość długich wymian, pokonując w nich Novaka. Seta wygrał stosunkowo szybko, 6:4.

Tyle że ostatnio to był tradycyjny scenariusz. Jak wspomnieliśmy – Djoković przegrał pierwszą partię w czterech poprzednich meczach. Można było oczekiwać, że znów nadejdzie wielka przemiana Novaka. I wiecie co? Mało brakowało, by ten scenariusz mógł się ziścić. Kluczowy wydaje się tu być drugi gem drugiego seta. Daniił przy swoim serwisie przegrywał już wówczas 0:40, ale jakimś sposobem wygrzebał się z tej sytuacji, broniąc po drodze kilku break pointów. Gdyby wtedy dał się przełamać, cały mecz mógłby wyglądać inaczej. Trudno zresztą nie odnieść wrażenia, że najlepszy Djoković po przełamanie by sięgnął. Novak nie był jednak najlepszą wersją, a Daniił często się do takowej zbliżał – w tamtym gemie kilkukrotnie. Do historii tenisa powinien przejść choćby jego fenomenalny backhand po linii, zagrany z nienaturalnej pozycji, którym wybronił się przed stratą gema.

On więc serwis utrzymał, Novak jakiś czas później już nie. Serb wyglądał przy tym zresztą naprawdę kiepsko jak na jego standardy. Mylił się w prostych sytuacjach, odgrywał piłkę w niewłaściwy sposób, coraz częściej próbował też – a to u niego już akt pewnej desperacji – akcji przy siatce, nawet po serwisie. One zresztą też nie działały najlepiej. Jakiś czas później było już więc 2:0 dla Miedwiediewa. Wielu fanów Djokovicia mogło się jednak pocieszać, że tyle prowadził też przecież Tsitsipas w Paryżu. A mecz i trofeum padły ostatecznie łupem Novaka. Tu jednak szybko przekonali się, że zapewne będzie inaczej.

Trzeci set długo zdawał się być formalnością. Rosjanin miał w garści podwójne przełamanie, serwował po to, by wygrać seta i mecz. Przeszkodziła mu w tym… nowojorska publika, której uspokoić nie potrafił nawet sędzia. Fani buczeli, gwizdali, krzyczeli. Tak, że stało się to aż karykaturalne, ale też niegodne takiego meczu. Każdy rozumiał, owszem, że chcieli pięciu setów. Może nawet sprzyjali Novakowi. Jednak takie zachowanie – zwłaszcza pomiędzy serwisami Rosjanina – było absolutnie niewłaściwe. Daniił na chwilę się zagotował, nie wykorzystał piłki mistrzowskiej, a potem serwis właściwie rywalowi oddał. Mógł sobie jednak na to pozwolić, miał jeszcze gema zapasu, a w nim drugą i trzecią piłkę meczową. Wykorzystał tę ostatnią. Chwilę później padł na kort.

Został mistrzem wielkoszlemowym. Drugim – po Dominicu Thiemie – urodzonym w latach 90. Pierwszym, który na swojej drodze do tytułu musiał pokonać któregokolwiek z członków Wielkiej Trójki.

Po meczu

Daniił Miedwiediew został trzecim Rosjaninem z tytułem tej rangi na koncie. Dwaj poprzedni – Marat Safin i Jewgienij Kafielnikow – zatrzymywali się na dwóch wygranych turniejach wielkoszlemowych. Miedwiediew wydaje się mieć wszystko co potrzebne, by osiągnąć znacznie więcej. A nawet jeśli nie, to już tej nocy przeszedł do historii. Zatrzymał w końcu Djokovicia na drodze do historycznego sukcesu, próbującego wyprzedzić przy tym – co pewnie jeszcze osiągnie – Nadala i Federera w liczbie wielkoszlemowych tytułów. Zatrzymał w wielkim stylu, grając fantastyczny, dokładny i nieugięty tenis. Zatrzymał, przede wszystkim, w trzech setach. W nieco ponad dwie godziny. Dużo szybciej, niż ktokolwiek się spodziewał.

A potem powiedział, że musiał wygrać. Z jednego prostego powodu. Nie miał… prezentu na rocznicę dla żony. A ta wypadała dokładnie w dniu finału.

– Jestem bardzo nerwowy, bo pierwszy raz mówię jako mistrz wielkoszlemowy – zaczął Daniił po finale. – Chcę podziękować publiczności i Novakowi. Doskonale wiemy, o co dziś walczył. Nigdy nikomu tego nie mówiłem, powiem to teraz – dla mnie to największy tenisista wszech czasów. Dziękuję swojemu zespołowi, rodzinie i żonie. Wy, kibice, też daliście mi mnóstwo energii, począwszy od 2019 roku. Dziś wypada trzecia rocznica mojego ślubu, w czasie turnieju nie miałem głowy do szukania prezentu. Gdy doszedłem do finału, pomyślałem sobie: “jak przegram, to nie będę miał prezentu, więc muszę wygrać”.

Daniił Miedwiediew. Ośmiornica, która zdobywa tytuły na korcie

Novak już na konferencji prasowej przyznał, że cieszy się, że już po wszystkim. Presja zdobycia Klasycznego Wielkiego Szlema po prostu go przygniotła. Jak na igrzyskach przegrał z napięciem przy walce o Złotego Szlema, tak teraz nie wytrzymał tej związanej z możliwością wygrania wszystkich czterech turniejów w jednym roku. Kilka lat temu to samo dopadło Serenę Williams, ona jednak odpadła o rundę wcześniej, w półfinale. To świadczy jednak o tym, jak trudno jest wygrać wszystkie cztery turnieje wielkoszlemowe w jednym sezonie. To misja, wydaje się, niemal nieosiągalna. W całej historii tenisa – nie tylko ery Open – udała się ledwie pięciu osobom w singlu. Zrobili to: Don Budge (1938), Maureen Connolly (1953), Rod Laver (1962 i 1969!), Margaret Court (1970) i Steffi Graf w 1988 roku, zdobywając przy tym Złotego Wielkiego Szlema. Dodajmy jednak, że z całego tego grona tylko ona mogła rywalizować na igrzyskach. Reszta takiej szansy nie miała.

Djoković miał, ale mu się nie powiodło. Był o krok, o jeden mecz. Już na ostatnie gemy wychodził ze łzami w oczach. Po meczu płakał w ręcznik, na podium, odbierając nagrodę dla finalisty, też zdawał się bliski płaczu. Przegrał z emocjami. Nawet on, gość, który – wydawałoby się – jest ponad to.

– Chciałem zacząć od gratulacji dla Daniiła. Wspaniały mecz. Jeśli ktoś zasługiwał na tytuł wielkoszlemowy, to zdecydowanie ty. Jesteś jednym z najlepszych gości w tourze. Gratuluję też twojej ekipie, zdobędziecie jeszcze wiele tytułów wielkoszlemowych. Życzę wam tego. W odważnych scenariuszach wyobrażałem sobie, co powiem, gdy zdobędę tytuł. Dziś, mimo że nie wygrałem spotkania, moje serce przepełnia radość. To dzięki wam, publice, jesteście wspaniali. Nigdy nie czułem się tak jak w Nowym Jorku z wami. Dziękuję za wszystko, co zrobiliście dla mnie dziś wieczorem. Kocham was wszystkich i do zobaczenia – mówił Serb.

Takiej szansy jak dziś może już nie mieć. Ale ostatniego słowa jeszcze nie powiedział, przed nim nadal sporo do wygrania. Podobnie zresztą jak przed Daniiłem – to gość, który wydaje się absolutnie gotowy na wszelkie wyzwania, jakie przyniesie mu miano mistrza wielkoszlemowego. I chętny dołożyć kolejne takie tytuły.

Daniił Miedwiediew – Novak Djoković 6:4, 6:4, 6:4 

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez