Nas niestety nie stać, jak PZPN-u, na przebadanie wszystkich. Mamy tysiące lekkoatletów

Nas niestety nie stać, jak PZPN-u, na przebadanie wszystkich. Mamy tysiące lekkoatletów

Zobaczymy, jak to będzie z piłką nożną – ona wystartuje pierwsza. Czekamy aż będą mogły się odbywać zawody chociaż w gronie tych pięćdziesięciu osób. Na pewno najłatwiejsze to będzie w przypadku konkurencji technicznych w lekkoatletyce – mówi nam dwukrotny mistrz olimpijski Tomasz Majewski, który dziś prężnie działa w Polskim Komitecie Olimpijskim. Czy po pandemii chętnie skorzysta ze swojego ulubionego metra? Co inni sportowcy będą mogli zaczerpnąć ze startu Ekstraklasy? Jak bardzo Polska straci na Igrzyskach Olimpijskich w 2021 porównując potencjalne szanse medalowe w 2020 roku?

SAMUEL SZCZYGIELSKI: Zanim przejdziemy do sportu, to chciałbym zapytać cię o coś, z czego jesteś w Warszawie znany… czyli o codzienne jeżdżenie metrem. Obecnie z niego korzystasz?

TOMASZ MAJEWSKI: Nie, nie. Rzeczywiście mieszkam wciąż niedaleko metra, ale od marca jeżdżę samochodem. Przesiadłem się i nieprędko wrócę.

Co takiego wydarzyło się u ciebie przez dwa miesiące kwarantanny, co nie wydarzyłoby się bez tej przerwy? Czy to był czas na przemyślenia, wspomnienia?

Wiesz, w sumie i tak się zapowiadało, że ten czas spędzę w domu (śmiech). Na pewno więcej czasu spędzam z dziećmi, gdyby nie przerwa pewnie wyjeżdżałbym z domu trochę częściej, ale myślę że dużej zmiany nie ma. Nie powiem, żeby mi się jakoś mój światopogląd zmienił.

W ramach siedzenia z dziećmi w domu organizujecie sobie jakieś konkurencje olimpijskie?

Nie, nie! Jeszcze dzieciaki są za małe! Tak naprawdę organizują sobie zajęcia sami – biegają i bawią się ze sobą w domu.

Ile mają lat?

Mamy ośmiolatka, dwulatka i….zero lat. (śmiech)

Starasz się, mimo siedzenia w domu i zabaw z dziećmi, o zachowanie normalnego trybu dnia?

Wstaję rano, no syna nie zaprowadzam do szkoły, więc włączam mu komputer, jak ma lekcje. Potem gdzieś z nimi wychodzę, na szczęście możemy korzystać z ładnej pogody w parku. Jakoś to idzie. Mieszkamy przy samym parku, dajemy radę.

Jeśli chodzi o sport, a w zasadzie jego odmrażanie to wiemy, że w przypadku twojej ulubionej piłki nożnej to jest kwestia kilku tygodni. Jak to widzisz w sportach indywidualnych?

Zobaczymy jak to będzie z piłką nożną – ona wystartuje pierwsza. Czekamy aż będą mogły się odbywać zawody chociaż w gronie tych pięćdziesięciu osób. Na pewno najłatwiejsze to będzie w przypadku konkurencji technicznych w lekkoatletyce. Tutaj ten dystans można jednak zachować. Myślę że najgorzej będzie w biegach, a zwłaszcza w biegach masowych. Mamy mniej więcej obmyślone jak takie duże zawody przeprowadzić. Na pewno będzie to dłużej trwało. Da się jednak to zrobić… Cóż, nastawiamy się, że to będzie sezon bez kibiców. Może ten kolejny uda się przeprowadzić przy udziale publiczności.

Mówiąc o kwestii długości rozgrywania zawodów – masz na myśli to, że trzeba będzie więcej czasu poświęcić na organizację, czy mówisz o samym czasie trwania zawodów?

Tak naprawdę wszystko. W normalnych warunkach nawet na zawodach lokalnych – takich które ja organizuję w Warszawie – na płycie stadionu masz około stu osób. Tak naprawdę toczą się cztery konkurencje jednocześnie. Ludzie się wymieniają. Plus nie mówię o kibicach, którzy zawsze przyjdą. Na zawodach potrafi wystartować około 500-600 osób. To trwa zwykle pół dnia, teraz będzie trwało jeszcze dłużej. Zachowanie tego rygoru będzie na pewno trudniejsze. Trzeba będzie dbać o to, żeby ci zawodnicy się jakoś płynnie wymieniali, nie zapominajmy też o obsłudze. Będziemy dzielić te zawody. Na pewno będziemy dzielić je „blokowo”. Skoki tutaj, rzuty tam. Najpierw trzeba będzie poczekać na sygnał, że można to robić.

Czy faktycznie piłka będzie dla was takim odnośnikiem, żeby zgłosić chęć przeprowadzenia takich zawodów?

Tak naprawdę to będzie taki sygnał w tym odmrażaniu sportu. Zależy nam jednak na organizacji tych zawodów większych – seniorskich. To będą stricte imprezy telewizyjne. Raczej nikt kibiców na stadiony nie wpuści w tym sezonie. Musimy organizować te imprezy dla naszych najlepszych lekkoatletów, żeby ten sezon w jakiejś szczątkowej formie zaistniał.

Czy widzicie opcję, żeby zgłosić się do PZPN-u i spytać o kulisy organizacyjne, rady?

Nas niestety nie stać na to, jak PZPN-u, żeby wszystkich przebadać. Jesteśmy wielkim związkiem, mamy kilka tysięcy zawodników. Na pewno specyfika jest zdecydowanie inna, nie skoszarujemy tych ludzi. Zobaczymy, jak to będzie wyglądało w innych sportach –  tych,  które ruszą. Będziemy chcieli z tego sezonu coś uratować.

Jeśli chodzi o imprezy to należy zaznaczyć, że nie wszystko będziecie mogli przenieść. Wiadomo, że nie każdą imprezę z czerwca można przesunąć na sierpień. Brakuje miejsc, terminów. Czy ten zastój będzie dużym problemem dla sportowca?

Na pewno nie można powiedzieć, że to nie wpłynie. Szczęście w nieszczęściu, no… to jest kłopot, który nie dotyczy tylko nas. Wszyscy mają takie problemy na całym świecie. W niektórych krajach większe, w niektórych mniejsze, ale nie ma imprezy głównej dla wszystkich. Mam nadzieję, że przyszły rok zacznie się dla wszystkich sprawiedliwie. Wiadomo, że dla każdego ważne jest przygotowanie indywidualne. Ono się odbywa w cyklu czteroletnim, więc teraz miał być ten szczyt, a nie za rok. Wszystko trzeba będzie trochę przetransformować. Część niestety pewnie straciła jakąś swoją szansę na coś, co sobie zakładała. U innej części pojawiła się szansa – rok to jest dużo – można zrobić krok do przodu. Jeśli chodzi o naszą kadrę to na pewno nie jest dobre. Będziemy mieć mniej szans, niż byśmy mieli w tym roku – to trzeba jasno powiedzieć.

Analizując nasze szanse, czy to przełożenie o rok nie będzie skutkowało zmianą w planach treningowych, żeby znaleźć ten pik formy? Spała i Wałcz są już otwarte.

Niektórzy nie mają warunków u siebie w klubach, czy miejscach zamieszkania. Trzeba będzie zmienić te plany, bo nie ma imprezy głównej. Najważniejszą imprezą są mistrzostwa Polski w tym roku, więc trzeba będzie pracować i coś przez ten rok pokazać. Też ważne będzie szybkie wejście w sezon 2021, który przecież będzie obfity w wydarzenia sportowe.

Gdybyś był jeszcze czynnym sportowcem, na czym byś się teraz skupił? Na wypoczynku?

Zależy, w jakim bym był wieku. Jeśli byłbym po trzydziestce, to na pewno zrobiłbym przerwę. Wyleczyłbym wszystkie dolegliwości. Jeśli byłbym młodszy to raczej inna metoda – bardzo ciężko bym trenował i próbował budować tę formę na przyszły rok.

Jeśli chodzi o powrót do sportu, czuć biznesową presję, głównie w światku piłkarskim. 

Biznes jest tak naprawdę wszędzie. Większy, czy mniejszy, ale cierpimy wszyscy. Część ludzi nie uświadamia sobie tego, jak to zrewiduje rynek. W piłce strasznie spadną wydatki. Nasza liga bardzo ucierpi. Myślę, że głównie z powodu cięć z samorządów – tutaj też futbol najbardziej ucierpi.

W świecie piłki są jeszcze spadki i awanse. Niektórym zależy żeby grać, a innym mniej. Kwestia pieniędzy i pozostania w lidze to jednak ważna sprawa dla klubów. W przypadku sportów indywidualnych takich kwestii nie ma. Co sportowiec indywidualny może stracić poza pikiem formy i zaburzeniem tych przygotowań?

Na pewno możliwości zarobkowe. Nie wiadomo, czy będzie można jeździć zagranicę. Ale generalnie powiem tak: czas. Dla sportowca rok to jest bardzo dużo. Przez ten rok mogą tę formę stracić, może już nigdy nie odzyskać dawnej dyspozycji. Ktoś inny może z kolei urosnąć sportowo. W niektórych przypadkach to widać, że ten rok to będzie już inna stawka. Wszyscy jakoś to kalkulują, wiadomo że niektórym może już być trudniej.

Jak wygląda możliwość przygotowania się w kraju w porównaniu do tego, co jest za granicą?

Korzystamy na ociepleniu klimatu. Mamy wysokie góry. Problem ma cały świat, więc dotyka to nas wszystkich. Szanse są w miarę równe, może poza Kenią, ale zobaczymy jak to się u nich rozwinie. Generalnie jednak mam nadzieję, że trenowanie w Polsce nie przeszkodzi nam w osiąganiu wyników. Kiedyś wszyscy polscy sportowcy też trenowali w Polsce, a osiągali kosmiczne wyniki.

Jeśli chodzi o kosmiczne wyniki i młode wilki, które teraz pewnie odegrałyby marginalną rolę, a za rok mogą być już wyżej, to masz swoich faworytów?

Niestety, nie widzę ich w Polsce. Mamy talenty, ale takie, które widziałbym u szczytu nie za rok, a za 2-3, czy nawet cztery lata. A na świecie? Tak, oczywiście są tacy sportowcy. W rzucie młotem mamy szansę na dwa medale, gdzieś po cichu na to liczymy. Natomiast na Ukrainie rośnie młody chłopak, który w tym roku może jeszcze nie, ale za rok może już być jednym z tych, którzy rozdają karty. Był piąty na Mistrzostwach Świata będąc juniorem! To jest naprawdę fenomenalny wynik. Jeśli on poprawi się teraz, to za rok może być problemem. Chłopak nazywa się Michaił Kochan. To jest taki realny przykład naszego problemu za rok.

Czy między wami, a rządem były jakieś poważniejsze rozmowy?

Z ministerstwem jesteśmy w stałym kontakcie. Wszyscy czekamy, jak to będzie wyglądało. Jaka rzeczywistość nas czeka. Nastawiamy się na to, że będzie gorzej. Cała gospodarka ucierpi. Wiemy, że my gdzieś jesteśmy na końcu. Życie pokazało prawdziwe miejsce sportu! (śmiech)

Właśnie… Ludzie narzekają na zamkniętych fryzjerów, ale są poważniejsze problemy. No właśnie…Tomasz Majewski i obecna fryzura. Jak to wygląda?

Właśnie w całości ogoliłem głowę. Dziecko spało, to zdążyłem się wziąć za “fryzurę”. Pod tym względem ja nie cierpię!

Wracając do tego jeżdżenia metrem… Po pandemii znowu w nie wsiądziesz?

Nie no, będę korzystał! Mieszkając w Warszawie to jest ważny środek poruszania się po mieście. Teraz jeżdżę autem dlatego, że mam dzieci. Teraz też mniej jeżdżę. Zresztą wiesz jaki jest problem z zaparkowaniem w Warszawie.

Pandemia, czy to za parę miesięcy, czy za rok – nie wiadomo kiedy się skończy. A jak długo pozostanie w twojej głowie? Nawet w kwestiach codziennych, takich właśnie jak wspominane już metro, czy po prostu witanie się z ludźmi.

Nie, myślę że szybko zapomnimy, ale kryzys, który nas dopadnie, będzie rzutował na wszystko. Na pewno ludzie będą więcej planować. Choć część ludzi może na przykład zacząć żyć chwilą! Na pewno niektórzy popadną w taki hurraoptymizm. Ale potem przyjdzie taka normalność i szara rzeczywistość.

Pamiętam, że rozmawialiśmy też kiedyś w radiu o czytaniu książek. Dużo tych lektur połknąłeś w ostatnim czasie?

Właśnie nie. Ja dużo czytam na wyjazdach, więc teraz troszkę mniej. Przy dzieciakach jest sporo obowiązków. Czytam teraz jakiś islandzki kryminał – „Wykluczone zło”. Trochę w złej kolejności, ale wiem co się dzieje. Czytajcie!

ROZMAWIAŁ SAMUEL SZCZYGIELSKI

Fot. FotoPyk


Aktualności

Kalendarz imprez