Narodziny gwiazdy. 12 lat temu Bolt przechwycił rekord

Narodziny gwiazdy. 12 lat temu Bolt przechwycił rekord

31 maja 2008 roku. Dokładnie wtedy, podczas zawodów w Nowym Jorku, Usain Bolt przebiegł 100 metrów w 9,72 sekundy, bijąc o dwie setne rekordowy wynik swojego rodaka, Asafy Powella. Nie było potrzeba wiele czasu, żeby zszedł z tym czasem niżej, a potem jeszcze niżej, zatrzymując się na 9,58. Do tego wyczynu nie doszłoby, gdyby Jamajczyk… posłuchał swojego trenera i skupił się na dłuższych dystansach.

Już jako 15-latek mierzył 1,96 cm. Można było mieć wrażenie, że jego potężna sylwetka (choć wtedy jeszcze nie tak nabita mięśniami) predysponuje go do startów na 200 albo 400 metrów. W końcu takie warunki fizyczne to obosieczna broń. Z jednej strony pozwalają na pokonywanie przestrzeni imponująco długimi susami, z drugiej twoi rywale zawsze będą sprawniej wychodzić z bloków. A ten element rzemiosła na 100 metrów jest absolutnie kluczowy.

Kierował się zatem w stronę dwukrotnie dłuższego wyścigu. W 2004 roku zadebiutował na igrzyskach, jako mistrz świata juniorów. Z powodu kontuzji odpadł już w eliminacjach. Mała wpadka nie zaszkodziła jednak jego reputacji, każdy wiedział, że świat lekkiej atletyki ma do czynienia z wielkim talentem. Kusić zaczęli go trenerzy ze Stanów Zjednoczonych, proponowano mu stypendia na amerykańskich uczelniach, możliwość połączenia biegania z nauką. Bolt postanowił zaufać jamajskiej myśli szkoleniowej. Zapoczątkował współpracę z Glenem Millsem, co okazało się strzałem w dziesiątkę. Jego kariera nabierała bowiem coraz to większego rozpędu.

Tak się jednak złożyło, że na seniorskie sukcesy musiał poczekać parę lat. Podczas mniej istotnych wyścigów imponował, ale gdy przychodziło, co do czego, brakowało mu zdrowia. Kontuzja prawdopodobnie pozbawiła go medalu mistrzostwach świata w Helsinkach 2005. Nie uchodził tam za faworyta, ale finał na 200 metrów przebiegał po jego myśli. Do mety pozostawała ostatnia prosta, a on prowadził z wyraźną przewagą nad resztą stawki. Nagle jednak coś ukłuło go w nodze. Momentalnie spowolnił i z grymasem bólu dotruchtał do mety.

Pech to pech. Ale jego czas w końcu musiał nadejść. W 2007 roku, jako 21-latek, sięgnął po pierwszy medal wielkiej imprezy. Podczas mistrzostw globu w Osace zdobył dwa srebrne krążki: na 200 metrów oraz w sztafecie 4×100.

Wtedy na 100 metrów biegał głównie właśnie jako członek jamajskiego zespołu. Bolt doskonale zdawał sobie jednak sprawę z drzemiącego w nim potencjału. Zaczął namawiać trenera do przejścia na ten dystans i połączenia go ze startami na dwusetkę. Ten odmawiał, uważając, że dla Jamajczyka lepsze byłoby pójście w ślady słynnego Michaela Johnsona, który biegał na 200 i 400 metrów (i też był rekordzistą świata). Ale cóż, w końcu musiał dać za wygraną.

I na pewno nie pożałował. Jego podopieczny pobiegł 9,72 już w swoim… piątym seniorskim starcie na dystansie 100 metrów. Poprawiał się zresztą w astronomicznym tempie. Popatrzcie tylko na skróconą historię rekordów życiowych Jamajczyka:

18 lipca 2007 roku – 10,03
3 maja 2008 roku – 9,76
31 maja 2008 roku – 9,72
16 sierpnia 2008 roku – 9,69.

Ostatni wynik osiągnął oczywiście podczas igrzysk w Pekinie. To wtedy przyszły pierwsze złote medale. To wtedy poznał go cały świat. Ale o tym już wiecie, podobnie, jak o tym, co było dalej. Dzisiaj rekord świata Usaina Bolta na dystansie 100 metrów wynosi 9,58 sekundy i szczerze, pewnie przez lata nikt się do niego nie zbliży. Jamajczyk jest po prostu jedyny w swoim rodzaju, tacy sportowcy rodzą się raz na… dziesięć lat? Chyba nawet więcej.

Fot. Newspix.pl


Aktualności

Kalendarz imprez