Naomi Osaka po raz czwarty. Japonka wygrała Australian Open

Naomi Osaka po raz czwarty. Japonka wygrała Australian Open

Kiedy Jennifer Brady grała swój najlepszy tenis, ten finał oglądało się znakomicie. Kiedy Amerykanka spuszczała z tonu, inicjatywę z miejsca przejmowała Naomi Osaka. Japonka jak mało kto potrafi wykorzystać każdy, choćby najkrótszy okres słabszej gry rywalki. Dziś zrobiła to po raz kolejny. Czwarty tytuł wielkoszlemowy na jej koncie jest tego konsekwencją. 

Oczekiwania

Jeśli mieliśmy prawo czegokolwiek przed tym spotkaniem oczekiwać, to mocnych, głębokich i precyzyjnych zagrań z obu stron. Niezmiennej walki o przejęcie inicjatywy w wymianie. I Osaka, i Brady tak bowiem grają. Lubią atakować, spychać rywalkę do defensywy i w ten sposób zdobywać kolejne punkty. Kluczem do wygrywania każdej wymiany wydawało się więc to, która jako pierwsza przejmie tę inicjatywę w danym punkcie.

Oczywiście, faworytką pozostawała Naomi Osaka. Dla Japonki był to przecież czwarty finał wielkoszlemowy. Poprzednie trzy – w tym jeden w Australii – wygrywała. W dodatku w każdym ogrywała tenisistkę, która też była już mistrzynią wielkoszlemową. Zaczęła od Sereny Williams – największej z największych – na US Open 2018, a potem pokonała też Petrę Kvitovą (w 2019 roku w Australii właśnie) i Wiktorię Azarenkę (kilka miesięcy temu w USA).

Jennifer Brady za to w finale nigdy wcześniej nie grała. Ba, jeszcze rok temu trudno było przypuszczać, by mogła tak daleko zajść. Już jej półfinał we wrześniowym US Open (przegrany zresztą… z Osaką) był sensacją, bo przecież niedawno była to zawodniczka z okolic setnego miejsca w rankingu WTA. Jej przemiana może zachwycać i wydaje się, że największe sukcesy dopiero przed nią.

Ale na wielkoszlemowy tytuł jeszcze zbyt wcześnie.

Naomi pod presją to najlepsza Naomi

Pierwszy set był naprawdę znakomity. Bo tak naprawdę spełniał nasze oczekiwania. Obie imponowały długością i dokładnością zagrań. Obie potrafiły zagrać z pełną mocą, ale tuż przy linii. Inicjatywę jako pierwsza przejęła Osaka, która szybko rywalkę przełamała. Ta jednak zdołała wrócić do seta. Ba, była nawet bliska zapisania go na swoje konto.

Przy 4:4 Naomi Osaka musiała się bronić. Miała własny serwis i mało brakowało, by przegrała gema. Tyle tylko, że Japonka ma do siebie to, że gdy wywiera się na nią presję, potrafi przekuć ją w coś pozytywnego. Zwykle są to takie zagrania, którym nie postawi się żadna rywalka. Czy to Serena Williams, czy Garbine Muguruza (która przekonała się o tym, gdy Osaka broniła przeciwko niej piłek meczowych kilka spotkań temu), czy Jennifer Brady. Nieważne też, jaki to mecz i o jaką stawkę.

Osaka, choćby lekko zraniona, staje się piekielnie niebezpieczna.

Brady się o tym przekonała. Najpierw nie udało jej się Japonki przełamać, a po chwili sama włożyła jej broń w ręce. Podwójny błąd, popełniony w kluczowym momencie sprawił, że Osaka po chwili wygrała nie tylko gema, ale i całego seta. Było 1:0.

Jennifer nie daje rady

W drugim secie Brady spuściła z tonu. Przegrała cztery pierwsze gemy, łącznie sześć z rzędu. Nie była w stanie utrzymać świetnej dyspozycji, miotała się, szukała dobrych zagrań. To jednak nie może dziwić – rozgrywała swój pierwszy wielkoszlemowy finał, przeciwko najlepszej aktualnie zawodniczce na świecie, gdy przychodzi do gry na kortach twardych. Jasne, trochę szkoda, że nie utrzymała znakomitej dyspozycji na przestrzeni całego meczu, bo dostalibyśmy pewnie prawdziwy spektakl.

Ale trudno ją za to winić.

I tak zdołała się jeszcze podnieść. Odrobiła stratę jednego przełamania. Walczyła. Momentami zagrywała fenomenalne piłki, na które nawet Naomi nie znajdowała odpowiedzi. Tyle że Japonka była bardziej regularna i sama miała jeszcze sporo asów w rękawie. Brady często za to znajdowała się o krok od doskonałości. To zahaczyła o taśmę, to wyrzuciła forehand o kilka centymetrów w aut. Ale te kilka centymetrów to właśnie różnica między mistrzynią, a zawodniczką, która do tego mistrzostwa aspiruje.

I może dziś Jennifer Brady nie dała rady. W całym turnieju pokazała jednak, że trzeba się z nią liczyć. W kobiecym tenisie jest więc nowa zawodniczka, która może namieszać w czołówce. I choć Brady jest starsza od Osaki, to ma jeszcze przed sobą kilka ładnych lat gry. Kto wie, może jeszcze w tym sezonie znów zagości w wielkoszlemowym finale?

Naomi na progu historii

Naomi Osaka jeszcze w tym sezonie może dorównać wielkim zawodniczkom. Już teraz ma cztery tytuły wielkoszlemowe na swoim koncie, piąty sprawiłby, że zrównałaby się choćby z Mariją Szarapową czy Martiną Hingis. A to przecież legendy tego sportu. Trudno przypuszczać, by mogła wygrać w tym roku więcej, bo wciąż nie jest najlepsza na mączce czy trawie. Choć, biorąc pod uwagę jej klasę, może zdoła nas zaskoczyć.

Swoją drogą niesamowita jest też inna związana z Naomi statystyka. Na ten moment ma siedem tytułów rangi WTA. Cztery wielkoszlemowe i trzy z mniejszych imprez. To jasno pokazuje, że Japonka najlepsza jest wtedy, gdy gra toczy się o największą stawkę.

Dziś udowodniła to po raz kolejny. A w tym sezonie może mieć jeszcze jeden wielki cel – przecież czekają na nią igrzyska olimpijskie. W Japonii, jej ojczyźnie. Gdyby tam wygrała, byłby to niezapomniany moment. Nie tylko dla niej.

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najlepiej oceniane
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
Tomek
Tomek
11 dni temu

Taka z niej Japonka, że nawet po japońsku nie mówi.

Jakub
Jakub
11 dni temu

Fajna taka ciemna Japonka…. rodowita!

Aktualności

Kalendarz imprez