Największy talent naszych czasów? Remco Evenepoel już jest legendą

Największy talent naszych czasów? Remco Evenepoel już jest legendą

Mógł być piłkarzem. Nie wyszło. Przerzucił się więc na rower i w ciągu kilkunastu miesięcy został najlepszym juniorem świata. Dziś ma 20 lat, jak na kolarza jest więc wciąż bardzo młody. A jednak każdy podkreśla, że Remco Evenepoel już teraz należy do światowej czołówki peletonu. Vincenzo Nibali powiedział, że Belga stać na wygranie jednego z wielkich tourów. Rodzime media też wywierają na nim ogromną presję. A Remco? Remco robi swoje. Czyli wygrywa.

*****

Na czwartym etapie Tour de Pologne ograł wszystkich. Jeszcze dobrych kilkadziesiąt kilometrów przed metą odjechał reszcie peletonu. Rafał Majka mówił potem, że inni kolarze nie mieli z nim szans, a rozgrywka toczyła się tak naprawdę o kolejne miejsca. Bo gdy Remco ruszył do przodu, to można było wyłącznie oglądać jego plecy. Na metę dojechał z niemal dwuminutową przewagą nad drugim Jakobem Fuglsangiem. Pod koniec nawet lekko zwolnił, sięgnął do kieszeni na plecach, wyciągnął z niej numer należący do Fabio Jakobsena i pokazał go wszystkim. Wiadomo, Holender to jego kolega z ekipy, który po kraksie na pierwszym etapie do dziś leży w szpitalu. Belg wygrał dla niego.

– Mieliśmy ostatnio sporo ciężkich nocy. Chyba nikt z naszej ekipy nie spał zbyt dobrze. To były trudne momenty, ale trzymaliśmy się razem, nawet zawodnicy, których nie ma tutaj z nami, przeżywali to tak jak my. Jednak ostatnie godziny, ostatnie dni przyniosły nam dobre wieści, co dało nam pozytywnego kopa. Dziś był mój dzień, wszyscy we mnie wierzyli. Wpadłem na pomysł, żeby w ten sposób uczcić Fabio. Jego numer jechał ze mną, dostałem go od oficera prasowego i poczułem coś specjalnego, to dodało mi energii. Myślenie o nim niosło mnie, sprawiało, że moje nogi wytrzymały. Poza tym Fabio cierpiał bardziej ode mnie – mówił po tamtym etapie, cytowany przez Onet.

Następnego dnia Remco bez problemu utrzymał żółtą koszulkę i mógł cieszyć się ze zwycięstwa w polskim wyścigu. Dla Belga był to już czwarty triumf w etapowej imprezie w 2020 roku. Dwa razy wygrywał przed pandemią, dwa razy po niej. Tuż przed wyjazdem do Polski ograł wszystkich faworytów na trasie Vuelta a Burgos – trudnej, najeżonej licznymi podjazdami. A jechali tam przecież najlepsi z najlepszych. Zresztą w Polsce towarzystwo też miał zacne: Majka, Fuglsang, Simon Yates, Richard Carapaz… Żaden z nich nie mógł sobie jednak poradzić z młodym Belgiem.

I każdy, o ile był o to zapytany, powtarzał jedno: ten gość to fenomen, niesamowity kolarz. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, może zostać legendą tego sportu. A przecież jeszcze kilka lat temu myślał raczej o tym, by pójść w ślady Kevina De Bruyne czy Romelu Lukaku.

*****

– Grałem w piłkę, bo rodzice nie chcieli, żebym od małego uprawiał kolarstwo – wspominał Remco. Taka postawa może wydawać się dziwna, ale akurat jego ojciec wie, z czym wiąże się jazda na rowerze. Patrick Evenepoel był bowiem profesjonalnym kolarzem. Osiągnął nawet pewne sukcesy – w 1993 roku wygrał Grand Prix de Wallonie, jednodniowy wyścig organizowany w Belgii. To w tamtym sezonie wystartował też w swoim jedynym wielkim tourze – hiszpańskiej Vuelcie. Jego syn już zdążył przebić te wyniki.

Zanim jednak to zrobił, grał w piłkę. To na ten sport się zdecydował, skoro ojciec doradzał mu, by odpuścił sobie – przynajmniej początkowo – kolarstwo. Patrick martwił się o to, że obciążeń związanych z treningami kolarskimi, mogłyby nie wytrzymać kości i mięśnie jego syna. Piłka jawiła się więc jako doskonała alternatywa – mnóstwo ruchu, wydolność też była ważna, a rower można było traktować jako trening i jeździć sobie od czasu do czasu, żeby utrzymać formę.

Zresztą Remco miał talent do futbolu. Grał dla młodzieżowych drużyn Anderlechtu i PSV Eindhoven, wystąpił też kilkukrotnie w meczach reprezentacji Belgii do lat 15 i 16. Początkowo chciał stać na bramce. W Anderlechcie jednak szybko zauważono, że ma niesamowitą wydolność. Najpierw próbowano go w pomocy, potem ustawiono na lewym wahadle. I młody Belg śmigał od jednego końca boiska do drugiego. Zmęczenia zupełnie nie było po nim widać.

Kiedy trafił do PSV w wieku jedenastu lat, jego ojciec mówił mi, że Remco ma ogromne maksymalne VO2, czyli zdolność pochłaniania tlenu przez organizm pod dużym obciążeniem – mówił Jean Kindermans, jeden z trenerów młodzieży w Anderlechcie. Co to oznaczało? W wielkim skrócie właśnie to, że Evenepoel ma niesamowite możliwości motoryczne, bo jego organizm doskonale pracuje, gdy jest poddany obciążeniom. Kariera Remco przez dłuższy czas rozwijała się wręcz wzorcowo. W dziewięciu meczach w młodzieżowej kadrze Belgii strzelił nawet bramkę, był też kapitanem, wyróżniał się bowiem nie tylko fizycznie, ale i mentalnie.

Po kilku latach w PSV wrócił do Anderlechtu. I wtedy wszystko zaczęło się psuć. – Spędziłem tu jedenaście lat, ale ostatnie dwa w tym klubie były trudne, wręcz straszne. Złamali mnie mentalnie. Sprawiło to jednak, że stałem się pod tym względem jeszcze silniejszy. Mogę wręcz podziękować tym, którzy starali się mnie złamać – mówił. A Jean Kindermans, pytany o to przez media, uzupełniał, że „robiła to jedna osoba, ale stało się dobrze, bo Remco większy talent ma zdecydowanie do kolarstwa”. Choć po Anderlechcie karierę piłkarską Evenepoel próbował jeszcze ratować, przechodząc do KV Mechelen. Nic z tego jednak nie wyszło. Jeszcze jako nastolatek zawiesił buty na kołku. I wsiadł na rower.

W domu zawsze oglądaliśmy kolarstwo. Każdej niedzieli wyścigi: Flandria, Roubaix… Nigdy nie oglądałem piłki nożnej, zawsze kolarstwo. Myślę, że moja miłość do tego sportu była większa od tej do futbolu. Gościem, na którego zawsze patrzyłem, był Tom Boonen. Był wtedy na swoim najlepszym poziomie – widziałem, jak wygrywa po raz czwarty Paryż-Roubaix. No i Alberto Contador w 2009 czy 2010, gdy wygrywał niemal wszystko, on też – wspominał Remco.

Najpierw więc z ciekawości przebiegł półmaraton (z czasem 1:16.15 w wieku 16 lat), a potem poszedł w ślady Boonena – dołączył do ekipy Forte Young CT i zaczął się ścigać.

*****

Dyscyplinę zmienił w 2017 roku. Najpierw startował w mniejszych imprezach. Kilka miesięcy czekał  na pierwsze zwycięstwo. Udało się na etapie wyścigu Aubel-Thimister-La Glezie. Potem szybko zaczął dominować w stawce młodych kolarzy. – Kiedy przestałem grać w piłkę, wiedziałem, że chcę jeździć na rowerze. Myślę, że to był dobry wybór. Na początku było jednak bardzo trudno, miałem sporo problemów mięśniowych, bo oba te sporty się różnią. Jestem jednak szczęśliwy z bycia kolarzem, wspaniale jest wygrywać. Cieszę się, że uczyniłem hobby swoją pracą. Kolarstwo pozostanie moim hobby, jedynie nieco bardziej poważnym – mówił później.

Z czasem brał udział w coraz większych i większych imprezach. I niemal wszędzie, gdzie tylko się pojawił, był najlepszy. Szybkość, z jaką przechodził przez kolejne szczeble rozwoju, była oszałamiająca. Wiadomo, miał podstawy, od dziecka jeździł na rowerze, często razem z ojcem, ale i tak nikt nie mógł się spodziewać, że w ciągu półtora roku wyrośnie z niego najlepszy junior świata.

W debiutanckim sezonie zanotował ostatecznie siedem zwycięstw. Natychmiast też trafił do kadry Belgii, choć – jak sam przyznawał – wciąż nie był pewien, czy zostanie zawodowym kolarzem. Dopiero gdy w 2018 roku wygrał dwa złota na mistrzostwach Europy, stwierdził, że to właśnie droga dla niego. Imponujący był zwłaszcza jego sukces w wyścigu ze startu wspólnego, gdy Szwajcara Aleksandra Balmera, który zgarnął srebro, wyprzedził o niemal 10 minut. Dominował, ale widać było, że ma jeszcze braki.

Będzie się musiał nauczyć taktyki – mówił Tom Boonen. – Jego największą przewagą jest to, że nigdy tak naprawdę nie musi się z nikim ścigać, po prostu od początku jedzie niesamowitym tempem. Ale wyścigi to też taktyka, jazda w sprytny sposób, tak, by twoi rywale musieli sięgnąć po siły głębiej niż ty. Na dziś zajeżdża wszystkich na śmierć. Jest zdecydowanie ponad resztą juniorów. Jego możliwości są niewiarygodne, ale trzeba na nie odpowiednio spojrzeć. Jeśli przejdzie do profesjonalistów, będzie ścigać się z mężczyznami, którzy już są całkowicie rozwinięci.

Boonen mówił to tuż po fantastycznym sezonie Remco, który w 2018 roku zanotował ponad 20 zwycięstw na swoim koncie. W tym dwa złota mistrzostw Europy i dwa mistrzostw świata. Juniorskich, rzecz jasna, ale i tak robiło to niesamowite wrażenie. Gdy startował w wyścigach wieloetapowych, często zdarzało się, że wygrywał całą imprezę, a do tego zgarniał koszulki dla najlepszego górala i najlepiej punktującego kolarza. Właściwie w pojedynkę wygrywał to, co w teorii powinno podzielić między siebie kilku kolarzy.

Remco Evenepoel w trakcie jazdy na czas. Fot. Newspix

Nic dziwnego, że wkrótce postanowił ominąć kolejną fazę rozwoju dla wielu młodych kolarzy – jazdę wśród młodzieżowców. Wyścigi do lat 23 nie były dla niego, śmiało mógł iść do seniorów. Ostatecznie odrzucił więc propozycję od akademii Axela Merckxa, którą rok wcześniej wstępnie zaakceptował. Miał dobre powody – dostał propozycję kontraktu od grupy Deceuninck-Quick Step, jednej z tych, która o młodych kolarzy dba w sposób znakomity i wie, jak doprowadzić ich do sukcesów. Teoretycznie nie mógł trafić w lepsze miejsce. W praktyce – miał wątpliwości. Bo przecież kto by ich nie miał?

Rozmawiałem z wieloma osobami, które wiedzą mnóstwo o kolarstwie. Mówili mi: „po prostu to zrób, jesteś wystarczająco dobry, by zostać profesjonalistą”. To ludzie, którzy odnosili sukcesy, oni mi to powiedzieli. Coś przeciwnego radzili ci, którzy sukcesów nie mieli. Może byli zazdrośni, nie wiem – wspominał Remco, który ostatecznie posłuchał tych z sukcesami na koncie. I podpisał zawodowy kontrakt.

*****

Wiem, że przejście z poziomu juniorskiego na profesjonalny to duży krok i nie będę jeździł często. Może wystartuję w mniejszych wyścigach, jak Colombia Oro y Paz, gdzie etapy są krótsze. Sporo będę też trenować na wysokościach i pod etapy jazdy indywidualnej na czas, żeby rozwinąć się w kierunku wielkich tourów. To one są wielkim celem w mojej karierze – mówił tuż po ogłoszeniu informacji, że przechodzi do zawodowego peletonu.

Jego debiut w profesjonalnej stawce miał miejsce w zeszłym roku podczas wyścigu Vuelta a San Juan w Argentynie, nie zaliczanego do grona imprez z cyklu World Tour (najwyższej kategorii). Przez jego udział zainteresowanie było jednak ogromne, choć to impreza z grona tych, które normalnie obchodzą raczej tylko zagorzałych fanów kolarstwa.

Nie powiem, że się boję. Czekam na ten wyścig, ponieważ naprawdę chcę poczuć, jak to jest być w najlepszym peletonie na świecie. Koledzy mówili mi, że nie muszę się bać, bo mój poziom jest naprawdę dobry, widzieli to na treningach. Mają mnóstwo doświadczenia, wiedzą, jak jeżdżę i że już teraz jestem w dobrej formie – opowiadał Remco dziennikarzom.

A potem wsiadł na rower. Dokładnie dwa dni po 19. urodzinach. Na trzecim etapie – jazdy na czas – zajął trzecie miejsce i zgarnął zieloną koszulkę dla najlepszego młodego kolarza. Nie oddał jej do końca. – Wystartowałem tu bez oczekiwań i nie byłem w najlepszej formie, więc zdobycie zielonej koszulki, etapowego podium i zajęcie dziewiątego miejsce w klasyfikacji generalnej jest naprawdę wspaniałe. Jestem dumny z tego, co tu zrobiłem i czego się nauczyłem. To znakomity start do sezonu. Mam nadzieję, że będę  zmierzał wyłącznie do góry – mówił już po wyścigu.

I faktycznie tak było. W czerwcu 2019 roku triumfował w klasyfikacji generalnej Baloise Tour of Belgium. Pół roku po przejściu na zawodowstwo. W wieku 19 lat, zostając tym samym najmłodszym triumfatorem imprezy w jej historii (a ta jest długa, to jeden z najstarszych wyścigów na świecie). W trakcie wyścigu wygrał też etap, przetrwał kraksę, odparł ataki grupy Lotto-Soudal i obronił swoje prowadzenie w generalce na czasówce. Innymi słowy: jechał jak cholernie doświadczony i znakomity kolarz po trzydziestce, imponując wszystkim. Niedługo po tym wyścigu miał jednak zarządzoną przerwę od jazdy w peletonie. W Deceuninck-Quick Step po prostu nie chcieli go wyeksploatować, podchodzili do niego ostrożnie.

Zresztą wszelkie decyzje, jakie podejmowali, były naprawdę przemyślane. Od samego początku. Tuż po tym, jak Remco się u nich zjawił, przydzielono mu jako opiekuna starszego o 18 lat Philippe’a Gilberta, jednego z największych belgijskich kolarzy w historii. Obaj szybko się zaprzyjaźnili, często dzielili ze sobą pokój na wyścigach i zgrupowaniach. Gilbert dzielił się z młodym rodakiem swoim doświadczeniem i uwagami. Choć i tak nie zawsze był w stanie na niego wpłynąć. – Był arogantem. Mówił, że „na trasie zrobię to, zaatakuję tam”. Mówiłem mu, że potrzebne jest mu nieco pokory. Przestałem, bo zwykle kilka godzin później widziałem, jak robi dokładnie to, co zapowiadał – wspominał weteran.

Gilbert to mistrz, ja jestem po prostu dzieciakiem. Jazda obok niego na treningach i wyścigach jest czymś niesamowitym. Każdy kolarz ma swoją historię. Myślę, że ważne jest, żeby wiedzieć, jak ktoś wszedł na szczyt. Dla mnie może jest to nieco łatwiejsze, niż dla niektórych zawodników, ale miło jest wiedzieć, jak im się to udało. To motywujące, kiedy wiesz, że ktoś, kto pracował bardzo ciężko, ostatecznie tam dotarł – mówił Remco.

Z każdym kolejnym miesiącem Evenepoel udowadniał, że sam jest już co najmniej w połowie drogi na wspomniany szczyt. Może i nie jeździł wiele, ale kiedy już startował, to niemal zawsze pokazywał się ze znakomitej strony. – Cieszmy się tym, co robi. Jesteśmy wobec niego cierpliwi, radzi sobie świetnie, ale wciąż zostały mu jakieś dwa lata nauki. To, co osiąga, jest fantastyczne, ale ważne jest, żeby dalej twardo stał na ziemi – mówił Klaas Lodewyck, dyrektor sportowy Deceuninck-Quick Step. Więc Remco ziemi nie opuszczał. Równocześnie jednak odjeżdżał peletonowi.

*****

W 2019 roku – swoim pierwszym wśród “dorosłych” – poza wspomnianymi wcześniej sukcesami został jeszcze mistrzem Europy seniorów w jeździe indywidualnej na czas, był w czołowej dziesiątce kilku innych ważnych wyścigów czy stał na podium mistrzostw Belgii. Dwa sukcesy wyróżniają się jednak na tle pozostałych. Pierwszym z nich było zwycięstwo w jednodniowym wyścigu Clasica de San Sebastian. Raz, że to naprawdę ceniona impreza i zjeżdżają się tam najlepsi kolarze świata. Dwa, że styl, w jakim Remco to zrobił, po prostu zachwycał.

Jak zauważono na twitterowym koncie ammattipyoraily, ostatnia godzina tamtej imprezy w jego wykonaniu wyglądała następująco:

  1. Odpadł od peletonu na przedostatnim podjeździe.
  2. Podjął spory wysiłek i udało mu się powrócić do głównej grupy.
  3. Rozwoził wodę kolegom z ekipy.
  4. Zaatakował wraz ze Tomsem Skujinsem na 20 kilometrów przed finiszem.
  5. Wraz z Łotyszem zbudował przewagę wynoszącą 49 sekund.
  6. Zostawił rywala z tyłu na 8,6 kilometra przed końcem.
  7. Na ostatnim podjeździe nie stracił niemal nic ze swojej przewagi.
  8. Utrzymał przewagę do końca i wygrał.

Niesamowite, co? Właściwie już przy pierwszym punkcie jakikolwiek dobry wynik Remco można było przekreślić. A on nie tylko nawiązał jeszcze walkę, ale cały wyścig wygrał. To tak, jakbyście w biegu na 10000 metrów przewrócili się sześć okrążeń przed końcem, stracili 100 metrów do grupy, która powoli szykowała się do finiszu i decydującej rozgrywki, jakimś cudem do niej dołączyli, a potem jeszcze wygrali. Owszem, takie cuda się zdarzają, również w kolarstwie. Ale nie w wykonaniu 19-latków.

Naprawdę czułem się dziś dobrze. Nie chciałem uciekać tak wcześnie, ale wiedziałem, że mogę wyprzedzić Skujinsa na podjeździe. To niesamowite, nie jestem w stanie w to uwierzyć. Niemożliwe. Marzyłem o wygraniu tego wyścigu choć raz w karierze, a teraz zrobiłem to w swoim pierwszym roku jazdy w zawodowym peletonie. Nie spodziewałem się tego. Straciłem trochę pozycji na przedostatnim podjeździe, ale zjeżdżając jechałem ekstremalnie szybko i udało mi się to odrobić. Wtedy zdecydowałem się zaatakować, żeby pomóc Enricowi Masowi. Widziałem jednak, że mam szybkość i przewagę na starcie podjazdu. Zdecydowałem się zaatakować. Na ostatnich kilometrach w oczach miałem łzy, bo wiedziałem, że to będzie jeden z najważniejszych momentów w mojej karierze – mówił.

Być może jeszcze ważniejsza chwila przyszła na mistrzostwach świata seniorów. W wyścigu ze startu wspólnego Remco poświęcił swoje szanse na rzecz pomocy Gilbertowi. W jeździe indywidualnej na czas jechał już wyłącznie na swoje konto. I wywalczył srebro. Jeszcze przed startem mówił, że celuje w podium, choć jeśli na nim nie stanie, to przyjmie to ze spokojem, bo i tak ma za sobą perfekcyjny sezon. Jak się okazało – w tym przypadku nawet perfekcyjny mógł stać się jeszcze lepszy. Psuły go może jedynie pojawiające się od czasu do czasu oskarżenia o doping. Te jednak Evenepoel szybko ucinał.

Przechodziłem kontrole. Jestem czysty. Niech sobie mówią, co chcą. W przeszłości używano dopingu, na to nic nie poradzę. Jestem jednak pewien, że dziś sport jest czystszy. Najlepiej to widać po wynikach młodych zawodników. Dekadę temu debiutant nie byłby w stanie sięgnąć po zwycięstwo w prestiżowym klasyku, a 22-latek [Remco mówi tu o Eganie Bernalu – przyp. red.] nie wygrałby Tour de France. To dowód na to, że talent się broni i jest ważniejszy niż niedozwolone substancje.

W styczniu 2020 roku Remco skończył 20 lat. Mówił, że w poprzednim sezonie bardzo się rozwinął: fizycznie i taktycznie. Wiele dała mu jazda z doświadczonymi kolegami. Zrzucił też kilka nadprogramowych kilogramów. Poznał smak profesjonalizmu i stał się lepszym kolarzem. Swoje słowa potwierdził niemal natychmiast czynami. Najpierw wygrał znany już sobie wyścig Vuelta a San Juan, a potem jego łupem padła też Volta ao Algarve. Już bywał liderem swojej ekipy, sam sobie na to zapracował. Mówił, że szykuje się na Giro d’Italia, ale życie – na razie – miało inne plany. Z powodu pandemii wszystkie wyścigi przełożono. Gdy jednak Belg do rywalizacji wrócił, od razu wygrał Vuelta a Burgos i Tour de Pologne.

A jego możliwości są na pewno większe. Co sprawia, że tak doskonale się prezentuje?

*****

Jeśli w Google wpiszecie samo słowo „Remco”, jest całkiem prawdopodobne, że gdzieś w wynikach wyszukiwania, wśród newsów o Evenepoelu, natraficie też na firmę produkującą elektryczne silniki. Remco-kolarz mógłby być jej idealnym ambasadorem. Bo sam czasem jeździ tak, jakby w nogach miał dodatkowe silniki. W zawodowym peletonie pokazuje się z tak doskonałej strony, że Thomas De Gendt żartował już nawet na Twitterze o tym „by każdy kolarz podpisał petycję, zabraniającą Mathieu van der Poelowi, Woutowi Van Aertowi i Remco Evenepoelowi dostępu do jakichkolwiek szosowych wyścigów przez kolejne cztery lata”. Inni rywale z peletonu zresztą też widzą, jakim potencjałem dysponuje Belg.

Myślę, że gdy wchodził do peletonu, wszyscy myśleli sobie: „jest juniorem, zobaczymy, co z niego będzie”. A potem nagle wygrał Tour of Belgium i samotnie zgarniał etapy, potem zwyciężył w kolejnym wyścigu, a później też w San Sebastian. Stawiam, że nagle wszyscy myśleli: „O cholera! Ten gość jest świetny” – mówił Larry Warbasse z AG2R-LaMondiale. Fani też zresztą mogli tak pomyśleć, bo przyznać trzeba, że Remco potrafi ich do siebie przyciągnąć. Styl ma bowiem najbardziej widowiskowy, jak tylko się da.

Jeśli już wygrywa, to zwykle ze sporą przewagą i po samotnych – bądź przeprowadzanych w kilkuosobowej grupie – odjazdach, na których ucieka nawet najgroźniejszym rywalom. Jak na czwartym etapie Tour de Pologne. Wiadomo, że fani wolą oglądać kogoś takiego, niż gościa, który ma wszystko znakomicie wyliczone (przypomnijcie sobie jak Team Sky prowadził swoich liderów na Tour de France, w porównaniu do Remco to po prostu nuda) i wygrywa – mogłoby się wydawać – bez pewnej fantazji.

Inna sprawa, że Evenepoelowi może faktycznie przydałoby się nieco więcej taktycznego zmysłu i rozsądku – choć już znakomicie odnajduje się w peletonie – jednak to przychodzi z czasem. A co do czasu, to przypomnijmy, że znakomity jest właśnie w czasówkach. A to niesamowicie ważna rzecz, jeśli chce się walczyć o zwycięstwo w wielkich tourach. Widzi to na pewno Vincenzo Nibali, jeden z najlepszych i najbardziej doświadczonych kolarzy w stawce, który powiedział, że Remco będzie jednym z faworytów zbliżającego się Giro.

To wielki honor, usłyszeć coś takiego z jego ust. Ma mnóstwo doświadczenia, więc nie kłamie, gdy to mówi. To tylko mnie motywuje. Ale że to Giro będzie moim pierwszym wielkim tourem, to nie widzę się jako faworyta. Raczej będę outsiderem. Nie wiem, jak będę się czuć po dwóch z trzech tygodni jazdy. Czekam na czasówki, chcę na nich osiągnąć dobre wyniki i powalczyć. Widziałem ich profile, podobają mi się. Mogę spróbować powalczyć jak Tom Dimoulin i Primoz Roglic: zasuwać w czasówkach i starać się wspinać w górach tak długo, jak to możliwe. Nie wiem jednak, czy będę w stanie utrzymać się na przykład za Richardem Carapazem [obrońcą tytułu – przyp. red.] – mówił sam Remco.

Remco Evenepoel na czwartym etapie tegorocznego Tour de Pologne. Fot. Newspix

Evenepoel ma też innego asa w rękawie – swój charakter. Wydaje się, że ten gość niczego się tak naprawdę nie boi. Ani nikogo. Gdy w styczniu tego roku dziennikarz na konferencji prasowej zapytał go, czy nie jest zaskoczony swoimi sukcesami, Remco się zdenerwował. Bo uznał, że ten wątpi w jego możliwości. Innym razem, zapytany czy „chce zostać najlepszym kolarzem w swojej generacji?”, odparł po prostu: „Jasne, dlaczego nie?”. – Presja i oczekiwania nie są dla mnie problemem, nie dbam o nie. Nie czuję presji z zewnątrz, sam też jej na siebie nie nakładam – mówił.

Wiele osób w jego otoczeniu podkreślało, że nie może uwierzyć, jak dojrzały jest Remco. I to nie teraz, gdy ma już na karku dwudziestkę. Już wcześniej, jeszcze jako junior, sam doskonale wiedział, co musi zrobić, by dojść na szczyt, o którym tak często wspominał. Nauczył się w tamtym okresie, że presją nie ma się co przejmować, bo ona tylko szkodzi. Sam sobie ustawiał cele i starał się je realizować. Dziś, oczywiście, robi to szefostwo jego ekipy, ale akurat w Deceuninck-Quick Step potrafią to połączyć odpowiednio z jego rozwojem. I z ich doświadczenia w tej kwestii Belg też korzysta.

W mediach Remco często przedstawiany jest jako skromny, ale niezwykle ambitny chłopak. Potrafi być też jednak pewny siebie, nawet nieco arogancki, jak to mówił Gilbert. Gdy wygrywał mistrzostwo Europy juniorów, naśladował cieszynkę Cristiano Ronaldo, mającą wskazać, że jest najlepszy na świecie (potem wyjaśniał, że to efekt zakładu z przyjacielem). Gdy osiągał kolejne sukcesy, zdarzało mu się twierdzić, że po prostu przychodzi mu to naturalnie. Mówił szczerze, ale fani różnie to odbierali. Uwielbiają go za to dziennikarze, bo płynnie mówi w kilku językach, znakomicie się wypowiada i nie ma problemów z udzielaniem wywiadów. A jak on sam czuje się wobec takiego zainteresowania?

To dla mnie coś normalnego. Nie lubię tego mówić, ale wiem, że już stałem się jedną z największych gwiazd kolarstwa. Nie do końca tego chciałem, ale tak po prostu jest. Zespół mnie na to przygotował, pracowali ze mną nad tym, bym umiał sobie radzić z zainteresowaniem. Nie chcą, bym się na tym skupiał, bo wiedzą, że może mnie to pogrzebać. Staram się po prostu wykonywać swoją pracę, ale wiem, że dziennikarze też wykonują swoją. Ja mam być przygotowany i trenować w najlepszy możliwy sposób. To moje główne zadanie – mówił.

Trzeba przyznać, że jak na razie wywiązuje się z niego znakomicie. Nic dziwnego, że w Belgii ludzie wręcz szaleją na jego punkcie. I porównują do jednego z największych kolarzy w historii.

*****

Nie widziałem w swoim życiu takiego talentu. Robi niesamowite rzeczy. Nie mamy nawet wystarczająco wiele czasu, by porozmawiać o jego kolejnych zwycięstwach. Jest typem kolarza, którego nigdy wcześniej nie widzieliśmy. Eddy Merckx jest największy, ale to były inne czasy. Dziś kolarze są wyspecjalizowani. Raz byłem na kawie z Remco i mówił mi o tym, jakie uzyskał wyniki w trakcie 20 minut treningu. Powiedziałem: „Jeśli to prawda, będziesz walczyć o wielkie toury” – mówił Alberto Contador.

Nie bez powodu przywołał tu postać Merckxa. To właśnie do wielkiego belgijskiego mistrza najczęściej porównuje się Remco. Od czasów Toma Boonena, dziś już emerytowanego, nie było w Belgii kolarza, który budziłby takie zainteresowanie tamtejszych fanów. Choć może lepszym słowem byłoby „szaleństwo”. Bo w Belgii często tak to właśnie wygląda. Choć sam Remco od kilku lat konsekwentnie się od tego odcina. Podobnie jak od porównań do wielkiego mistrza.

Nie nazywajcie mnie „następnym Merckxem”. To nie coś, co chciałbym słyszeć. Dziś wszystko jest inne, każdy kolarz jest inny, więc nie chcę być nowym Merckxem. Jestem nowym sobą. Nie lubię porównań ani z nim, ani z żadnym innym kolarzem. Mówimy o różnych erach. To nie ma sensu. Jestem, kim jestem i kim chcę być. To powinno wystarczyć – mówił w 2018 roku. Problem w tym, że porównań nie ucina nawet… sam mistrz.

Może będzie lepszy ode mnie. Wygląda na to, że ten chłopak potrafi wszystko. Spójrzcie na niego: potrafi jeździć na czas, potrafi wyprzedzić wszystkich na podjazdach. Wspaniale się to ogląda. Nie zapomnijcie, że też byłem mistrzem świata [amatorskim, można to przyrównać do MŚ do lat 23 – przyp. red.], gdy miałem 19 lat. Ten gość na pewno jest jednak kimś specjalnym. Czy mógłbym go czegoś nauczyć? Nie. Już teraz umie wszystko. Wie, co robi, już dorósł. Jeśli miałbym mu coś powiedzieć, to tylko to, by pozostał spokojny – mówił starszy z Belgów, niedługo po tym, jak Remco został mistrzem świata juniorów.

Oczywiście, przed Evenepoelem bardzo długa droga. A zagrożeń na niej sporo. Wystarczy jedna kontuzja, a wszystko może pójść nie tak. Wielu sugeruje też, że Belga może dopaść po drodze syndrom wypalenia, częsty wśród sportowców, którzy sukcesy osiągają w młodym wieku, a potem – jeszcze przed trzydziestką – są już cieniem samych siebie. Inna sprawa, że Remco rywalizować na rowerze zaczął późno. A to może mu pomóc.

Zresztą, na próżno w tej chwili o tym spekulować. Bo, jak mówił Contador, nie widzieliśmy do tej pory takiego talentu.

*****

Gdy dziennikarze pytają go, co chciałby osiągnąć, najczęściej wymienia zwycięstwa w wielkich tourach, złoto mistrzostw świata i igrzysk olimpijskich. Przed pandemią szykował się na start w Tokio, miał co do niego spore nadzieje. – Igrzyska będą moim głównym celem w kolejnym sezonie – mówił pod koniec ubiegłego roku. I ostrzegał rywali, że tam nie odpuści. Podobnie jak na mistrzostwach świata. Koronawirus pokrzyżował jednak te plany, ale nie zaszkodził formie Remco. Belg wciąż jeździ znakomicie. Całkiem możliwe, że pokaże to na Giro i mistrzostwach świata, bo te mają się przecież odbyć.

W Belgii mówią, że już teraz jest legendą tamtejszego sportu. On jednak nie zwraca na te słowa większej uwagi. Ba, często podkreśla, że się z nimi nie zgadza. Swój pomnik dopiero co zaczął przecież budować. I przekonamy się za kilkanaście lat, czy faktycznie stał się legendą równą Eddy’emu Merckxowi, czy też co najwyżej legendarny był jego talent, a nie wyniki.

SEBASTIAN WARZECHA

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez