Najszybszy człowiek świata uciekł przed kontrolą dopingową?

Najszybszy człowiek świata uciekł przed kontrolą dopingową?

Czarne chmury zawisły nad Christianem Colemanem. Lider światowych tabel w sprincie na 100 metrów z 2018 i 2019 roku może zostać wykluczony z udziału nie tylko w tegorocznych mistrzostwach świata, ale także ze startu podczas igrzysk olimpijskich w Tokio. Amerykański biegacz miał ominąć trzy testy dopingowe i zgodnie z przepisami grożą mu teraz nawet dwa lata dyskwalifikacji.

Po zakończeniu kariery przez Usaina Bolta w 2017 roku to właśnie Coleman był powszechnie typowany na kandydata na nową gwiazdę światowego sprintu. Wysokie aspiracje potwierdził zresztą już podczas pożegnalnego startu Jamajczyka. W 2017 roku w finale mistrzostw świata w Londynie, nagłówki skradł wprawdzie „pokutnik” Justin Gatlin, ale Coleman zajął drugie miejsce, oddzielając na podium wielkich rywali. W tamtym roku taki sam scenariusz – z triumfem weterana tuż przed młokosem – miał miejsce także w finale krajowych mistrzostw USA.

Zestawiając tych dwóch świetnych sprinterów nie sposób nie uwzględnić w pierwszej kolejności właśnie wieku. Gatlina i Colemana dzieli aż 15 lat – w biegach sprinterskich to właściwie cała epoka. Ten pierwszy już zdążył zapowiedzieć, że zakończy karierę po igrzyskach w Tokio. Jeśli zabraknie na nich młodszego rodaka, mimo zaawansowanego przebiegu, z miejsca stanie się jednym z głównych kandydatów do złota. W tym sezonie to jednak właśnie Coleman triumfował podczas krajowych mistrzostw. Jeszcze cenniejszy triumf odniósł 1 lipca podczas Prefontaine Classic. Osiągnął tam rezultat 9.81 s, który otwiera dziś tegoroczne światowe listy.

Ówczesny wynik Gatlina (9.87 s) również wzbudził szacunek i był interpretowany jako zapowiedź wysokiej formy w najważniejszych imprezach sezonu. Wszyscy ostrzyli sobie zęby na rewanżowe starcie sprinterów podczas mistrzostw USA, które odbyły się kilka tygodni później. Razem pobiegli jednak tylko w półfinale. Coleman wygrał zdecydowanie (9.96 s), a Gatlin był dopiero trzeci (10.16 s). Przed najważniejszym startem turnieju weteran postanowił się wycofać – jako obrońca tytułu i tak ma zapewniony udział w mistrzostwach świata. Jego młodszy rodak do efektownego końcowego triumfu w niecodziennych okolicznościach podszedł jednak ze sporą rezerwą.

Czy jestem rozczarowany brakiem Justina w finale? Niezbyt. Chciałem po prostu zakwalifikować się do mistrzostw świata bez względu na to, kto będzie moim rywalem. Od początku tego sezonu moim celem jest wywalczenie złota w Dausze, a teraz wykonałem po prostu kolejny krok w tym kierunku. Każdego dnia skupiam się na tym, by być jeszcze lepszym – odnosi się to także do rzeczy poza bieżnią. To wszystko ma mnie przygotować do zdobycia złota mistrzostw świata – tłumaczył po wszystkim Coleman dziennikarzom na konferencji prasowej.

Ciężki cień podejrzeń

Mogło się wydawać, że w jego karierze wszystko układa się idealnie aż do przesady. W 2017 roku Amerykanin nie tylko wyprzedził Bolta w jego ostatnim starcie, ale podpisał także lukratywny kontrakt z Nike. Wydawał się znakomitą inwestycją, bo jeśli ktoś ma w przyszłości zbliżyć się do rekordów wybitnego Jamajczyka, to chyba właśnie on. Coleman słynie z niesamowitego startu i już zdążył się zresztą trwale zapisać w historii, ale na jeszcze krótszych dystansach – jest rekordzistą świata na 40 jardów (niecałe 37 metrów) oraz na 60 metrów w hali.

W drugiej z tych kategorii pobił nawet długoletni rekord Maurice’a Greene’a. Zrobił to zresztą w najlepszym możliwym stylu – podczas halowych mistrzostw świata w Birmingham w 2018 roku. Kilka miesięcy później wyśrubował “życiówkę” na 100 metrów do poziomu 9.79 s. Ten wynik był najszybszym czasem na setkę od trzech lat i zapewnia Amerykaninowi siódme miejsce na liście najszybszych wyników w historii – ex-aequo z Greenem.

Problem z tą tabelą jest jednak taki, że z dziesięciu najlepszych sprinterów świata już tylko za jednym nie ciągnie się dopingowa smuga – tą osobą jest oczywiście Usain Bolt. Kolejny na liście Tyson Gay w 2013 roku został zdyskwalifikowany za sterydy. Yohan Blake (obaj z czasem 9.69) usłyszał taki sam werdykt za sięganie po niedozwolone stymulanty w 2009 roku. Asafa Powell (9.72)? Zawieszony na pół roku za doping w 2013 roku.

Ta wyliczanka ciągnie się właściwie bez końca – podejrzewany o doping był nawet Maurice Greene, który w 2003 i 2004 roku miał płacić za niedozwolone sterydy, do czego jednak nigdy się nie przyznał. Nesta Carter wpadł na dopingu podczas igrzysk w 2008 roku, a Justin Gatlin ma własną skomplikowaną historię, którą opisaliśmy nawet w oddzielnym tekście. W sierpniu 2019 roku do tego mało szlachetnego grona dołączył także Coleman, choć w zupełnie innym kontekście.

Według dziennikarzy “Daily Mail”, najszybszy człowiek Ameryki trzykrotnie uniknął w tym roku kontroli dopingowej. W teorii to wykroczenie nieco innego kalibru niż pozytywny wynik testu, jednak jego reperkusje mogą być równie bolesne. Gdyby sprawa wyszła na jaw jeszcze w czerwcu, to sprinter nawet po uznaniu za winnego wciąż mógłby liczyć na udział w igrzyskach. Teraz musi dowieść, że przynajmniej w jednym z trzech przypadków nie został zbadany nie ze swojej winy.

O co chodzi w praktyce? Czołowi współcześni lekkoatleci są zobowiązani do wskazywania miejsca swojego pobytu z godzinnym wyprzedzeniem. W dużym skrócie – godzinę od momentu zainteresowania twoją osobą testerów musisz być dostępny do badania we wskazanej wcześniej lokalizacji. Trzykrotnie uchylenie się od tego obowiązku nakłada na sportowca obowiązkowe zawieszenie, które jest jednak traktowane trochę inaczej niż pozytywny wynik testu. Jeśli sportowiec zostanie przyłapany na dopingu, grożą mu nawet cztery lata dyskwalifikacji. W przypadku trzykrotnego minięcia się z testerami grozi rok zawieszenia lub dwa – w zależności od tego, jak zostanie oceniony stopień winy zawodnika.

Kto będzie karał?

Według Matta Lawtona z “Daily Mail”, w sprawie Colemana wciąż trwają dyskusje na szczycie między Światową Organizacją Antydopingową (WADA), Amerykańską Agencją Antydopingową (USADA) oraz Athletics Integrity Unit (AIU). Ten ostatni organ to specjalnie powołana przez Międzynarodowe Stowarzyszenie Federacji Lekkoatletycznych (IAAF) komórka do walki o czystość w sporcie. Oficjalnych komunikatów na razie nie ma zbyt wielu, ale wiadomo, że już niedługo możemy spodziewać się ostatecznego werdyktu.

Co może mieć na swoją obronę Coleman? Raczej niewiele, bo walka z dopingiem zdecydowanie idzie z duchem czasu. W testowej puli można dziś znaleźć tysiąc nazwisk lekkoatletów reprezentując różne dyscypliny i rzadko słyszy się o kimś, komu udało się aż trzy razy minąć się z testerami. Do dyspozycji sportowców jest nawet specjalna aplikacja, której mogą użyć, gdy ich plany zmienią się nawet z godziny na godzinę – trzeba zwyczajnie pamiętać o wklepaniu odpowiednich danych.

Testerzy w tej układance po prostu wykonują swoją pracę – jeśli uznają to za stosowne, odwiedzą zawodnika nawet w samotnej kwaterze wysoko w górach albo podczas luksusowego rejsu po Karaibach. Wszystkie formalności i kwestie logistyczne biorą na siebie. Muszą tylko wiedzieć, gdzie dokładnie szukać, a zawodnik musi pamiętać o nanoszeniu odpowiednich zmian. Mechanizm samej selekcji jest owiany tajemnicą. Można jednak przypuszczać, że po pierwszym “minięciu się” z testerami sportowiec z większym prawdopodobieństwem może zostać wytypowany do kolejnego badania, co mogło mieć zastosowanie w przypadku Colemana.

Wiadomo, że 4 września odbędzie się w tej sprawie oficjalne przesłuchanie. Zawodnik wie, jakie są zarzuty i co dokładnie mu grozi. Ostateczne postanowienie w jego sprawie USADA wyda dzień po wysłuchaniu wersji zainteresowanego. Przedstawiciele tej organizacji potwierdzili w oficjalnym komunikacie, że sprawa sprowadza się do ominięcia trzech testów, co jest uznawane za przestępstwo o dopingowym tle. Sam Coleman widzi to jednak zupełnie inaczej.

– Nie jestem facetem, który bierze jakiekolwiek suplementy. Dlatego w żadnych okolicznościach nie jest zmartwiony testami dopingowymi. To, co pojawiało się w mediach na temat naruszenia przepisów, nie jest prawdą. Jestem przekonany, że 4 września moje nazwisko zostanie oczyszczone, a potem wezmę udział w mistrzostwach świata – skomentował sprinter.

Coleman dwukrotnie minął się z kontrolerami USADA, a raz z przedstawicielami AIU. Wszystkie organizacje pracują jednak w porozumieniu, a nadrzędne w przypadku są przepisy pierwszej z nich. Lekkoatleta zostanie wysłuchany przez trzyosobowy panel niezależnych ekspertów tworzących trybunał, który podejmie potem ostateczną decyzję w jego sprawie.

Podobne przypadki miały miejsce w niedalekiej przeszłości. Brianna Rollins-McNeal – złota medalistka igrzysk olimpijskich w Rio w biegu na 100 metrów przez płotki – straciła cały 2017 rok właśnie ze względu na trzykrotne “minięcie się” z testerami. Po powrocie do sportu nie jest jednak traktowana jako dopingowiczka, ale w jej przypadku okoliczności były jednak trochę inne.

W pierwszej sytuacji biegaczka nie zaktualizowała miejsca pobytu, bo akurat brała udział w fecie wydaje na jej cześć w rodzinnym miasteczku. W drugim z kolei podróżowała do Białego Domu na spotkanie z prezydentem USA Donaldem Trumpem. Mimo wszystko nikt nie miał dla niej litości. Rollins-McNeal została zdyskwalifikowana na rok, ale wróciła i zdołała się częściowo zrehabilitować.

Jak będzie z Christianem Colemanem? Trudno odnieść wrażenie, by komentując całe zamieszanie w taki sposób jak powyżej rozumiał w ogóle istotę problemu. Jeśli nie ma jakiegoś asa w rękawie (a nic na to na razie nie wskazuje), to własne niedbalstwo może kosztować go wielkie pieniądze i całkiem prawdopodobny olimpijski medal.

KACPER BARTOSIAK

 

fot. Newspix.pl


Aktualności

Kalendarz imprez