Najlepszy występ Polski w XXI wieku, czy jednak spore rozczarowanie?

Najlepszy występ Polski w XXI wieku, czy jednak spore rozczarowanie?

Gdybyśmy mieli określić występ Polaków w Tokio, moglibyśmy sparafrazować znane powiedzenie. Prawdziwą reprezentację poznaje się nie po tym, jak zaczyna, ale po tym, jak kończy. Bo choć rozpoczęliśmy te igrzyska bez animuszu, czekając na pierwszy medal aż pięć dni, to zakończyliśmy je z przytupem. W przedostatni dzień zmagań Polacy dorzucili brąz i srebro, a licznik medalowy naszej reprezentacji zatrzymał się na czternastu krążkach. Dużo? Mało? Które sporty zawiodły, a które dały radę? I czy możemy z optymizmem patrzeć w przyszłość? Postaramy się odpowiedzieć na te pytania. 

Z jednej strony, oczekiwania na pewno były większe, a kilka szans medalowych przepadło nam w spektakularny sposób. Siatkarze, koszykówka 3×3, żeńska drużyna szpadzistek… Z drugiej strony patrząc, polscy sportowcy kilka razy zaskoczyli zarówno nas jak i cały świat, zdobywając medal wtedy, kiedy nikt na nich nie stawiał. Jak chociażby Dawid Tomala w chodzie na 50 kilometrów czy Tadeusz Michalik w zapasach. Ale jak występ w Japonii prezentuje się na tle innych igrzysk w naszym wykonaniu?

Pod względem liczby zdobytych medali, Tokio 2020 – oficjalna nazwa igrzysk pozostała przy pierwotnie założonym roku ich rozegrania – plasuje się w środku stawki. Na 22 turnieje w których dane nam było zobaczyć Polaków, świeżo zakończone igrzyska są na 10. miejscu ex aequo z Sydney 2000, gdzie zdobyliśmy tyle samo krążków. Jednak o klasyfikacji medalowej na igrzyskach najpierw decyduje liczba medali z najcenniejszego kruszcu, dopiero później ich ogólna suma. W takim wypadku Tokio prezentuje się nieco lepiej, zajmuje 8. pozycję w klasyfikacji polskich występów. Wyprzedza w niej na przykład Barcelonę 1992, w której zdobyliśmy 19 krążków, lecz tylko 3 złote, a także Moskwę 1980 – absolutnego lidera w liczbie zdobytych medali (32), ale które to igrzyska również dały nam zaledwie trzech mistrzów olimpijskich.

W każdym razie, igrzyska olimpijskie w Tokio można uznać za najbardziej owocne w wykonaniu Polaków w XXI wieku zarówno pod względem liczby jak i wartości medali. A to pozwala zastanowić się nad kolejnym aspektem.

Czy polscy olimpijczycy poczynili progres?

Żeby odpowiedzieć na to pytanie, porównajmy osiągnięcia Polaków z dwóch ostatnich igrzysk. Przyjęliśmy taką cezurę czasową, gdyż wielu tegorocznych bohaterów brało udział w Londynie, a tym bardziej pamięta Rio de Janeiro. Natomiast od Pekinu minęło aż trzynaście lat, więc z tegorocznej kadry Polski ostały się tylko jednostki, takie jak Maja Włoszczowska czy Paweł Korzeniowski, którzy w Tokio pełnili funkcję chorążych.

Rzecz jasna, nie będziemy tu rozbierać każdej dyscypliny na czynniki pierwsze. Fani badmintona, łucznictwa, jeździectwa czy innych tego typu sportów muszą nam wybaczyć. W tych dyscyplinach w ostatniej dekadzie znaczymy tyle, co nic. Skupimy się na najważniejszych sportach, które dostarczają naszej reprezentacji medale.

Wioślarstwo i kajakarstwo – wysoki, stały poziom

Wiosła i kajaki to jeden z najmocniejszych punktów naszych występów podczas igrzysk. Składa się na to szereg czynników. Zaplecze, w którym co prawda jest sporo do poprawy, ale generalnie stoi na niezłym poziomie. Trenerzy dobrej klasy, którzy umiejętnie potrafią wprowadzać nowych zawodników. I wreszcie sam materiał ludzki, choć nieliczny, to o naprawdę dobrej jakości i robiący wynik, kiedy tylko jest umiejętnie prowadzony.

To połączenie daje efekty w postaci być może niewielkiego, ale stałego przypływu – to chyba dobre słowo, skoro mówimy o sportach wodnych – medali. Wioślarstwo w Londynie wywalczyło jeden, brązowy krążek. Rio przyniosło złoto i brąz. Natomiast w Tokio czwórka podwójna kobiet wywalczyła srebrny medal. I oczywiście, możemy mówić że w tym roku liczyliśmy nawet na nieco więcej. Że męską czwórkę podwójną od medalu dzieliły trzy dziesiąte sekundy, a czwórka bez sternika mężczyzn – obecni mistrzowie świata – zawiodła, nie awansując nawet do finału. Ale takie oczekiwania świadczą też o stabilizacji polskich wioseł na pewnym, wysokim poziomie, który w Japonii został zrealizowany przynajmniej minimalnym stopniu. Nasze osady ponownie wróciły z medalem.

Czwórka podwójna kobiet: Agnieszka Kobus-Zawojska, Marta Wieliczko, Maria Sajdak, Katarzyna Zillmann. Fot. Newspix

Taka sama sytuacja występuje w kajakarstwie, które w Londynie wywalczyło brązowy medal, w Rio srebro i brąz, i powtórzyło ten wynik w Tokio. Co warte podkreślenia – na plyuch pięć wywalczonych medali, w czterech wiosła maczała Karolina Naja. Ale sukcesy polskich kajaków nie skończą się wraz z odejściem naszej wybitnej kajakarki – choć w Paryżu zapewne jeszcze ją zobaczymy. Polka posiada godne następczynie – Anna Puławska ma 25 lat, a Justyna Iskrzycka i Helena Wiśniewska odpowiednio po 23 i 22 lata. Zatem wszystko wskazuje na to, że medalowa tendencja w najbliższych latach zostanie utrzymana.

Familia Michalików ratuje zapasy

Spoglądając na suchą statystykę medalową w zapasach wydawać by się mogło, że mamy tu podobną historię jak w przypadku sportów wodnych. Brąz na każdych z trzech igrzysk. Może niewiele, ale na względnie niezłym poziomie, zważywszy na skromne kadry, jakie posyłamy na igrzyska. Otóż nic bardziej mylnego. Nasze zapasy – jak prawie każde sporty walki – leżą na łopatkach i odklepują.

W 2012 roku posłaliśmy do boju zaledwie czterech zawodników, a z brązowym medalem wrócił znany dziś z występów w MMA Damian Janikowski. Ale cztery lata później wówczas dwudziestopięcioletni zapaśnik nie wywalczył kwalifikacji na turniej do Brazylii, więc postanowił zakończyć ten etap kariery i związał się z federacją KSW. Patrząc na różnice finansowe pomiędzy zapasami i MMA – zupełnie nas to nie dziwi.

Lecz w Rio de Janeiro Polska wywalczyła kolejny medal, którego autorką była Monika Michalik. Dodajmy, że Polka miała sporą motywację do zdobycia brązowego krążka. Cztery lata wcześniej w Londynie minimalnie przegrała właśnie walkę o brąz.

Najnowszą historię Tadeusza Michalika zdążyliśmy już wszyscy poznać. Chłopak po przejściach zdrowotnych, który nie pojechałby na igrzyska gdyby te odbywały się w pierwotnym terminie. Pochodzący z Jasieńca, z wielodzietnej rodziny, jeszcze tydzień temu znany bardziej jako brat Moniki. Absolutnie nikt na niego nie stawiał, a on wyrównał wyczyn o jedenaście lat starszej siostry i wywalczył brązowy medal. Pytanie tylko, czy to zmienia stan polskich zapasów? Chociaż życzymy Tadeuszowi wielu sukcesów i mamy nadzieję, że zobaczymy go w Paryżu, to trudno nie odnieść wrażenia, że medale dla polskich zapasów nie są wynikiem sprawnie działającego systemu, ale dobrych jednostek, które – na szczęście – nie przepadły. Rzecz w tym, że kiedyś karta może się odwrócić, a polscy zapaśnicy wrócą z pustymi rękoma.

Stary człowiek i morze

Żeglarstwo to dość niedoceniany sport w polskim portfolio olimpijskim. Niesłusznie, bo chociaż w regatach olimpijskich wystawiamy skromną liczbę reprezentantów, to ci zwykle nie dają powodów do wstydu, a wręcz przeciwnie. Naszą główną klasą żeglarską jest windsurfing (RS:X). W Londynie zapewniła nam ona dwa brązowe medale. Wśród mężczyzn na podium stanął Przemysław Miarczyński, natomiast w rywalizacji pań dokonała tego Zofia Noceti-Klepacka. W Rio bardzo blisko medalu był Piotr Myszka, który stracił pozycję na podium w swoim ostatnim starcie i ostatecznie zajął czwarte miejsce. Ale prawdziwy dramat miał miejsce w Tokio, gdzie Polak – wraz z Włochem i Francuzem, z którymi bezpośrednio walczył o medale – został zdyskwalifikowany za falstart w wyścigu finałowym.

Lecz polskie żeglarstwo tym razem nie wróciło z pustymi rękoma. W klasie 470 kobiet Jolanta Ogar-Hill i Agnieszka Skrzypulec po zaciętej walce w wyścigu finałowym wywalczyły srebrny medal. Jednak choć gratulujemy naszym paniom sukcesu, to obawiamy się, że ten krążek może stanowić łabędzi śpiew polskiego żeglarstwa.

Zofia Noceti-Klepacka ma 35 lat. Piotr Myszka – 40. Agnieszka Skrzypulec 32, a Jolanta Ogar-Hill 39. Ponadto, w klasie 49er startowali Paweł Kołodziński i Łukasz Przybytek – odpowiednio w wieku 33 i 32 lat. Doświadczenie ma swoje zalety – szczególnie w żeglarstwie – lecz pytaniem otwartym pozostaje jak długo nasi zawodnicy będą w stanie toczyć wyrównaną walkę ze światową czołówką?

Gwoli ścisłości dodajmy, że w Tokio w klasie 49erFX wystartowały również Aleksandra Melzacka i Kinga Łoboda, a w laser radial Magdalena Kwaśna. To zawodniczki młode, które wciąż mogą się rozwinąć. Jednak w Japonii Kwaśna zajęła 17. pozycję w klasyfikacji generalnej, a Łoboda i Melzacka ukończyły regaty na 15. miejscu. Dobrze na przyszłość to nie wróży…

Wunderteam pokazał moc

Nie ma co ukrywać, że z wyczynów naszych lekkoatletów na japońskich igrzyskach możemy być najbardziej dumni. Dziewięć z czternastu medali było ich autorstwa. Wszystkie złota jakie zdobyliśmy – również. Pierwsze krążki wywalczone na bieżni od 1980 roku. W końcu potwierdzona totalna dominacja w rzucie młotem, uznawanym za naszą specjalność. Czy należało się spodziewać aż tak dobrej postawy lekkoatletów? Cóż… trochę tak. Ale pozwólcie, że w celu unaocznienia progresu, jaki od 2012 roku nastąpił w rodzimej lekkoatletyce, posłużymy się również wynikami z mistrzostw świata i Europy.

Igrzyska Olimpijskie Londyn 2012 – 2 medale – 2 [Z]łote, 0 [S]rebrnych, 0 [B]rązowych

– MŚ Moskwa 2013 – 3 medale – 2 Z, 1 S, 0 B

– ME Zurych 2014 – 12 medali – 2 Z, 5 S, 5B

– MŚ Pekin 2015 – 8 medali – 3 Z, 1 S, 4 B

– ME Amsterdam 2016 – 12 medali – 6 Z, 5S, 1 B

Igrzyska Olimpijskie Rio de Janeiro 2016 – 3 medale – 1 Z, 1 S, 1 B

– MŚ Londyn 2017 – 8 medali – 2 Z, 2 S, 4 B

– ME Berlin 2018 – 12 medali – 7 Z, 4 S, 1 B

– MŚ Doha 2019 – 6 medali – 1 Z, 2 S, 3 B

Igrzyska Olimpijskie Tokio 2020 – 9 medali – 4 Z, 2 S, 3 B

Okej, jako Polacy lubimy sobie ponarzekać na to, że sport jest niedofinansowany. I wielokrotnie jest to narzekanie słuszne – takie dyscypliny jak na przykład judo w naszym kraju leżą i kwiczą. W pływaniu – choć wyniki na tych igrzyskach były niezłe – szorujemy po dnie basenu. Ale po zdobyczach medalowych w lekkoatletyce widać, że ta w Polsce od dziesięciu lat czyniła stały postęp. Mamy dobrych trenerów, warunki infrastrukturalne uległy poprawie, a i sami zawodnicy – przynajmniej ci, objęci szkoleniem na szczeblu centralnym – nie narzekają na swój byt. To nie jest tylko nasza opinia. W programach Hejt Park mówiły o tym Joanna Jóźwik czy zawodniczka Grupy Sportowej ORLEN – Maria Andrejczyk.

Lecz ze strony malkontentów zawsze było jakieś „ale”…

Kiedy podczas mistrzostw Europy w Zurychu Polacy zdobyli dwanaście medali, mówiono że mamy dobry poziom na skalę kontynentalną. Gdy równie dobrze zaprezentowali się w Pekinie, a w Amsterdamie wygrali klasyfikację medalową, zaczęto porównywać ich do słynnego polskiego Wunderteamu, stworzonego na przełomie lat 50. i 60. przez trenera Jana Mulaka. I wtedy przyszły igrzyska w Rio de Janeiro, a w nich rozczarowujące trzy krążki. Dwa z nich w rzucie młotem – złoto niezawodnej Anity Włodarczyk i brąz Wojciecha Nowickiego. Do tego srebro dołożył Piotr Małachowski. Reszta? Niektórzy byli blisko. Jak chociażby Maria Andrejczyk, którą od medalu dzieliły trzy centymetry. Albo Joanna Jóźwik – piąta w finale biegu na 800 metrów. Za Caster Semenyą i dwiema innymi biegaczkami, które dziś nie zostałyby dopuszczone do startu na tym dystansie ze względu na wysoki poziom testosteronu w organizmie.

Lecz wynik poszedł w świat i dostarczył krytykom nowej amunicji. Mistrzostwa Europy? Gratulujemy sukcesów. Mistrzostwa świata? W nich Polacy się nie spalą. Ale na igrzyskach przepadną. Bo przecież nie dali rady w Rio de Janeiro, pomimo pasma sukcesów podczas innych imprez.

Nie przepadli, chociaż większość z nich była na poprzednich igrzyskach. Lecz jeżeli mielibyśmy rozkładać te medale na czynniki pierwsze, powiedzielibyśmy, że zgadzają się tylko nazwiska. Bo każdy z nich jako człowiek był tak inny, ukształtowany, odmieniony przez te pięć długich lat.

Weźmy wywołaną już do tablicy Marię Andrejczyk. W Rio zawodniczkę młodą, nieopierzoną na takim poziomie. W Tokio sportsmenkę po przejściach, kontuzjach, która była o krok od zakończenia kariery. Lecz finalnie jechała na igrzyska jako jedna z pięciu oszczepniczek w historii, której udało się rzucić ponad siedemdziesiąt metrów. Albo Anitę Włodarczyk. Wielką mistrzynię, przez lata spoglądającą na rywalki z góry, która po swoje trzecie złoto wcale nie jechała jako faworytka turnieju. A kto wie, czy gdyby igrzyska odbyły się w pierwotnym terminie, to w ogóle wzięłaby w nich udział? Lub Dawida Tomalę, który debiutował na igrzyskach w Londynie w wieku 23 lat. Dziś, po latach bez sukcesów i zmaganiu się z łatką wiecznego talentu, jest mistrzem olimpijskim. Wojciech Nowicki w 2016 roku był zawodnikiem z szerokiej światowej czołówki. W Tokio powtarzalnością rzutów mógłby dorównać mu chyba tylko japoński robot, który w przerwach meczów koszykarskich podczas igrzysk popisywał się kolejnymi celnymi trójkami rzucanymi z połowy boiska. Patryk Dobek pięć lat temu był solidnym płotkarzem, dziś jest świetnym ośmiusetmetrowcem, czego nie spodziewał się nikt. W 2016 roku on sam by w to nie uwierzył.

A nasze sztafety? Do Aniołków Matusińskiego przyzwyczailiśmy się tak, że wydawać by się mogło, że od zawsze były nierozłącznym elementem naszej kadry. Tymczasem w 2016 roku były świeżo po swoim pierwszym, dużym sukcesie – halowym wicemistrzostwie świata. W Brazylii w pierwszym starcie i tak wykręciły swoją życiówkę – 3:25.34. W Tokio, po zmianach personalnych, ciągłym rygorze trenera Matusińskiego prowadzącym do rozwoju oraz pasma sukcesów, Polki pobiegły niemalże pięć sekund szybciej i ustanowiły nowy rekord Polski.

Moglibyśmy tak ciągnąć tę wyliczankę, lecz konkluzja jest jedna. Polski Wunderteam w Japonii pokazał niemalże pełnię swoich możliwości. A my mamy nadzieję, że to nie jest ich ostatnie słowo. Za rok mistrzostwa świata w Eugene. Za trzy lata igrzyska w Paryżu. Pewnie dojdzie do kilku zmian personalnych – te są nieuniknione. Ale polska lekkoatletyka już dawno przeszła fazę budowy. Teraz, posiadając solidne fundamenty, musi zadbać o to, by igrzyska w Tokio nie zamieniły się w jednorazowy wystrzał.

SZYMON SZCZEPANIK

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze Najlepiej oceniane
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
Dario
Dario
1 rok temu

Niestety dramatyczna sytuacja panuje w sportach walki, gdzie można zdobyć worek medali: 18 konkurencji indywidualnych w zapasach 14 konkurencji indywidualnych i jedna zespołowa w judo 13 konkurencji indywidualnych w boksie 6 konkurencji indywidualnych i 6 zespołowych w szermierce 8 konkurencji indywidualnych w taekwondo 8 konkurencji indywidualnych w karate (z czego 6 w kumite i 2 w kata) Łącznie 73 konkurencje, przy czym w zapasach, judo, boksie, taekwondo i kumite są do zdobycia aż 4 medale (złoto, srebro + dwa brązy), natomiast jeśli w szermierce zakwalifikuje się drużyna, to teoretycznie można zdobyć nawet 4 medale (3 indywidualne + 1 w drużynie).… Czytaj więcej »

Aktualności

Kalendarz imprez