Najlepszy polski trener? Poznajcie Tomasza Lewandowskiego

Najlepszy polski trener? Poznajcie Tomasza Lewandowskiego

Przepis na sukces? Zaczyna się od wiary, potem dodajesz ciężką pracę. Trener Tomasz Lewandowski uwierzył w swojego brata i prowadził go od najmłodszych lat. Potem inni uwierzyli w niego. Angelika Cichocka przebiła niewidzialną ścianę i zdobyła złoto mistrzostw Europy. Patrycja Wyciszkiewicz zaczęła błyszczeć pełnym potencjałem, a pod jego skrzydłami na właściwe tory chce wrócić Adam Kszczot. Wśród trenerów polskiej lekkoatletyki nie ma obecnie gorętszego nazwiska. 

Brązowy medal mistrzostw świata Marcina Lewandowskiego w biegu na 1500 metrów. Złoty medal mistrzostw Europy Angeliki Cichockiej na tym samym dystansie sprzed trzech lat. Nieustanny postęp Patrycji Wyciszkiewicz, która w sztafecie 4×400 m w Dausze znacząco przybliżyła polski zespół do srebrnego medalu, przebiegając okrążenie w rewelacyjnym czasie 49.7 sekund. Pod każdą z tych laurek, możemy śmiało podpiąć inicjały Tomasza Lewandowskiego.

Jego zespół wciąż rośnie w siłę, bo niedługo dołączy do niego Adam Kszczot. Tokio 2020 już za niespełna rok i patrząc optymistycznym okiem, zawodnicy Lewandowskiego mają szansę przywieźć z nich nawet cztery medale. Wynik, który robi wrażenie, prawda?

Co w rodzinie to nie zginie

Sam był czynnym sportowcem. W karierze juniorskiej reprezentował barwy MKL-u Szczecin, gdzie trenował biegi na średnich dystansach. Jak wspomina jego ówczesny kolega z zespołu, a kilka lat później medalista mistrzostw świata w biegu na 800 metrów – Paweł Czapiewski, Tomasz nie wiązał swojej przyszłości z karierą zawodniczą:

  Niedawno nawet znalazłem nasze wspólne zdjęcie ze sztafety klubowej 4×400 m. Razem biegaliśmy, można powiedzieć, że jest moim kolegą z bieżni. To była końcówka lat dziewięćdziesiątych. Tomek sam przyzna, że nie miał materiałów na jakieś wielkie bieganie. Odniósł trochę sukcesów w czasach juniorskich, ale potem poświęcił się pracy trenerskiej.

Szybko dostrzegł, że największym talentem w rodzinie jest jego młodszy brat Marcin. Priorytetem stała się dla niego kariera późniejszego mistrza Europy i medalisty mistrzostw świata.

– Pamiętam kiedy Tomek się do mnie zgłosił i powiedział, że ma bardzo utalentowanego brata i chciałby mu się poświęcić. Jeździł nawet do Anglii, aby zarobić na wszystko pieniądze. Przygodę Marcina ze sportem obserwowałem od samego początku i przyznam, że nie spodziewałem się, że będzie zawodnikiem aż takiej klasy. Tomkowi tej wiary nie brakowało, a efekty tego widzimy do dzisiaj – mówi Czapiewski.

Jak wielu młodych chłopaków, Marcin ze sportem zaprzyjaźnił się poprzez kopanie piłki. Już wtedy przejawiał jednak talent do biegania, biorąc udział w gminnych zawodach przełajowych. W poważną lekkoatletykę wszedł nieco później, jako junior młodszy zaczął biegać w Osowych Sieniach. Później dołączył do Ósemki Police – klubu, w którym wcześniej grał w piłkę nożną. Tam gdzie szedł Marcin, tam podążał również Tomasz.

W Policach bracia zatrzymali się na dłużej, a ich współpraca przebiegała znakomicie. W 2007 roku Marcin wygrał bieg na 800 metrów na Mistrzostwach Europy U-23. Miał wtedy zaledwie 20 lat, a więc rywalizował z zawodnikami starszymi o nawet dwa lata. W momencie kiedy jego rówieśnicy parali się bieganiem wyłącznie w młodzieżowych imprezach, on przygotowywał się do igrzysk. W Pekinie dotarł do półfinału, co jak na młodego, a na dodatek europejskiego zawodnika, było wyłącznie powodem do dumy.

– Tomek miał tę zaletę, że nie głaskał brata i był w stosunku do niego taki sam, jak do reszty zawodników. Mieliśmy w tamtym czasie mocną grupę – w tym aż dwóch chłopaków, którzy byli rekordzistami Polski wśród młodzików. Tomek nie faworyzował brata na treningu, a wręcz przeciwnie. Może nawet jeszcze bardziej zwracał uwagę na brak spoufalania się – zaznacza Ryszard Kamiński, prezes Ósemki Police.

Romans braci z niewielkim miastem z Pomorza zakończył się po pięciu latach, kiedy przenieśli się do Zawiszy Bydgoszcz. Kariera Marcina nieustannie gnała do przodu. Prawdziwy przełom miał miejsce dwa lata po igrzyskach w Pekinie. Nadchodziły mistrzostwa Europy, a bieg na 800 metrów mógł czuć się nieco osierocony. Kontuzje wykluczyły z udziału broniącego tytuł Brama Sama oraz prawdopodobnie najlepszego europejskiego ośmiusetmetrowca dekady – Juriego Borzakowskiego.

To był czas dla młodych. Medaliści opuścili królestwo, a tron pozostał pusty.

Podium uzupełniła trójka zawodników poniżej 25. roku życia – Lewandowski, Rimmer oraz Kszczot. To wtedy Polska poznała Marcina, a Marcin poznał sławę. Tomasz miał 28 lat i jak zawsze nie wychylał się z cienia. Jego praca i poświęcenie przyniosły pierwsze poważne sukcesy.

Podróż w czasie

Historia braci przeniosła się do nieco innej rzeczywistości. Marcin skupił się na biegach na 1500 metrów, choć wciąż okazyjnie startuje w swojej pierwszej specjalności. I to z niezłymi efektami, ponieważ podczas lipcowej Diamentowej Ligi w Londynie, niemal nie pobił swojego rekordu życiowego. Finiszował z czasem 1:43.74 i do wyrównania najlepszego wyniku zabrakło mu zaledwie dwóch setnych sekundy. Tomasz jest natomiast trenerem z wyższej półki, jak podkreśla Paweł Czapiewski:

– Tomek to już uznana firma trenerska, nie tylko w Polsce, ale i w Europie. Jeździ na konferencje międzynarodowe, gdzie wykłada i przekazuje swoją wiedzę. Jest człowiekiem, który ciągle się uczy, wyciąga wnioski i nie boi się testować różnych nowinek. Wiedza trenerska mocno się zmienia, ewoluuje, a Tomek cały czas jest na bieżąco.

Z Angeliką Cichocką – mistrzynią Europy w biegu na 1500 metrów, współpracuje od ponad pięciu lat. Zaczęło się od zgrupowania w RPA w 2013 roku. Na obozy kadrowe zawodniczka jeździła bez swojego ówczesnego trenera klubowego – Jarosława Ścigały, który pracował jako dyrektor szkoły i ze względu na obowiązki zawodowe nie mógł być na nich obecny. Podczas takich wyjazdów, Cichocka była podłączana pod inne grupy, i tak też trafiła na trenera Lewandowskiego:

– Bardzo spodobała mi się jego współpraca z zawodnikiem. To, jak potrafił umotywować, do szybkiego biegania. Miał w sobie taką siłę i energię, które wprowadzały nową jakość w naszym treningu.

Cichocka uchodziła za utalentowaną zawodniczkę. Startowała w biegach na 1500 metrów na międzynarodowych imprezach, dwukrotnie biorąc udział w seniorskich mistrzostwach Europy. W 2010 roku w Barcelonie skończyło się na eliminacjach, dwa lata później w Helsinkach dotarła do półfinału. Brakowało czegoś, co sprawi, że wreszcie sięgnie po upragnione medale – szlifu, kropki nad i, wisienki na torcie.

Po trzech latach współpracy z nowym trenerem dopięła swego. W 2016 roku została mistrzynią Europy na dystansie 1500 metrów. Nie ulega wątpliwości, że to sportowiec jest w głównej mierze architektem swojego sukcesu. W końcu nikt za nikogo niczego nie zrobi. Chciałoby się jednak powiedzieć, że trener Tomasz wyciągnął szlifierkę, postawił ową kropkę i zebrał owoce. Pomógł biegaczce wejść na wyższy poziom.

– Przed rozpoczęciem współpracy z trenerem Tomaszem, miałam pewne oczekiwania. Nie szukałam relacji i przyjaciół, zależało mi na dobrej jakości. Trener jest typem profesjonalisty. Przychodzimy na trening, wiemy co mamy robić i nie zadajemy pytań. Kogoś takiego potrzebowałam – osoby, która ma ogromną wiedzę, otwarty umysł i potrafi zaryzykować.

Polską lekkoatletykę wspiera PKN ORLEN.

Adam Kszczot o zmianie trenera: coś się kończy, coś się zaczyna

Piękne horyzonty

Tak jak na komisariacie, można grać dobrego albo złego policjanta, tak i w sporcie nie ma jednej, prawidłowej szkoły trenerskiej. Zadziałać może zarówno relacja na rodzinnych, bliskich relacjach, jak i surowych zasadach, bo nikt miłego się nie słucha. Pewne jest tylko, że trener powinien pamiętać imię swojego zawodnika i w miarę regularnie z nim rozmawiać, bo i o takich historiach słyszał świat.

Jakim typem trenera jest Tomasz Lewandowski? Przede wszystkim profesjonalistą pełną gębą.

– Metody poszczególnych trenerów są podobne. Kluczowa jest kwestia przyłożenia się i akcentu jaki kładzie się na poszczególne elementy treningu. Ważne jest wiedzieć, w którym punkcie przycisnąć, a kiedy odpuścić. Trzeba mieć do tego czucie i ogromną wiedzę. Trener Tomasz jest taką osobą. Ludzie, którzy do niego trafiają nie są z łapanki i wiedzą czego chcą. To bardzo utalentowani zawodnicy, a trener potrafi świetnie przekuć ten potencjał w wyniki – mówi Cichocka.

Nic dziwnego, że jego zespół powiększa się o kolejne gwiazdy. W 2018 roku ze współpracy z Edwardem Motylem z Poznania, zrezygnowała jedna z Aniołków Matusińskiego, Patrycja Wyciszkiewicz. Poczuła, że pewien etap dobiegł końca i aby zrobić kolejny krok, potrzebna będzie zmiana. Podjęcie współpracy z trenerem Marcina Lewandowskiego i Angeliki Cichockiej, wcale nie musiało należeć do oczywistych decyzji. W końcu dotychczasowo zajmował się głównie średniodystansowcami, a bieg na 400 metrów to jakby nie patrzeć konkurencja sprinterska.

W tym momencie możemy podkreślić, że Lewandowski jest również trenerem wszechstronnym, bo i praca z Wyciszkiewicz szybko zaczęła zbierać żniwa. Biegaczka na mistrzostwach świata w Dausze w sztafecie 4×400 m na drugiej zmianie pobiegła okrążenie w czasie 49.7. To niecałe pół sekundy gorzej od rekordu Polski. Start z bloków, a start lotny, czyli podczas przekazania pałeczki, to naturalnie zgoła odmienne sytuacje. Takie porównanie może nam jednak uświadomić dwie rzeczy. Po pierwsze, Wyciszkiewicz pobiegła naprawdę szybko. Po drugie, rekord Ireny Szewińskiej sprzed ponad czterdziestu lat jest wprost absurdalnie dobry.

– Tomek jest trenerem światowej klasy. Adam może być pewny, że będzie miał opiekę na najwyższym poziomie

– zapewnia Czapiewski.

Trener Lewandowski dostanie w swoje ręce materiał najwyższej klasy, bo Adam Kszczot to bez wątpienia najlepszy polski biegacz dekady. Trzykrotny mistrz Europy, dwukrotny wicemistrz świata i prawdziwa ikona polskiej lekkoatletyki. Dotychczasowo starszy brat specjalizował się w materializowaniu unoszącego się w powietrzu potencjału, w ciało stałe, czyli sukces. Teraz jeden mistrz poda rękę drugiemu i miejmy nadzieję, że wspólnie podbiją Tokio.

KACPER MARCINIAK

 

 

Fot. FotoPyk


Aktualności

Kalendarz imprez