Nadchodzą rewolucyjne zmiany w pięcioboju nowoczesnym

Nadchodzą rewolucyjne zmiany w pięcioboju nowoczesnym

Pięciobój nowoczesny przechodzi ewolucję już od lat, potrzebna jest jednak rewolucja. Ten piękny sport próbuje dopasować format do norm oglądalności telewizji. Wymyślono więc 90-minutową formułę rozegrania zawodów, która w programie olimpijskim ma się znaleźć w Paryżu 2024.

Kiedy Pierre de Coubertin budował podwaliny pod nowożytne igrzyska, przyświecała mu wizja nowoczesnego sportu wzorowanego na starożytnym pięcioboju. Miała to być dyscyplina wymagająca uniwersalnych umiejętności, skrajnie zróżnicowanych. Połączył więc jazdę konną z pływaniem i biegiem, walką na szpady i strzelaniem. Początkowo nazywany pięciobojem oficerskim uprawiany miał być tylko przez starszych szarżą.

Po raz pierwszy medale olimpijskie rozdano pięcioboistom w Sztokholmie w 1912 roku. Najpierw była to skandynawska, a ściśle rzecz ujmując szwedzka specjalność. Dopiero w Amsterdamie 1928 na podium zdołał się wcisnąć Niemiec. Wcześniej – w Sztokholmie, Antwerpii 1920 i Paryżu 1924 wszystkie medale zdobywali przedstawiciele Kraju Trzech Koron. Polacy również mają swój udział na liście medalistów olimpijskich. W Montrealu 1976 złoto wywalczył Janusz Gerard Pyciak-Peciak. Jego wyczyny w Barcelonie 1992 roku powtórzył Arkadiusz Skrzypaszek i dodał jeszcze mistrzostwo w drużynie z Dariuszem Goździakiem i Maciejem Czyżowiczem. Od 2000 roku również kobiety walczą o medale. Polki na podium czekały aż do Rio 2016 roku, kiedy to brąz wywalczyła Oktawia Nowacka.

Pięciobój – nazwany nowoczesnym dla odróżnienia od tego starożytnego – rozgrywany był pierwotnie przez pięć kolejnych dni. Jeszcze podczas mistrzostw świata kobiet w Warszawie, rozegranych w 1988 roku, zawody trwały właśnie tyle. Zaczynano od jazdy konnej, kolejnego dnia odbywał się niemal turniej szermierczy. Następnie zawodnicy pojawiali się na pływalni, by przepłynąć nietypowy dystans – 300 metrów. Oddzielny dzień był przeznaczony na strzelanie – z broni palnej. Wtedy też uczestnicy zawodów mogli odetchnąć przed ostatnim dniem. Na deser pozostawał bieg terenowy, a do pokonania były cztery kilometry. Wyniki każdej z konkurencji przeliczano na punkty wielobojowe, co pozwalało z kolei wypuszczać zawodników na trasę crossu z tzw. handicapem, czyli pierwszy startował lider po czterech konkurencjach, a reszta goniła go ruszając z odpowiednią stratą. Wygrywał ten, kto pierwszy dotarł do mety. Proste? Jak bułka z masłem.

Jednak ten format przejadł się już w latach 90. Dla uproszczenia skrócono rywalizację, najpierw do dwóch dni, potem jednego. Eksperymentowano z dystansami biegu (zamiast 4 km, biegało się 3 km, a zamiast pływania na 300 m, ścigano się na 200 m) i bronią. Najpierw ruchome tarcze i pistolety kalibru 5,6 mm wyparły pistolety pneumatyczne. Obecnie już nawet nie strzela się ze śrutu, tylko z wiązki świetlnej – “lasera”. Na tym jednak nie zakończono „ułatwiania” widzom zrozumienia. Na wzór biathlonu połączono bowiem bieg i strzelanie, by kończyć rywalizację kombinacją.

Prezydent UIPM dr Klaus Schormann tłumaczy: – Znów stajemy w przełomowym momencie długiej historii naszego ukochanego sportu, który stanowi podstawę olimpijską. Na igrzyskach pierwotnie rozgrywano pięciobój w pięć dni. W Altancie 1996 roku dyscyplinę skondensowano do jednego dnia, a w Londynie 2012 połączyliśmy bieganie i strzelanie, by wywołać większe emocje. W Tokio 2021 wszystkie pięć dyscyplin ma się odbyć na jednym obiekcie – Stadionie Pięciobojowym. Teraz, po dwóch latach szczegółowych testów i dyskusji pomiędzy środowiskiem, MKOl-em, organizatorami Paryż 2024 i Olympic Broadcast Servises, jesteśmy gotowi zaprezentować nowy pięciobój nowoczesny, który ma trwać 90 minut. Mam nadzieję, że zaprezentowany format pozwoli przeżyć temu sportowi swoistą transformację i zwiększy popularność tej olimpijskiej dyscypliny.

Światowa centrala pięciobojowa od lat mierzy się z wyzwaniem komercjalizacji swojej dyscypliny. Niejednokrotnie mówiło się, że losy pięcioboju jako dyscypliny olimpijskiej wiszą na włosku. Przed laty biathlonem i pięciobojem zawiadywała jedna federacja, lecz biathlon „wyszedł z lasu”, by stać się jedną z najlepiej pokazywanych dyscyplin zimowych. Pięcioboiści, mimo że już od dawna nie biegają po lesie, wciąż w nim tkwią. – Albo wy się zmienicie, alby my was zmienimy – miał powiedzieć prezydent MKOl-u, dr Thomas Bach. Wydaje się, że UIPM wzięło sobie te słowa do serca, bo jeśli nie zaproponują niczego nowego na Paryż 2024, wówczas w Los Angeles 2028 może się okazać, że próba czasu wykończy sport wymyślony przez barona De Coubertaina.

7 grudnia w Lozannie ma się odbyć posiedzenie Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego właśnie w sprawie sportów, które przed 2024 rokiem znalazły się w trudnej sytuacji. Pięcioboiści pod wodzą Janusza Peciaka, który od 2012 roku zasiada w zarządzie UIPM i pełni rolę wiceprezesa do spraw sportu, mają już gotową propozycję.

Wiele dyscyplin musi szukać sposobu i zmian, by mieścić się w takim formacie jak sporty zespołowe, czyli maksymalnie dwóch godzin. My proponujemy format 90-minutowy – mówi mistrz olimpijski z Montrealu ’76 i zastrzega, że ponad 20 dyscyplin głośno puka do drzwi MKOl o wpisanie do programu olimpijskiego. Wizja nowego formatu pięcioboju nowoczesnego, jaką przedstawicie UIPM zamierzają zaprezentować w Lozannie była już testowana w Budapeszcie i Kairze.

Wiadomo, że do zawodów olimpijskich kwalifikuje się po 36 kobiet i mężczyzn. Według projektu mają zostać podzieleni na dwunastoosobowe grupy. Zawody formalnie rozpoczną się w przeddzień eliminacji/półfinałów od pełnowymiarowego turnieju szermierczego. Tam każdy ma walczyć z każdym, a wyniki turnieju mają obowiązywać zarówno w półfinałach jak i finale, który ma trwać właśnie około 1,5 godziny. Jak dokładnie będzie wyglądał? Zawody rozpocznie jazda konna, głównie ze względu na obowiązkowe rozprężenie wierzchowców, które zwyczajowo trwa minimum 20 minut. Tyle czasu zawodnicy dostaną, by się rozgrzać i poznać konia oraz oddać kilka próbnych skoków. Następnie ruszą na parkur, gdzie liczba przeszkód ma zostać zmniejszona do 10 (obecnie to 12 przeszkód i 15 skoków). Przejazd jednego zawodnika szacowany jest na maksymalnie 1,5 minuty. Cały konkurs jeździecki ma więc się skończyć po 20 minutach.

Potem sportowcy będą mieli 10 minut na przygotowanie się do kolejnej konkurencji – szermierki. Tym razem będzie to obowiązujący już od jakiegoś czasu na zawodach formatu turnieju bonusowego, w którym można sobie podnieść ranking po głównym turnieju szermierczym. Zawodnicy wychodzą więc na planszę według kolejności, w jakiej zostali sklasyfikowani we wspomnianym wcześniej w turnieju głównym. Pierwsi pojedynkują się ostatni z przedostatnim. W ciągu pół minuty mają zadać trafienie. Na planszy zostaje wygrany i walczy na szpady do jednego trafienia z kolejnym zawodnikiem w odwróconej kolejności. Jeśli żaden nie wygra, schodzą obaj i wchodzi następna para.

Po szermierce zawodnicy będą mieli kolejne 10 minut na przebranie się i przygotowanie do pływania. Może zastanawiać skąd basen na stadionie? Otóż planowane jest używanie basenów tymczasowych, rozkładanych. Jest wiele patentów na takie rozwiązania. Według Janusza Peciaka wynajęcie takiej demontowanej pływalni to koszt rzędu 25-30 tysięcy dolarów i powinno być to do uniesienia dla organizatorów zawodów największej rangi. Mowa rzecz jasna o basenie 25-metrowym. Ma obowiązywać tradycyjny dystans 200 m, a zawodnicy będą podzieleni na dwie serie. Kolejne 10-minutowa przerwa to czas na przebranie się w strój biegowy i gotowość do ostatniej konkurencji – laser-run, czyli kombinacja biegu i strzelania. Kolejność startu wynika z dotychczasowego dorobku punktowego. Pierwszy na trasę rusza lider, pozostali z odpowiednią stratą czasową. Dziś w pięciobojowym laser-runie biega się dystans 4×800 m, każda pętla przedzielana jest strzelaniem z pistoletu laserowego. W formacie Paryż 2024 pętla ma być jeszcze skrócona do 600 m.


(Zbigniew Pacelt, Janusz Peciak i trener Bogdan Bolesław)

Co ciekawe, w projekcie pięciobojowej unii jest wprowadzenie do olimpijskiej rywalizacji rozgrywanych od dobrych piętnastu lat sztafet mieszanych. To w związku z naciskami odgórnymi mówiącymi o parytetach płciowych. Do zawodów sztafet mają się kwalifikować tylko zespoły z krajów, które zdołały wprowadzić kobietę i mężczyznę do zawodów indywidualnych. Wystartować ma 16 dwuosobowych zespołów.

– Rywalizacja sztafet jest niezwykle pasjonująca i uważam, że jest jeszcze bardziej zacięta niż walka indywidualna. Tutaj wszystko rozgrywa się dosłownie na centymetry – przekonuje Janusz Peciak. – Dziś światem rządzi telewizja. Ja jestem starej daty, więc wolałbym aby zawody wyglądały jak przed laty. Jednak musimy podążać z duchem czasu. Telewizja jednak wymaga gladiatorów. Zmienia się więc profil zawodnika. Musi być szybszy i silniejszy, ale nie jest tak wytrzymały jak my kiedyś. Ja wolałem swój format, ale faktycznie nie był tak atrakcyjny i widowiskowy. Myślę, że będzie ciekawie. W moich czasach startowało 81 zawodników, a turniej szermierczy trwał cały dzień, kończył się czasem nawet o 22:00 w nocy. Dla mediów to było nieznośne, a to one teraz dyktują jak ma wyglądać sport. Pracujemy i testujemy ten format od półtora roku. Jestem dobrej myśli – podsumowuje  polski pięcioboista.

DARIUSZ URBANOWICZ

Fot. Newspix.pl


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez