Nadal zmierzał w kierunku rekordów, ale na drodze stanął mu Tsitsipas

Nadal zmierzał w kierunku rekordów, ale na drodze stanął mu Tsitsipas

W obliczu problemów zdrowotnych Novaka Djokovica wielu fanów Rafy Nadala mogło mieć nadzieję, że ten – choć też jeszcze niedawno zmagał się z urazem – skorzysta z okazji i wygra Australian Open. Kiedy Hiszpan prowadził dziś 2:0 ze Stefanosem Tsitsipasem zdawało się, że ten scenariusz staje się coraz bardziej realistyczny. Doszło jednak do sensacji – utytułowany tenisista najpierw, po tie-breaku, niespodziewanie przegrał trzecią partię, potem czwartą, aż w końcu odpadł z turnieju.

Powiedzmy sobie szczerze – nic nie zapowiadało takiego rozstrzygnięcia. Nadal przez Australian Open 2021 szedł jak burza. W ciągu pierwszych czterech meczów nie stracił żadnego seta, co absolutnie nie dziwiłoby, gdyby grał na mączce, ale na kortach twardych świadczyło o jego znakomitej dyspozycji. Ćwierćfinałową potyczkę z Grekiem również zaczął świetnie. Wspomnieliśmy, że wygrał dwie pierwsze partie, ale nawet w trzeciej, przy własnym podaniu, przegrał zaledwie jedną piłkę! Jego problemy zaczęły się dopiero w tym nieszczęsnym tie-breaku.

Rafa miał rywala na tacy, ale cóż, przydarzyło mu się kilka naprawdę prostych błędów. To widocznie uskrzydliło Tsitsipasa, który uwierzył, że może wygrać ten mecz. Choć generalnie już do samego końca zawodnicy szli łeb w łeb, tak Grek zdołał uzyskać dwa przełamania, samemu nie tracąc ani jednego serwisu. W ostatnim gemie co prawda był tego bliski – gra toczyła się na przewagi, Nadalowi brakowało jednej piłki do wyrównania stanu rywalizacji na 6:6, ale nie udało mu się dopiąć swego.

Tym samym tenisista z Grecji odegrał się Hiszpanowi za porażkę sprzed dwóch lat, kiedy ten zmiażdżył go w półfinale turnieju w Australii. Co czeka go dalej? Półfinał z Daniiłem Miedwiediewem, czyli gościem, który zupełnie mu nie leży. Panowie w głównym cyklu mierzyli się sześciokrotnie – i tylko raz to Tsitsipas odnosił zwycięstwo.

Rekordy, rekordy, byłyście mi tak bliskie

Jeśli chodzi o Rafę – fani Hiszpana mogą być naprawdę niepocieszeni. Bo uciekło mu wiele kapitalnych osiągnięć. Po pierwsze, stracił szansę na pobicie rekordu Rogera Federera w liczbie wygranych setów z rzędu na turniejach wielkoszlemowych (we French Open 2020 zagrał siedem perfekcyjnych meczów, a w Australii, do meczu z Grekiem – cztery). Po drugie, oczywiście, nie został indywidualnym liderem w liczbie wygranych Szlemów – wciąż ma ich dwadzieścia, choć, jak wiemy, na przełomie maja i czerwca czeka go Roland Garros i tam pewnie postara się tego dokonać. Po trzecie, nie został pierwszym tenisistą w Erze Open, który wygrał wszystkie turnieje wielkoszlemowe przynajmniej dwukrotnie (na kortach w Melbourne triumfował tylko raz, w 2009 roku).

Nie możemy też nie wspomnieć o innej rzeczy – Nadal generalnie nie przegrywa takich meczów jak dzisiejszy. Kiedy już obejmuje prowadzenie 2:0, nie daje sobie wejść w drogę. W całej historii swoich występów w zawodach wielkoszlemowych wcześniej tylko raz doszło do sytuacji, kiedy po wygraniu dwóch pierwszych setów, przegrał pojedynek. Było to w 2015 roku, podczas US Open, kiedy zmagający się przez cały rok z kontuzjami Hiszpan nie dał rady Fabio Fogniniemu.

Jakie wnioski możemy wyciągnąć? Czy upadek Wielkiej Trójki jest bliski? Niekoniecznie. Tsitsipas był w końcu idealnie przygotowany na długie granie, bo w 1/8 otrzymał walkowera. Do tego pamiętajmy, że Australian Open nigdy nie było ulubionym turniejem Nadala. W finałach meldował się co prawda wielokrotnie, ale potem przegrywał je, czy to z Federerem, czy Novakiem, czy nawet Stanem Wawrinką (choć wtedy dopadła go kontuzja). Generalnie – grał dobrze, w końcu to Nadal, ale “kropkę nad i” postawił tylko w 2009 roku.

Tym razem było podobnie – do pewnego momentu kapitalna postawa, ale potem rozczarowanie. I wiecie co w związku z tym? Być może będziemy mieli niespodziewanego mistrza AO. Bo kolejny z faworytów – Dominic Thiem – z turniejem pożegnał się już parę dni temu. Na placu boju został tylko Djoković, który wcale nie wygląda tak nieuchwytnie, jak to zazwyczaj ma miejscu na kortach w Melbourne. Poniekąd jest to spowodowane urazami – przed meczem z Milosem Raonicem wydawało się, że “Nole” może do niego w ogóle nie przystąpić.

Miedwiedwiew, Tsitsipas czy – rewelacja ostatnich dni – Asłan Karacjew stoją zatem przed wielką szansą. Czy uda im się ją wykorzystać? Może, ale nie zdziwi nas tradycyjny scenariusz – wiele gadania, spekulacji, nadziei, a na końcu i tak wygrywa Djoković.

Fot. Newspix.pl


Subskrybuj
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze Najlepiej oceniane
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
Greg
Greg
14 dni temu

Nadal ma juz 35 na karku, w tiebreaku smeczował jak junior a potem chyba przez brak siły popełniał tez bardzo dużo prostych bledow… to zresztą nie był nigdy jego turniej, nawet jakby przeszedł Greka szanse na wygrana z Miedwiediewem byłyby bardzo male…
A Miedwiediew spokojnie może już wygrywać z kazdym… Djokovica już pokonywał, jak dla mnie jest minimalnym faworytem do wygrania… chyba ze Novak znajdzie w finale jakiś lepszy poziom, taki jak z Raonicem/Zverevem na Danila nie wystarczy

Aktualności

Kalendarz imprez