Na co stać polskich piłkarzy ręcznych na Euro 2020?

Na co stać polskich piłkarzy ręcznych na Euro 2020?

Nie wygrywamy z drużynami ze światowej czołówki. Nie mamy w składzie zbyt wielu indywidualności. Nie prowadzi nas trener z dużym międzynarodowym doświadczeniem. Nie jesteśmy wysoko notowani u bukmacherów. Czy w związku z tą lawiną negatywnych informacji nie mamy po co włączać meczów Polaków na Euro 2020, bo ich wynik jest z góry przesądzony? A może, wbrew wszelkiej logice, ta drużyna odpali w najbliższych dniach?

Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie i Izrael. Za czasów reprezentacji Bogdana Wenty nawet nie wiedzieliśmy, że te kraje grają w piłkę ręczną. Teraz zdajemy sobie z tego sprawę, głównie dlatego, że to… jedyne zespoły jakie biało-czerwoni ograli w 2019 roku.

I taka oto drużyna w najbliższych dniach musi stawić czoła kolejno Słowenii, Szwajcarii i Szwedom.

Ci pierwsi mają w swoim składzie wielu świetnych zawodników. Pośród nich jest chociażby Blaż Janc z Vive, którego kielczanom latem podbierze Barcelona. U Helwetów nie ma aż tylu wybitnych postaci, za to gra u nich najlepszy naszym zdaniem środkowy świata Andy Schmid. Szwedzi natomiast to współgospodarze turnieju i wicemistrzowie Europy. Nie trzeba być Sherlockiem Holmesem, żeby z tych dwóch faktów wydedukować, że możemy mieć z nimi gigantyczne problemy.

Zanim podamy wam opinie ekspertów, warto przedstawić parę faktów:

  1. To pierwsze ME, na których wystąpią aż 24 drużyny. I głównie dlatego zobaczymy na tym turnieju Polaków. Gdyby zachować dotychczasowy, szesnastozespołowy sznyt, zapewne nie wywalczylibyśmy kwalifikacji.

       2. W pierwszej rundzie turnieju każda grupa liczy cztery reprezentacje. Dalej awansują dwie. Skoro nie pokonaliśmy żadnej liczącej się kadry od… igrzysk w Rio de Janeiro, na pierwszy rzut oka ciężko uwierzyć w to, że zespół Patryka Rombla będzie jedną z nich.

Co w takim razie trzeba będzie uznać za sukces tej drużyny na ME?

– Każdy zdobyty punkt. A jeśli uda się wygrać choć jeden mecz, to już będzie naprawdę fajnie

– uważa Marcin Lijewski, przez lata lider naszej kadry, a obecnie wzięty trener.

– Dla mnie byłoby super, gdybyśmy w każdym spotkaniu toczyli z rywalami w miarę zacięty bój. Jeśli przy tej okazji uda się coś wygrać, będę bardzo zadowolony – dodaje Michał Matysik, kiedyś solidny zawodnik, a dziś czołowy ekspert.

– Ja jestem naiwną optymistką, dlatego za sukces uznam wyjście z grupy. Uważam, że nie jest to nierealne

– dodaje Iwona Niedźwiedź, w przeszłości liderka obrony naszej reprezentacji, a teraz komentatorka.

Kiedy pytamy ją, skąd ma w sobie tyle wiary, na początku wywodu chwali pracę selekcjonera:

– Ja wiem, że Patryk ma wielu przeciwników, ale mimo to autentycznie wierzę w to, co robi. Dlaczego? Bo mam wrażenie, że nigdy nie mieliśmy tak pracowitego szkoleniowca reprezentacji, nawet za czasów Wenty czy Dujszebajewa, z całym szacunkiem dla nich. Rombel to jest pracoholik level hard. Dogląda wszystkich szczebli w handballowej drabinie, również tych juniorskich. Poświęca piłce ręcznej każdą chwilę, to robi na mnie wrażenie. To pozwoli też temu zespołowi poczynić postęp. Zresztą, już dostrzegam kilka plusów. Pierwszy: coraz częściej widzę na parkiecie, że zawodnicy rozumieją filozofię Rombla, czyli hiszpański styl gry, który przyjął. Drugi: rozwijają się przy nim młodzi, jak Sićko, Majdziński czy Olejniczak. Trzeci: dochowaliśmy się bardzo solidnych bramkarzy. Czuję, że duet Morawski-Kornecki zagra fajny turniej.

Skoro już powiało optymizmem, to jeszcze przez chwilę pozostaniemy w tym klimacie.

– Podoba mi się kołowy Dawid Dawydzik, który przebojem wdarł się do kadry – dodaje Marcin Lijewski. – I nie chodzi mi już nawet o same umiejętności, tylko o coś innego, mianowicie o charakter. Gość ma niesamowitą wolę walki, na takich ludziach trzeba budować kadrę.

– Zgadzam się z Marcinem – przyznaje Michał Matysik. – Dopóki nie będziemy mieli gości, którzy mogą rywalizować z Francuzami czy Duńczykami pod względem umiejętności, chciałbym, żeby te braki nadrabiać właśnie ambicją. Owszem, to może skutkować większą liczbą głupich kar, ale trudno, musimy to wliczyć w koszty. Wolę wpadki wynikające z walki niż grę bez charyzmy.

No dobrze, a co w tej drużynie, oczywiście poza brakiem wyników, może irytować?

– Przytrafiają nam się często błędy, które nie mają prawa pojawiać się na poziomie międzynarodowym. Na przykład wtedy, gdy nie wiedzieć czemu… podajemy piłkę przeciwnikowi prosto w ręce. To tak niezrozumiałe zachowanie, że aż mam trudność, by wytłumaczyć tego rodzaju wpadki widzom – mówi Iwona Niedźwiedź.

– Nie zachwyca też środek naszej obrony. Na turniejach w Hiszpanii i Tarnowie Patryk Rombel kombinował z nim jak mógł, ale w każdym kolejnym ustawieniu to nie było to. I jeszcze coś: doświadczeni zawodnicy tej kadry, którzy znają klimat dużych turniejów, nie wpływają odpowiednio mocno na nowicjuszy. Muszą ich mobilizować w trudnych momentach, a tego nie robią.

W tym miejscu warto dodać, że sporo słów krytyki padło w ostatnim czasie pod adresem Kamila Syprzaka. Od zawodnika słynnego PSG, który ma za sobą występy w Barcelonie, można wymagać czegoś spektakularnego, a tymczasem…

– Ostatnio jest nieswój. Zdecydowanie lepiej od Sypy wyglądał Dawydzik, zarówno w obronie jak i w ataku. A przecież to dużo mniej otrzaskany zawodnik. Mam nadzieję, że na Euro Kamil nawiąże jednak formą do mistrzostw świata w Katarze, na których wywalczyliśmy brąz – opowiada Michał Matysik.

Mamy więc zespół, który z jednej strony nie wygrał od dawna z nikim poważnym, z drugiej zaś, zdaniem poważnych ekspertów, może postawić się wymagającym rywalom na dużym turnieju. Ba, Iwona Niedźwiedź uważa nawet, że Polacy są w stanie pokonać… faworytów naszej grupy, Szwedów. Dlaczego?

– Bo styl gry tej drużyny leży nam od lat. Bo zlekceważą Polaków gdyż widzą jakie osiągamy ostatnio wyniki. Bo jak gospodarze będą czuć presję i może im ona pętać nogi – tłumaczy jednym tchem. 

Nam ciężko uwierzyć w aż tak korzystny scenariusz, podzielamy za to zdanie Michała Matysika, które jest chyba idealnym podsumowaniem tego tekstu:

– Nawet jeśli mielibyśmy przegrać po walce trzy mecze na Euro, to i tak te sprawdziany dużo nam dadzą. Więcej niż najlepiej obsadzony turniej towarzyski, gdzie wszyscy grają na maksymalnie 70 procent. Pamiętajmy, że naszym celem jest zbudowanie solidnej drużyny na mistrzostwa świata w 2023 roku, których będziemy współgospodarzami. W Goeteborgu możemy wykonać kolejny krok w jego kierunku. Ważne jest też to, żeby w następnych latach kwalifikować się do kluczowych imprez. Dzięki temu poziom drużyny będzie stale rósł i kiedy wybije godzina zero, możemy być gotowi. 

 

KAMIL GAPIŃSKI

PS Jako że nazywamy się tak, a nie inaczej, warto napisać kilka zdań o olimpijskich kwalifikacjach. Bilet na igrzyska wywalczy mistrz Europy albo finalista tej imprezy, pod warunkiem, że w meczu o złoto… przegra z Danią. Skandynawowie jako mistrzowie świata mają już bowiem zagwarantowany występ w Tokio.

Walka toczy się także o udział w turniejach kwalifikacyjnych do IO. W trakcie zeszłorocznego mundialu występ w nich zagwarantowali sobie Hiszpanie, Chorwaci, Niemcy, Francuzi, Norwegowie i Szwedzi.

Z mistrzostw Europy wejdą do nich dwa najlepsze zespoły turnieju z wyłączeniem wyżej wymienionych. Innymi słowy: nasza kadra ma naprawdę mizerne szanse nawet nie na sam występ na igrzyskach, ale też na to, by choćby powalczyć o nie w najbliższych miesiącach…

Fot. 400mm.pl


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez