Na 800 metrów karty rozdaje nowy fenomen. Kto mu zagrozi?

Na 800 metrów karty rozdaje nowy fenomen. Kto mu zagrozi?

Królestwo Davida Rudishy padło już dawno temu. Nowo koronowany monarcha Donavan Brazier udowadnia na każdym kroku, że dystans 800 metrów obecnie należy do niego. W swoim pierwszym starcie w letnim sezonie od razu wykręcił najlepszy wynik w światowych tabelach. Kto w najbliższych miesiącach będzie próbował go pokonać, gdzie w tym wszystkim jest Adam Kszczot i co stało się z Rudishą oraz Nijelem Amosem?

Na 800 metrów nie startował od ponad 300 dni. Kiedy jednak tylko pokazał się na swoim koronnym dystansie, nie pozostawił wątpliwości, kto jest na ten moment najlepszym zawodnikiem na świecie. Dwa dni temu Donavan Brazier wyścig w Oregon ukończył z czasem 1.43,84, błyskawicznie wskakując na pozycję lidera tegorocznych tabel.

Jak dobry jest to rezultat? Wystarczy powiedzieć, że w “sezonie pandemicznym” drugim najlepszym czasem jak na razie może pochwalić się Australijczyk Peter Bol. I jest to wynik półtorej sekundy gorszy od zawodnika ze Stanów Zjednoczonych (1.45,38). W hali natomiast najszybciej w tym roku biegał (poza samym Amerykaninem) Marc Reuther – 1.45,39. Brazier na dodatek do niedawna legitymował się też najlepszym w sezonie letnim rezultatem na świecie na 1500 metrów (3.35,85). Dopiero 21 lipca pobił go Mohammed Ahmed, a potem ten wynik wyśrubował jeszcze Josh Kerr.

Donovan Brazier nie wziął się znikąd. Reprezentuje młode pokolenie amerykańskich średniodystansowców, którzy bez żadnych kompleksów wdarli się do światowej czołówki. Oprócz niego mówimy o 25-letnim Claytonie Murphy’m (brązowy medal w Rio) oraz 22-letnim Bryce’u Hoppelie (czwarty na mistrzostwach świata). 23-letni Brazier błyszczy oczywiście najjaśniej, bo w ubiegłym roku w Dausze zdobył tytuł mistrza globu. Zrobił to w iście kapitalnym stylu, bo jego czas (1.42,34)  – który i tak był znakomity – mógłby być jeszcze lepszy, gdyby tylko… nie zwolnił wyraźnie na ostatnich metrach.

– Wiem, że w pewnym momencie kariery pobije rekord świata. To pewne – mówił o nim Duane Solomon, były amerykański średniodystansowiec. – Wystarczy, że popatrzysz, jak ten gość biega i jak komfortowo się czuje na bieżni. Trochę przypomina to łatwość, z jaką Caster Semenya wygrywała swoje wyścigi, kiedy startowała na 800 metrów. Chodzi o sytuację, w której nawet nie dajesz z siebie wszystkiego, a i tak triumfujesz.

Pech króla

Rekord świata, który wspominał Solomon, od ośmiu lat należy do Davida Rudishy. Jeśli ostatnimi czasami nie śledziłeś uważnie rywalizacji na 800 metrach, to możesz się zastanawiać: co się do diaska z nim stało? Przecież na tego gościa kiedyś nie było mocnych…

Na pytanie “co się stało z Rudishą” prosto odpowiedzieć się nie da. Kenijczyk miał w ciągu ostatnich lat naprawdę masę problemów. Zaczęło się od mistrzostw świata w lekkiej atletyce w 2017 roku. Miał zjawić się na nich w świetnej formie, po raz kolejny zdominować konkurencję i dołożyć już trzeci złoty medal zawodów tej rangi. Tuż przed imprezą zatrzymała go jednak kontuzja mięśnia czworogłowego.

Sezon 2018? Następny uraz. Tym razem pleców. Początkowo wydawało się, że straci tylko kilka miesięcy, ale skończyło się na praktycznie dwóch latach. Z powodu bólów kości ogonowej nie wystąpił choćby na ubiegłorocznych mistrzostwach globu w Dausze.

Jego kłopoty nie dotyczyły jednak wyłącznie zdrowia. W 2019 roku pojazd, którym kierował Rudisha, zderzył się czołowo z autobusem. Jak do tego doszło? Biegacz wracał do rodzinnego Kilgoris z Nairobi, kiedy w samochodzie pękła mu opona. Stracił nad nim kontrolę, po czym zjechał w sąsiedni pas, z którego nadjeżdżał inny kierowca. Z przedniej połowy jego auta wiele nie zostało… ale Kenijczykowi kompletnie nic się nie stało. Nie dziwi zatem jego reakcja na wypadek: – Dziękuje Boże Wszechmogący za dar życia – mówił.

Kenijczykowi nie układało się również w życiu osobistym. Rozstał się z żoną, którą podejrzewał o zdradę. Kolejnym ciosem była śmierć ojca. Senior rodu, który zainspirował go do uprawiania sportu, zmarł z powodu choroby nerek. Potem Rudisha zaczął topić swoje smutki w alkoholu.

Czy w roku 2020 mógł wreszcie skupić się na startach i budowaniu formy? Niestety, nic z tych rzeczy. W maju doznał kolejnej kontuzji, i to podczas… spaceru. Precyzując: źle stanął i ucierpiała kostka. Gdyby nie przesunięcie igrzysk w Tokio, Kenijczyk zapewne nie zdążyłby się na nie wykurować. W świecie lekkiej atletyki był jednak nieobecny już tak długo, że nikt o tym nie mówi.

Czasy, kiedy gratulowali mu Usain Bolt oraz Sebastian Coe, a niektórzy ogłaszali go najwybitniejszym lekkoatletą na świecie, mogą już nie wrócić. W grudniu tego roku skończy 32 lata. Jest zatem o rok starszy od naszego najlepszego ośmiusetmetrowca.

El Profesor

Kiedy David Rudisha w Pekinie w 2015 roku sięgał po złoto mistrzostw świata, Adam Kszczot jako pierwszy Polak w historii zdobył srebrny medal tej imprezy. Dwa lata później, już pod nieobecność Kenijczyka, powtórzył ten sukces. W Dausze nie udało mu się jednak strzelić medalowego hat-tricka.

Marek Plawgo mówił wtedy dla nas: – Można mieć słabszy sezon. To nie zmniejsza jego szans na igrzyskach olimpijskich. Taki wypadek przy pracy może mieć pozytywne konsekwencje, bo przecież uczą nas porażki, a nie zwycięstwa. Myślę, że Adam ze swoim doświadczeniem, będzie doskonale wiedział, co należy zrobić, aby one się nie powtórzyły.

Od tego czasu nasz najlepszy biegacz nie miał jednak wielu okazji, aby się pokazać. Przed pandemią koronawirusa zdążył wystartować na mistrzostwach Polski w Toruniu oraz mityngach w Glasgow, Düsseldorf i Madrycie. Wyniki? Nie najgorsze. Wszystkie oscylowały od 1.46,01 do 1.46,34. Oczywiście nie są to czasy, które zwalają z nóg, ale biorąc pod uwagę rangę wyżej wymienionych imprez są po prostu solidne, a na dodatek powtarzalne. Warto też podkreślić, że pozwoliły mu one dwukrotnie wygrać zawody, a dwa razy być drugim.

Występy w sezonie letnim Polakowi pokrzyżował oczywiście koronawirus. Na stadionie go w tym roku jeszcze nie widzieliśmy, ale to oczywiście tylko kwestia czasu. W ciągu najbliższych tygodni, kiedy lekkoatletyczny kalendarz zaleje się mityngami, Kszczot wróci do biegania, choćby na zawody Diamentowej Ligi. Dopiero wtedy będziemy widzieć, w jakiej formie się naprawdę znajduje. I przede wszystkim: czy jest to już dyspozycja medalowa?

Bo na tym nam przede wszystkim zależy. Adam Kszczot to zresztą też piekielnie ambitna bestia. Sportowiec, który celuje coraz wyżej, a jedynym krążkiem, po jaki nigdy nie sięgnął, jest ten z igrzysk olimpijskich. W Tokio będzie miał niespełna 32 lata. Pytanie, jak wielu średniodystansowców po trzydziestce, potrafiło kończyć tę imprezę na podium?

Sprawdziliśmy. I cóż, historia nie stoi po stronie Polaka. Ostatnim trzydziestolatkiem, który sięgnął po olimpijski medal na dystansie 800 metrów, był Wilson Kipketer. Reprezentujący Danię Kenijczyk ukończył zmagania w Atenach na trzecim miejscu, miał wówczas 31 lat. Aby znaleźć kolejnego medalistę z trójką z przodu, musimy się cofnąć aż do Barcelony 1992. Wtedy brąz trafił do 32-letniego Amerykanina Johnny’ego Graya.

To jednak tylko statystyki. Nie można się nimi zbyt mocno sugerować, a już na pewno o peselu nie myśli sam Kszczot. Szczególnie kiedy w innych konkurencjach biegowych wcale nie brakuje stosunkowo wiekowych zawodników, którzy celują wysoko. I nie mówimy tylko sprinterach czy maratończykach, ale też średniodystansowcach. W końcu w Dausze po medale na dystansie 1500 metrów sięgali 31-letni Taoufik Makhloufi oraz, oczywiście, Marcin Lewandowski.

Szeroka stawka i jeden schowany mocarz

Gdyby ktoś się nas w 2012 roku zapytał – kto będzie w przyszłości królem ośmiu setek? – moglibyśmy wymienić kilku kandydatów. Wśród nich jednak na pewno nie mogłoby zabraknąć Nijela Amosa. Jedyny medalista olimpijski w historii Botswany miał szczęście uczestniczyć w biegu w Londynie 2012, podczas którego niebotyczny rekord świata ustanowił David Rudisha. Tempo narzucone przez Kenijczyka pozwoliło innym zawodnikom również wykrzesać z siebie sto procent. Amos, który miał wówczas zaledwie 18 lat, finiszował drugi.

Jego czas – 1,41.73 – pozwolił mu wylądować na trzecim miejscu w tabeli wszech czasów, ex-aequo z Sebastianem Coe, legendą średnich dystansów, a obecnie szefem World Athletics. Wydawało się, że kariera Botswańczyka nabierze rozpędu. Tak się jednak nie stało. Nie dlatego, że jego występ w Londynie to był tylko jednorazowy strzał, nic z tych rzeczy. Amos to naprawdę wielki talent. Zawiniły – jak to już bywa – kontuzje.

Jego problemy z urazami zaczęły się już w 2013 roku, kiedy to uszkodził ścięgno udowe. Zdołał jednak i tak uzyskać wtedy niezły wynik – 1.44.71. W kolejnym roku problemy ze zdrowiem już mu nie przeszkadzały, a forma szła w górę. Pokaz swoich możliwości dał podczas mityngów Diamentowej Ligi, kiedy to dwukrotnie wygrywał z Rudishą. Niestety nie miał okazji zaprezentować się podczas wielkiej, globalnej imprezy, bo na nią trzeba było poczekać do 2015 roku i mistrzostw świata w Pekinie.

Na ten czempionat spowalniany przez kontuzje Amos nie zdołał już wypracować odpowiedniej dyspozycji. Pod znakiem problemów zdrowotnych upłynęły mu też kolejne lata, aż wreszcie przyszedł rok 2019. I bieg w Monaco w ramach Diamentowej Ligi, podczas którego Botswańczyk uzyskał czas 1,41,89. Mówimy nie tylko o jego najlepszym wyniku od igrzysk w Londynie, a o najlepszym wyniku na świecie od siedmiu lat.

Był zatem w wielkiej formie, ale znowu nie dopisało mu szczęście. Z mistrzostw globu w Dausze wyeliminował go wadliwy Achilles. Sami więc widzicie: Botswańczykowi pod względem potencjału sportowego niczego nie brakuje. Jeśli jest zdrowy, może rywalizować z każdym. Ale no właśnie, kiedy wreszcie będzie?

W światowej czołówce 800 metrów znajdziemy też całą masę szybkich Kenijczyków: Ferguson Cheruiyot Rotich, Timothy Cherutyot, Wyclife Kinymyal, Emmanuel Kipkurui Korir i Michael Saruni. Wszyscy w 2019 roku zeszli poniżej granicy 1 minuty i 44 sekund. Wciąż mocno trzyma się też 29-letni Bośniak Amel Tuka, srebrny medalista z Dausze 2019. Poważnie należy również traktować Wesleya Vázqueza z Portoryko oraz Kanadyjczyka Brandona McBride’a. Z radarów zniknął natomiast Pierre-Ambroise Bosse, który, podobnie jak Kszczot, szuka dawnej formy.

Gdzie w tym wszyscy pozostali Polacy? Wyników na topowych poziomych nie robi jeszcze Mateusz Borkowski, ale to zdecydowanie zawodnik ze sporym potencjałem. Statystyk lekkoatletyczny Janusz Rozum mówił dla nas: – To też zawodnik, który na początku się nam nie spełniał – po tym, jak ujawnił, że ma spore możliwości – ale potem było już zdecydowanie lepiej, choć trochę w kratkę. Jego trener – Stanisław Jaszczak – mówi jednak, że to ktoś, kto potrafi rywalizować z Adamem Kszczotem na ostatnich metrach. Ma takie przyłożenie. Tylko trzeba jeszcze ten rekord życiowy doprowadzić do wyższego poziomu. Obecnie to zawodnik na skalę europejską, ale coraz śmielej powinien dobierać się do skóry zawodnikom ze Stanów i Afryki.

Być może jednak nasz największy talent nie jest jeszcze pełnoletni. Mowa o Krzysztofie Różnickim, chłopaku z rocznika 2003, który podczas lipcowego mityngu w Sopocie pobił rekord Polski do lat siedemnastu (1.47.27). Uwierzcie, to naprawdę kapitalny wynik. Kszczot poniżej granicy 1.48 zszedł dopiero jako 19-latek.

Na koniec warto również wspomnieć o Michale Rozmysie. To już zawodnik w sile lekkoatletycznego wieku (25 lat), który może pochwalić się niezłym rekordem życiowym 1.45,32. W kontekście 800 metrów nie powinniśmy już raczej mówić o Marcinie Lewandowskim, który co prawda na niektórych mityngach może startować na tym dystansie, ale już w Tokio skupi się zapewne na 1500 metrach.

Nieważne zatem, czy mówimy o zbliżających się mityngach Diamentowej Ligi, czy przyszłorocznych igrzyskach w Tokio – ze światową czołówką będzie mógł rywalizować raczej tylko Adam Kszczot. O pokonanie Donavana Braziera będzie jednak trudno. Nie tylko Polakowi, ale każdemu innemu zawodnikowi. Choć może jakimś cudem z formą i zdrowiem trafi Amos albo zobaczymy triumfalny powrót Rudishy? Na razie się jednak na to nie zapowiada.

KACPER MARCINIAK

Fot. Newspix.pl


Subskrybuj
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze Najlepiej oceniane
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
Mikołaj
Mikołaj
9 miesięcy temu

Myślę, że Brazier zmiażdży obecny rekord świata na IO w Tokio.

Aktualności

Kalendarz imprez