MP w lekkoatletyce. Andrejczyk wróciła, a Lewandowski pokazał, że jest w świetnej formie

MP w lekkoatletyce. Andrejczyk wróciła, a Lewandowski pokazał, że jest w świetnej formie

Mistrzostwa Polski w lekkiej atletyce zawitały w tym roku do Poznania. Dla części z naszych zawodników to jeden z ostatnich przystanków w walce o igrzyska, dla innych sprawdzian aktualnej dyspozycji. W tej drugiej grupie znalazły się m.in. wracające po urazach Maria Andrejczyk czy Anna Kiełbasińska. A na kogo poza nim warto było jeszcze zwrócić w Poznaniu uwagę? 

We wtorek organizatorzy mieli wielki problem. Nad Poznaniem przeszła wielka ulewa, taka jakiej od lat w mieście nie widziano. Internet obiegły zdjęcia zalanych ulic, samochodów zmienionych w łodzie podwodne czy też ludzi… dosłownie pływających w miejscach, które normalnie są wyasfaltowanymi drogami. Zalało też, co oczywiste, stadion lekkoatletyczny, na którym miały się odbyć mistrzostwa. Pracownicy zaangażowani w ich organizację oraz ci związani z samym obiektem zostali zwołani i zaczęli własnymi siłami wypompowywać wodę. Udało się. Infrastruktura okazała się nienaruszona, zawodnicy mogli trenować.

Nie wszyscy. Z zawodów z powodu kontuzji – niezagrażającej jednak startowi w Tokio wycofała się Ewa Swoboda. Krzysztof Różnicki, który niedawno uzyskał minimum olimpijskie na igrzyska, wraz z trenerem postanowił start w krajowym czempionacie – decydującym o miejscach w samolocie do Japonii (na 800 metrów mamy pięciu zawodników z kwalifikacjami, miejsca są trzy) – po prostu odpuścić. Biegacz i jego szkoleniowiec wolą skupić się w tym sezonie na juniorskiej rywalizacji. Różnicki ma przecież ledwie niecałe 18 lat. Podobnie do Poznania nie pojechała Kornelia Lesiewicz, zabrakło również Konrada Bukowieckiego, Sofi Ennaoui (która z powodu kontuzji nie poleci do Tokio) oraz Angeliki Cichockiej.

Wielu lekkoatletów i wiele lekkoatletek z krajowej czołówki się tam jednak pojawiło. Co warto zanotować po pierwszym dniu rywalizacji?

Powroty

Po pierwsze, że do rzutu oszczepem wróciła Maria Andrejczyk. Polka po fenomenalnym konkursie w Splicie i przerzuceniu 70 metrów, przez kolejne półtora miesiąca nie startowała. Miała problemy z ręką, to zresztą dobrze jej znana sprawa. Starty w poprzednich sezonach regularnie utrudniały jej właśnie kwestie zdrowotne. W Poznaniu spokojnie wygrała, ale rzuciła tylko 59.59 m. W rozmowie na antenie TVP, już po starcie, zawodniczka Grupy Sportowej ORLEN jednak, że odległość nie jest dla niej w tej chwili najważniejsza.

– Nie mogę być zadowolona. Po samym rzucie na 59 metrów czułam, że mogę zrobić więcej, bo to był rzut niemal z miejsca. Po półtora miesiąca przerwy od rzucania i po diagnozach USG niesamowicie się cieszę, że mogłam dziś wystartować. Jest ciężko, ale lepiej, żeby tak było teraz, niż za kilka tygodni. Jeszcze niedawno nie było okej, mam nadzieję, że teraz już będzie. Nie rzucałam trzy tygodnie, a czuję się, jakbym nie rzucała rok. Rehabilitacja w oszczepie nie jest łatwa. Cieszę się mimo wszystko, że się przełamałam. Przede mną dwa starty na Diamentowej Lidze. Nie obchodzi nie to, że rzuciłam 59, to dobry czas, by wrócić do rywalizacji. Powalczę o to, żeby w Tokio było pięknie – opowiadała.

Ona mówiła to wszystko na spokojnie. Ze łzami w oczach z Aleksandrem Dzięciołowskim rozmawiała za to Anna Kiełbasińska. Polska biegaczka, jeden z Aniołków Matusińskiego, wypadła zimą. Poważna kontuzja nogi, wymagająca operacji, początkowo wskazywała, że nie da rady wrócić i przygotować się do startu w Japonii. Poznań to jej pierwszy bieg w tym roku. Wyszło nieźle – w eliminacyjnym starcie nie zajęła co prawda miejsca w pierwszej dwójce, ale do jutrzejszego finału weszła z najlepszym czasem. A to może oznaczać, że na igrzyska pojedzie.

– To wszystko jest dzięki ludziom, którzy wokół mnie byli i za to wam wszystkim bardzo dziękuję. Począwszy od kadry medycznej, aż po trenerską, którzy cały czas byli wokół mnie. Czułam, że muszę wykonywać daną pracę z dnia na dzień i że to mnie doprowadzi do miejsca, gdzie dziś jestem. Gdy doznałam kontuzji pomyślałam sobie, że to koniec. Zaczęłam myśleć, co będę robić, jak nie sport. Trener powiedział mi jednak wieczorem, że się uda. Pomyślałam, że zdążymy. Po operacji, która się udała, wierzyłam, że uda się wszystko. Miałam małe zwątpienia, ale przed tym biegiem wierzyłam. Starałam się być rozluźniona. I chyba za bardzo rozluźniłam się w momencie, gdy usłyszałam spikera, który mówił, że mocno rozpoczęłam. Kolejny bieg wrzuciłam, gdy kątem oka zobaczyłam, że obok są dziewczyny. Było mi ciężko na końcu, ale cały bieg powtarzałam sobie, że dam radę. I chyba dałam – opowiadała biegaczka Grupy Sportowej ORLEN.

Jutro przed Kiełbasińską start w finale. Tam powalczy z dobrze znanymi sobie rywalkami i koleżankami – Justyną Święty-Ersetic, Natalią Kaczmarek, Małgorzatą Hołub-Kowalik, Igą Baumgart-Witan (też wracającą powoli po problemach) czy też Kingą Gacką, która w biegu eliminacyjnym osiągnęła znakomitą życiówkę – 52.67. Ze znanych nazwisk zabraknie tak naprawdę tylko nieobecnej Lesiewicz oraz Patrycji Wyciszkiewicz-Zawadzkiej, która nie przebrnęła eliminacji. W tej konkurencji w finale może być naprawdę ciekawie. Zresztą podobnie jak u mężczyzn – tam w eliminacjach powrót zanotował Jakub Krzewina, który w pierwszym starcie w sezonie pobiegł 47.06.

Potwierdzone dominacje

Niespodzianek dziś w Poznaniu raczej nie było. Andrejczyk miała wygrać i wygrała. Podobnie jej kolega po fachu – Marcin Krukowski oddał tylko jeden rzut (83.86 m), a pozostałe odpuścił, widząc, że nie musi się wysilać. No i nie musiał – drugi Cyprian Mrzygłód osiągnął 78.20 m, co może się jednak okazać próbą na miarę wyjazdu do Tokio. W trójskoku za to świetny jak na nasze warunki wynik zanotowała Adrianna Szóstak. Marzyła co prawda o czternastu metrach, ale nieco zabrakło – skok na 13.92 potwierdza jednak, że niedawna życiówka (13.96) nie była przypadkiem.

Pchnięcie kulą wygrał Michał Haratyk. Ze swego wyniku Polak nie będzie jednak przesadnie zadowolony – 20.81 m to nie odległość, która dawałaby wielkie nadzieje na powalczenie z najlepszymi zawodnikami w Tokio. Choć, oczywiście, wiemy, że Michała stać i na 22 metry, a najważniejsze jest to, by tyle pchnął w Japonii, nie teraz. Teraz walczył o złoto i to mu się udało. Podobnie jak Paulinie Gubie, która w rywalizacji kulomiotek wygrała i pokazała, że wraca do całkiem niezłej dyspozycji, jaką w jej wykonaniu znamy choćby z mistrzostw Europy w 2018 roku.

Na 100 metrów nie zawiodła za to nasza nowa gwiazda, czyli Pia Skrzyszowska, która zdobyła nie tylko tytuł mistrzyni Polski, ale też zanotowała nową życiówkę – 11.22. A to już naprawdę niezły czas. Taki, który na igrzyskach w Rio dałby półfinał. A przecież Pia jest przede wszystkim płotkarką. Nie zawiódł też Marcin Lewandowski, który odzyskał tytuł mistrza Polski na 1500 metrów. Ważniejsze jest chyba jednak to, co mówił po biegu. A mówił, że jest w znakomitej dyspozycji.

– To nie jest dla mnie najważniejsza impreza. Nie interesują mnie tak mistrzostwa Polski, a imprezy międzynarodowe. Na co dzień czuję się świetnie, jak młody bóg. Wstaję rano, niczego nie muszę rozchodzić, mogę od razu założyć kolce i ruszać na trening. Tu biegam treningowo. Nie liczy się czas, chcę wracać z medalami. Tu był medal. Przed igrzyskami jeszcze będzie atak na czas, bo czuję się świetnie i chciałbym tę formę wykorzystać. Już niedługo może rekord w Oslo na dystansie jednej mili, zaatakuję. Potem w Sztokholmie 800 metrów, a później może powalczę o rekord Polski w Monako na 1500 metrów. To świetna trasa, często padają tam rekordy. Też jeden stamtąd mam – tylko na 800 metrów – mówił Lewy.

Pozostaje tylko trzymać kciuki za to, by swoje plany zrealizował w stu procentach. Łącznie z tym najważniejszym, o którym tu bezpośrednio nie wspomniał – marzeniem o zdobyciu medalu w Tokio.

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez