Mo Farah nie pobiegnie na igrzyskach w Tokio!

Mo Farah nie pobiegnie na igrzyskach w Tokio!

Przez lata nie było na niego mocnych. Wszystko kiedyś się jednak kończy. Po nieudanej przygodzie z maratonem, Mo Farah chciał wrócić na bieżnię i wystartować na jeszcze jednych igrzyskach, a na nich dołożyć piąty medal do czterech złotych z Londynu i Rio de Janeiro. Już wiadomo jednak, że w Tokio nawet się nie pojawi. Nie wypełnił bowiem minimum olimpijskiego na 10000 metrów. 

Bieg na 10000 metrów w Tokio miał być rywalizacją Joshuy Cheptegeia z Mo Farahem. Obaj mówili, że bardzo tego chcą. Mierzyli się już w Rio de Janeiro, mierzyli na mistrzostwach świata w Londynie w 2017 roku, ale wtedy Ugandyjczyk dopiero wchodził do świata wielkiego biegania (choć na MŚ zdobył srebro). Farah był za to weteranem, który opuszczał bieżnię na rzecz startów ulicznych i prób podbicia świata maratonu. W czasie, gdy go nie było, Cheptegei stał się dominatorem – pobił oba rekordy świata Kenenisy Bekele (na 5000 i 10000 metrów), został też mistrzem świata na dłuższym z tych dwóch dystansów.

Farah za to uznał, że maraton to nie jego teren. Owszem, pierwsze starty pokazywały, że ma potencjał, ale kolejne już go nie zadowalały. Uznał, że w starciu z najlepszymi nie ma szans, a na bieżni jeszcze może postarać się o wielkie wyniki. Kto wie, może gdyby nie pandemia, to by się udało? Przecież największym ograniczeniem dla Brytyjczyka jest jego wiek. Gdyby zdobył medal w Tokio, zdecydowanie pobiłby rekord, zostając najstarszym zawodnikiem w historii biegu na 10000 metrów, który by tego dokonał. I to nawet gdyby japońskie igrzyska odbywały się w założonym pierwotnie terminie. Biegi, nawet długie, na stadionie to raczej domena zawodników młodszych. Starsi przechodzą – jak zrobił to Farah – na ulicę.

Brytyjczyk jednak wrócił i wielu liczyło, że będzie to powrót triumfalny. Nie wyszło.

Częściowo przeszkodziło zdrowie. Na niedawnych kwalifikacjach w Birmingham pobiegł 27:50.54. Słabo, nawet bardzo słabo, jak na jego możliwości. Mówił jednak, że miał problemy z kostką, one utrudniły mu zadanie. To był jednak pewien znak – po raz pierwszy od dekady(!) przegrał bieg na tym dystansie. Dodatkowy start zorganizowano ponoć, jak mówiono w pewnych kręgach, specjalnie dla niego, co budziło zresztą kontrowersje. Ale wielu przyznawało, że akurat Mo zasługuje na to, by dostać dodatkową szansę na kwalifikacje do igrzysk. Dostał więc ją. Skorzystać się nie udało. W Manchesterze pobiegł 27:47.04. Bieg wygrał, ale do minimum zabrakło mu nieco ponad 19 sekund. Sporo.

– Wychodzisz, dajesz z siebie wszystko, tyle masz. Było dość wietrzno. Naciskałem i naciskałem, wybiegałem swoje płuca. Miałem wspaniałą karierę. Jestem za nią wdzięczny. Dziś dałem z siebie tyle, ile tylko miałem… nie wiem, co więcej powiedzieć. Czy to koniec kariery na bieżni? Trudno mi powiedzieć. Jeśli nie będę w stanie rywalizować z najlepszymi, to po co się męczyć? Dzisiaj widać było, że nie jestem wystarczająco dobry. Nie mam tu wymówek – tak po prostu się stało. Myślałem, że wyjdę tu, uzyskam czas i wrócę na obóz treningowy. Mam szczęście, bo zdobyłem wiele medali – mówił Mo.

Igrzyska na jego nieobecności z pewnością nieco tracą. Traci też Joshua Cheptegei, któremu marzyła się rywalizacja z Mo Farahem. Z drugiej strony, jak powiedział sam Brytyjczyk – jeśli nie jest w stanie walczyć z najlepszymi, to po co się męczyć?

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez