Młociarki w komplecie w finale. Włodarczyk pokazała moc!

Młociarki w komplecie w finale. Włodarczyk pokazała moc!

W rzucie młotem sprawa jest jasna – liczymy na medale. U panów na dwa, u pań na co najmniej jeden, a i każdy kolejny przyjmiemy z otwartymi ramionami. Na konkursy decydujące o ich przyznawaniu musimy jeszcze poczekać, ale pierwsze kwalifikacje już za nami. Polki – Anita Włodarczyk, Malwina Kopron i Joanna Fiodorow – w komplecie awansowały do wtorkowego finału. Swoją rosnącą formę potwierdziła szczególnie ta pierwsza. 

Jednym rzutem

Minimum kwalifikacyjne do finału, ustalone przed dzisiejszymi eliminacjami, wynosiło 73.50 m. Taki rezultat zdołało osiągnąć jedynie pięć zawodniczek, pozostałych siedem dostało się na podstawie klasyfikacji według najdłuższych rzutów. Spośród nich wszystkich Włodarczyk posłała młot zdecydowanie najdalej – 76.99 m. Zrobiła to w dodatku w pierwszej próbie, potwierdzając, że jej wyniki w ostatnich konkursach przed igrzyskami, gdy po raz pierwszy od dawna osiągała 77 metrów i więcej, nie były przypadkiem. Jej dzisiejszy rezultat to najlepsze otwarcie międzynarodowej imprezy w historii. Poprzedni rekord też należał do niej – ustanowiła go na… igrzyskach w Rio de Janeiro. Wtedy rzuciła 76.93 m.

Co to oznacza? Że forma jest bardzo dobrze przygotowana. Mówi o tym zresztą sama Anita.

– Miałam takie założenia, by oddać jak najlepszy pierwszy rzut i wejść do finału. Za chwilę uciekam na trening, bo muszę wykonać jeszcze kilka rzutów. Jestem szczęśliwa, najlepszy wynik w historii moich startów w kwalifikacjach. Najważniejsze, że jestem zdrowa. To mnie cieszy. Teraz czas na ładowanie akumulatorów i we wtorek ruszam do boju. Zaaklimatyzowałam się znakomicie, nie miałam problemów z jet lagiem, to też było ważne. Jedzenie jest świetne, sen i kawa dobre. To wszystko jest dla mnie istotne. Nic tylko rzucać – opowiadała na antenie Eurosportu.

Rywalki daleko 

Druga w kwalifikacjach Chinka Zheng Wang osiągnęła – ustanawiając przy okazji swój najlepszy wynik sezonu – 74.29 m. Oczywiście, to wystarczyło jej do awansu. Wciąż jednak to ponad dwa metry bliżej od Włodarczyk. Brooke Andersen i DeAnna Price – jedyne dwie zawodniczki, które rzucały dalej od Anity w tym sezonie – zanotowały odpowiednio 74 i 72.55 m. Ta druga nie osiągnęła więc nawet minimum, a to ona była do dziś główną faworytką konkursu olimpijskiego – w tym roku w końcu jako druga w historii kobieta przerzuciła 80 metrów.

Problem jest jeden – DeAnna ma uraz. Już po kwalifikacjach powiedziała, że w trakcie amerykańskich testów, decydujących o nominacjach olimpijskich, uszkodziła sobie stopę. Nie rzucała przez trzy tygodnie, do dziś czuje ból, gdy wchodzi do koła. Oczywiście, nadal może posłać młot daleko, to przecież w dużej mierze konkurencja techniczna, jednak z całą pewnością będzie to dla niej trudne i raczej nie ma co liczyć na to, że osiągnie 80 metrów. Ba, nawet odległości w okolicach 76-77 metrów, które powinny dać podium, wydają się być w tej chwili wręcz niemożliwe do zanotowania.

SPONSOREM POLSKIEGO ZWIĄZKU LEKKIEJ ATLETYKI JEST PKN ORLEN

Nie chcemy jednak o tym przesądzać – nie takie rzeczy robili sportowcy na środkach przeciwbólowych i przy skoku adrenaliny związanym z walką o medale. Gdybyśmy mieli jednak wskazać teraz główną faworytkę konkursu rzutu młotem kobiet, Price by nią nie była. A na to miejsce wskoczyłaby Anita Włodarczyk.

Z błędami, ale w finale 

Można by powiedzieć, że Malwina Kopron (73.06 m) i Joanna Fiodorow (72.32 m) też oddały po jednym rzucie. Bo o ile pierwsze próby im wyszły i to na tyle dobrze, że awansowały – z ósmym i dziesiątym wynikiem – do finału, o tyle obie paliły kolejne dwie. Fiodorow zresztą bardzo narzekała na swoje rzuty. – Pierwszy rzut dał mi awans, dwa pozostałe były katastrofą techniczną. Mam nadzieję, że w finale będzie to wyglądało trochę inaczej. Jestem bardzo niezadowolona z tego wyniku. Za bardzo chciałam – mówiła. Fiodorow faworytką do medalu, oczywiście, nie jest, ale wiemy, że w najlepszej dyspozycji posłać młot potrafi daleko. Tyle że do tej najlepszej formy sporo jej w tym sezonie brakuje.

W przeciwieństwie do Malwiny Kopron, która momentami rzuca doskonale. Dziś jednak również młot nie chciał jej słuchać, a sama Malwina wydawała się tym rozdrażniona. Jej pierwszy rzut, oczywiście, był całkiem niezły, jednak Polka mówi wprost, że do Tokio przyjechała walczyć o medal. A taka odległość, jaką osiągnęła, na pewno go nie da. Pozostaje liczyć, że do wtorku odbędzie jeszcze kilka treningów i poprawi mankamenty, które dzisiaj uniemożliwiły jej naprawdę dalekie rzucanie. No chyba że tym mankamentem jest pogoda – na stadionie w Tokio było dziś nawet 40(!) stopni Celsjusza. I nie zapowiada się, że w najbliższym czasie mogłoby się to zmienić.

Kilka ważnych informacji

Karol Zalewski odpuścił bieg na 400 metrów, choć wystartować w nim musiał, a Justyna Święty-Ersetic z indywidualnej rywalizacji w ogóle się wycofała. Oboje uznali, że wolą postawić na sztafety, tam mają bowiem większe szanse na finały. Na bieżni rywalizowały dziś za to siostry Alicja i Aneta Konieczek. Ta pierwsza zaprezentowała się naprawdę nieźle, ale mimo tego nie zdołała wejść do finału w rywalizacji na 3000 metrów z przeszkodami. Kolejne lekkoatletyczne emocje z udziałem naszych reprezentantów czekają nas po południu – wtedy pobiegną Pia Skrzyszowska i Klaudia Siciarz (na 100 metrów przez płotki) oraz Patryk Dobek i Mateusz Borkowski (na 800 metrów).

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez