Minęły dekady. Czy doczekamy się nowych rekordów Polski w kobiecych biegach średnich?

Minęły dekady. Czy doczekamy się nowych rekordów Polski w kobiecych biegach średnich?

Są konkurencje lekkoatletyczne, w których sobie po prostu nie radzimy. Sprinty mężczyzn czy maraton niech będą tego najlepszym przykładem. W biegach średnich kobiet – a więc na 800 i 1500 metrów – od dawna mamy jednak całkiem dobre zawodniczki. A jednak rekordy Polski pozostają niepobite odpowiednio od 40 i 20 lat. Czy w najbliższej przyszłości się to zmieni? Zapowiada się, że na dłuższym z tych dystansów może nawet… dziś.

Coraz lepiej biega bowiem Sofia Ennaoui. Na niedawnym Memoriale Kamili Skolimowskiej zeszła po raz pierwszy w karierze poniżej czterech minut. Tym samym stała się dopiero trzecią Polką w historii, która tego dokonała. Życiówkę pobiła po czterech latach. Do rekordu Polski zabrakło jej za to pół sekundy. Takim – fenomenalnym jak na nasze warunki wynikiem – Sofia była… nieco rozczarowana. Bo naprawdę liczyła na to, że może wymazać z ksiąg statystyków dwudziestoletni rekord Lidii Chojeckiej.

Wtedy się jeszcze nie udało. Ale będą kolejne okazje. Dziś Ennaoui wystartuje w Berlinie, gdzie bieżnia jest szybka i przy dobrym prowadzeniu biegu pobicie najlepszego w historii Polski wyniku staje się możliwe. A to byłoby już nie lada osiągnięcie. Bo Lidia Chojecka nie ma sobie równych w naszym kraju od dwudziestu lat.

Okrągłe rekordy

Jeszcze dłużej – bo od czterech dekad – niepoprawiony pozostaje rezultat Jolanty Januchty z 1980 roku. W Budapeszcie Januchta – wybrana najlepszą biegaczką stulecia PZLA na 800 metrów – osiągnęła rezultat 1:56.95. Stała się tym samym jedyną Polką w historii, która zeszła z czasem poniżej minuty i 57 sekund. Co ciekawe, drugi najlepszy wynik na tym dystansie w Polsce pochodzi… z dokładnie tego samego biegu. Elżbieta Katolik wybiegała wtedy 1:57.26. Polki zajęły dwa pierwsze miejsca.

O tamtym biegu niewiele się dziś raczej mówi. W przeciwieństwie na przykład do rekordu Mariana Woronina na sto metrów, ten na 800 metrów kobiet jest stosunkowo rzadko przywoływany. A szkoda, bo to wciąż fantastyczny wynik, który… dałby złoto na niedawnych mistrzostwach świata w Dausze. W Rio de Janeiro Januchta wylądowałaby z takim rezultatem ledwie sześć setnych za olimpijskim podium. I to w niesamowicie mocno obsadzonym biegu, w którym piąta była Joanna Jóźwik.

A skoro już o niej, to dodajmy, że nikt nie zbliżył się do wyników Januchty i Katolik tak bardzo jak Jóźwik, która właśnie w Rio pobiegła 1:57.37. Wtedy można było liczyć na to, że za niedługo Asia będzie biegać jeszcze szybciej. Ale potem przypałętały się urazy. I dziś jest z tym problem.

– Tak naprawdę trudno sobie teraz wyobrazić pobicie rekordu Polski na 800 metrów – mówi Tomasz Spodenkiewicz, statystyk prowadzący na Twitterze konto Athletic News. – Jak się spojrzy na tabelę rekordów Polski w lekkiej atletyce – również męskich – to tych długoletnich wyników jest naprawdę sporo. Niby mamy teraz dobry czas dla polskiej lekkiej atletyki, a naprawdę wiele jest takich wyników. Choćby w kuli kobiet czy na długich dystansach u mężczyzn… Na 800 metrów te rezultaty są bardzo wyśrubowane. 

Jolanta Januchta (z lewej) i Elżbieta Katolik. Fot. Newspix

W porównaniu do osiągnięcia Januchty, przyznać trzeba, że rekord na 1500 metrów Polski nie jest aż tak wybitny. Owszem, to wciąż wynik świetny, liczy sobie w końcu 20 lat, ale mógłby być jeszcze lepszy. Przyznaje to sama rekordzistka – Lidia Chojecka. – Ten rekord padł na Diamentowej Lidze w Oslo, a właściwie Złotej, bo tak się wtedy nazywała. Wynik był troszkę niespodziewany, bo na samym starcie, gdy tylko sędzia wystrzelił z pistoletu, jedna z biegaczek z Portugalii uderzyła mnie w miejsce tuż pod kolanem. Myślałam, że w ogóle tego biegu nie ukończę. Przez pierwsze 100 metrów biegłam daleko, byłam przekonana, że zejdę, ale postanowiłam powalczyć. Więc biegłam dalej, przyspieszałam i wyprzedzałam kolejne zawodniczki. Wyszedł z tego rekord Polski. (śmiech) Pewnie w normalnych okolicznościach ten wynik byłby jeszcze lepszy.

Chojecka rekordów Polski w swej karierze ustanowiła zresztą znacznie więcej. Z olimpijskich dystansów ma taki też na 5000 metrów, liczy on sobie już 18 lat. Ogółem jednak – w hali i na stadionie – wybiegała ich dziesięć. Niektórych zupełnie nie oczekiwała. Choćby tego na 800 metrów pod dachem.

– W tamtych czasach bardzo trudno było się dostać na mityngi na 800 metrów, bo mnóstwo było Rosjanek, które biegały w okolicach 1:56. Ja sama biegałam w granicach dwóch minut, więc miałam problem, żeby się tam znaleźć. Miałam jednak bardzo dobrego menadżera i udało się wystartować w biegu na 800 metrów. To nie był mój dystans, nie czułam się na nim dobrze i mocno się stresowałam. Myślałam tylko o tym, żeby po wirażu zejść ze swojego toru do środka. I tak sobie to wbiłam do głowy, że tego nie zrobiłam. Właściwie dwa wiraże biegłam po swoim torze, dodając nadprogramowego dystansu. I z tego też wyszedł rekord – wspomina.

Na 1500 metrów bardzo długo była blisko rekordowego wyniku. Często biegała w czasie nieco powyżej czterech minut. Wreszcie udało się złamać tę barierę. Najpierw raz, w 2000 roku, a potem drugi – cztery lata później, na igrzyskach w Atenach, gdy pobiegła o ledwie pięć setnych gorzej. Dziś jest jedyną Polką w historii, która dokonała tej sztuki dwukrotnie. Choć i tak pewnych rzeczy żałuje. Głównie tego, że nie udało jej się pobiec jeszcze szybciej, bo czuła, że bywały biegi, w których była świetnie przygotowana. Choćby w ten Oslo, który – gdyby nie uderzenie z początku – mógłby się skończyć nawet wynikiem poniżej 3:59. Mimo tego, że się jednak nie udało, to i tak ma pełne prawo do dumy. Choćby dlatego, że inspirowała kolejne biegaczki, nawet po latach.

– Jej biegi oglądałam na YouTubie, natomiast gdy Lidka była na swoim najlepszym poziomie, to jeszcze nie uprawiałam zawodowo lekkiej atletyki – mówi Angelika Cichocka, mistrzyni Europy z 2016 roku na 1500 metrów. – O lekkiej miałam wtedy zerowej pojęcie, nie oglądałam jej w telewizji, nie chodziłam na stadion, w ogóle nie byłam w stanie sobie wyobrazić, że kiedyś będę miała coś wspólnego z bieganiem. (śmiech) Po latach oglądałam jej biegi ze stadionu, ale też z hali, gdy zdobywała na przykład dwa złote medale mistrzostw Europy – na 1500 i 3000 metrów. Miałam przy tym ciary. Lidka zawsze mnie inspirowała.

Jeszcze kilka lat temu Chojecka ze śmiechem mówiła, że skoro tak się na swoje rekordy napracowała, to mogłyby jeszcze trochę przetrwać. Co mówi dziś? – Cieszę się, że ten mój rekord utrzymuje się od 20 lat, choć myślę, że już za niedługo będzie pobity. (śmiech) Ja zresztą też takie długowieczne rekordy pobijałam, bywało, że ponad dwudziestoletnie. Myślę, że to już najwyższy czas, by ten mój wynik pobić.

Za sprawą niedawnego biegu Sofii Ennaoui jesteśmy tego pobicia bliżej niż kiedykolwiek. Bo w historycznych tabelach aktualnie prowadzi u nas Lidia Chojecka, a druga jest Anna Bukis, od której Ennaoui pobiegła o trzy setne gorzej. Ale Bukis to zawodniczka z dawnych lat – swój rekord Polski ustanowiła w 1981 roku. Chojecka goniła właśnie jej rezultat. Tak jak teraz Sofia próbuje pobić rekord Chojeckiej.

Już zresztą postawiła w tym pościgu bardzo ważny krok.

Magiczne granice

I bieg na 1500, i ten na 800 metrów kobiet mają jedną wspólną cechę – granicę, którą trzeba przekroczyć, jeśli chce się zaliczać do czołówki. W pierwszym przypadku są to wspomniane już wielokrotnie cztery minuty. W drugim dwie. Ich przekroczenie daje jasny sygnał, że jesteś już blisko czołówki. Choć na przykład Angelice Cichockiej nigdy nie udało się złamać czterech minut na 1500 metrów, a sukcesy i tak odnosiła. Przyznaje jednak, że jeśli już stawiała sobie jakiś cel, to była to właśnie ta bariera.

– Czy myślałam o rekordach? Nie, bardziej o tym, że byłoby super, gdybym pobiegła poniżej czterech minut. I o tym, żebym zrobiła wszystko, by ten bieg był optymalny. Jeżeli byłby rekord, to super, ale się na to nie napalałam. Tak samo, gdy zrobiłam rekord Polski na jedną milę w Londynie, to biegłam po prostu na maksa i nie myślałam o tym, czy go pobiję. Wiadomo, że taka myśl się zawsze pojawia, bo to normalne, ale ona przemyka i tyle – mówi.

Cichockiej udało się za to zejść poniżej dwóch minut na osiemset metrów. Jej wynik – 1:58.41 – sprawia zresztą, że jest czwartą zawodniczką na tym dystansie w historii polskiej lekkiej atletyki. Dobrze więc wie, z czym wiąże się pobicie takiej magicznej bariery, jaką są te dwie minuty. Bariery, która czasem może wręcz przeszkadzać, blokować.

– To w sumie zależy od zawodniczki. Jeżeli o mnie chodzi, to kiedy złamie się taki wynik, to na pewno daje to poczucie, że to już super rezultat, na dobrym poziomie. Wiele osób odbiera to faktycznie jako taką granicę, ale ja w ten sposób nie myślę, bo nie chcę sobie stawiać barier i wymuszać na sobie, że muszę przejść przez taki wynik. Chcę po prostu pobiec jak najszybciej. Ale rzeczywiście bywa to tak odbierane – twierdzi Cichocka.

Na 1500 metrów taką barierą są więc cztery minuty. Dlatego wynik Ennaoui z Chorzowa, gdzie udało jej się ją przebić, jest tak ważny. Bo to nie tylko jeden z najlepszych rezultatów w historii polskiej lekkiej atletyki, nie tylko nowa życiówka, ale też pewien wyznacznik tego, na jakim poziomie Sofia się znajduje. Wcale niełatwo jest przecież przez taki próg przejść – Sofia pracowała na to cztery lata od poprzedniego rekordu życiowego. A sprawę dodatkowo utrudnia fakt, że bieg 1500 metrów to naprawdę wymagająca sprawa.

– Trudny dystans – mówi Chojecka. – Dla przykładu: mi brakowało szybkości, nie byłam tak szybka jak Sofia Ennaoui. Na treningach biegałam w niezłym czasie na 1000 metrów i poniżej dwóch minut, choć niewiele, na 800 metrów. Brakowało mi jednak takiego zapasu szybkości. Dobrze biegało mi się 3000 metrów i z tego biegałam też 1500. Z kolei 800 było po prostu… po drodze. (śmiech) To 1500 metrów jest naprawdę trudne właśnie dlatego, że trzeba mieć i zapas szybkości, i wytrzymałości.

Paradoksalnie Ennaoui nie złamała jeszcze dwóch minut w biegu na 800 metrów. Oficjalnie. Bo przekraczała już tę granicę na treningach. Więc i na tym dystansie jest w stanie biegać naprawdę nieźle. Choć żeby wyszła życiówka – a co dopiero rekord Polski – trzeba naprawdę zgrać ze sobą mnóstwo rzeczy.

Możliwości

Powiedzmy sobie wprost, że te możliwości bywają ograniczone. Głównie przez charakter konkurencji. – Tych czynników składających się na wynik jest naprawdę mnóstwo. Często jest tak, że sama super forma nie wystarczy. Wszystko musi być idealne, gdy robi się wyniki na poziomie życiówek. Przecież jeśli chce się pobić swój dotychczasowy rekord życiowy, trzeb zrobić jeszcze więcej, niż wcześniej przez całą karierę – mówi Cichocka.

Idealne musi być też na przykład poprowadzenie biegu. Bo, paradoksalnie, rekordy na średnich dystansach padają rzadko na mistrzostwach świata, Europy czy igrzyskach olimpijskich. Jeśli już się je pobija, to raczej na imprezach takich jak Diamentowa Liga. Bo tam są pacemakerki, które za zadanie mają prowadzenie zawodniczek w odpowiednim czasie przez większość dystansu.

– Zgadza się. Problem w tym, że Polki – choć mocne – często nie łapią się do biegów choćby na Diamentowej Lidze, gdzie o najlepsze wyniki jest najłatwiej. To jest jedna z możliwych przyczyn tego, że te rekordy tak długo się trzymają – tych biegów w najmocniejszej stawce z udziałem naszych zawodniczek wcale nie było tak dużo. A nawet jak już były, to często prowadzone w tempie kosmicznym, na jakieś 3:52 na 1500 metrów. Takiego tempa nie utrzyma żadna Polka, a drugiej grupy – biegnącej na okolice czterech minut – nikt już nie prowadzi. Więc nie ma wcale tak wielu okazji, by te rekordy pobić – mówi Spodenkiewicz.

Lidia Chojecka, jak wspominała, aktualny rekord na 1500 metrów ustanowiła właśnie na jednym z takich mityngów. Swój drugi wynik poniżej czterech minut osiągnęła za to na igrzyskach. Zgodnie z naszą teorią powinno być to trudniejsze, bo na olimpiadzie brak zawodniczek prowadzących biegi. Tyle że… w tym przypadku nie jest to do końca prawdą.

– Pacemakerki? Były! Wtedy biegały trzy mocne Rosjanki, więc Rosjanie wystawili też taką jedną zawodniczkę, która była pacemakerą dla reszty rosyjskich biegaczek. Chcieli, żeby bieg był mocno prowadzony. Ja sama przed tymi igrzyskami trenowałam trzy miesiące na swoich planach, będąc trenerem sama dla siebie. Byłam bardzo zmotywowana, by pobiec bardzo szybko. Może ta motywacja i chęć walki nieco mnie zgubiły. Bo bardzo mocno poszłam tuż po starcie, biegłam w samym czubie stawki. Okazało się, że to dla mnie nieco za szybko. Jeszcze wychodząc na ostatnie sto metrów myślałam, że zdobędę medal. Ale zabrakło sił – opowiada Chojecka.

Ona też przyznaje, że jeśli chce się myśleć o rekordach Polski, trzeba zgrać ze sobą wszystko: równo i mocno poprowadzony bieg, który nie będzie przy tym szarpany, dobrą formę, odpowiednie warunki, szybką bieżnię, strategię i dyspozycję dnia. Choć jej przykład pokazuje, że gdy jest się w naprawdę dobrej formie, można zaskoczyć samą siebie i pobiec rekord kraju nawet, gdy coś pójdzie nie do końca tak jak powinno. Ale to wyjątki. Poza tym najlepsze wyniki osiąga się, gdy to wszystko odpowiednio się ułoży. Czasem dobrze jest też mieć – o ile mówimy o czasie, a nie o zdobywaniu medali – naprawdę mocne rywalki. Dlatego jeszcze trudniej może być o rekord teraz na dystansie 800 metrów.

– Nie będziemy mieć przed sobą zawodniczek takich jak na przykład Caster Semenya – mówi Cichocka. – Te biegi były przy nich rozgrywane na poziomie 1:54-1:55. Więc nawet, jak się dokleiło gdzieś z tyłu grupy, to można było zrobić wynik w granicach 1:56 czy 1:57. A teraz poziom na pewno się obniży przez to, że dziewczyny nie będą dopuszczone do rywalizacji ze względu na poziom testosteronu. Zaczajenie się na rekord Polski, który wynosi przecież 1:56.95… nie wiem, na ile takie biegi będą możliwe. Brakuje też przecież Rosjanek. Zobaczymy, jak to się przełoży na wyniki. Na pewno nieźle biegały Amerykanki. Z pewnością jednak te biegi – choćby na Diamentowej Lidze – nie będą już tak szybkie bez niektórych dziewczyn z Afryki.

Widać zresztą, że sporo zależy od rywalek, choćby po najlepszym biegu Asi Jóźwik. Jak już wspomniano – to właśnie start w Rio, gdy dominowała Semenya. Wtedy, biegnąc w tak mocnej stawce, Polka też była w stanie wykręcić znakomity rezultat. Jasne, możliwe, że bez tych rywalek miałaby medal, choć tego nigdy do końca nie wiadomo – bieg mógłby się bowiem potoczyć zupełnie inaczej. Bardzo prawdopodobne wydaje się za to, że nie wykręciłaby aż tak znakomitego rezultatu. W jej przypadku pytanie brzmi jednak: czy jeszcze stać ją na to, by do tamtego wyniku nawiązać?

– Asia miała potem też takie biegi w hali, które świadczyły o tym, że gdyby to przenieść na stadion, to mogłyby być lepsze od jej życiówki ze stadionu właśnie. Potem dopadły ją problemy zdrowotne. W tym roku wróciła jednak do szybkiego biegania. Jeszcze nie ultraszybkiego, ale dla mnie istotniejsze jest, żeby ona powalczyła o finał igrzysk, niż sam czas. Czy jest w stanie znowu pobiec tak szybko? To nie jest jeszcze tak stara zawodniczka. Może uda się w 2021 roku, choć trzeba pamiętać, że to będzie szalony sezon. Już na początku – w hali – mamy dwie imprezy mistrzowskie. Jednak przy dobrze poprowadzonym biegu i niezłej formie – czemu nie? Tylko najpierw na te biegi najszybciej prowadzone, na Diamentowej Lidze, trzeba się dostać. A tam jakieś miejsce dostaje gospodarz, coś się rozdaje najlepszym i dla Europejek nie zostaje już dużo. A taka Laura Muir jeszcze ma przed Polkami pierwszeństwo – mówi Spodenkiewicz.

Z rekordem na 800 metrów może być więc trudno. Choć o miejsca i medale imprez mistrzowskich pewnie da się powalczyć, choćby w europejskiej skali. Inna sprawa, że w biegach średnich konkurencja jest po prostu ogromna. Często wyzwanie stanowi sam awans do finału, potem jest już z górki, bo w biegach o medale do gry często wchodzi strategia, umyślnie się zwalnia, by rozstrzygać je sprinterskim finiszem. Gdy w 2016 roku Angelika Cichocka wygrywała mistrzostwo Europy, wyprzedzając między innymi Sifan Hassan, to jej czas wynosił… 4:33.00. A to już wynik wręcz juniorski.

Powtórzmy więc: rekordu na 800 metrów w najbliższym czasie raczej nie mamy się co spodziewać. Ale już na 1500 metrów powinniśmy go wypatrywać.

Sofii się uda?

Apetyt na rekord Polski na tym dystansie jest spory. Rozbudziła go sama Ennaoui swoim startem w Memoriale Kamili Skolimowskiej. No i zapowiedziami. Tuż po tamtym biegu mówiła, że w kolejnym sezonie będzie biegać jeszcze szybciej. I że stać ją na walkę z najlepszymi biegaczkami na świecie. A jej trener dodawał, że efekty daje przebudowany trening. W przerwie spowodowanej pandemią oboje postanowili bowiem zaryzykować i zmienić metody. Opłaciło się.

Sofia doświadczenie w pobijaniu rekordów już pewne ma. W tym sezonie, w swoim pierwszym starcie, pobiła najlepszy wynik w historii polskiej lekkiej atletyki na 1000 metrów. Ten należał do Jolanty Januchty i liczył sobie 39 lat. Własną życiówkę przy okazji poprawiła wtedy o 2,85 sekundy. Pobiegła idealnie, dokładnie tak, jak nakreślił jej to trener. I to dało efekt. Teraz to samo będzie chciała zrobić z rekordem Polski na 1500 metrów. Bardziej prestiżowym, bo notowanym na olimpijskim dystansie.

Czy może się to udać już dziś w Berlinie?

– Pewnie, że tak. Mam nadzieję, że to będzie mocny bieg, jak to zwykle w Berlinie bywało – mówi Angelika Cichocka, która liczy, że Ennaoui wykorzysta swoją świetną formę. – Wiem, jak to jest. Ja biegałam w okolicach 4:01. Wystarczyłby jeden super bieg, w który bym się wstrzeliła i pobiegłabym poniżej tej czwórki. Przecież z tymi swoimi wynikami raczej zawsze byłam w czołówce. Zdarzało się, że wygrywałam nawet mityngi Diamentowej Ligi. Wiem, jak to jest, gdy ma się formę życia. Fajnie byłoby to wykorzystać, by zapisać swoją kartę w historii polskiej lekkiej atletyki. Tego życzę Sofce – żeby taką formę wykorzystała, bo widać, że jest w dyspozycji, w jakiej nigdy wcześniej nie była.

– Jest bardzo blisko rekordu, może go pobić w każdej chwili – dodaje Lidia Chojecka. – Choć jeżeli nie pobiegnie tego teraz, to za rok może być już różnie. Powinna wykorzystać swoją formę właśnie w tym okresie.

Czy więc trzymamy kciuki, by zrobiła to już w Berlinie?

Oczywiście, trzymamy – kończy Chojecka. Uznajmy więc, że to błogosławieństwo na wymazanie jej rekordu Polski na 1500 metrów z ksiąg statystyków. Teraz więc już wszystko w nogach Sofii Ennaoui.

SEBASTIAN WARZECHA

Fot. Newspix 


Subskrybuj
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najlepiej oceniane
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
Mikołaj
Mikołaj
2 miesięcy temu

Sofii Enaoui zabrakło pół sekundy do rekordu Polski na 1500m, a nie jak napisaliście pół minuty. Proszę nie robić takich błędów, bo potem ludzie będą myśleli, że Sofka to jakaś amatorka.

Dariusz Urbanowicz
Admin
2 miesięcy temu
Odpowiedz  Mikołaj

Poprawione. Dziękujemy za czujność.

Aktualności

Kalendarz imprez