Millman lepszy po raz czwarty. Hurkacz znów przegrał z Australijczykiem

Millman lepszy po raz czwarty. Hurkacz znów przegrał z Australijczykiem

Przed dzisiejszym meczem Hubert Hurkacz i John Millman grali ze sobą trzy razy – w 2017, 2018 i 2020 roku. Dziś zaliczyli czwarte spotkanie. Jedno pozostało niezmienne – wszystkie starcia tej dwójki wygrywa Australijczyk. Hubert Hurkacz tym razem ma jednak naprawdę czego żałować. Spotkanie w Madrycie mógł wygrać w dwóch setach. Zamiast tego przegrał w trzech. 

Zaznaczmy jedną rzecz już na samym początku – nie mamy wielkich oczekiwań co do Huberta, gdy przychodzi do meczów na mączce. Wiemy, że Polak najlepiej czuje się na kortach twardych i na nawierzchni ziemnej być może nigdy nie będzie grać na takim samym poziomie jak tam. Inna sprawa, że potrafi rozgrywać na mączce mecze dobre – wygrywał przecież z Andriejem Rublowem, postawił się też Saschy Zverevowi.

Dziś dobrze grał do końca drugiego seta. Tak długo był tenisistą lepszym. Choć nie było to spotkanie, które komukolwiek na długo zapadłoby w pamięć. Owszem, obaj tenisiści potrafili zagrać naprawdę dobrze (zresztą stosunkowo często wchodzili w długie wymiany, co tylko temu sprzyjało), ale ogółem brak tu było momentów wyjątkowych, które można by na dłużej wspominać. Hurkacz grał po prostu solidniej i to pozwoliło mu w kluczowym momencie seta przełamać rywala, a potem zamknąć partię własnym serwisem.

To był dopiero drugi set w czwartym meczu, jaki Hurkacz urwał Millmanowi. Do zera przegrywał w Australian Open rok temu i w Challengerze Hua Hin w 2017. Pierwszego seta wygrał w Challengerze w Kioto, ale spotkanie i tak przegrał. Dziś było tak samo. W drugiej partii obaj bowiem trzymali swój serwis i doprowadzili do tie-breaka. Tam też długo lepszy był Polak. Miał nawet dwie piłki meczowe z rzędu po tym, jak doskonale zagrał forehandem po linii. Pierwszej – przy serwisie rywala – nie wykorzystał, bo zepsuł backhand. Przy drugiej popełnił podwójny błąd.

Potem dostał jeszcze trzecią szansę, ale tu nie było już  nawet o czym gadać. Gdy Millman otrzymał piłkę setową, nie musiał nawet machnąć rakietą. Hurkacz znów popełnił podwójny błąd i tak skończył się set. Bolało tym bardziej, że przed tym spotkaniem Hubert nie przegrał w tym roku ani jednego tie-breaka. A grał ich sześć i to z dużo lepszymi rywalami. Dziś jednak nie tyle ograł go w nim rywal, co on sam sprawę po prostu zawalił.

Zostawał jednak trzeci set. W nim znów zaczęło się dobrze – Hubert przełamał rywala, które jednak bardzo szybko oddał. I od tego momentu nie wychodziło mu już absolutnie nic. Wkrótce po raz drugi stracił serwis, a Millman swojego nie oddał. I choć Hubert obronił dwie piłki meczowe, to przy trzeciej uległ. Mecz skończył się wynikiem 7:5, 6:7, 3:6 z perspektywy Hurkacza. Australijczyk awansował dalej, Polak z singlem w Madrycie pożegnał się w pierwszym meczu.

Powtórzmy jeszcze raz: mączka to nie nawierzchnia Hurkacza, ale… również nie Millmana. Takie mecze Hubert po prostu musi wygrywać. To było spotkanie, które miał nie tyle na wyciągnięcie ręki, co wręcz już trzymał w dłoni tylko po to, by je wypuścić i to w sposób wręcz spektakularny. Nie pierwszy raz zresztą, bo przydarza mu się to nadal co jakiś czas. O ile w turnieju w Miami, który wygrał, w kluczowych momentach był nie do zdarcia, o tyle dziś wręcz przeciwnie.

Można się dziś zastanawiać, czy Hubert dobrze zrobił, rezygnując z gry w turnieju w Monachium, gdzie dostałby szansę na więcej meczów na mączce przed wyjazdem do Madrytu. Millman się tam pojawił, doszedł do ćwierćfinału, zaznajomił się z nawierzchnią i dziś wygrał. Inna sprawa, że tego zwycięstwa by nie było, gdyby całkiem nie posypała się gra Polaka. A za to Australijczyk nie odpowiada. On swojego poziomu tak naprawdę nie podniósł, mecz podarował mu, niestety, Hubert.

I to chyba najbardziej w tej porażce boli.

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez