Michał Szpakowski: Każdy z nas wie kiedy atakować

Michał Szpakowski: Każdy z nas wie kiedy atakować

Mistrzowie świata w wioślarstwie już od kilku dni schodzą na wodę. Trenują w zamkniętym od środka Centralnym Ośrodku Sportu w Wałczu. Czują się mocni i szykują do październikowych mistrzostw Europy w Poznaniu. Wioślarstwo wymaga niesamowitej precyzji, w której tajniki wprowadza nas szlakowy osady mistrzów świata na czwórce bez sternika, Michał Szpakowski.

DARIUSZ URBANOWICZ: Mija tydzień odkąd zostaliście zamknięci w COS-ie. Jak się wam się tam żyje?

MICHAŁ SZPAKOWSKI: Wszystko jest tak jak było, poza wyjątkiem, że nie możemy opuszczać ośrodka. Na dziś możemy już korzystać ze wszystkich obiektów i budować formę. Jest OK!

A jak to wyglądało od początku? Bo wiadomo, że przechodziliście testy, potem w nerwach czekaliście na wyniki.

Przyjazd do Wałcza obwarowano różnymi restrykcjami. Każdy musiał się z nimi zapoznać i zgodzić się na nie, by wziąć udział w zgrupowaniu na tym terenie. Musimy przestrzegać wszystkich wymogów. A jednym z nich było poddanie się badaniom na COVID-19. Od razu po przyjeździe przechodziliśmy badanie lekarskie, pobrano nasze próbki. Pierwotnie mieliśmy oczekiwać 24 godziny, ale ostatecznie przeciągnęło się i czekaliśmy na wyniki trzy dni. W tym czasie musieliśmy zadowolić się rowerem stacjonarnym czy bieganiem na bieżni. W końcu okazało się, że wszyscy mieliśmy wynik negatywny i dostaliśmy zielone światło do rozpoczęcia treningu. Przystąpiliśmy więc do normalnego trybu przygotowań i mogliśmy zacząć schodzić na wodę. A o to nam chodziło.

Wałcz to kolebka polskiego wioślarstwa. Wynikami nasi zawodnicy się bronią, ale z ciekawości: jaka jest specyfika Jeziora Raduńskiego, akwenu na którym trenujecie?

Jest to tor bardzo szybki. Jego ukształtowanie pozwala na śrubowanie rezultatów, często na poziomie rekordów świata, które potem ciężko poprawić na innych akwenach. Faktycznie każdy akwen, każdy tor ma inną charakterystykę i różnią się one od siebie. Ośrodek jest przystosowany pod wioślarzy i kajakarzy. Mamy tu wszystko, czego nam potrzeba do treningu na najwyższym poziomie i do osiągania najlepszych wyników na świecie.

Przechodziliście sprawdziany, by ocenić efekty pracy w izolacji, bez schodzenia na wodę? Jak oceniasz ten okres, kiedy pracowaliście we własnym zakresie?

Ten okres był bardzo specyficzny i każdy musiał się z tym zmierzyć. Nie przechodziliśmy żadnych dodatkowych sprawdzianów i myślę, że one nie są konieczne. Każdy z nas realizował plan we własnym zakresie w domu i na pewno wszyscy jesteśmy w dobrej dyspozycji. Oczywiście nie jest to forma startowa, bo trening nie był pod to przystosowany. Wiemy, że jedynym światełkiem w tunelu są mistrzostwa Europy, które mają się odbyć na początku października w Poznaniu. A czy się odbędą, to dopiero zobaczymy. Forma jest zachowana, podtrzymaliśmy ciągłość treningu i chociaż nie był to trening stricte wioślarski, bo nie schodziliśmy na wodę, to każdy miał ergometr w domu, czyli tę maszynę do treningu na sucho i robiliśmy swoje.

Wioślarstwo z założenia wiąże się z ciężkim, żmudnym treningiem. Ten okres zamknięcia sam na sam z ergometrem wystawiał chyba na próbę waszą motywację?

Przez lata uczyliśmy się takiego treningu, jesteśmy przyzwyczajeni do tego reżimu. Zimą spędzamy wiele godzin na ergometrach. Faktycznie ciężkie było to, że mocno przepracowaliśmy okres zimowy i w momencie, kiedy na początku kwietnia miał odbyć się pierwszy Puchar Świata, każdy miał w sobie ogromne emocje startowe. Czekaliśmy na rozpoczęcie sezonu, rywalizacja została jednak wstrzymana. Ciężki okres, ale każdy z nas poukładał to sobie w głowie i przełożył cel na następny rok. Cały czas walczymy o marzenia.

Wioślarstwo wymaga „szwajcarskiej” precyzji, dokładnej współpracy całej osady. W czwórce każdy stanowi oddzielną, mocną osobowość. Czy w zbiorze czterech indywidualności macie miejsce na rywalizację między sobą? Czy wszystko zostaje ukierunkowane jednak na współpracę?

Oczywiście, podczas indywidualnych sprawdzianów mamy do czynienia z rywalizacją. Każdy z nas chce być tym najlepszym i wygrać dany test. Jednak to zdrowa rywalizacja, napędzająca nas. Potrafimy przełożyć ją na wspólny cel i to jest najważniejsze.

Jak wygląda podział funkcji na waszej łodzi? Wiadomo, że dwóch z was wiosłuje prawymi wiosłami, dwóch lewymi, ale są na pewno jakieś obowiązki czy czynności, które każdy członek osady ma do spełnienia.  

U nas to jest rozłożone. Szlakowy, czyli ja, nadaje rytm. Noskowym, który wydaje komendy, jest Mateusz Wilangowski, ale włącza się w to i pomaga w treningu również Mikołaj Burda. Ważną funkcję pełni Marcin Brzeziński, który siedzi na drugim wiośle. On bezpośrednio przekazuje rytm i tak naprawdę razem go nadajemy. Każdy ma swoje obowiązki, ale wiemy dokładnie i mamy dokąd płynąć.

Jesteście mistrzami świata. Co macie jeszcze do zrobienia na drodze do Tokio, by podtrzymać mistrzowską jakość? Mistrzostwo świata i Puchary Świata są istotne, ale w wioślarstwie czas odmierza się olimpiadami i tym, co się dzieje na igrzyskach. Macie sprecyzowany cel, ale nie pracujecie tylko na podtrzymanie statusu, lecz staracie się doskonalić.

Nie jesteśmy młodą osadą. Niektórzy powiedzą, że wyniki przyszły późno. Aby osiągnąć najwyższy pułap w takim sporcie jak wioślarstwo trzeba jednak umieć odnaleźć się w odpowiednim czasie i miejscu, znaleźć właściwą osadę, odpowiednie ustawienia, by wszystko grało tak jak dobrze nastrojony instrument. Co trzeba zrobić? Staram się poprawiać swoje wioślarstwo, eliminować błędy. Z roku na rok wiosłuję ciutkę inaczej i kiedy wydaje się, że osiągnąłem już najwyższy poziom, potem okazuje się, że znajduję jeszcze sposób, by coś poprawić. Dążymy do doskonałości, aby być jak najlepsi. Udało nam się to w ubiegłym roku. A czy uda się na igrzyskach? Okaże się. Ciężko mi powiedzieć, że znaleźliśmy złoty środek. Chcieliśmy sami przed sobą potwierdzić w tym sezonie, że zajmujemy ciągle to samo, najwyższe miejsce. Na dziś mogę tylko mówić o swoich odczuciach i mam wrażenie, że to się podtrzymuje. Zobaczymy, co przyniosą starty i konfrontacja ze światem. Wtedy będziemy mądrzejsi.

Nie musicie budować formy na szybko, a pierwszym poważnym sprawdzianem mają być październikowe mistrzostwa Europy na poznańskiej Malcie. Jak wygląda wasz trening w tym okresie?

Przedłużyliśmy okres przygotowawczy. Pracujemy bardziej nad wydolnością niż szybkością. Jak się zbliżymy do okresu startowego, zaczniemy włączać również szybkość.

Robiliście jakieś sprawdziany rok do roku? Wyglądacie inaczej niż rok temu? 

W połowie kwietnia mieliśmy sprawdzian na dwa kilometry na ergometrach. U każdego widoczna była poprawa formy fizycznej. Byliśmy na dobrej drodze by osiągnąć swoje życiowe wyniki w dalszej części sezonu. Porównujemy też łódkę do tego, jak pływała w stosunku do poprzedniego sezonu, ale nie mam szczegółowych wyników na 500 czy 1000 metrów, więc nie chcę się w ten temat zagłębiać.

Wyścig odbywa się na dwa kilometry, czasowo to wyniki na poziomie około sześciu minut, a różnice na mecie wynoszą czasem sekundy, a nawet setne. Nie ma pomiaru co do tysięcznej, ale setne wystarczą, by udowodnić, że dosłownie wszystko waży i przesądza o ewentualnym sukcesie. Czy to wiąże się z jakąś szczególną pracą nad sprzętem? Tunningowaniem łodzi, wioseł? 

Każdy dopasowuje swoją pozycję pod siebie, pod daną osadę. Nierzadko ustawienia zmieniają się delikatnie w ciągu sezonu. To jest uwarunkowane naszym rozciągnięciem, czuciem wody. Ustawia się kąt natarcia pióra w wodzie, podnóżek, wysokość doręcznej – czyli tej części wiosła, którą się trzyma w rękach – czy wysokość dulki względem burty. To wszystko są przekładnie, dźwignie, a więc troszkę w tym fizyki. Wszystko się dopasowuje do specyfiki danej osady i jej predyspozycji. Dużo elementów decyduje o efektywności właściwego przeciągnięcia wiosła przez wodę.

Wioślarze z wioseł krótkich mają pewien komfort, że nawet jeśli pływają na czwórce, mogą wziąć jedynkę i pójść na wodę. Na długich wiosłach jak zostajesz sam, nie masz możliwości popływania. Tobie zdarza się wiosłować na jedynce? 

Muszę przyznać, że przez całą moją karierę na skiffie pływałem może dwa razy. Jakoś nie było okazji. Co roku obiecuję sobie, że zacznę pływać na jedynce, ale potem okazuje się, że nie ma na to czasu. W moim przypadku nie jest to taki problem. Mamy sprzęt klubowy w Bydgoszczy, więc z Mikołajem Burdą bierzemy łódkę i schodzimy sobie na wspólne treningi. Pojechaliśmy razem do Kruszwicy na początku maja, jak już można było trenować na wodzie i sobie popływaliśmy. Nie było to problemem.

Jak się motywujecie do startu? Regaty kilkudniowe wymagają sensowego zbudowania mentalnego przed zawodami?

To jest proces, a nie kwestia kilku dni czy chwil przed startem. Już od początku sezonu każdy układa sobie w głowie, jak będzie to wyglądało, określa najważniejsze cele – mistrzostwa świata czy igrzyska olimpijskie. Świadomość startu budujemy przez całe przygotowania, na każdym jednym treningu. Ukierunkowujemy się. Wizualizujemy sobie sami w swoich głowach ten najważniejszy wyścig. Wiemy, co mamy robić i każdy przedstawia swoją wizję przed startem, mamy w głowach plan jaki realizujemy podczas biegu. Nie musimy specjalnie układać planu ataku. Jak jest potrzeba, to już w trakcie wyścigu pada hasło i każdy z nas szybko reaguje.

Rozmawiał
DARIUSZ URBANOWICZ

Posłuchaj rozmowy w formie podcastu – audycja Kierunek Tokio nr 56

Fot. Newspix.pl


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez