Michał, może to dobra pora na pożegnanie?

Michał, może to dobra pora na pożegnanie?

Wczoraj – w meczu o brązowy medal mistrzostw Europy – zagrał na niezłym poziomie. To on zresztą wykonał decydujący atak, zdobywając ostatni punkt w całym spotkaniu. Ogółem na turnieju prezentował się nie najgorzej. Zupełnie inaczej było na igrzyskach, gdzie pojechał nie w pełni zdrowy. Jako kapitan też nie pokazał się z najlepszej strony. Więc warto sobie zadać pytanie: czy ten brąz nie byłby dobrym pożegnaniem Michała Kubiaka z kadrą?

Michał w formie to świetny zawodnik, nie mam zamiaru się z tym spierać. Na mistrzostwach świata w 2018 roku potrafił w najtrudniejszych momentach dołożyć coś od siebie, znaleźć lukę w bloku czy obronie przeciwników, zdobyć niesamowicie ważny punkt. Zasłużenie MVP turnieju został wtedy Bartosz Kurek, ale za to, jak ciągnął zespół, miałem wielką ochotę wyróżnić również Kubiaka. Bo naprawdę to robił. Był kapitanem, gościem z charakterem, który gdy nie idzie, to da sygnał do walki.

Właśnie za charakter – jak się wydaje – dostał opaskę. Kubiak zresztą charakterny musiał być przecież od zawsze. Długo przebijał się na najwyższy poziom i do kadry, a gdy wreszcie się tam dostał, stał się bardzo ważną postacią zespołu. Nie mam zamiaru z tym polemizować – przez lata Michał był dla naszej siatkarskiej reprezentacji niesamowicie istotnym człowiekiem. Każdy to widział.

Tyle że w ostatnim czasie coś tu poszło nie tak.

*****

Igrzyska olimpijskie w Tokio nie były pokazem dobrej gry Michała Kubiaka. I to jest naprawdę łagodne stwierdzenie. Ostrzejsze brzmiałoby: kapitan naszej kadry był tam najgorszym elementem zespołu. Raz, że grał po prostu słabo. Dwa, że grał stosunkowo dużo mimo tego. I jasne, to drugie, to już decyzja trenera – bo i Vital Heynen tej sytuacji jest winny – jednak trudno nie zauważyć, że Kubiak do Tokio poleciał bardziej za zasługi. Sam zresztą mówił, że był to sezon do dupy. Po prostu.

Już po igrzyskach przyznał też, że miał w tym czasie robionych pięć zastrzyków, tak zwanych „blokad”, mających pozwolić mu na grę, w związku z jego problemami z plecami. Można podziwiać jego charakter i hart ducha, jasne. Z drugiej strony to jednak nie tylko niepotrzebne ryzyko związane nawet z możliwym doprowadzeniem się do poważniejszej kontuzji i konieczności operacji czy przedwczesnego końca kariery (Michał Winiarski coś o tym wie), ale też osłabienie reprezentacji.

Igrzyska mają bowiem to do siebie, że jedzie na nie nie czternastu – jak na innych wielkich imprezach – a dwunastu zawodników. Jeśli jeden z nich, który w teorii miał być podstawowym graczem, jest nie w pełni sił i ma problemy ze zdrowiem, prosta matematyka mówi nam, że nie powinien się tam znaleźć, a lepiej powołać po prostu kogoś zdrowego. Wprowadzanie takiego zawodnika na boisko to robienie krzywdy – i jemu, i zespołowi.

*****

Wina, powtórzmy, spoczywa tu w dużej mierze na Vitalu Heynenie. Ale pewnie nie bez podstaw Ryszard Bosek, legendarny gracz naszej reprezentacji, złoty medalista IO 1976, po igrzyskach powiedział „Super Expressowi”: – Zawsze było tak, że jeżeli trenerem rządziła drużyna, nigdy nie było wyniku. Bez względu na to, co powie kapitan, którego niektóre wypowiedzi mnie zresztą bulwersowały, choćby ta, że ma wszystkich krytyków w nosie i liczy się tylko ze sobą. A trener Heynen w pewnym momencie przyznał, że Michał Kubiak sam się wstawiał na boisko i sam z niego zdejmował. „Nie wiedziałem, że nie jestem trenerem” – coś takiego padło z jego ust. To był zwiastun tego, co się może zdarzyć.

Czy tak było? Z otoczenia reprezentacji docierały różne głosy. Faktem jest na pewno to, że Vital Heynen przesadnie przywiązał się do niektórych zawodników, z Kubiakiem na czele. Jasne, mógł liczyć na to, że Michał samym charakterem wiele da reprezentacji, ale za bardzo zaufał jego możliwościom i zawierzył sporo na szali temu, że Kubiak do decydujących meczów magicznie wyzdrowieje. Michał zresztą, jak się zdaje, popełnił ten sam błąd.

Co do charakteru swoją drogą to Kubiak, owszem, wiele potrafi kadrze dać, ale równocześnie w tym momencie – bo jeszcze dwa lata temu nie byłoby z tym problemu – trudno byłoby obronić to, że jest kapitanem. Bo w ostatnich miesiącach nie zachowywał się jak ktoś, kto pełni tę funkcję. Nie wyszedł do mediów po igrzyskach olimpijskich, nie chciał o nich rozmawiać później, nie stanął przed kamerami i mikrofonami po porażce ze Słowenią na mistrzostwach Europy. To już Fabian Drzyzga – którego fanem zdecydowanie nie jestem, bo uważam, że trzeba kadrze lepszego rozgrywającego – w takich sytuacjach prezentuje się znacznie lepiej.

Nikt pewnie nie miałby o to pretensji do Kubiaka, gdyby nie pełniona przez niego rola. I jasne, sam sobie „opaski” nie wręczył. Ale gdy już ją przyjął, powinien wywiązywać się z zadań należących do kapitana. Szczególnie, gdy zawsze podkreśla, że ma mocny charakter i walczy do końca. Skoro może walczyć do końca na parkiecie, niech potrafi też wytłumaczyć, dlaczego tę walkę przegrał on i cała reprezentacja. To takie proste.

Jasne, Kubiak mówił potem TVP, że jest tylko człowiekiem i po prostu nie czuł się na siłach, by to zrobić, po drugiej rozczarowującej porażce w tak krótkim czasie. Cytując jednak klasyka, można by użyć tu stwierdzenia: „Masz jaja? Wyjdź, pokaż”. Po prostu. Kubiak powinien być tym, który pójdzie do mediów po meczu. A już stwierdzenie – po spotkaniu o brązowy medal – że nigdy nie unikał kamer i zawsze przed nimi stawał, to po prostu jawne kłamstwo.

Swoją drogą, jak już stanął, to mocno zaatakował Ryszarda Boska (“niech nie pieprzy”) – zapewne za przytoczoną wcześniej wypowiedź. Wiadomo, że Michał bywa porywczy, ale wydaje się, że było to niesamowicie niepotrzebne, skoro kadra dopiero co zdobyła brązowy medal i można było po prostu się tym cieszyć. A tak rozpętała się nowa wojenka, bo Bosek – na łamach sport.pl – zdążył już Kubiakowi odpowiedzieć, nazywając go „nie-człowiekiem” i rekomendował mu milczenie.

Faktem jest jest, że starszy z siatkarzy często w przeszłości czepiał się Michała. Taka odpowiedź Kubiaka była jednak zbędna. Po, jakby nie było, rozczarowującym sezonie polskiej reprezentacji, nie przysporzy to pewnie Michałowi popularności.

*****

Czy więc Kubiak ma jeszcze miejsce w kadrze? W teorii – może mieć. Ale nie powinien być postacią pierwszoplanową. Jako ktoś, kto w trudnej chwili wejdzie z ławki i pociągnie zespół, pewnie mógłby w reprezentacji funkcjonować. Pytaniem pozostaje, czy sam na taką rolę się zgodzi, szczególnie, że gdyby miał ją pełnić, to zapewne pod nowym trenerem. Jeśli zaś chodzi o funkcję kapitana – wydaje się, że jest w reprezentacji kilka osób lepiej nadających się do jej sprawowania.

Nie sposób zaprzeczyć, że Kubiak potrafi być decydujący. Że nie spala się w kluczowych momentach. Że zawsze i wszędzie jest gotowy walczyć na parkiecie (czasem może aż za bardzo…) i często daje z siebie dwieście procent, by Polska wygrała mecz. Pewnie jest też dobrym kumplem, wielu siatkarzy o tym mówiło. Z drugiej strony ten gość ma już 33 lata, gra w lidze japońskiej, która – nie ukrywajmy – poziomem odstaje od czołowych lig europejskich, w tym sezonie już miał spore problemy zdrowotne, a w dodatku akurat na jego pozycji mamy prawdziwe bogactwo.

Weźmy pierwszych przyjmujących z brzegu. Jest więc Wilfredo Leon – nie bez powodu nazywany najlepszym siatkarzem świata, jest też Olek Śliwka, triumfator Ligi Mistrzów, potrafiący rozgrywać znakomite mecze i dobrze spisujący się w defensywie, jest robiący furorę Kamil Semeniuk, są też takie postaci jak Tomasz Fornal, Bartosz Kwolek, Bartosz Bednorz czy Artur Szalpuk. Najstarszy z tego grona jest Leon – na igrzyskach w Paryżu będzie mieć 31 lat. Czyli wciąż mniej niż Kubiak w Tokio. A biorąc pod uwagę, że celem dla nowego selekcjonera z pewnością będzie przede wszystkim medal olimpijski, to budować drużynę trzeba z myślą właśnie o igrzyskach.

Kubiak pewnie mógłby myśleć o występie we Francji. Gdyby tylko już teraz nie nękały go urazy. Sezon reprezentacyjny w siatkówce jest jednak bardzo obciążający, a i gra w Japonii – choć w słabszej lidze – nie pozwala Michałowi zwolnić, bo jest tam liderem swojej drużyny i dużo piłek jest posyłanych właśnie do niego. Jeśli chce jeszcze pograć kilka lat, pewnie w końcu będzie musiał z czegoś zrezygnować. O ile wcześniej nie zrezygnuje z niego trener.

Jasne, można zakładać, że do przyszłorocznych mistrzostw świata – w walce o kolejne złoto – Kubiak dociągnie. I tam też pewnie mógłby się ładnie pożegnać, oczywiście zakładając, że Polacy osiągnęliby sukces. Całkiem zresztą możliwe, że zdrowy Michał mógłby być ważną postacią kadry jeszcze w kolejnych latach. Umiejętności przecież nadal ma.

Na ten moment liczenie na niego przypomina jednak ruletkę, a sam Kubiak coraz częściej ściąga na siebie nieprzychylne spojrzenia z zewnątrz – a niekiedy nawet wewnątrz – środowiska. Więc może należałoby się pożegnać z kadrą teraz, zostawiając w pamięci fanów ten ostatni mecz z Serbią, który to właśnie Michał zakończył? Byłby to przecież – czysto sportowo, abstrahując od tego, co poza boiskiem – bardzo ładny koniec. Nawet jeśli to tylko brązowy medal, a sezon był gorszy niż oczekiwano, to zasług z całej kariery reprezentacyjnej nikt nie mógłby mu odebrać.

A tych ma przecież mnóstwo. I szkoda byłoby je w ostatnich latach zamazać złymi wspomnieniami.

SEBASTIAN WARZECHA

Fot. Newspix


Subskrybuj
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze Najlepiej oceniane
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
Jakub
Jakub
1 miesiąc temu

zgadzam sie prawie w calosci

Aktualności

Kalendarz imprez