Michał Haratyk zdominował Lekkoatetyczny Czwartek w TVP

Michał Haratyk zdominował Lekkoatetyczny Czwartek w TVP

Michał Haratyk pchał najlepiej i najrówniej w drugim konkursie kulomiotów w ramach Lekkoatletycznych Czwartków – ORLEN TVP Sport Cup. Zawody odbyły się na parkingu TVP, wystartowała w nich cała krajowa czołówka. Za tydzień do akcji wkroczą skoczkowie wzwyż.

Michał Haratyk już w pierwszej próbie ustanowił “rekord parkingu” osiągając odległość 21,12 m. Stał się tym samym jedenastym zawodnikiem na świecie, który w tym sezonie przekroczył 21 metrów. Kolejnej próby nie ustał w kole, ale w trzecim podejściu pchnął kulę jeszcze dalej – 21,26 m. W następnej osiągnął 20,86 m, a piątą i szóstą spalił, choć każde podejście było naprawdę dalekie i oscylowało wokół 21 metrów. O inauguracyjnym mityngu pisaliśmy tutaj:

ORLEN TVP Sport Cup: Lekka atletyka wróciła!

– Fajnie, czuję, że wracam. Łapię rytm, mogę wkładać siłę w pchnięcie, kiedy łokieć mnie nie boli, nie dokucza mi. A to czy pchnę 21 i 20 czy 40 centymetrów, czy też 22 metry to już kwestia detali: ułożenia wszystkiego w linii, tego czy kula poleci prosty czy w prawo. Dobrze, że czuję się pewny, że mogę pchać 21 metrów. Wcześniej miałem męczarnie z tym łokciem, a kula leciała poniżej 21 metrów. Takie pchanie nic nie daje, a można się uszkodzić. Fajnie, że wszystko zaczyna się układać – mówił mistrz Europy i rekordzista Polski (22,32 m).

Kiedy myśli się lub mówi o Michale Haratyku, ostatnimi czasy zawsze pojawia się niepokój związany z jego łokciem. Boryka się z nim już od poprzedniego sezonu: – Generalnie z łokciem było tak, że jesienią przeszedłem operację, staw został wyczyszczony, wydawało się, że wszystko jest w porządku. Po pięciu miesiącach przeszedłem kolejne badanie, bo znów zaczął mnie boleć. Mam tam jakieś ciało obce i czuję to dopiero kiedy wyprostuję rękę na maksa. Na szczęście nie wbija się to w nerw, tylko gdzieś obok. Wcześniej było tak, że uciskało na nerw i paraliżowało rękę. Dlatego wynik w Doha był taki a nie inny, bo nie byłem w stanie z tym trenować. Startując przełamuję pewną barierę, przyzwyczajam się i mogę pchać.

Kulomioci przybyli na Woronicza ze Spały, gdzie przebywają na zgrupowaniu w Centralnym Ośrodku Sportu. Wszyscy podkreślają, że trenują naprawdę ciężko i start ten potraktowali z marszu, nie szukali przed nim świeżości, co mocno się odbiło choćby na dzisiejszej postawie Konrada Bukowskiego. Michał Haratyk również przyznaje się, że obciążenia treningowe są naprawdę duże:

Sezon startowy szykuje się dopiero od sierpnia, więc teraz wciąż jesteśmy w treningu. Robimy praktycznie wszystko na bardzo dużych obciążeniach. Nie luzujemy przed takimi startami, bo nie ma po co. A siły nie zbuduje się dwa tygodnie, więc fajnie, że jest taki spokojniejszy sezon. Nie ma imprezy docelowej i mój plan na ten sezon jest taki, że będę się starał jak najbardziej wzmocnić siłowo. Dlatego będę chciał w przyszłym roku dodać do tego dynamikę i poprawić wyniki o pół metra. W wyciskaniu na ławie wróciłem do poziomu sprzed trzech lat. Miałem długi dołek – przez dwa sezony – bo było tyle startów, że nie było czasu budować odpowiedniej siły. W przysiadach też się wyrównałem z rekordem życiowym, choć atakowałem ostatnio 290 kg i nie poszło, ale w przyszłym tygodniu znów spróbuję. Idą więc duże ciężary, ale płacę za to utratą dynamiki, jestem trochę wolniejszy – to da się jednak nadrobić później. Od wtorku jesteśmy w COS-ie, zostajemy tam do 12 lipca, a co potem? Czy będziemy w Spale, czy wrócimy do mnie na wieś – to się okaże.

Nie był szczególnie zadowolony ze swojej postawy Konrad Bukowiecki, który przekroczył 20 m, lecz tego dnia nie stać bo było na pchnięcia powyżej 21 m: – Uśmiechu zbytnio nie ma, ale też nie ma powodu do smutku, bo granica żenady nie została przekroczona. Pchnąłem 20 metrów, co jest dla mnie granicą przyzwoitości. Nie jest to powód do zadowolenia, ale nie smucę się. Brakowało mi dziś prądu. Wczoraj miałem naprawdę fajny trening, po którym spodziewałem się, że dziś będzie bardzo daleko, ale chyba trochę za bardzo się wystrzelałem. Nie odpuszczałem przed tym startem, bo nie ma to sensu. Trenujemy bardzo mocno, cały czas w głowie mamy igrzyska olimpijskie, które są dopiero za rok. Co roku mieliśmy jakąś docelową imprezę, a w tym sezonie najważniejszym startem będą mistrzostwa Polski. Chyba muszę zrobić sobie dzień albo dwa dni wolnego i odzyskać trochę świeżości, bo ostatnie trzy dni solidnie potrenowaliśmy, a potem efekt jest taki właśnie, że tego prądu trochę brakuje. Dało się to dziś odczuć. 

Na kolejnych miejscach, za dwójką naszych eksportowych kulomiotów, sklasyfikowani zostali Jakub Szyszkowski (19,59 m), Sebastian Łukszo (19,31), Andrzej Gudro (18,63) i Jan Parol (18,54).

W dobrym humorze, w przeciwieństwie do Bukowieckiego, był Tomasz Majewski, nasz dwukrotny mistrz olimpijski w pchnięciu kulą: – Widać, że ten sezon się rozkręca, chłopaki też. Na lepsze wyniki i większe emocje musimy poczekać do sierpnia, bo wtedy będzie więcej międzynarodowych mityngów. Michał Haratyk pokazał dziś kilka solidnych, równych pchnięć. Konradowi Bukowieckiemu zabrakło trochę dynamiki. On jest na obozie, ciężko trenuje i widać to po nim. Za tydzień w ramach Czwartków Lekkoatletycznych zobaczymy jeszcze inny format, będziemy w studiu telewizyjnym, gdzie rywalizować mają skoczkowie wzwyż. Pojawią się między innymi Kamila Lićwinko i Sylwester Bednarek. Odmrażamy lekką atletykę, coraz więcej się dzieje i to nie tylko na stadionach, ale jak widać również na parkingu TVP.

Przed nami jeszcze trzy mityngi ORLEN TVP Sport Cup. Za tydzień skok wzwyż, a w kolejny Lekkoatletyczny Czwartek znów zobaczymy w akcji tyczkarzy. Cykl zakończy się drugim startem skoczków wzwyż.

DARIUSZ URBANOWICZ

ORLEN TVP Sport Cup: Lisek latał najwyżej

Fot. Marek Biczyk/PZLA


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez