Michael Phelps pomaga, zamiast odcinać kupony

Michael Phelps pomaga, zamiast odcinać kupony

Ostatnie igrzyska olimpijskie, na których go zabrakło? Atlanta 1996. Od tego czasu pojawił się na wszystkich imprezach, zgarniając przy okazji dwadzieścia trzy złote medale. Możemy mówić o tylko jednej osobie. Michael Phelps obchodzi dzisiaj 35. urodziny. Co u niego słychać? O pływaniu już dawno nie myśli. Bardzo angażuje się natomiast w szerzenie świadomości na temat zdrowia psychicznego.

Jeśli szukamy przykładu sportowca z idealnymi predyspozycjami do swojej dyscypliny, on pierwszy przychodzi nam na myśl. Urodził się, żeby pływać. Zarówno ze względu na wybitne warunki fizyczne, jak i mentalność: dążenie do kolejnych sukcesów w sporcie, który opiera się na ciężkiej pracy i rutynie. W tej całej stercie złotych krążków znalazło się również miejsce na pomniejsze skandale, jak i zabawne anegdoty. Jak choćby ta, że rzekomo spożywał dwanaście tysięcy kalorii dziennie.

Karierę zakończył w 2012 roku, ale powrócił i mając ponad trzydziestkę na karku, był najlepszy na kilku dystansach podczas igrzysk w Rio de Janeiro. Następnie ponownie odłożył czepek do szafki i zarzekł się, że to już koniec. Z basenu będzie korzystał tylko w celach rekreacyjnych. Na razie dotrzymuje obietnicy, bo o jego występie w Tokio nic się nie mówiło. Z drugiej strony, teoretycznie jeszcze ma czas. W końcu Mark Spitz – poniekąd jego poprzednik – starał się o olimpijską przepustkę jako 42-latek…

Wydaje się jednak, że Phelps zawiesił oczy na kolejnym celu. W pewnym stopniu postanowił pójść śladami… Michaela Jordana – Zrobił wiele dla świata koszykówki. Chcę dokonać podobnych rzeczy […] Mam trochę planów, jakie chciałbym zrealizować w świecie biznesu. Myślę, że nikt nie wie, co tak naprawdę zamierzam, ale jestem osobą, która zawsze tworzy stawia sobie wyzwania – mówił na łamach NBC. Oczywiście największy olimpijczyk w historii nie zamierzał mieć nic wspólnego z basketem, po prostu zainspirowało go to, jak Jordan poradził sobie po zakończeniu kariery.

Nie ukrywajmy Amerykanin jest wciąż niemal wyłącznie kojarzony z pływaniem. Jego sukcesy są świeże w pamięciach ludzi i szybko się to nie zmieni. On jednak staje się kimś więcej niż byłym olimpijczykiem.Poza spełnianiem się w świecie biznesu, wspomaga sport w inny sposób, szerząc świadomość na temat zdrowia psychicznego. Jak wiemy, Phelps podczas kariery pływackiej walczył z depresją. – Nie chciałem być częścią tego sportu. Po każdych igrzyskach doznawałem ciężkich stanów depresyjnych. Kiedy dosięgasz takiego dna, do myśli przychodzą ci nawet myśli samobójcze – tłumaczył dla The Guardiana.

Na takie wyznania zebrał się dopiero w 2018 roku. Po raz pierwszy poczuł się bezsilnie po imprezie w Atenach, kiedy miał zaledwie 19 lat. Teraz już jako w pełni dorosły mężczyzna, ojciec dwójki dzieci, stara się walczyć ze stygmatyzacją. – Zdrowie psychiczne jest bardzo bliską mi kwestią. Staram się dotrzeć do ludzi, ale nie jako Michael Phelps – nadczłowiek i superbohater, a Michael Phelps, który jest człowiekiem i ma problemy. Każdy może przechodzić przez trudny czas w życiu. Pomaganie ludziom znaczy dla mnie wiele więcej niż wygranie jakiegokolwiek medalu. Depresja jest czymś, co towarzyszy mi do dzisiaj, nigdy kompletnie nie znika. To ważne, żeby ludzie wiedzieli, że nie ma w tym nic złego – mówił w USA Today.

Najlepszy olimpijczyk wszech czasów regularnie bierze udział w różnych konferencjach. Zaangażował się również w produkcję serialu dokumentalnego ze stajni HBO “Weight of Gold”. Gwiazdy olimpijskiego sportu, na czele z Phelpsem, opowiedzą w nim o problemach, jakie dotknęły ich podczas kariery. Premiera wyznaczona została na 29 lipca. Poza pływakiem poznamy również historię m.in Shauna White’a, Bode’a Millera oraz amerykańskiego narciarza, który w 2011 roku popełnił samobójstwo Jereta Petersona.

Przez długi czas postrzegałem siebie wyłącznie jako pływaka tłumaczył Phelps, który jest również producentem wykonawczym dokumentu. Kiedy zszedłem z piedestału w Rio, wiedziałem, że wielu moich kolegów i rywali nie było świadomych ani przygotowanych na to, co spotka ich po zakończeniu igrzysk. Poprzez dzielenie się naszymi historiami, chcemy zachęcić samotnych w swoich problemach sportowców do otworzenia się. Chcemy pokazać im, że nie są sami. I że czucie się źle, nie jest powodem do wstydu.

Michael Phelps na basenie stawał się kosmitą. Po skończeniu kariery regularnie udowadnia jednak, że ma ludzką twarz. Jest mistrzem olimpijskim, jest milionerem, ale przede wszystkim jest człowiekiem, jak my wszyscy.

Fot. Newspix.pl


Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze

Aktualności

Kalendarz imprez